Dopóki jestem, dopóki trwam moja góra kamyczków istnieje na ziemi. Gdy nieuchronnie przyjdzie po mnie Jedna niemiła Pani, to i góra się rozsypie, choć mam nadzieję, że niektóre jej odłamki zostaną w pamięci innych, i w ten sposób będą też tworzyć ich górę.
Mogłabym swoje życie ułożyć inaczej, postawić na inne cele, wolniej biec, gdy serce krwawi usiąść w kącie i płakać, nie walczyć z bezsennością... pokazać bezwzględność w odpowiedzi na wyrządzoną krzywdę, ale przyznaję: jestem ogromnie zdeterminowana do tego by być... być jak najdłużej, bo dopóki jestem wszystko ma przyszłość, a teraźniejszość choć czasem wściekle mnie gryzie, to przecież ja jeszcze ciągle mam zęby i wiem, że nie mam już czasu na warczenie... ja muszę gryźć! Gryźć, by utrzymać to moje życie, życie smakowite, ale tylko wtedy szczęśliwe jeśli w odpowiedniej harmonii i ładzie będzie przeżywane.
Jestem świadoma siebie, swoich niedoskonałości, pełna pokory wobec świata, wdzięczności ale też świadoma swojej wartości i pełna jeszcze pragnień, wymagań wobec tej chwili, dopóki w niej jestem.
1. "Balladyna" Słowackiego na motocyklach – 1976 rok. Reżyseria Adam Hanuszkiewicz – Teatr Narodowy w Warszawie, moja klasa Liceum pojechała i zobaczyła Bożenę Dykiel w roli Goplany zasuwającej na scenie, na motorze. Do dzisiaj pamiętam swoje ówczesne zafascynowanie. Tak się zaczęła moja sympatia do teatru.
2. Gest Kozakiewicza (Letnie Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980 roku) – taki pełny upust temperamentu, pokazanie zwycięstwa, osiągnięcia sukcesu mimo wszystko – kilka razy w życiu i ja powtórzyłam ten gest w stosunku do ludzi, którzy małą wiarę we mnie mieli. Czułam rozkosz iż nie używając słów mogłam wyrazić swój triumf... słów może by i tak nie zrozumieli 😉
3. Kochałam i byłam kochana (nie raz). O nic (tych mężczyzn) nie pytałam (bo kochałam), a potem jak ten Zabłocki (taki ziemianin XIX wieczny, który miał zarobić na wielkich inwestycjach, a stracił wszystko na produkcji mydła )popłynęłam jak to mydło Zabłockiego, co się w wodzie rozpuściło 😉Ale nie żałuję! W tych związkach było też wiele szaleństwa, fascynacji, emocji, ekscytacji, romantyzmu – wiele się nauczyłam. Takie żarliwe, gorące, czasem mroczne emocje, ale suma summarum dające więcej dobra niż zła, kamyczki miłości, zauroczenia, namiętności. Bez nich smutna bym dziś była. Doznane emocje, przeżycia ważniejsze są niż rzeczy, gadżety, bo nikt nam nie może ich odebrać. Hurra!!!
4. Porażka? – mój drugi mąż, facet z wygórowanym mniemaniem o sobie. Z rzeczy materialnych wniósł do mojego życia – odkurzacz, o który upomniał się gdy spakowałam jego stare ciuchy do worków od śmieci... zapytał wtedy buńczucznie: dlaczego nie spakowałam go do walizek... bo ty nie masz walizek, walizki są moje – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. A odkurzacz zrzuciłam mu z okna 3-go piętra... nie chciało mi się go znosić na dół, ani też żeby "mężuś" się męczył, w końcu to był blok bez windy 😉 Spojrzałam w dół (po tej akcji), zobaczyłam "mężusia" minę i poczułam się jak "bogata pani". Z rzeczy niematerialnych to dobry był z nim seks, ale związek "mężusia" z mamusią, jej siostrą i przywiązanie do pieniędzy (nie swoich) sprawiły, że łóżko to nie było już radość obopólna tylko z jednej strony odrabianie pańszczyzny, z drugiej zaspokojenie chuci. Jeszcze inne sprawy i Stara Kobieta powiedziała: finito, adieu!
5. Mitsubishi Galant, czerwone – 1998 rok – ja jego właścicielka. Do tego przystojny kierowca wpatrzony we mnie jak w obrazek modelki z jakiejś męskiej gazety (chyba, że tak patrzył, żeby dostać premię 😉... byłam jego szefową)
6. Pocałunek – aleja kasztanowa, długa i szeroka – po obu stronach ławki, na których siadały spacerowiczki i spacerowicze obu płci, i niezależnie od wieku. Jest jesień 1971 roku. Na drzewach mało już charakterystycznych dla kasztanów liści. Do domu odprowadzał mnie najprzystojniejszy z chłopaków w klasie, ale też i w szkole – wysoki, wysportowany Janusz. Ciemnowłosy, z rzucającym się już ciemnym zarostem na twarzy, Janusz od najmłodszych lat prowadził ze mną konferansjerkę akademii szkolnych, recytował wspólnie wiersze: kiedy mówisz Lenin – mówił Janusz – w domyśle partia - dopowiadałam – o, rany! Ale bzdury! W każdym razie – Majakowski i Brzechwa bardzo nas do siebie zbliżyli 😉Nie miałam żadnego chłopaka. Chłopcy w owym czasie mnie unikali i traktowali wyłącznie jak źródło dodatkowej (albo nieuzyskanej z lekcji) wiedzy (miałam same, ze wszystkiego piątki choć kujonem nie byłam – zastrzegam 😊) Janusz bardzo mi się podobał, ale on chodził z Irką, najładniejszą dziewczyną z klasy. To wszelako nieważne... tego dnia to mnie Janusz przyciągnął do siebie i pocałował swoimi wielkimi, mięsistymi czerwonymi wargami prosto w usta moje... uff... zrobiło mi się gorąco! Spojrzałam na jego wargi, dolna było lekko przecięta (nie wiedzieć czemu) i sączyła się z niej krew... teraz ta odrobina krwi była na moich ustach. ........ Wpadłam do domu jak bomba. Mama z przerażeniem zapytała: co się stało i swą mizerną postacią 1,55 metra zagrodziła mi wejście do pokoju, bym nie wymigała się od odpowiedzi. - O Jezu co ty masz na ustach, co się stało? Ja nie Jezus mamuś, nic się nie stało... chyba się zakochałam – odpowiedziałam. - O Boże, co ty wygadujesz? Już nie odpowiadałam, że Bogiem nie jestem, tylko zamknęłam się w łazience i przeżywałam ten moment pocałunku jeszcze z trzydzieści razy (to tak w skrócie 😉) To kamień czerwony, słodki w smaku, i okrągły – wykulał się w stronę innej koleżanki 😉 ale w swojej miniaturce ciągle we mnie tkwi 😊)
7. Trwała ondulacja – lato 1982 roku. A jak? I na mojej głowie spalona, pokręcona zielona trwała wyrosła po pewnej wizycie u fryzjerki (dokładnie ją pamiętam... nie wiem czy to dla niej dobrze 😉) Całe lato przechodziłam w kolorowych turbanach na głowie, o jesień też zahaczyłam, potem była zima (na szczęście)... koło Świąt Bożego narodzenia chodziłam już w nieco krótkiej fryzurce, ale nie zielonej, prostej i z dostępem do świeżego powietrza. Od tego czasu żaden fryzjer już mnie nie dotknął.
8. "Szczęki" film S. Spielberga – 1976 rok – kino Wilda (dzisiaj market Biedronka) siedziałam z moim pierwszym (ale wtedy jeszcze nie) mężem w ostatnim rzędzie i w sytuacjach, które były w filmie dramatyczne (ataki rekina ludojada), on brał moją twarz w swoje dłonie i całował 😊 Za mało było tych momentów 😊
9. Kobieta, bohaterka powieści Deana Koontza "Poszukiwana" – nie chce uwierzyć w to, że pozostaje jej rok życia i się nie poddaje – thiller, horror, fantastyka, obyczajowa powieść, która przekracza granice prawdopodobieństwa, ale udowadnia, że w życiu wszystko jest możliwe. I ja tak czuję.
10. "Niebieski guziczek Pani Rajnowskiej" (polonistki, klasa 7 szk.podstawowej) tytuł rozprawki napisanej przeze mnie w odpowiedzi na problematykę ''Syzyfowych prac" Stefana Żeromskiego, których nie przeczytałam, bo mnie nudziły... dostałam 5 z plusem za rozprawkę i pomysł, żeby nie oddawać pustej kartki, a za karę życiorys Żeromskiego musiałam wykuć na blachę i oczywiście przeczytać "Syzyfowe Prace" oraz napisać ich streszczenie (a wtedy wujka Google'a nie było na świecie). Na spotkaniu klasowym w 2008 roku wszyscy o tym incydencie wspominali 😊
11. Chłopak mojej starszej córki – bardzo mi się podobał, ale córce nie bardzo (miałam wtedy 39 lat) Kiedyś zadzwonił. Odebrałam telefon – myślał, że rozmawia z Kasią (do dzisiaj mamy bardzo podobne głosy). Oczywiście (ten mój chochlik wewnętrzny to spowodował) nie wyprowadziłam go z błędu. Wyznał mi (znaczy Kasi) miłość i ja się na wszystko zgodziłam, i byłam w tym bardzo przekonująca 😉 Za niecałą godzinkę chłopak z pękiem róż zapukał do drzwi – na wszelki wypadek ukryłam się na strychu 😊 I miałam rację... bo co się wtedy działo (?????) ha, ha, ha...
12. Noga – 20 lipca 1996 roku. - 20 rocznica ślubu. Stoję u szczytu schodów w swoim domu, przyodziana w białą sukienkę w czerwone groszki, na nogach sandałki na wysokiej szpilce (zagraniczne, załatwione przez znajomą za pół ceny). Na dole z bukietem czerwonych dwudziestu róż stał rozpromieniony mój małżonek. A ja wzruszona tym widokiem częściowo zbiegłam, a częściowo sturlałam się z tych kilkunastu stopni i ... i złamałam staw skokowy lewej nogi, która tak się skręciła, że palce od stopy były po stronie pleców, czyli odwrotnej od naturalnej. A ja dzielna kobieta próbowałam sobie ją odpowiednio nastawić i zrobiłam to w przeciwną stronę, i szczerze mówiąc zrobiłam sobie krzywdę jeszcze większą. Zamiast zajadać jubileuszowy obiad w restauracji, znalazlam się w szpitalu, gdzie nogę zapakowano mi aż po pachwinę w ciężki gips i kazano czekać. Po paru godzinach noga tak spuchła, że gips zaczął sam pękać. Przyszedł pan doktor, niezwykle ważny i obojętnie stwierdził, że dla mojego życia ratowania trzeba nogę uciąć i już.
Przerażenie, strach ogarnęło mnie, bo jak ja będę kupować buty... po jednym, i jak w szpilkach będę chodzić (w dwóch jest trudno, a w jednej może być jeszcze gorzej 😉)
Namówiłam męża i jeszcze tej nocy wspólnie rozwaliliśmy gips i uciekliśmy ze szpitala.
Parę telefonów (znajomości) i zgłosiłam się do innego szpitala ortopedycznego (dziś już nie istniejącego, przy ul. Gąsiorowskich). Tam pan doktor też nie miał entuzjazmu – wykonamy operację, ile się da poskładamy, ale z chodzeniem nie wiem jak będzie – stwierdził niezwykle smutnym głosem.
Pocieszałam go jak mogłam jadąc z nim windą, opierając o kulę, bo na wózku pielęgniarze wieźli mojego męża (przez pomyłkę, był tak spocony i przestraszony, że myśleli iż to on jest pacjentem 😉) Operacja trwała blisko pięć godzin, chociaż co do jej rezultatu lekarze byli bardzo sceptycznie nastawieni (w przeciwieństwie do mnie). Wiedziałam, że muszę dać radę, bo jestem młoda, mam dzieci, w szafie kilkanaście par butów, starsza córka nosi większy rozmiar, a młodszej jeszcze nie było w planach. W mojej głowie mieściło się tylko to, że mam dać radę, bo nie noga będzie mną rządziła i choć ból był piekielny (8 tygodni w gipsie plus wyjmowanie śruby, która nie chciała się ze mną zżyć i trzeba ją było wyjmować), Czasem nawet Tramal (najsilniejszy z środków nie pomagał) to się uparłam i opłaciło się 😊). Oczywiście cały czas pracowałam.
13. "Cisza" piękny utwór Louisa Amstronga albo włoskiego kompozytora o nazwisku Rossi - II Silence (głowy nie dam) grany na trąbce pożegnał mojego tatę, mamę i męża. Gdy słyszę ten utwór przechodzą mnie dreszcze.
14. Lata dziewięćdziesiąte – koniec szarości PRL – kariera zawodowa – olbrzymi głaz zadowolenia, kreatywności, ciekawej pracy – bieg, szalony bieg bez trzymanki na wysokich koturnach i w sukienkach w kwiatki; przeświadczenie, że wszystko jest przede mną nieskończenie długie i nieskończenie dobre, aż do momentu kiedy znienacka zakochałam się niechcąco (a byłam mężatką). Kamień tej miłości był kolorowy i parzący od namiętności, ale tak ciężki, że ciągnął mnie w dół. Wszyscy o tym wiedzieli, wszyscy to odczuwali, wszyscy ostrzegali, a ja brnęłam... zaczęłam się topić w małych kieliszkach z alkoholem............................................................................................................................ .
Straciłam czas, energię... pogubiłam się. Po jakimś czasie odnalazłam (choć trochę to trwało). Ten kamień też mnie ukształtował, pozwolił zrozumieć, że smutki potrafią pływać, i że nie można nikogo zmusić do miłości – jedynie poczucia obowiązku, ale nie do szczerego uczucia... i że nie można mylić miłości z zauroczeniem, i trzeba dokładnie rozważyć ich wartość... a przede wszystkim, że nie można zbudować szczęścia na nieszczęściu innych.
15. Koło marzeń – z upływającym czasem kręci się coraz wolniej – bardziej cieszy nas święty spokój niż wszystkie gadżety. Tylko u mnie jest inaczej - kamień marzeń błyskotliwy, entuzjastyczny o ostrych krawędziach (nie zmętniał po czasie) ciągle mnie popycha do snucia nowych marzeń i nie koncentrowania się na problemach tylko do rozwijania odwagi by sięgać dopóki jestem, jeszcze wyżej.
16. Noc 1978 roku, w lipcu – była czarna, niewiele było na niebie gwiazd, księżyc był cieniutki jak nie wypieczony rogalik. Szumiące morze, jeszcze mokry piasek, bo w dzień padał deszcz... ja oszołomiona tą przestrzenią, wolnością i wsparta na ciepłym ramieniu swojego mężczyzny (młoda mężatka), obok w kilku kocykach zawinięte spało smacznie moje pierwsze dziecko (synek niespełna dwuletni). Chłonęłam tę szczęśliwą chwilę, gdy ja – taki mały kamyczek czułam się bezpiecznie koło męża twardego, granitowego kamienia i iskierki malutkiej jeszcze – mojego synka. Potem ja zmieniałam się w granit, mąż nabierał miękkości, synek był coraz większy i innych nabierał kolorów mój kontakt z nim.
17. Największe zdumienie ogarnęło mnie wtedy, kiedy zrozumiałam, że jestem silniejsza od tych osób, które dotąd wydawały mi się najsilniejsze na świecie – pierwszy raz było to wtedy, kiedy tata, który zawsze brał mnie na kolanach i był bardzo zasadniczy – dostał udaru. Nic nie mówił tylko łzy płynęły mu z oczu niebywale równym, prostym, zdawałoby się lodowatym strumieniem. To ja musiałam z pomocą drugiej osoby wziąć go na ręce, położyć na łóżku i uśmiechać się pocieszająco (choć w głębi byłam ostro przerażona).
18. Kompozycja kwiatowa – od mamy dowiedziałam się, że kwiaty w wazonie powinny być tak poukładane, że największe są w środku, a drobne i jeszcze mniejsze po bokach. Jeśli chodzi o kolory, to najlepiej, żeby w środku były te najciemniejszej barwy, do coraz jaśniejszej, wtedy bukiet wydaje się większy.
19. Dedykacja, słowa, które wysłałam SMS—em: "Kto nie umie przebaczać, nie umie kochać. Kto nie umie kochać, nigdy nie będzie szczęśliwy... pomyśl o tym nim skończysz 40,50, 60 lat i więcej Uważaj, żeby zdążyć." Dotąd nie mam odpowiedzi... ale już nie czekam na nią!
20. Kołdra – moja kołdra była jeszcze z dzieciństwa, a ja byłam już bardzo wysoką dziewczynką (miałam koło 12 - tu lat). Gdy ją podciągałam do góry, to marzły mi stopy, gdy zsuwałam na dół to ramiona mi lodowaciały. Poskarżyłam się babci i poprosiłam, żeby uszyła mi nową. - Uszyję Ci jak przestaniesz rosnąć, teraz się nie opłaci, tymczasem podkurcz nogi, zwijaj się w kłębek i będziesz zadowolona – odpowiedziała z przekornym uśmieszkiem babcia... to się nazywa mieć poczucie humoru 😉
21. Zdziwienie, które nie opuszcza mnie do chwili obecnej: jak ocena w szkole może być wyznacznikiem mądrości ucznia... wystarczy umiejętnie ściągnąć zadanie. Jak to jest, że symbol mądrości – nauczyciel nie zdaje sobie z tego sprawy i tak wiele osób robi go w bambuko... np. ja – jeśli chodzi o geografię – miałam farta w ściąganiu (choć wcale nie jestem z tego dumna). Taki kamyk, którego się wstydzę. Dzisiaj już nadrobiłam te zaległości i odróżniam Ameryki, i oceany umiem umiejscowić (i kamyczek się zmniejszył 😊)
22. Pytanie. Ostatnio zadano mi pytanie czy myślę o życiu po życiu i czy wierzę, że istnieje takowe?
- Myślę o życiu przed śmiercią... nie o życiu po niej. Ja chcę żyć, a nie rozmawiać tylko, deliberować, dyskutować nad sensem życia, chaosie i wszystkim innym co się automatycznie nasuwa. Osoba się obraziła, moją wypowiedź skwitowała: jest pani pusta. Mnie zrobiło przykro, że zostałam niezrozumiana. Taki kamyk niepewności.
23. Starość – duży to kamień. Od paru dni jestem kobietą uprawnioną do używania tytułu seniorka, co śmieszy mnie niebywale, bo ja w środku mam mentalność dziecka wbrew wiekowi i mam tak od dziecka 😉 Ten kamień na razie nie jest zbyt dotkliwy, choć wiedza o nim lekko mnie przeraża, bo nie chciałabym aby on przeniósł się na kogoś, kto musiałby się mną opiekować, bo stanę się niesprawna. A jeszcze gdyby ktoś dodatkowo miał być może wymuszać na mnie co mam jeść, jak się ruszać, ubierać, co robić itd. To lepiej, żeby od razu mnie zatłukł (pod warunkiem, że się dam 😉)
24. Strach - jest u mnie funkcją odpowiedzialności i tylko w tym wymiarze. Boję się o moją najmłodszą córkę. Co by się stało gdyby mnie zabrakło (ale to nie jest lęk o jej materialne potrzeby, tylko lęk o jej ból, zmartwienie jak poradzi sobie ze składaniem tych porozbijanych kamyczków z tego jednego, który ja dla niej teraz stanowię).
25. Złota rybka - taka pływała w akwarium, które sam wykonał mój tato. Pływały w niej też zwykłe gubiki, różowe welony... Ale ta złota, ta jedna wyróżniająca się narażona była nie na trzy, ale na o wiele więcej życzeń, które u niej składałam karmiąc dafniami: najczęstsze było to, żebym siedząc na krześle mogła wreszcie stopami dotknąć podłogi. Teraz siedząc na stołku barowym w moim domu – nie dotykam podłogi i czuję się jak tamta dziewczynka, która ciągle jest we mnie... tylko tamtej rybki już nie ma.
26. Przyjaciele – kamienie przeróżne... było ich pełno (dopóki zamożna byłam i ode mnie zależał czyjś byt) później znacznie ich ubyło. Aż przyszedł czas, że wyparowali jak woda w studni w upale... Jednym słowem to były podróby i falsyfikaty. Trudno o diamenty i brylanty w przyjaźni. Ale lepszy jeden prawdziwy diamencik niż kupa gruzu. I ja tak mam, w mojej górze nie ma niepotrzebnego gruzu, ale parę diamencików jest, a brylant jeden sama oszlifowałam 😉
27. "Ładna miska jeść nie daje, dobrze, że ją bierzesz sobie za żonę, choć długa i chuda – może mieć charakter dobry" – powiedziała moja pierwsza teściowa wychowana na wsi do swojego wykształconego syna, z którego była bardzo dumna. Miałam osiemnaście lat i myśli mordercze po usłyszeniu przypadkowym, tego zdania. - Ale ma piękne zęby – pocieszał mój niedoszły mąż. - A co? Ona to koń, że ją po zębach oceniasz. Jak ci nie wstyd.
Moje mordercze myśli szybko przekierunkowały się na przyszłego, a do teściowej poczułam sympatię. Bardzo się lubiłyśmy. A mężowi, magistrowi towaroznawstwa, przez długie lata docinałam: tak naprawdę jedyny towar, na którym się poznałeś mój drogi, to byłam i jestem ja 😁
28. Sen – od 9 lat nie śpię, bez środków nasennych nie zasypiam... potrafię nie spać trzy doby. A potem jeśli zasnę... jest to koszmar... ale wyszłam sama z depresji, gdzie świat był czarny i mi obojętny. To był pierwszy stopień który udało mi się pokonać. Teraz zacznę wreszcie zasypiać bez pomocy tabletek – to niedługo już nastąpi... ciągle wzrasta we mnie harmonia sumy wszystkich moich emocji, uczynków i myśli – jestem na dobrej drodze i nie jestem na niej sama 😊
29. Wina – mam parę ich na swoim sumieniu, ale teraz już nie pogrążam się w ich poczuciu, ale cieszę się, że je zrozumiałam i dowiedziałam się, jak je naprawić. To jest super! Dojść do takiej świadomości, bo wtedy te drążące, kanciaste kamyczki już nie ranią tylko okrągleją, jaśnieją i siły dodają.
30. Spowiedź Święta – Pierwsza – miałam 9 lat i to była udręka. Ksiądz miał oczy jak szparki, dziurki jak złotówki w wielkim nosie, wydawało się, że umieszczonym w krągłej twarzy od ucha do ucha. Cały w swej postaci był jakiś krótki, malutki, ale brzuch go wielki prowadził, za nim szła cała reszta. Bałam się go i nie rozumiałam dlaczego mam mu mówić, że rozerwałam mamine korale, przegrałam w pstrykaniu nimi w dołki i one są już u Mariolki. Albo, że nie lubię Marzenki i życzę jej, żeby jeszcze bardziej spiegowaciała. Nie rozumiałam, co to za grzech nie iść do kościoła, gdzie jest duszno, właśnie miałam od kataru zapchany nos... nie mówiąc już o podjadaniu parówki (tato mówił, że w nich jest papier toaletowy, nie mięso) w piątkowy wieczór, jak rodzice się mną nie zajmowali, bo oglądali telewizor... i co złego jest w oglądaniu w tymże telewizorze jak ludzie się obejmują.............. pokuta to było pięć Zdrowaś Maria, ileś tam Ojcze nasz i Wierzę w Boga Ojca oraz naprawienie krzywd... Jak naprawę miałam tą naprawę uczynić? – Zapomnieć o roznegliżowanej Kalinie Jędrusik z telewizji, odebrać koraliki Mariolce i piegi Marzence posmarować wybielaczem... uff... byłam w rozterce i bardzo się spłakałam po tej spowiedzi. Jakbyś nie grzeszyła to nie musiałabyś teraz pokutować – wychylił się ksiądz z konfensjonału i podsunął stułę pod nos, do pocałowania.Tego wstydu nigdy nie zapomnę. Ten kamyk bardzo mnie uwiera.
Kamienie mogą być twardym narzędziem, albo miękkim materiałem z czego te twarde wyrzeźbić potrafią wszystko, co artyście przyjdzie na myśl. Moje kamienie tak mnie ukształtowały, że kocham to co widzę, kocham ludzi, świat, a najbardziej to, że jestem i żyję, i mogę się tym wszystkim podzielić.
Dopóki jestem, dopóki jestem chcę - jak najwięcej z siebie dać, jak najwięcej uśmiechu wywołać, życzliwością szczerą, nienadętą jak największą liczbę ludzi obdarzyć, ale ... ale też jak najwięcej wszystkiego wypróbować... dopóki jestem.
*
60 drobiazgów, nie 1060 jak prawdziwie być powinno... z szacunku do Was, Waszej cierpliwości – ograniczyłam się 😉
Teraz gdy pandy nie są już zagrożonym gatunkiem - chrońmy Stare Kobiety 😉