13:08:00

Pięć moich największych wad i jak z nimi walczę


WADY NA KAŻDYM ETAPIE ŻYCIA

Na każdym etapie życia mamy inne wady. Te wady są najczęściej największą przeszkodą w naszym życiu. W miarę upływu lat zaczynamy zdawać sobie sprawę z tych wad i wyciągamy z nich wnioski. Uczymy się z nimi walczyć. Czasem sami sobie nie dowierzamy jak mogliśmy się wplątać w tę spiralę własnych słabości. Czasem śmiejemy się z nich, a czasem po prostu nam wstyd. Tyle w życiu popełniłam błędów, że wystarczyłoby na cały pułk wojska. Ale szczęścia też miałam tyle, że wykaraskałam się z części tych błędów, które popełniałam. Sama się w nie wplątywałam, bo wady miałam. Te wady, nie kto inny, ani nic innego, to one mnie na nieprzyjemne sytuacje skazywały. Co tu dużo mówić... najczęściej jest tak, że sami dla siebie jesteśmy przeszkodą, bo zatwardziali jesteśmy w swoich przekonaniach na przykład i nieugięcie trzymamy się ich. Nie pozwolimy sobie niczego przetłumaczyć. Najmądrzejsi jesteśmy. Tak na ogół człowiek młody ma, że wszystko wie najlepiej. I co? Skutki z czasem są takie, że nie pomoże już nawet przysięganie poprawy, naprawy... mleko się rozlało i trzeba poprosić krówkę, żeby dała nowe.

Łatwo tak poniewczasie wysnuwać takie tezy. Na bieżąco. świadomie zdałoby się przyjąć do siebie jakie wady się ma i zamiast nauczyć z nimi żyć, to powalczyć. Powalczyć, by łatwiej samemu z sobą nam się żyło. Choć to trudne jest. Jako właścicielka byłych, niebyłych i teraźniejszych wad, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. 

TO TERAZ PRZYZNAJĘ

obecnie najbardziej wkurzam się, że:

1. Wszystkim przejmuję się nad wyraz, niepotrzebnie. Tak samo przeżywam śmierć wróbelka znalezionego na chodniku, jak kogoś kogo znałam przed laty, jak osoby z pierwszych stron gazet, jak pisarza, aktora, bezdomnego, o którym teraz trąbią media, publicysty, nawet polityka ;) Ale też tym co na świecie się teraz wyrabia. Staję się neurotyczna, przewrażliwiona, boli mnie głowa i nie mogę spać. A przecież wiem, że walka z czymś co nieuchronne, jak np. śmierć...  jest idiotyczna. Jak i to, że przejmowanie się tym, na co wpływu nie mam żadnego. Walczę z tym. Zawsze staram się znaleźć dobre strony w najgorszej nawet sytuacji. Bo jak mi prawiła babcia, wszystko po coś jest. Tylko trzeba się na zimno temu przyjrzeć. Ze wszystkiego można naukę wyciągnąć, Ale to takie gadanie. Osobiście trudno przychodzi mi to tłumaczenie. To jest porażką człowieka, gdy za bardzo przykleja się do rzeczywistości i nie potrafi odpłynąć od niej, rozluźnić się. Tacy politycy mają wprost odwrotnie, w ogóle nie czają teraźniejszości i tego, że nie sami na tym świecie się poruszają ;-)

2. Ostry, niewyparzony język mam i często używam go. Nie mogę się wprost opanować, gdy krzywda mi się dzieje, lub komuś obok i ja to zawsze muszę ostro ripostować, tak że tej drugiej osobie w pięty leci, jak moja riposta do niego doleci. Nie potrafię trzymać języka za zębami, nie potrafię być obojętna. A jak ktoś z tej przyczyny wejdzie ze mną w spór, to już lecę równo. Gdy głowa walczy z niemocą, to moje usta przychodzą z pomocą. Czasem taki niewyparzony język przysparza kłopotów. Ale trudno, nie pozwolę sobie wejść na głowę. U mnie to łączy się z godnością, której nie mogę sobie pozwolić na zszarganie i dlatego staję w jej obronie. A skoro ludzie prostego języka nie rozumieją, zachować się nie potrafią, to trzeba ostrzejszego użyć sformułowania. Czasem też duszę się wśród jałowych, nic nie kumających głów, więc aby nuda mnie nie przydusiła, albo co gorsze w rozwoju mym nie cofnęła...wtedy tylko terapia szokowa skutkuje. I albo zyskuje się się przyjaciela, albo nie ma martwić się czym :-)

3. Wady nie określają człowieka, tylko to jak z nimi człowiek walczy. Z moim lenistwem, które czasem mnie dotyka, wtedy gdy ból nie tyle mnie dotyka, co na podłogę spycha i ryczę z bezsilności w te panele... że tak nie może być... nie będzie rządził mną ten gość. I wstaję z wszystkich sił i wytyczam sobie małe plany, małe kroczki, by dojść do dużego kroku, by zapomnieć o wszystkim co złe. Tłumaczę sobie, że za Stara już jestem, żeby tracić czas, więc muszę wykorzystać go na 100% i jeszcze więcej, bo kiedyś żałować, że w tak nierozsądny sposób go straciłam. A przecież mniej go mam niż dwadzieścia lat temu. Stało się, trudno, to co było minęło i teraz w tym innym czasie trzeba znaleźć inne możliwości na realizowanie swoich założeń w zmienionej rzeczywistości. Czasem łatwiej, czasem z większym trudem mi to przychodzi, ale dzielnie próbuję ;-)) gdy leń przydusi mnie, to mówię: nie jesteś seksownym facetem byś mnie obłapiał, więc spadaj :-))

4. Skłonność do oszukiwania. I oszustów nie muszę daleko szukać. Sama siebie oszukuję i to w tylu sprawach, że trudno tu wszystkie je wymienić. Zaklinam rzeczywistość, pocieszam się, udaję kogoś innego nie chcąc przyznać się do swoich błędów. Nie chcę widzieć, słyszeć prawdy, choć mam jej świadomość., w różowych okularach, staram się zobaczyć ją inaczej. Uciekam przed nią, tą prawdziwą. Z różnych powodów... bo jest zbyt bolesna, bo nie chcę jej do siebie dopuścić, bo jej nie znoszę, boję się. I tak okłamując siebie, dochodzę do momentu, że inni też mnie oszukują. A przecież tego nie chcę. Czas spojrzeć w lustro nie przez pryzmat dokonań i pragnień, ale szczerze, bez przypudrowywania wizerunku, bez perfum...i nazywać wszystko po imieniu... prawda jest taka... fałsz taki. I z taką rzeczywistością świadomie żyć. Złudzenia są wygodne. Dają poczucie bezpieczeństwa. Jesteśmy z siebie zadowoleni i w tym samym momencie przestajemy o siebie walczyć, bo z samozachwytu, stoimy w miejscu. Muszę z tym sobie poradzić, przecież nie chcę przez swoje wygodnictwo sama siebie do siebie zrazić.

5. W rezultacie nie wiem czy to do końca jest wada ;-) Jestem zarozumiała. Ale nie w tym aspekcie, że wszystko wiem lepiej, że się wywyższam, że uważam za kogoś lepszego... odczuwam to raczej jako pewność siebie, która jednak może być jako zarozumialstwo postrzegana. Ani pyszałkowata, ani arogancka, nieprzystępna, przemądrzała nie jestem. Ale przyznaję, że mimo pogiętego kręgosłupa, to wysoko noszę głowę. Uśmiecham się, zagadam do każdego bez względu na wiek i piastowany stołek... staram się być miła, nie sprawia mi kłopotu uśmiechnięcie się do każdego. A jednak, coś we mnie jest, coś takiego, że starsza córka Baronową mnie nazywa ;))) Wytworzę w sobie więcej pokory, ale głowy i tak nie spuszczę. Nie będę patrzyć na czubki swoich butów, tylko każdemu prosto w oczy. 

ALE TO JUŻ BYŁO i nie wróci więcej :-))

Byłam kiedyś bardzo ciekawska, a to przekleństwem stało się mym. Złośliwość też przerabiałam, wybaczać nie umiałam, tolerancji mi brakowało, zrozumienia nie dawałam, brak pokory itd. to destrukcyjnie na mnie wszystko działało i życie utrudniało. Nim sobie to uświadomiłam, nim w sobie swoje wady zobaczyłam, nim innych przestałam oceniać, a siebie jak najbardziej przesadnie dobrze doceniać - to upłynęło sporo czasu. Czasu, który, gdy niekoniecznie dobrze postępowałam, nie musiałabym teraz uważać za stracony...  już nie do odrobienia czas.

NIE NASZE WADY, POWINNY KIEROWAĆ NASZYM ŻYCIEM

Wady potrafią udaremniać plany, cele najbardziej szlachetne i dlatego w porę należy zastanowić się, co w sobie zmienić... dla własnego dobra. Po latach doświadczeń bardzo wielu, nieraz dziwnych nawet... wiem, najważniejsze jest to, by patrzeć sobie bez wstydu w lustro. I nie chodzi mi tu o wygląd twarzy, lecz o oczy... co w tych oczach zauważymy. I w porę się nad sobą zastanowimy:-)

W swoich widzę ostatnio lęk.... bliżej niesprecyzowany... muszę wybyć się go. Przecież nie jestem tchórzem :))





17 komentarzy:

  1. Uwielbiam czytać Pani wpisy. Każdy ma swoją drogę i różne wady do przepracowania. Nikt nie jest bez wad, bo nie miałby po co żyć tu, na Ziemi. Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję wdzięcznie za dobre słowa. Staram się wypracowywać w sobie bardziej zalety, niż walczyć z wadami. Ale ostatnio słabo mi idzie, jedno i drugie:-) Buziaki:-))

      Usuń
  2. Dorotko, myślę, że numer 5 wcale nie jest wadą.
    Jaki uroczy psiaczek.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci ślicznie Małgosiu i buziaki również od Atiego:-))

      Usuń
  3. Oj tak te wady nam przeszkadzają a tak trudno ich się pozbyć:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej czasem się nie zastanawiać tylko iść jak najprostszą drogą:-))Całusy:-))

      Usuń
  4. Nooo... zarozumiała w Twojej definicji też jestem i jęzor niczego sobie też posiadam. Ale nie zamierzam z tym walczyć, to mnie nawet cieszy, że jestem wyrazista.Psina cudna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli się człowiek przyznaje do swoich wad to już jest ok. Gorzej jak udaje ideał bo wtedy gotów jest zniszczyć każdego kto nie widzi w nim ideału a tylko zwykłego człowieka.
    Ale cudny ten maluszek. Pewnie się dziwi wady jakie wady? Jesteś super inaczej bym nie był twoim przyjacielem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się człowiek nie przyznaje, to jest hipokrytą... i tyle. Pozdrawiam Ciebie serdecznie i dziękuję za Twoje słowa. Buziaki:-))

      Usuń
  6. Jakie wady? Gdzie tu widzisz wady? Nie walcz z tym!! Silna dziołcha z Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wdzięczne za Twoje słowa. Pozdrawiam serdecznie:-))

      Usuń
  7. Każdy z nas ma jakieś wady, grunt to umieć się do nich przyznać :) Ja kiedyś również wszystkim się przejmowałam. Od kilku lat udało mi się z tym wygrać i w sumie nie przejmuje się już głupotami jak wcześniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. To racja. Nami tak naprawdę też się nie przejmuje, ale natura empatycznego człowieka z normalnym ego, jest taka, że przejmujemy się innymi. Choć bzdetami nie ma co się przejmować. I tgo prawda jest:-)) Pozdrowionka:-))

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie najgorsze to przejmowanie sie wszystkim co malo istotne i ten niewyparzony jezor. Walka z tymi wadami jest niezwykle trudna. Trace nerwy i zdrowie na bzdety a potem to sie na mnie odbija.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger