16:58:00

CIERPIENIE ILONY

ILONA

Ilona korpulentna kobieta po pięćdziesiątce. Niewysoka, ale za to z dużym  biustem i serdecznym uśmiechem jakby przyklejonym do twarzy. Od jakiegoś czasu Ilona jest smutna. Co miesiąc, z regularnością miesiączki (której już nie ma) przychodzi do niej, powraca temat zdrady jej męża sprzed lat. Patrzy na kartkę z kalendarza, 19-ty, kolejny 19-ty. To już 5 lat jak Jurek jej ukochany zostawił ją dla młodszej kobiety. Nic tego nie zapowiadało. Jurek zarabiał pieniądze, a ona zrezygnowała z marnej pensyjki w szkole i zajęła się dziećmi, ogromnym domem i ogrodem. Wszędzie razem poza tym bywali. Jako dobre, zgodne małżeństwo byli odbierani. Bajka po prostu.

CO SIĘ STAŁO?

Dbała o Jureczka swojego, koszule prasowała, smakołyki gotowała, o dzieci troskliwie dbała. Sama też siebie nie zaniedbywała. Umiała trafnie swą kobiecość podkreślić, stąd budziła pożądliwe spojrzenia innych mężczyzn. Ale Ilona na nie nie zważała. Swojego Jurka do bólu kochała. I bez niego, swoich dzieci i tego domu, w którym ta ich miłość się rozwijała - nie wyobrażała  sobie życia. A tego 19-go, to piątek był. Jurek spakował walizkę. Stanął w drzwiach i powiedział, że odchodzi do innej kobiety, bo jej - Ilony nie kocha już. Ma nadzieję, że ona to zrozumie, że chce inaczej żyć, że od życia trzeba brać jak najwięcej i on to właśnie czyni. Jej też doradza zakochanie się na nowo, w końcu dzieci już dorosłe, to ostatnia szansa, żeby zacząć nowy cudowny początek.................................. Odwrócił się i wyszedł. Jeszcze przez ramię jej bąknął, że nie ma się martwić o kasę, bo on jej będzie przelewał godne pieniążki.

OD TEGO CZASU

Ten obraz nie opuszcza głowy Ilony. Roztrząsa go na wszystkie sposoby. Nie umie sobie z tą swoją samotnością, wywołaną odrzuceniem bezwzględnym poradzić. Pozornie żyła, funkcjonowała normalnie, ale w jej oczach nie było iskierek, a uśmiech był blady. Wszystko co robiła, było automatyczne. Już łąka kwiatów na ogrodzie jej nie cieszyła, a zimą śnieg na dróżce do domu, nie robił wrażenia. Po prostu nie wychodziła z niego. Czuła się słaba i bezsilna, wyczerpana. Były też lepsze dni, gdy ktoś zadzwonił, swoimi sprawami odwrócił uwagę od jej cierpienia. I to były te lepsze dni... wszystko jakby wracało do normy. Ale wystarczył drobiazg, wspomnienie, na kartkę z kalendarza spojrzenie i czuła jak pot ją zlewa, głowa zaczyna boleć i emocje powracały z ogromną siłą. Znowu to pytanie dręczące, dlaczego, co nie tak zrobiła, przecież tak się kochali, a przecież Jurek też jest stary, a ona nawet od niego młodsza.. Tylko, że on do jeszcze młodszej odszedł. Czy ta druga siemię lniane na jego wrzody żołądka mu parzy? Czy ona wie o tym, że oprócz grubego portfela oprócz tych wrzodów, ma jeszcze torbiele na nerkach, i powinien dużo pić i Urosept zażywać? Tak się zamartwiała.

POMIMO UPŁYWU CZASU

Nic się u Ilony nie zmieniało. Ciągle dręczyła się pytaniem czemu jej się tak zdarzyło. Do tego serce ją paliło, bo wiedziała, że jej Jurek ma się świetnie i dalej jest zakochany, tyle, że wiadomo iż nie w niej, tylko w tej młodszej. Cierpiała, ból swój lepiej pielęgnowała niż ogród, który kiedyś był oczkiem w jej głowie. Teraz tylko wspomnieniami podsycała w sobie poczucie krzywdy i złości. A ta świadomość, że jej mąż (ciągle mąż) ma się tak dobrze, w momencie gdy ona tak cierpi, że jest sama gdy on szczęśliwy w ramionach innej kobiety - dobijała ją... zabijała w niej chęć do życia. Dzieci ją odwiedzały i pocieszały, ale ona pragnęła swojego życia, a nie uczestnictwa w ich życiu. Choć to miłe było z ich strony, że wspierali ją jak bardzo mogli. Tyle, że nie bardzo mogli, bo ona ich od siebie odpychała i coraz bardziej w rozpaczy i żalu się pogrążała. Jakby to umartwianie miało coś zmienić, ułatwić, czy może dobić się chciała. Sama już siebie nie rozumiała. To odejście Jurka było jak wbicie zaostrzonego koła w jej ciało, a ona tym kołkiem niezmiennie poruszała, zamiast wyrwać ze swojego ciała. Nie potrafiła zapomnieć o przeszłości, odciąć się od niej. Nie chciała, nie umiała przejść do porządku dziennego nad faktem, że nie wróci, do tego co było. To się skończyło. Trzeba wyszarpnąć ten kołek z ciała, odrzucić daleko i cierpliwie czekać aż rana się zagoi. Ale nie czekać z przeżywaniem własnego życia. W innej opcji - bez Jurka.

TELEFON

Ilona zadzwoniła do mnie, płakała i o Jurku opowiadała. Z miłością, ze złością i nienawiścią jednocześnie. Przeklinała, płakała i śmiała się z boleścią. Jak mam żyć? Co zrobić mam? Przykro było jej słuchać. Długo rozmawiałyśmy raz, potem drugi i jeszcze kilka. Aż wreszcie Ilona była gotowa rozstać się z przeszłością, uwolnić od niej i otworzyć na siebie. Zrozumiała, że to kim była kiedyś będąc żoną Jurka nie może stawać jej na drodze do tego kim chce być dzisiaj, kim może być jutro. Doszło do niej, że powinna mu przebaczyć i pozwolić żyć jak chce, a wtedy ona sama, ma szansę jeszcze być szczęśliwa. Nie miała wpływu na decyzję Jurka, ale z pełną świadomością sama może dzisiaj zadecydować, co zrobić dla siebie. Tylko musi zaufać sobie. 

POKAŻ MU

Pokaż mu, że nie jesteś ofiarą, jesteś silniejsza niż on myśli i potrafisz żyć cudownie, zupełnie bez niego. Pomyśl ile rzeczy w życiu doświadczyłaś, ile potrafiłaś zrobić, ile przeciwności losu pokonać umiałaś, ile razy sobie i innym udowodniłaś, że jest w Tobie wielka siła przebaczenia i na jej fali Ty teraz będziesz sobie spokojnie żyć. Ale przedtem rozwiedź się z nim. Ureguluj z nim to, do czego się tak nie rwie za bardzo, jakby na wszelki wypadek chciał mieć możliwość powrotu. Zamknij te drzwi dla Jurka. Ty otwierasz się na nowe doznania. W końcu nie jesteś stara ;-)A nawet gdybyś kiedyś tak się poczuła, to  nie zapominaj, że ciągle jest w Tobie mała dziewczynka, Ilona z serdecznym uśmiechem na ustach, jakby przyklejonym :-)))





16 komentarzy:

  1. Nie warto się katować z takiego powodu, nie był jej godzien, niech idzie, żeby tylko nie zechciało mu się wrócić:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BasiaW..Latwo powiedziec "niech idzie "...a zona co ? jak stary kapec wyrzucic !? Odsunac od wszystkiego ,bo juz jej "termin przydatnosci do spozycia minol "!?Pan maz Ilony godnosc mial gdzies ,skoro namieszal tak strasznie w zyciu zony i swojej rodziny ...Mysle ,ze Ilona caly czas ma nadzieje ,ze niewierny maz wroci ,bo ona go nadal kocha ..

      Usuń
    2. Czasem lepiej być samą niż na siłę z kimś i czuć, wiedzieć, że się jest oszukiwaną. Truda i niezwykle smutna to sytuacja.Nikomu takiej nie życzę.

      Usuń
  2. Pięknie wyglądasz, zawsze, a dziś szczególnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wdzięcznie dziękuję i serdecznie pozdrawiam:-)))

      Usuń
  3. Sama jestem na rozdrożu i wiem że nie jest lekko...:Ślicznie wyglądasz:)))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu Kochana, trzymaj się, jakby co to pisz... Dzięki za dobre słowa. Ściskam serdecznie i czule:-)))

      Usuń
  4. Z przeszłością trzeba zerwać jak najszybciej. Sama się tak katowałam jak przed 59 tymi urodzinami i jeszcze w czasie ciężkiej choroby poszedł sobie. Może i jest młodsza, ale na pewno mi nie dorówna :D Jak zawsze pięknie i elegancko wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie człowiek był, jeśli chorą Cię zostawił. Nie ma kogo żałować. Teraz masz nowe otwarcie i możesz sama swoim życiem kierować. A jak będzie ta wola, to jeszcze spotka Cię miłość . Dzięki za piękne, dobre słowa i i ściskam Ciebie czule:-)))

      Usuń
  5. Trzymam kciuki za wszystkie Ilony. Pokażcie mu!!!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubie tu zaglondac i czytac .Poruszylas tutaj temat coraz czestszych zawirowan w malzenstwach ...Naszym panom po 50 tce odbija i wystarczy ,ze byle jaka pani poswieci im uwage i jest dla nich mila i juz ,juz oni sie popisuja ,ze no "jedno zycie ,a oni by jeszcze ,a oni by mogli ,ze ho,hooo itd...nie mysla co bedzie za kilka lat ?! ze zniszcza psychike zony i dzieci ..Jedno co mi sie spodobalo ,to to ,ze maz Ilony postawil sprawe jasno odchodzac ,nie zyl latami na dwa domy ,nie musial klamac ,klamac ...bo to jest okrutniejsze !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikogo nie oceniam, nie ja jestem od tego, ale wiem, że karma wraca. I tyle.

      Usuń
  7. Zastanawia mnie, skąd to się bierze. Dlaczego dwoje ludzi decydujących się na całe życie ze sobą, po latach doprowadza do tragedii. Dlaczego serce jednego z nich śmiało przylepić się do innego serca?

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie to tylko dziwi to, że już nic mnie nie dziwi:-))

    OdpowiedzUsuń
  9. Żal i smutek za tym co było a czego nas pozbawiła druga osoba czasami przyćmiewa wszystko co jeszcze może nas spotkać dobrego. Ważne żeby się jakoś pozbierać ale to jest trudne i wymaga pomocy. Może czas jest dobrym lekarstwem ? Nie wiem. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger