17:51:00

Mężczyźni... wszyscy są tacy sami, różnią się tylko imionami.

Mężczyźni... wszyscy są tacy sami, różnią się tylko imionami.

Nie ma w tym zbiorze żadnej przypadkowości... wszyscy są z krwi i kości. I mieli szczęście albo pecha, że stanęli na mojej drodze.

Adam – lat 47. Lew. Wykształcony prawnik z prawniczej rodziny (chwilowo szukający zaczepienia), pasjonat sportu, zdrowego jedzenia. Kochający tato. Seks jest dla niego bardzo istotny... niestety kobiety jedynie postrzega jako przedmiot swojego zaspokojenia. Na pozór empatyczny i pomocny człowiek, jednak wisząc z Tobą na tej samej linie, nie możesz być pewna czy w chwili zagrożenia sam Cię nią nie owinie... i nie będzie miał z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Trudno, takie jest życie – dopowie patrząc Ci prosto w oczy.
Bronek – 59 lat z wykształcenia rolnik, samotny singiel, szukał miłości swojego życia i znalazł, tylko, że ona chciała kogoś innego i w ten sposób oboje są teraz osobno samotni.
Czesław – inżynier – dzisiaj 80 lat, ale zawsze dbał o swoją kondycję tak, że ledwo 65 można by mu dać. Typowy czaruś, ale bardzo dobry człowiek, który pomoże w odpowiedniej chwili. Niezwykle elokwentny, ciągle pracujący zawodowo, pies (ale niegroźny - więcej szczeka niż gryzie) na kobiety. Mój pierwszy przełożony w przedsiębiorstwie, gdzie byłam kierownikiem kadr.
Daniel – ekonomista z tytułem magistra własna firma, duże pieniądze... odpowiedzialny i honorowy. Obecnie tuż przed siedemdziesiątką ale ciągle przystojny, typ gentelmena i uwodziciela w jednym. Łysawa czaszka od urodzenia, wyłupiaste lekko, niebieskie oczy do dzisiaj rozglądają się za zgrabnymi łydkami kobiecymi. Podrywacz z jednej strony, a z drugiej zazdrosny o swą kobietę.
Edward – tuż przed sześćdziesiątką, bardzo kulturalny szef dużej firmy. Spokojny, empatyczny, dobry człowiek, ale z jakąś tajemnicą. Niezwykle obrotny... starsza żona wymieniona na młodszy model, taki z nogami aż do nieba. Dwie córki z pierwszego małżeństwa i synek ledwo teraz zaczynający szkołę, ale po japońsku gadający solidnie. Tatę niestety nie cieszą już żadne przyjemności, głównie narzeka i biadoli, że już lepiej nie będzie, tylko coraz gorzej. Po godzinnej z nim rozmowie sama stajesz się malkontentką.
Fryderyk – wysportowany 47 latek, złota rączka, która zna się na wszystkim... kocha muzykę i jest w tej miłości zagłębiony po uszy. Po rozwodzie z żoną, która zakochała się w innym, też po uszy, w wyznaczone dni zajmuje się trójką swoich dzieci, które rozpieszcza niemiłosiernie. Ogólnie tchórzliwy przypadek, nie potrafi postawić na swoim... woli powiedzieć, że ma wszystko w d.... .
Grzegorz – rozwodnik po czterdziestce, z zawodu historyk, pasjonat sportu z dobrymi wynikami. Minimalista, nie przejmujący się gadżetami. Rozmiłowany we filozofiach przeróżnych, ciekawy rozmówca. Dobra dusza, solidny przyjaciel. 
Henryk – uważa się za pępek świata, ale daje się okiełznać na chwilę... gdyby znalazł partnerkę, która umiałaby to zrobić i cierpliwości wystarczyłoby jej więcej niż chwilę.
Igor – pieniądze, seks...seks... pieniądze i tak w kółko. Owszem rodzinę ma, bo wszyscy koledzy mają, a on nie lubi się wyróżniać źle, w ten sposób wszystkich robi w tzw, ciula.... a latka lecą i nie wystarczy wdzięk osobisty, trzeba będzie pogrubić portfel, albo zdać się na łono rodziny i tam znaleźć wreszcie swoje spełnienie.
Jacek –  47 latek, od marca do października ganiający w krótkich spodenkach (nawet różowych) kombinator pierwszej wody, który nie potrafi wziąć odpowiedzialności za swoje czyny na swoją klatę. Gotów jest poświęcić innych byle obronić swoje różowe siedzisko. Rozwiedziony... kto chciałby być z takim śmiesznym, bezjajowym chłoptasiem.
Krzysztof dla przyjaciół Kuba – lat 57, lubuje się w kolorowych oprawkach okularów, z grubymi szkłami, za którymi ma schowane swe kaprawe, chciwe oczka. Przedsiębiorca, onegdaj producent ptasiego mleczka, prowadzący znaną w mieście restaurację, pośliznął się na nieudanej budowie lodowiska, a potem stwierdził, że od lodu woli wodę i prowadził basen miejski w dawnej synagodze... potem branża paliwowa w różnych rejonach Polski itd.... oczywiście na podstawione nazwiska, wszystko to załatwia w ten sposób, że do swoich poczynań wykorzystuje innych, zwłaszcza kobiety, te w trudnej sytuacji materialnej – on nigdzie nie figuruje, nie ma nic, nawet skarpetek, chociaż jeździ wypas samochodami, mieszka w  wielkiej ekskluzywnej, prawie od nowa postawionej chacie. Jest bezwzględny, bezlitosny i pozbawiony sumienia, dla pieniędzy wykorzysta każdego i nie cofnie się przed niczym... łącznie z zastraszaniem przez jakiś dziwnych typów. Chodzi sobie wolny, ma sztab prawników znanych z pierwszych stron gazet i szczyci się tym, że ma zabezpieczone wszystkie fronty. Generalnie powinien prowadzić makaroniarnię, tak wszystkim z wdziękiem nawija makaron na uszy. Szantażysta i impotent molestujący kobiety... Teraz jego szemrane interesy prowadzą synowie, swoją partnerkę wycofał już z różnych rad nadzorczych, prezesur spółek, gdzie faktycznie on był głównodowodzącym a ona ma teraz wyrok więzienia w zawiasach. To w ramach jego miłości do niej 😉Jest niewypłacalny rzekomo, ścigają go ludzie z całego kraju o mniejsze i większe pieniądze, niewypłacone zobowiązania. A rzeczywiście facet ma kupę kasy, którą szasta na lewo i prawo zwłaszcza w lokalach Starego Browaru.
Leszek – trzy lata ode mnie starszy postawny bardzo, biegał za mną w podstawówce... koledzy naśmiewali się z niego, bo był taki wielki, a ja kogoś innego, mniejszego 😉 miałam na oku. Będąc już mężatką spotkałam go przypadkowo na ulicy, weszliśmy do kawiarni, a tam przez godzinę dopytywał się dlaczego nie chciałam być z nim... nie mógł pogodzić się z tym. To smutne było. Nie ożenił się.
Łukasz – niezwykle uzdolniony młody człowiek, niezrozumiany w swoim środowisku, bo nie lubi alkoholu, zabawy w tym stylu go nudzą, a problemy z tipsami jego dziewczyny go irytują. Zadaje mi pytanie, co ma z tym zrobić? Robić swoje, rozwijać się i nie obracać na nikogo, a to o czym marzy samo się wreszcie zdarzy.
Michał – przed czterdziestką, dumny tata dwóch synów... podobno szykuje się na trzeciego. Fizyk o ogromnym potencjale intelektualnym, skąd w głowie jego wiele pomysłów... pracoholik, lecz bardzo rodzinny. Wie, że nieujawnianie uczuć szkodzi zdrowiu i dlatego nie ma z tym problemu, niezwykle wrażliwy.
Norbert – z wykształcenia historyk, z musu doręczyciel poczty, sport i dzieci to jego życie po latach wielu błędów, również tych z alkoholem.
Oliwier – pedant, wymuskany i wycacany na każdego patrzy z góry... uwielbia być w świetle, na pierwszym planie. Nie słucha co się do niego mówi, bo zresztą nie ma na to czasu, bo on zabiera cały czas (gdyby to chodziło o radio, powiedziałabym, że antenowy)... do tego zawsze ma rację i nie pozwoli sobie przedłożyć żadnej innej. Określa się mianem człowieka z wyższej półki. Zdaje się, że nie zdaje sobie sprawy, że na końcu wszystkie półki są na tym samym poziomie.
Piotr – żona, czwórka dzieci i pasja do nieba i gwiazd, profesor astronomii... miałam przyjemność spędzić z nim osiem lat w jednej klasie, w szkole podstawowej. Niewielkim był chłopaczkiem w tym czasie, gdy na spotkaniu klasowym w 2008 roku go zobaczyłam, to swoją posturą zasłonił dwoje innych osób.
Roman – technik ogrodnik... konformista...ponoć zmuszony przez ojca do wykonywania tego fachu, silnie związany pępowiną z mamusią i jej siostrą (co dziwne się wydaje). Nie wyniósł z domu miłości, więc sam się z niego wyniósł szukając pokrzepienia u kobiet... tylko ani pierwsza... ani druga żona nie zgadzały się na niewolnictwo, a inne szybko rozumiały o co mu chodzi. Teraz jest sam ze sobą i chyba lubi ten stan.  Mam nadzieję, że nie zrani już żadnej kobiety. Typowy hedonista,  z tych co modli się pod figurą i przed telewizorem, gdy jest msza, a diabła ma za skórą. Dobrze operuje nożem, jeśli chodzi o pocięcie kobiety.
Stephen – uroczy przedsiębiorca z Niemiec, taki typ poukładanego Roberta Redforda z czasów gdy był młody, poliglota z niezwykłym poczuciem humoru. To poczucie humoru tak nim owładnęło, że zapomniał mi oddać pożyczone pieniądze... i to wcale nie jest śmieszne.
Teodor – czarujący sześćdziesięciolatek, tonący w liczbach, przepisach i cyferkach... ulubieniec kobiet... lekka wada wymowy sprawia, że musisz dobrze nasłuchiwać o czym mówi, bo dodatkowo mówi bardzo szybko. Przyjaciel... przejmuje się każdym i w tym natłoku zamartwiania, zapomina o sobie i o tym, że nieocenieni też spoczywają na cmentarzu.
Wiesław – kochający muzykę, wydał w Zaiksie dwie płyty gdzie gra na gitarze i śpiewa.... sam napisał muzykę, tekst i zaaranżował... lubię słuchać tych płyt... niestety sam nie potrafi zadbać o siebie, potrzebuje kobiety, która by nim kierowała. Lubi stare samochody i perfekcję w tym co robi, jeżeli zacznie wreszcie robić. Niezwykle inteligentny, marzyciel bez kontaktu z rzeczywistością.
Zbyszek – krzyżówkę w Przekroju potrafił rozwiązać przez piętnaście minut, magister towaroznawstwa, koneser znaczków pocztowych, rozmowy z nim trwały do późnej nocy i miał wyjątkową zaletę ... kochał mnie za nic i nigdy się ode mnie nie odwrócił.

Ten wykaz nie ma świadczyć o tym, że mężczyźni to sami wrogowie, którym tylko na jednym zależy, czyli na seksie i wygodnictwie. Jeżeli chcemy żyć w przyjaźni z mężczyznami musimy pomyśleć o tym, że od nas wiele zależy to jak oni się zachowują. Też dryfują na łódce życia i z tymi wartościowymi należy zawiązać przymierze, próbować zrozumieć, nadać związkowi szacunek, nie tylko obwiniać, obrzucać obelgami, a już na pewno bezwarunkowo się nie poddawać. Oni też mają prawo do niepewności, a czasem wychowywani przez rodziców, że ponoć "mężczyźni nie płaczą" duszą się w tych swoich kłopotach. I tak pozbawieni odpowiednich wzorców zdarzają się być roszczeniowymi, nabuzowanymi złością bachorami i leniwymi, rozkapryszonymi władcami. Ale oni też cierpią, bo przecież odczuwają, że coś nie gra jak powinno.

Każdy z nich chciałby być macho, ale żyjemy w takim okresie, kiedy kobieta już nie jest zahukaną kurą domową i potrafi poradzić sobie bez mężczyzny. I oni to widzą i zwyczajnie się boją, zaczynają być sfrustrowani. A moja babcia miała na to dobrą radę: przytakuj, ale rób swoje i zawsze tak obróć by to sprawka była jego, nieistotne czy dobra czy zła... facet musi czuć się potrzebny, więc tak kręć tą jego głową by nigdy nie domyślił się, że to Ty jesteś kierującą w tym zespole. Zaproś go do obierania ziemniaczków, bo on to robi najlepiej, a odkurzanie to dla niego pestka, Ty w tym czasie przygotujesz się na miły z nim wieczór i pokażesz nową koszulkę... obiecasz... jeszcze co nieco.
I radzę Ci wnusiu nie krytykować zbytnio jego poczynań, decyzji – r o z m a w i a j.
Chyba, że zdarzy się przypadek beznadziejny – to go s k r e ś l, bo życie masz tylko jedno, niezależnie sama czy z kimś, starzeć się będziesz jednakowo. 

I tu Babciu Kochana nie zgadzam się z Tobą .... z byle kim starzejemy się szybciej niż z kimś przez kogo jesteśmy autentycznie kochane, a same to dopiero jest l u z , kiedy wszystko możemy, a nie musimy nic 😉







19:02:00

Mini przegląd produktów arganowych Equilibra

Mini przegląd produktów arganowych Equilibra

Linia Argan od Equilibry to oferta produktów do twarzy, stworzonych na bazie olejku arganowego, który słynie ze swoich właściwości nawilżających, chroniących naturalną barierę lipidową naskórka, przeciwstarzeniowych i opóźniających tworzenie się wolnych rodników. Olejek arganowy jest bogaty w: 
  • takoferole
  • witaminę E
  • kwasy tłuszczowe
  • flawonoidy
W końcu nie bez powodu olejek arganowy zwany jest najcenniejszym olejkiem świata. Equilibra wypuściła na kosmetyczny rynek kremy, a także produkty do demakijażu. Miałam przyjemność używać chusteczki do demakijażu oraz olej arganowy i już mogę napisać, że jestem ogromnie zadowolona!




Chusteczki do demakijażu
... czyli najwygodniejsza opcja, kiedy jesteśmy wykończone po całym intensywnym dniu, marzymy jedynie o łóżku, ale... ale cały czas pamiętamy o konieczności zadbania o kondycję naszej cery. Uwaga! Nie zmycie makijażu na noc postarza naszą skórę o 14 dni!

W takim przypadku sięgam po chusteczki Equilibra – wystarczy jedna, aby rozprawić się z całym makijażem – także tym wodoodpornym. Oczywiście postępuję tak jedynie w sytuacjach kryzysowych – energiczne pocieranie twarzy i okolic oczu takimi chusteczkami – prowadzi do przedwczesnego starzenia się skóry (a temu nie będę sprzyjać z własnej woli).

Nie powodują uczucia "lepienia" się skóry, a wręcz przeciw: pozostawiają ją świeżą i miękką. Dzięki lekkiej formule (zostały nasączone olejkiem micelarnym) - nie czuję, żeby moja skóra była tłusta, lepiąca się, że pozostały na niej jeszcze jakieś nanodrobiny makijażu (wiem... wiem... pewnie zostały...). 

W razie kryzysowych sytuacji demakijażowych dla mnie są po prostu idealne: 
  • 97 % naturalnych składników
  • olejek arganowy (odżywia i odmładza)
  • olejek ze słodkich migdałów (utrzymuje nawilżenie)
  • olejek z otrębów ryżowych (działanie przeciwutleniające) 
  • wyciąg z gardenii (zmiękcza)
  • Olifell (składnik roślinny ułatwiający aplikację produktu na skórę)
Co więcej... doszły mnie słuchy, że mogą je stosować także osoby z cerą wrażliwą. Chusteczki oczywiście nie zawierają alergenów, sztucznych barwników, wazeliny, silikonów, formaldehydu, olejów mineralnych, parafiny itp. składników, które tak naprawdę robią dla naszej skóry więcej złego niż dobrego.  Z chusteczek jestem bardzo zadowolona!

Moja ocena: 5/6



"Olejek" arganowy miałam już niejeden. Dlaczego piszę to w cudzysłowie? Jako osoba przez długi czas nieuświadomiona kosmetycznie kupowałam "olejki"..., które z olejem arganowym wiele wspólnego nie miały.  Olejek Equilibra powstaje jednak rzeczywiście w wyniku przetwarzania nasion drzewa arganowego. I to jednak nie jest tak 100% czysty olejek arganowy, ponieważ znajdziemy w nim także olejek ze słodkich migdałów, ale to... akurat dobrze.

Olejek niestety dosyć ciężko się wchłania i pozostawia na skórze tłustą warstwą. Przez wzgląd na to - używam go jedynie podczas wieczornej pielęgnacji. Można go oczywiście stosować także na paznokcie i włosy, jednak u mnie wiedzie prym w pielęgnacji twarzy przed nałożeniem kremu na noc (choć... lubię także dodawać jego odrobinę do maseczek). Przy regularnym stosowaniu zmiękcza, odżywia i nawilża skórę. To taki produkt, którego szczególnie długie stosowanie przynosi wielkie korzyści dla naszej skóry 😊 To naturalna i sprawdzona pielęgnacja dla kobiet w każdym wieku - sprawdzi się dobrze zarówno u pań 20+ jak i 60+ i więcej 😊

Moja ocena: 4/6

17:51:00

Przegląd paczki BeautyBigBang

Przegląd paczki BeautyBigBang
Przyszła. Wreszcie jest! Kolejna paczka z BeautyBigBang - w dodatku tak udana jak jeszcze nigdy. Pamiętacie? Zawsze miałam jakieś zastrzeżenia. A to... korektor do paznokci był śmieszny, ceny były zmieniane, a to zestaw do paznokci trafił w moje ręce połamany. Dziś mogę napisać, że paczka jest super. Wszystko wygląda tak jak miało, w dodatku jest bardzo fajne jakościowe... no może oprócz jednego produktu 😉



Muszę przyznać, że te trafiły do mnie przypadkiem. Nie mniej - sprawdzają się u mnie bardzo fajnie. Włosie, choć syntetyczne jest dobrej jakości. Jest niesamowicie mięciutkie i niezwykle delikatne.  Malować się nimi... to sama przyjemność. Nie są za mocno "zbite", dzięki czemu ryzyko powstania plam zostaje zniwelowane prawie do zera - można je łatwo wydmuchać. Jak możecie zobaczyć na naprędce robionych fotkach - aktywnie ich używam. Nie łysieją, nie tracą miękkości - nawet po czyszczeniu. Wyglądają  dosyć specyficznie. Włosie zostało utrzymane w bieli oraz kolorach tęczy. Dodatkowo posiadają plastikowe "uchwyty", które imitują róg jednorożca. Zdecydowanie przyciągają wzrok! Czy sama bym się na nie zdecydowała? Nie jestem pewna. Chyba jednak wybrałabym bardziej stonowany model, choć szalona trochę jestem... 😉 Stanowią świetną opcję szczególnie dla zakręconych kobiet, które chcą odmłodzić troszkę wygląd swojej łazienki / toaletki. Pędzle były oczywiście zabezpieczone (każdy z osobna) folią. Na razie się nie rozklejają i wyglądają solidnie. Podoba mi się kształt tych pędzli, ich grubość i przede wszystkim różnorodność, która pozwala na wykonanie (prawie) pełne make'upu 😊 Cenowo także są przyjazne, ponieważ średnio koszt  to ok. 4 zł za pędzel. Co prawda... trzeba troszkę poczekać nim do nas dojdą, ale warto się im przyjrzeć. 😊 Jakościowo to zdecydowanie najlepsze pędzle jakie do tej pory miałam. 

Moja ocena: 5,5/6



In conclusion: 
- Handle Material: Plastic
- Brush Material: Synthetic 
- Hair Color: White & Rainbow
- Package Contents: 10Pcs
- Used for eyebrows, eyelashes, eyes and cheeks makeup 
- affordable price
- good quality of implementation
- soft hair
- interesting visually
- extremely delicate
- Great product at a good price. 
- Great for twisted women!



Bardzo dobra wodoodporna kredka do oczu (u mnie kolorek 3c, w sumie do wyboru jest 12 kolorów). Jest połyskliwa, błyszcząca, często używam jej zamiast cieni do oczu. Ślicznie rozświetla oko, łatwo się rozprowadza. Nadaje błysk i nie zbryla się, jest wydajna. Kredka jest lekka, stosunkowo mała, a więc można mieć ją zawsze pod ręką, aby ewentualnie poprawić makijaż oka. Z jej trwałością bywa różnie... i z tą wodoodpornością także. Jednak rzeczywiście woda nie ma na nią wpływu, jeśli nie idzie w parze z pocieraniem. Krótko mówiąc spacer w deszczu mi niegroźny 😉

Moja ocena: 5/6

In conclusion: 
- eye shadow pencil
- glitter colour
- portable and lightweight
- perfect, great choice
- long - lasting
- waterproof
- very good
- efficient
- good price
- Great product! 




Rewelacyjna kostka (z wszystkich czterech stron) do polerowania paznokci, która powinna się znaleźć w prawie każdej kosmetyczce. Bardzo przydatny i jakościowo dobry produkt 😊 Szczególnie dla osób, które manicure wykonują samodzielnie, w domowym zaciszu. Polerka jak polerka 😉co tu więcej pisać.

Moja ocena: 5/6

In conclusion: 
- Nail Buffer
- Handy tool for nail art
- 4 sided nail buffer
- useful product
- convenient to use
- good quality of implementation
- Good product!



Paleta cieni w 40 kolorach; wybrałam kolory stonowane - brązy i beże, które towarzyszą mi w makijażu najczęściej. Cienie mimo, że są małe - są bardzo wydajne i nie zbrylają się. Nie mogę także powiedzieć nic złego na temat ich trwałości. Mimo, że nie nakładam pod nie żadnej bazy - wykazują dobrą trwałość. Są dobrze napigmentowane, jednak wiadomo, że nie ma co od nich oczekiwać mocnego koloru... szczególnie ja takiego nie oczekuję, ponieważ posiadam ciemniejszą karnację, a więc moją powiekę jedynie podkreślają, a nie nadają wrażenia maski lub bardzo wyrazistego makijażu. Ja właśnie taki efekt lubię najbardziej. Lekko przydymione / błyszczące / podkreślone oczko. W palecie znajdziecie cienie bardzo błyszczące jak i matowe. Ten zestaw kolorystyczny daje bardzo dużo możliwości, aby optycznie otworzyć nasze oko, a tym samym - odmłodzić się. Paleta jest mała (15*10*0.9cm), a dzięki temu poręczna.  Jestem z nich niesamowicie zadowolona! 

Moja ocena: 5,5/6


In conclusion: 
Eyeshadow Makeup Palette Shimmer Matte
- warm colors - brown and beige
- wide range of colors
- efficient
- handy and small palette
- well-groomed
- lasting
- in good price
- shiny and matt
- 40 shadows
- they do not clump
- A great product that will be useful to almost every woman.



Jedynie tu mam małe zastrzeżenia - to co miało stanowić osłonę przed światłem i tym samym ułatwiać zasypianie... w rezultacie mnie rozbudzało, ponieważ rzep na który jest zapinana - wplątywał mi się we włosy i sprawiał, że byłam wyrywana ze snu przez ciągniecie / wyrywanie włosów. Czuję się w niej wyjątkowo niekomfortowe - trochę tak jakbym próbowała spać w kasku.. i w dodatku się dusiła. Zbyt gumowate! Tu muszę nadmienić, że miałam podobną maskę na gumce, która sprawdzała się u mnie super. Krótko mówiąc: spokojnie mogłabym się bez niej obyć 😁No i śpię bez zasłaniania oczu. Zasłaniam rolety 😉😉😁

Moja ocena: 2/6

In conclusion:
Eye Mask Shade Eye Patch Sleep Goggles for Travel
- uncomfortable
- is caught in the hair
- makes breathing difficult
- has velcro
- unsuccessful product

17:11:00

Kolory w wydaniu Starej Kobiety.

Kolory w wydaniu Starej Kobiety.

Każdy kolor widzi inaczej i każdemu kolor z czymś innym się kojarzy. Od tego jak padają promienie słoneczne zależy to jak odczytujemy kolory świata. I nasza wyobraźnia wyraźnie podtyka nam to jak je odbieramy i jakie mają oddziaływanie na naszą psychikę. Wszystko można zawrzeć w kolorze: i radość, i smutek, żal, i cierpienie, zazdrość, i uwielbienie; powiew wiosny i smutek listopada, dojrzałość lata i tęsknotę za nim oraz jesienną refleksję związaną z przemijaniem i chłód zimy, gdzie wszystko zamiera, a ptaszek świergoli o okruszek chleba. Bez kolorów świat byłby szary i przygnębiający w swej istocie.
  • Atramentowy –  kałamarz na ławce, pióro ze stalówką wymienną i kaligrafia, łączenie liter po kilkanaście kartek dziennie – zatracałam się w tym pisaniu, uwielbiałam pisanie tak perfekcyjne, żeby w odpowiednim miejscu litery było jej zgrubienie, a potem nagle cienka się robiła i to było TO. Do dzisiaj pisanie piórem sprawia mi niezwykłą frajdę i patrzenie jak kształtne literki, równo osadzone tworzą na kartce niezwykły pejzaż. Pisanie ręczne jest dla mnie uzewnętrznieniem siebie, odkryciem tajemnicy. Myślę, że ręczne pismo zwłaszcza piórem może wiele powiedzieć o piszącej osobie.
  • Biały – kolor niewinności i modlitwy, przypomina mi moją białą, niezwykle wyrafinowaną w swej skromności komunijną sukienkę.. .czułam się wybranką losu i bardzo ważną w tym dniu osobą, choć nie rozumiałam może zbyt wiele. Biel to świetny dodatek do wszystkiego dla podkreślenia czasem luksusu w stroju, a czasem zaczepiającego specjalnie wzrok, niby niewymuszenie 😉 Biel jak żaden kolor pięknie podkreśla opaloną skórę.
  • Błękitny – błękitne, głęboko osadzone oczy i koszula w tym samym błękitnym kolorze... morze, piasek... już nie myślałam, poddałam się i zanurzyłam w tej niebieskości... to są cudowne wspomnienia. To wiara, że niebo błękitne nade mną widzi jaka jestem naprawdę i nikt nie powinien mnie, ani ja nikogo oceniać.
  • Czarny – najciemniejsza z barw, kojarzy mi się ze smołą i sadzą, powagą, żałobą i smutkiem... noszę czarne ubrania ale zawsze okraszone radosnym kolorem, bo czarny to nie kolor, to pustka, to kolor bez aury... noc, zniszczenie, rozpacz. Miałam dwa latka, gdy umarła babcia ze strony taty, a pamiętam dokładnie jak na okrągłym stole mama prasowała czarne szmatki i płakała... dzień wcześniej babcia leżała na wiśniowej kanapie, a ja podałam jej nóż, bo chciałam kawałek chleba. I tak ją zapamiętałam jak masłem smarowała mi ukrojoną kromkę.
  • Czerwony – to ogień, namiętność, to podniecenie, symbol seksu, energia, ale też złość, agresja i przemoc. Przyciągający kolor, motywujący do działania. Ten kolor potęguje moją siłę i energię. W tym kolorze czuję się pewnie. Róża czerwona w ogrodzie, miłość, która nie pamięta złego i czerwona spódniczka, w którą byłam ubrana. gdy poznałam swojego męża (do tego ciemnogranatowa bluzka baskinka w czerwone różyczki).
  • Fioletowy – to kolor, za którym nie przepadam. Mam płaszczyki w jego odcieniach od jasnego do ciemnego i nawet bardzo dobrze się w nich czuję (taka ważna 😉), choć wywołuje we mnie tęsknotę za czymś bliżej nieokreślonym.
  • Granatowy – mundurek szkolny i biały przypinany na guziczki kołnierzyk... zunifikowani wszyscy, wszyscy tacy sami z komunistycznymi wierszykami na ustach, wyuczonymi na pamięć i recytowanych z wielką emfazą na szkolnych akademiach: ku czci rewolucji! Okropność!
  • Herbaciany – jesienne, smutne herbaciane róże, jak w słowach piosenki gdzie jeszcze mowa o drzewach w purpurze...niedawno był maj, a tu różę więdną już i wszystko jest złudą i snem. Z tą piosenką kolor herbaciany łączy mi się niezmiennie.
  • Jaśminowy – jaśminowa herbatka, zapach perfum i ryż jaśminowy z krewetkami, i chilli i pewien niemiecki przedsiębiorca  patrzący mi w oczy (tylko te oczy były skierowane w inną już stronę... trochę się spóźnił chłopak 😉– to wszystko przypomina mi jaśmin.
  • Karminowy – to ulubiony kolor mojej pomadki...nasycona, głęboka czerwień podkreślająca biel zębów i nadająca uśmiechowi promienny wygląd.
  • Lawendowy – ciepła barwa pochodząca z rodziny fioletu, powstająca z połączenia czerwieni z niebieskim daje barwę działającą niezwykle uspokajająco i relaksująco. Z dodatkiem bieli to połączenie luksusowo wyglądające.
  • Łososiowy – zdecydowanie kolor mięsa mojej ulubionej ryby i płaszczyka wiosenno-jesiennego; Rybę łączę z warzywami w różnych barwach, a płaszczyk z czarnymi spodniami , białą bluzką i szalikiem jedwabnym dwa tony ciemniejsze od płaszczyka.
  • Mahoniowy – to kolor mebli, który od lat preferuję .Dają wnętrzu ciepło i wszystko do nich pasuje...zwłaszcza beże, pomarańcze i delikatne brązy. 
  • Miodowy – w różnych odcieniach, to smaki dzieciństwa. Taki balans między kolorem blond a kolorem brązowym. Podobają mi się panie noszące ten kolor włosów.
  • Niebieski – jedzenie na niebieskich talerzach podobno zniechęca do jedzenia i można schudnąć. Nie wiem, nie próbowałam, nie mam niebieskich talerzy 😉 Dla mnie niebieski to wielkie niebo nade mną, nieograniczona przestrzeń, która mnie fascynuje i daje poczucie wolności... chcę jak najdłużej móc delektować się patrzeniem w niebo.
  • Pomarańczowy – nosi w sobie odcienie żółci, czerwieni, niesie radość i kojarzy ze smakiem pomarańczy, pobudza łaknienie... sam widok pomarańczy cieszy oko i pobudza ślinkę na języku. To też owoc dyni, czyli pewność, że już jesień przyszła, pełna bogactwa, łagodności i spokoju, a jednak kolorem swym ożywiająca przygaszone zielenie, zszarzałe trawy.
  • Różowy – to taki wrażliwy kolorek, najczęściej pojawiający się na policzkach zawstydzonego dziewczątka, na końcówkach uszu zażenowanego chłopaczka. Kolor wrażliwych, empatycznych osób. Kojarzy mi się głownie z paniami, romantyzmem i lekką infantylnością. Oraz z bielizną mojej mamy, która w całości była różowa, innej nie używała 😉
  • Szafirowy – ciemnoniebieski z domieszką zielonego to pierścionek, który dostałam łącznie z kolczykami od swojego męża, bez specjalnej okazji – tylko dlatego, że byłam.
  • Śliwkowy – wiadomo śliwki węgierki i godzinne smażenie powideł, a potem zamykanie ich w słoikach, a na Gwiazdkę smażenie pączków z tymi krojonymi nożem powidłami, bo tak mocno były wysmażone że aż twarde.
  • Turkusowy – świeżość , młodość, pozytywna energia. Moja bluzka w tym kolorze pięknie współgra z szarymi spodniami i białym krawatem. Lubię ten zestaw.
  • Wrzosowy – to kolor jesieni, zimny kolor, a ożywia lasy i skwery dodając swą barwą radości tym miejscom.
  • Zielony – jedyny kolor, który niesie nadzieję i uspokojenie, który nie zarażony jest nerwowością... to lasy, które przebyłam, łąki, po których biegałam jako mała dziewczynka i polana, na której się kochałam, a jeszcze rosły na niej białe kwiatki z różowym serduszkiem. Ukochane Bory Tucholskie i czterolistna koniczyna, której ciągle szukam.
  • Żółty – to energia , radość i światło, ale też żółć wylana przez zawistne osoby...kolor nerwowości, ale też życia od porannego wstawania ze słońcem.

Kolory to wibrująca energia, która bardzo waży na tym jak się zachowujemy, jakie mamy nastawienie do świata, jakie przeżywamy emocje. Od otaczania się właściwymi kolorami zależeć może nasze zdrowie i nasza radość, bądź zupełny jej brak. Kolory jakimi się otaczamy często wskazują na stan naszej psychiki, stan naszego zdrowia. Od barw zależy nasz spokój, energia, relaks, optymizm, ciepło, pewność siebie, witalność, mądrość, odwaga, wyciszenie, stabilność, wiedza, odbiór emocji.

Cała tajemnica naszego życia zawiera się w kolorach... któżby pomyślał?

Ile jest kolorów? Tyle ile widzimy, tyle ile chcemy dostrzec. Umiejętność widzenia barw, to umiejętność dobrego, szczęśliwego życia. Można być wielką malarką, abo zwykłym zakreślaczem grafitowym pisakiem. Mamy prawo wyboru! Każdy człowiek umiera, ale czy każdy żyje naprawdę... nie widząc kolorów?










13:36:00

Kawy jak marzenie...

Kawy jak marzenie...
czyli historia o tym jak uzależniłam się od kawy i stałam kawoholiczką. Celowo nie używam tu pojęcia kofeinizmu. Z tym "uzależnieniem" to oczywiście hiperbola - spokojnie 😉 Zawsze bardzo lubiłam herbaty, ale kawy... nawet te najlepsze jakoś nigdy nie zdobywały mojego nadmiernego uznania, a ich picie nie sprawiało mi wielkiej przyjemności. Fakt - czasami zaczynałam dzień od filiżanki kawy, ale jedynie wierząc, że to pomoże mi się trochę rozbudzić. Picie kawy nie było dla mnie codziennym rytuałem, który sprawiałby mi przyjemność... rytuałem, którym uwielbiałabym się cieszyć każdego dnia. Tak sytuacja wyglądała do momentu, gdy trafiłam na kawy Skworcu. Wtedy nawet ekspres do kawy poszedł w odstawkę...


Picie kawy stało się dla mnie wyczekiwanym momentem dnia, przyjemnym pobudzaczem. Nic dziwnego - kawy Skworcu odziałują na mój węch, kubki smakowe. Pijąc je czuję orzeźwienie, przyjemność, luksus... związany z niesamowitymi doznaniami smakowymi. Posiadają niezwykły aromat, są przepyszne, a ponadto nie kosztują stosunkowo wiele - 8 zł za 100 gram (otrzymujemy je w plastikowych woreczkach - płacimy za produkt, a nie za zbędną otoczkę). To kawy, którymi trzeba się rozkoszować, a nie pić jednym haustem... wymagają picia ze swego rodzaju namaszczeniem. To rytuał.
Miałam przyjemność pić następujące kawy rozpuszczalne Skworcu:
* Kawę piję z mlekiem... i w takim połączeniu... dla mnie prawdziwa bomba.



- Czekoladowa - o smaku czekoladowym. Czuć kawę... i oczywiście czekoladę. Pycha! (Zresztą jak wszystkie ;))
-  Krem Brulee - zdecydowanie najpyszniejsza z tych przeze mnie pitych. Śmietanko - waniliowy aromat sprawia, że jest naprawdę niezapomniana.
- Rumowo - wiśniowa - oryginalna smakowo
- Rumowa - bardzo intensywna!
- Orzechowa - takie nuty w kawach doceniałam zawsze, ale po raz pierwszy spotkałam się z nim w tak dobrym wydaniu w kawie, której nie piłam w kawiarni.

Chwila z książką, pod ciepłym kocykiem w deszczowy jesienny deszcz... na podorędziu z przepyszną, aromatyczną kawą i bliską osobą obok. Jesienna chwila prostego szczęścia. Gorąco polecam! I kawę (i chwile z książką ;)). Tu nie ma co opowiadać - po prostu trzeba je kupić, spróbować, pić  i rozkoszować się ich smakiem 😊😊

15:39:00

Przegląd produktów Bourjois

Przegląd produktów Bourjois


W moje łapki trafiły ostatnio kolejne produkty marki Bourjois. Podkład, błyszczyk, tusz i kredka do oczu... w dosyć specyficznym kolorze jak na makijaż oka 😉 Prezentowane poniżej produkty bardzo dobrze się u mnie sprawdziły, a wśród nich znalazł się nawet prawdziwy hit. 😊





Błyszczyk w bardzo poręcznym i estetycznym opakowaniu  posiada delikatny, różowy kolorek z wykończeniem nude. Bardzo łatwo się go aplikuje. Daje wrażenie pełnych ust, nadaje im aksamitny wygląd, delikatnie nawilża i utrzymuje się od dwóch do czterech godzin. Fajny produkt, który dobrze się u mnie sprawdza, jednak efekt jaki otrzymuję po jego nałożeniu nie chwyta mnie za serce ani nie powala na kolana 😉 Choć... wiem, że kolor z tej linii Carton Rouge... to jedno z moich kosmetycznych pragnień 😊 Krótko mówiąc: grunt to wybrać odpowiedni dla siebie kolor!

Moja ocena: 5/6

Porównanie cen: 

Drogeria Estrella: 17,19 zł
Największa sieć drogerii w Polsce: 34,99 zł




Muszę przyznać, że w pierwszej chwili byłam święcie przekonana, że to kredka wokół ust... dopiero, gdy wczytałam się w jej opis doszło do mnie, że powinno się ją stosować do makijażu oczu. Tylko ten kolor - przyznaję - daje ciekawy efekt... W końcu się skusiłam na jej używanie, zaryzykowałam i byłam zadowolona. Dzięki delikatnym drobinkom ładnie rozświetla oko (szczególnie nakładana w kąciku oka). Cechuje ją dobra pigmentacja i trwałość (wodoodporna formuła). Dobry produkt z dodatkiem olejków jojoba oraz ekstraktu z bawełny.

Moja ocena: 5/6

Porównanie cen: 

Największa sieć drogerii w Polsce: 36,99 zł





Dla wielu to mascara najlepsza pod słońcem. Jak się już pewnie zorientowałyście - nie dla mnie. Nienawidzę malować rzęs - to dla mnie czynność irytująca, męcząca... niezależnie od produkty z pomocą którego to robię. Produkt Bourjois znajduje się w eleganckim, czarnym opakowaniu ze specjalnym lusterkiem za sprawą, którego - makijażu możemy wykonać wszędzie. Dodatkowo posiada potrójmy zoom, który pozwala dostrzec nawet najmniejsze włoski... aby uzyskać perfekcyjny makijaż. 

Atutem tego tuszu jest fakt, że nie obciąża nadmiernie rzęs oraz nie sprzyja powstawaniu grudek dzięki kremowej konsystencji oraz specjalnej szczoteczce Ultra Gliding z miękkich, neopronowych włosków. Mascarę używa także moja córka i nasz werdykt jest jednomyślny: ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy, nie tworzy grudek, ale... niestety nie da się uniknąć sklejania rzęs.  Tusz nie osypuje się z rzęs nawet po kilku godzinach, ale "świeżo" po jego użyciu lubi odbijać się na powiekach... Bardzo dobry produkt, aczkolwiek posiadający bardziej zachwycające opakowanie niż działanie. 

Moja ocena: 5/6

Porównanie cen: 

Największa sieć drogerii w Polsce: 57,99 zł 



W końcu doszliśmy do prawdziwego hitu tego przeglądu 😊 Podkład posiada kremową, świeżą konsystencję, którą bardzo dobrze się rozprowadza unikając smug. Jest ogromnie wydajny, stapia się z kolorem skóry (oczywiście gdy wybierzemy odpowiedni kolor 😉). Nie tworzy wrażenia maski i sprawia, że cera wygląda na wypoczętą, świeżą i promienną. 

Podkład zawiera mieszankę witamin i składniki odżywcze takie jak: witamina C, E i B5, które odżywiają i nawilżają skórę. Ma lekką formułę i utrzymuje się na mojej skórze nawet kilkanaście godzin. Świetnie kryje wszelkie niedoskonałości, zaczerwienienia, cienie. Nie zatyka porów, ślicznie pachnie i nie "waży" się na mojej skórze. Daje naturalny efekt, jedwabiste wykończenie i to zdecydowanie mój hit wśród podkładów! Myślę, że zadowoli nawet najbardziej wymagające kobiety 😊

Moja ocena: 6/6 

Porównanie cen: 

Największa sieć drogerii w Polsce: 62,99 zł

17:43:00

Znalazłam swoją drogę... a tu turbulencje znowu

Znalazłam swoją drogę... a tu turbulencje znowu

To jest jedyna droga. Zbyt późno zrozumiałam, że nie da się iść jednocześnie kilkoma drogami i to w tym samym czasie. Zaczadziała młodością błądziłam, gubiłam się, wracałam do miejsca startu, pędziłam, potem zbyt zwalniałam, znowu przyśpieszałam, ale to nie był dobry kierunek, bo w tym pośpiechu zbytnio się nie zastanawiałam. Nie słuchałam żadnych wskazówek, nie czytałam drogowskazów, z klapami na oczach jak koń ciągnący wóz po wyboistej drodze to człapałam, to popędzałam nie rozglądając się na boki, a historia się działa... kwiaty rozkwitały, liście z drzew opadały, a śnieg zakrywał drogi, a ja tylko zmieniałam ubrania dbając o to by nie zaziębić się lub nie przegrzać... a historia się działa... dzieci rodziły, starsi umierali, a ja oczarowana światem i młodością podążałam różnymi drogami... nie myśląc w ogóle, że to nie jest możliwe tak jechać w różnych kierunkach i jeszcze bez zatrzymywania... a historia się działa. Działa i dzieje do dziś... tylko teraz ja jestem w niej (choć z lekką zadyszką), a nie obok, bo znalazłam swoją drogę i równo podążam nią w pełnym zachwycie, podziwie, wyrozumiałości, wdzięczności... rozumiem, że życie to plątanina dobra i zła, litości, nadziei, miłości, strachu, piękna, okrucieństwa, przemocy, przypadku... w tym wszystkim należy odnaleźć swoją drogę by móc powiedzieć, że warto było szukać swojej drogi... bo wtedy dopiero zauważamy co piękne i ważne jest... las w  wielu zieleni odcieniach, morze i jego szum i wschód słońca zza góry; miłość w dotyku rąk, szale uniesienia, spojrzenia tajemnego, czyjegoś przyjścia, i zdrady czyjejś, oczekiwania i spełnienia, zaczarowane w historie z książek, i okrutność  choroby... słonie, i mrówki, brzęczące owady, wredne meszki; miód i piołun; kobieta i mężczyzna; łagodność i upór. To wszystko było... jest inne... będzie jeszcze inne, a ja jestem na mojej drodze szczęśliwa, bo moja droga to: bycie ponad to, co słabe, złe i zrozumienie. 
  • Słabość - to mściwość i nieprzebaczanie.
  • Zło - to niedocenianie wszystkiego co nas otacza(w tym siebie) i niszczenie tego.
  • Zrozumienie - że wszystko po coś jest, także moje życie i nie muszę odkrywać tej tajemnicy dokładnie po co jestem, żeby doznać szczęścia na tym świecie... muszę po prostu żyć w harmonii serca, umysłu – pragnień i możliwości.

I wiem, że najważniejsza misja dorosłego człowieka to: uczyć dzieci, od pierwszego dnia, że trzeba kochać świat, doceniać życie i szanować wszystko dookoła, i nie wolno, w żadnym razie odkładać tego na późniejszy, nieokreślony czas. 
Nie można żyć byle jak, bo to wstyd zabierać komuś miejsce, kto mógłby żyć lepiej ale nie otrzymał takiej szansy. 

Teraz gdy wreszcie moja droga stała się prosta, spokojna, wyważona i radosna zaczęły się dziać nieoczekiwane dla mnie rzeczy, rzekłabym turbulencje, które w pierwszej chwili doprowadziły mnie do rozpaczy... ale? ale podniosłam się i w trakcie wstawania następne mnie dopadły... jeszcze gorsze...jeszcze bardziej niezrozumiałe i niesprawiedliwe ze strony osób, które  dawno wykreśliłam. Szłam pieszo przez całe miasto kawał drogi nie zważając na nikogo... jechał tramwaj za tramwajem, autobusy mnie mijały. Do żadnego nie wsiadałam... nie wiem skąd miałam tyle siły, żeby tak iść i iść... szłam przeszło cztery godziny... połykałam łzy, ocierałam oczy i znowu na nowo. Znowu to zostałam załatwiona od ręki, czyli odmownie, bo jedna wielka pani kierownik nie chciała ze mną rozmawiać, bo w swoich godzinach urzędowania czynnych dla petentów (ja byłam owym petentem) twierdząc, że nie ma czasu. Nie ma dla mnie czasu, jestem stracona i ona w niczym mi nie pomoże. To była moja ostatnia deska ratunku – tak by rzec można. Byłam rozgoryczona, świat zaczął niebezpiecznie mną chybotać i tak szłam, i pojąć nie mogłam... po co, dla kogo są, te urzędy, te sądy, instytucje wszelakie... już wiem... DLA  KASY, bo przecież nie dla ludzi, tak idę pieszo kolejny kilometr i nie wiem co mam z sobą zrobić, dokąd skierować swoje kroki by nie zejść ze swojej wymarzonej drogi, by sprawiedliwość i prawda się nie rozjeżdżały, i żeby nikt nie wchodził buciorami na moją drogę, po której chcę iść tylko z wybranymi osobami. Nagle potknęłam się, zahaczyłam czubkiem buta o wystającą płytę chodnika... to mnie wyrwało z rozgorączkowanego zamyślenia... pomyślałam o tekście, który napisałam poprzedniego dnia, a jeszcze nie opublikowałam.Tytuł... W chwilach chandry...: 

...wydaje się, że wszystko wali Ci się na głowę,  jesteś wściekła nawet na słońce, że świeci... jakby ono nie dla Ciebie swe promienie rozprzestrzeniało... dochodzi do Ciebie, że zostałaś oszukana... nie rozumiesz dlaczego... czujesz się samotna i niepotrzebna nikomu... nie chce Ci się nic, bo wszystko wydaje się niepotrzebne, nieistotne... od złości przechodzisz do obojętności... od otępienia do rozpaczy i potoku nieposkromionych łez... patrzysz w lustro i nie poznajesz swojego odbicia... i nawet łzy się wyczerpują; suche oczy, głuche uszy -  nie słyszysz dzwoniącego telefonu... nie chcesz go słyszeć... zaczynasz działać bezwiednie... wykonujesz czynności niepotrzebne... odbijasz się od ściany do ściany... nie widzisz sensu... nie wierzysz w ratunek... jesteś rozbita i załamana... obwiniasz wszystko i wszystkich... wyjesz bezgłośnie... czujesz się upokorzona... cierpisz i to cierpienie jest bólem, który odczuwasz jakby odbezpieczony granat rozszarpywał Cię od środka, rozdzierał... masz wrażenie, że pękasz, a za chwilę jesteś bezwładnym, ociężałym workiem napełnionym powietrzem, które i tak za chwilę już z Ciebie uchodzi...

... skąd ta chandra?
Powodów może być wiele, których skutkiem jest uczucie, że sprawiedliwość i prawda są zupełnie ze sobą sprzeczne. I w chwili gdy Cię ta wiadomość tak dotkliwie dotyka to... to masz chandrę. Ona zamyka Cię na jasne myślenie i zabiera to co najważniejsze w takim momencie: wiarę, że jeszcze będzie dobrze. 
I co wtedy, jakie myśli Ci podsuwa skołatany umysł? Nie chcesz już żyć... pierwszy taki moment
  • Możesz rzucić się z mostu? - ale umiesz pływać, jeszcze się uratujesz...
  • To może pod pociąg wejść po prostu ? - jesteś estetką, a ten widok nie będzie najładniejszy...
  • Powiesić w szopie, na drągu? - wisielców przeklinają, nie chcesz być wyklęta...
  • To może tabletki nasenne spożyte w nadmiarze, zasnąć i już? -  ale skąd załatwić receptę na tyle prochów, i to takie banalne...
  • Można gaz odkręcić? - ale tam gdzie mieszkasz wszystko jest na prąd...
  • Może w wannie się utopić i pomóc sobie włączoną do prądu suszarką do włosów? - ale w ubraniu czy bez, zbyt wielki to dylemat...
  • Iść na grzyby zrobić sobie obiad, taki ostatni w życiu swym? - tylko takie zatrucie może boleć, a Ty boisz się bólu...
Spójrz w lustro, ogarnij włosy – jesteś smutna i rozżalona. Nie czujesz, że sięgnęłaś dna, Ty już to dno przebiłaś swoimi niedorzecznymi myślami o pozbawianiu się największego daru i cudu jakim jest życie. Jesteś tchórzem! Nie powinnaś się z nim rozstawać tylko dlatego, że jesteś aktualnie w dolinie łez. Śmierć jest nieodwracalnym końcem. Nie idzie się z niej wycofać. Nie można rezygnować ot tak sobie z życia, oddawać go walkowerem dlatego, że sprzeczności w nim tak narastają, że nie potrafisz ich ogarnąć i w obłęd popadasz.

Łatwo wydaje się radzić, bo nikt w niczyjej głowie nie siedzi i trudno pojąć o co i jaka walka w niej się toczy, a później beznadziei uczucie ją składa na ramieniu... ale czy to grzecznie, czy wypada oddawać prezent, który został nam darowany: życie. Nie podoba się, nie jesteś zadowolona... nie bądź idiotką... masz dwie ręce i nogi dwie, twarz całkiem ładną, coś niecoś wiesz, potrafisz pięknie śpiewać albo inne masz przymioty (wady jak każdy), ktoś Cię lubi, ktoś uważa za nudziarę, ale Ty JESTEŚ niezależnie od oceny innych i traktowania przez świat... nie musisz rozumieć świata, wszystkie jego tajemnice znać... to nie Twoja zasługa, że jesteś na nim i dlatego nie masz prawa z niego rezygnować, bo nie stać Cię na mały wysiłek by docenić to co masz i nie poddawać się. W tej chwili zrób, uczyń to co lubisz robić najbardziej, przywołaj swoje dobre wspomnienia i nie rozczulaj nad sobą... są tacy, którzy mają gorzej. Znasz takich, porozmawiaj z nimi. Chcesz zamienić się z nimi? 
I wiecie co? Prawdziwie to napisałam. Ja jeszcze wszystkim pokażę, czym jest wola i siła przetrwania Starej Kobiety!!! Macie czego się obawiać wy...(jestem zbyt dobrze wychowana, by użyć adekwatnych epitetów 😉 )







Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger