08:27:00

TĘSKNOTA, Z CYKLU "ALAFABETY STAREJ KOBIETY"

TĘSKNOTA, Z CYKLU "ALAFABETY STAREJ KOBIETY"


PRZYCHODZI TAKI MOMENT

Gdy już nie chcesz w nic dalej brnąć, czujesz się słaba, niezrozumiana, do niczego po prostu. Myślisz, że wszystko co robisz po prostu bez sensu jest, chcesz usunąć się w cień, ale z drugiej strony jest jeszcze w Tobie ogień i nie chcesz odpuścić tak łatwo... Tyle wspomnień, tyle myśli w głowie masz... nie możesz odstąpić od ludzi, rzeczy, które Ci tyle szczęścia do tej pory dawały. A jednak czujesz, że mimo iż otacza Cię tyle osób, to samotna jesteś i? I tęsknisz. 

TĘSKNOTA  

to w pewnym sensie kara za to, że miało się szczęśliwe życie i nagle wszystko się posypało i inaczej poukładało. Rozbierzmy ją na czynniki pierwsze, żeby zrozumieć czy warto tęsknić, jak się pozbyć tego uczucia gdy dręczy i nie pozwala normalnie żyć, bo i tak może być.

A - ACH Tęsknota jakie to trudne i dojmujące, bolesne uczucie... ból rozłąki czy strat, potrafi przesłonić cały świat i odwrócić uwagę od tego co w danej chwili, która ważniejsza niż przeszłość jest... od tego co blisko jest. A my przez zakręcenie swym cierpieniem tęsknym możemy spowodować, że przez nas innym pęknie serce

B - BRAK ODDECHU - to tęsknota. Nagłe podniesienie z poduszki w nocy, bo we śnie przyszła tęsknota i tak realnie wygląda.

C- CZAS - mimo upływającego czasu nic się nie zmienia, mimo pamięci, która już nie ta i umyka wiele spraw, wspomnień. Tęsknota jest żywa, tyle, że nauczyłam się z nią żyć. Nawet wmawiam sobie, że jej nie ma, że wymyślam sobie. Ale to nieprawdziwe zdanie jest. Czas nie leczy ran, tylko oswaja z sytuacją. Taka prawda jest.

D - DNI - dzielą się na te, w których kochamy i jesteśmy szczęśliwi, i na te w których rozpaczamy, tęsknimy za nimi, choć to już przeszłość. Innego podziału nie ma.

E - EGOISTA największy nawet, uwięziony w swojej małej duszy, też potrafi tęsknić. Tęskni wyłącznie za dobrem dla siebie ;-) 

F - FAŁSZYWE POWIEDZENIE. Czas leczy rany. Nie leczy. Zamienia smutek w tęsknotę.

G - GRA - życie to gra, w której możesz zagrać kogo chcesz i gdzie chcesz... wszystkich emocji masz prawo używać... złości, radości, smutku, zaskoczenia, obrzydzenia, strachu. Co wybierzesz, tak będziesz żyć. Haczyk jest taki, że ta gra toczy się tylko raz, dlatego staraj się, nie tęsknić w swoim życiu by nie dodawać sobie dodatkowych emocji, przez które będziesz cierpieć. A powtórki nie ma.

H - HANIA - HANIA MA 60 PONAD LAT i nie przestaje tęsknić, żyje przeszłością. Nie rozumie, że przyszło nowe życie i zmiana w jej życiu zaszła tak daleko, że jest sama i nie potrafi się z nią pogodzić, ze swoją samotnością. Tęskni za czasem, który już nie wróci. Zamiast czerpać jak najwięcej dobrego ze swoich doświadczeń ale żyć tak jakby to był ostatni jej życia dzień i nic nie zostawiać na jutro, to Hania płacze i chce wróci do czasów, których już nie ma. Boi się śmierci tak bardzo, że zapomina żyć i tak ten czas przelatuje jej przez ręce. Haniu jeszcze wiele możesz. Daj sobie szansę... drugi raz już jej możesz nie dostać i będziesz później żałowała.

I - "Tęsknota za INNYM ŚWIATEM" Otessy Moshfegh.. to książka, która prawi o tęsknocie... zbiór opowiadań, w których jest coś i zabawnego i niepokojącego, niebezpiecznego. Tyle, że opowieść o izolacji i samotności człowieka, który tęskni za doskonałością... nie zachwyciła mnie. Chociaż pesymizm zawarty w niej jest ożywczy... to to nie ten moment w moim życiu, na czytanie o takiej tęsknocie.

J - JEDNA OSOBA  - Tylko jednej osoby Ci brakuje, wokół pełno innych jest, a Ty czujesz się jakby nikogo nie było. Ta tęsknota straszna jest. Uważaj, żeby nie zabrała Ci uśmiechu, który potrzebny jest innym Twoim bliskim.

K - KIEDYŚ - telefonowałam do Ciebie i nawijałam bez przerwy aż telefon się wyładowywał. Teraz mogę mówić w przestrzeń głuchą i dalej nawijać bez przerwy. Tylko, że Ty śmiechem ani słowem nie przerywasz tego mojego monologu. Tęsknię za tym!

L - LUDZIE, którzy dawali nam najcudowniejsze wspomnienia, ich nie ma już i to za nimi ta tęsknota tak bardzo trwa przy nas. I nie ma odtrutki, ani nic tak bardzo słodkiego dla złamania uczucia tego.

Ł - ŁZY NA POLICZKACH  i nieprzespane noce, to przy tęsknocie norma jest. Łatwiej nam pamiętać niż zapomnieć. 

M - MÓJ ŚWIAT - jest pełen emocji. Bo jestem człowiekiem. A każdy człowiek to zlepek różnych emocji, które w dużej mierze wynikają z czasu, miejsca i ludzi, z którymi się stykamy. Tęsknota - niestety - ostatnio bardzo w moim życiu góruje, choć wiem doskonale, że lepiej by dla mnie było, by jej nie było. Łatwiej by mi się żyło. Pracuję nad tym by nie myśleć za wiele i zająć się sprawami, które od tęsknoty mnie odgradzają. To trudne! Ale nie niemożliwe.

N - NIEPOKÓJ - do tego rozdrażnienie, poczucie smutku, osłabienie koncentracji, to zmiany psychofizyczne jak najbardziej naturalne przy odczuwaniu tęsknoty.

O - OCZY - gdy zamykam oczy, widzę Ciebie i wszystko co razem robiliśmy i nawet jak się kłóciliśmy. Wtedy ogarnia mnie tęsknota również za miejscami gdzie byliśmy.

P - PRZYJAŹŃ I MIŁOŚĆ - tylko tęsknota może udowodnić. Nic innego. To najlepszy pomiar tych uczuć.

R - RADOSNY CZŁOWIEK, to taki, który cieszy się z tego co ma i nie tęskni za tym co nie jest w zasięgu jego ręki. Potrafi nasycić swoimi barwami tę otaczającą rzeczywistość, a jeśli spojrzy w tył z utęsknieniem, to sobie wytłumaczy, że tak po prostu płynie życie... do przodu i nie ma co rozpaczać z tego powodu.

S - SAMOTNOŚĆ - to najczulszy instrument do odegrania tęsknoty, którą tulisz w sobie. Wydaje Ci się jeszcze większa niż jest rzeczywiście i jeszcze bardziej kwili, i płacze. Smutne to, że niektórzy ludzie mogą być już tylko w naszych sercach, a przy nas jest samotność.

T - TORTURA - największa tortura, to tęsknić za kimś ukochanym i nie ma na to, żadnego leku neutralizującego na tę dokuczliwą przypadłość.

U - UCZUCIE DZIWNE ta tęsknota. Z jednej strony umierasz z tęsknoty za ukochaną osobą, nie możesz bez niej funkcjonować. A z drugiej, dopiero wtedy rozumiesz jak bardzo ją kochasz. Cierpisz i radujesz się jednocześnie :-)

W - WOLNOŚĆ - najważniejsza dla człowieka. Pod warunkiem, że nie spętana taką silną emocją jak jest tęsknota. Wolność człowieka nigdy nie jest pisana przez przypadek, ale przez wybór, wybór człowieka. I taki człowiek, co wolnym chce być, musi zapomnieć o tęsknocie by nie zabierała mu czasu na wolne życie.

Z - ZARADZIĆ TĘSKNOCIE, oswoić się z nią, to  dopiero wyzwanie. To nieprzyjemne uczucie ale integralne z częścią naszych doświadczeń. Tęsknota mówi o naszych potrzebach... zastanówmy się nad tym i może takie przemyślenie nam pomoże.

Ż - ŻAL - musimy się nauczyć, że to co najbardziej kochamy, Tych, z którymi jesteśmy związani... stracimy kiedyś i tęsknić będziemy i wszystko będzie inaczej.

TĘSKNOTA MOŻE DOPROWADZIĆ DO DEPRESJI

A w czasie depresji zmienia się nasz mózg... on się zmniejsza. Największym zmianom ulega hipokamp, a zwiększa się ciało migdałowe. To jest spustoszenie.

Hipokamp jest częścią układu limbicznego, z którym związane są funkcje czucia i reagowania. 

Ciało migdałowate kieruje tym czy się boisz, za pamięć emocjonalną. Znajduje się w wewnętrznej części płatu skroniowego.

Nie chcesz by lęk Cię paraliżował, by dotykały Cię bóle mięśniowo-szkieletowe, zaburzenia hormonalne, snu i łaknienia, to walcz o zmniejszenie reaktywności swojego ciała migdałowego. Czyli walcz ze stresem, "olej" sprawy, na które nie masz wpływu i nie tęsknij za bardzo. Nie czekaj na coś, co się już nie wróci, albo na coś czego realnie nie może być.

Tęsknota może zabić, nie tylko Ciebie. Posłuchaj mnie, ja to wiem.







10:49:00

Z Dziennika Starej Kobiety - Stara Kobieta u "Armaniego"

Z Dziennika Starej Kobiety - Stara Kobieta u "Armaniego"


Zmiany i brak zmian

Jestem coraz bardziej stara, a co za tym idzie za mną coraz więcej nowych doświadczeń, choć mało co mnie dziwi i zaskakuje. To świat i ludzie wokół mnie się zmieniają. Jak zmienia się życie i moje, i tych ludzi. Pewne rzeczy pozostają jednak niezmienne. 

BO?

Jakie są najpiękniejsze słowa? Idziemy na zakupy! :-))))

Moja córka niecałe półtora roku temu została mamą – nie przestała jednak tym samym być kobietą, żoną… i moją córką. Ona szaleje za swoją córką, ja szaleję za swoją wnuczką… uwielbiamy spędzać wspólnie czas (myślę, że Alicja nie zaprzeczy, a i mała Dorotka okazuje mi dużo sympatii – tak jak teraz, gdy pojechała na wakacje z rodzicami… i nie mogła się ze mną rozstać… co rusz zawracając i podbiegając jeszcze do mnie, dać mi kolejnego buziaka. Córka stwierdziła, że dawno nie widziała niczego tak rozczulającego:-) Mnie łezka poleciała ze wzruszenia.

ALE AD REM

 Równie mocno cenimy czas, gdy mała Dorotka wędruje do Klubu Malucha, a my możemy się spotkać we dwie – bez małego kręcącego się pod nogami brzdąca, którego trzeba mieć cały czas na oku. Idziemy wtedy na lody, obiad, do kina lub na ciuchowe łowy… Lubimy wspólnie przeglądać fatałaszki, przymierzać je, czemu towarzyszą śmiechy i rozmowy. Bo jak  już wspominałam, Alicja nie przestała być córką, ja nie przestałam być jej mamą.

NASZ ULUBIONY "Armani" na kilogramy :-))

Mamy swój ulubiony lumpeks (nie znoszę tego słowa)… 20 zł za kg, a wynajdujemy w nim prawdziwe perełki, nie tylko dla siebie, ale również dla małej Dorotki. Ale nie będę zanudzać Was widokiem słodkiego wełnianego sweterka, gustownego zielonego płaszczyka czy sztruksowej kurteczki dla Dorotki, a skupię się dzisiaj na tych rzeczach przeze mnie upolowanych.

BĘDĘ SZCZERA 

Największym wyszukiwaczem perełek jest Alicja – ja często jestem sceptycznie nastawiona, bo na wieszaku dana rzecz nie zachwyca… Ala wtedy jednak powtarza „Ale przymierz Mamusiu. Przymierzenie nic nie kosztuje. Zobaczysz”. I często ma rację. Do selekcji jednak zawsze dochodzi ogromnej - chociaż rzeczy tam są zadbane i pachnące, a wiele nowych, jeszcze z metkami. Tym razem wybrałyśmy dla mnie 13 rzeczy… czy też raczej produktów. Wszystkie one kosztowały łącznie 80 zł.  To trochę ponad 6 zł za sztukę – cena nierealna do osiągnięcia w jakimkolwiek sklepie z odzieżą, a wśród tych rzeczy znajduje się koszula jeszcze z metką na kwotę… 140 zł. Przejdźmy więc do oglądania… rzeczy przed założeniem oczywiście zostaną wyprasowane ;) Pogniotły się w drodze do domku :) upchane w ekologicznej torbie.

TO ZACZYNAMY

Zaczniemy od dwóch szaliczków - beżowy (kolor na zdjęciu jest zakłamany) oraz czarny w beżowe kropeczki - zdjęcie tego nie oddaje, ale to dwa bardzo zbliżone do siebie kolory. Klasyka, którą niejeden raz wykorzystam w swoich kreacjach. Ponadto można je pięknie połączyć i stworzyć niepowtarzalny wzór. W dodatku Ala już się zgłosiła, że szaliczek w kropeczki będzie chciała pożyczyć :) W kolorze tego szalika mam torebkę i butki, i dołoży się coś barwnego i będzie git :)

TERAZ

Spodnie marki ZARA z bardzo wysokim stanem w pięknym kolorze, stan wysoki tak, że sięga aż pod biust... wygodne ogromnie! Jeansy zawsze się przydają i możliwości wiele dają. Jeszcze nie mam pomysłu. Choć? Może do nich biała bluzka w niebiesko fioletowe kwiaty i fioletowa torebka i butki lakierowane fioletowe na niewysokim obcasie. Dobrze mieć jakiś zapas w szafie, żeby skompletować go z nowymi nabytkami;-) Będzie klasycznie i trochę z pazurem:-)))


PIĘKNA 

liliowa koszula... Dłuższa zakryje to czego pokazywać nie trzeba :) W dodatku to 51% lnu, reszta to bawełna. Sprawdzi się także na upały :) Mam do tego jedwabny kolor o ton jaśniejszym kolorze w czarne róże lekko zarysowane i perłowym odcieniem pokrytą takąż torebkę liliową. Pod spód biały top i i białe spodnie. Tak to widzę. I kolczyki też białe. Będzie ciekawie:-)


TENISÓWKI nowe.

Piękne jakby atłasowe tenisówki z haftami... no lubię tenisówki, a takie fikuśne to już w ogóle.  A do tego jakie są wygodne! Będziemy je nosić z córką na zmianę ;) Tak tak.. mimo, że nie mieszkamy już razem to wymieniamy się nadal butami :) Widzę je w stylizacji do niebieskich spodni i pomarańczowej bluzki, z torebką czarną, którą mam w swoich zasobach i ma podobne wzory... w tych samych kolorach.

MARYNARKA 

Popielata szara marynarka... ponoszę ją nie tylko latem, ale również jesienią i wiosną. zimą pod płaszcz też się nada, bo cieniutka jest. I te ogromne kieszenie! Wiedziałyście, że statystycznie męskie kieszenie są większe od tych damskich...? Nie wspominając już o tym, że mężczyźni mają kieszeni o wiele więcej :) Taka niesprawiedliwość ;) Do wdzianka, bluzka z wystający kołnierzykiem. Tak myślę, że czarna (mam taką z wielkim ogromnym kolistym kołnierzem) i popielate czółenka, i czarno popielata torebka ze srebrnym kołem...też wtedy srebrne kolczyki w kształcie koła. Dla przełamania, może czerwone spodnie? Albo szafirowe? Jeszcze się zastanowię;-)


KOLORY

Lubię kolory, a ta koszula stanowi tego potwierdzenie. Ma do tego bardzo ciekawy materiał... z wyglądu przypomina jedwab :) Do tego czarny płaszcz czarny, letni w kwiatki w tym samym prawie kolorze, który wisi w mojej szafie oraz torebka w kolorze bluzki, a buty w kolorze płatków kwiatków, tych jaśniejszych, tych co na płaszczu widnieją. Okulary z czarną oprawką. Będzie super!


UWIELBIANY KOLOR CZERWONY 

Czerwona marynarki marki Gerry Weber - dawno temu miałam marynarki tej firmy... obecnie nie wydałabym 500-700 zł na marynarkę ;) Zdecydowanie wolę opcję kilkanaście złotych za taką marynarkę. Świetna jakość! Już nie mogę się doczekać, kiedy założę ją po raz pierwszy :) I beże i czarne, szare dodatki. Główną rolę grać będzie ona:-)


TAK ZWANE OKRYCIA WIERZCHNIE 

Gdybym miała wybrać jedną ulubioną część garderoby... pomijając torebki i buty... ;) Byłyby to okrycia wierzchnie - lubię dni, kiedy mogę ubierać się na tzw. cebulkę, a do spodni i bluzeczki zarzucać coś na wierzch. Tak więc wszelkich narzutek i marynarek nigdy dość :) Tak więc teraz czarna narzutka na zamek, z finezyjnym kołnierzem... sprawdzi się jeszcze latem. A można potraktować jako bluzkę bez zakładania czegokolwiek pod spód.


INNY FASON I ODCIEŃ CZERWIENI W MARYNARCE 

Wspominałam coś o wielości okryć wierzchnich, prawda? ;) Te łowy jeśli chodzi o marynarki były wyjątkowo udane ;) Czerwona marynarka Bruno Banani sięgająca za pupę. Już ją lubię. Moja babcia nazwałaby ją "okryjbiedą". Cokolwiek założysz po spód i tylko ją zarzucisz, bo wiaterek się wzmógł i jesteś ubrana jak "ta lala" ;-))



NOWA JESZCZE Z METKĄ


Bluzka, o której wspominałam wcześniej... jeszcze z metką - jej cena to 140 zł, więc więcej niż zapłaciłam za te wszystkie ubrania :) Jest długa i oversize :) Już niebawem ją ubiorę i zaprezentuję ją na sobie :), przy okazji  kolejnych postów, więc nie będę zdradzać reszty do niej dopasowanej. 


TAKA KOSZULECZKA ;-)

Klasyczna granatowa bluzka. Takich rzeczy często najbardziej brakuje mi w szafie i te braki niekiedy mogą blokować wykorzystanie przeze mnie innych ubrań. ;)  Biały żakiet, by ramiona przykrywał, w biało granatowe paski spodnie. Czerwona torebka i buty na koturnie z czerwonymi, białymi i granatowymi paseczkami. Będzie mi się podobało:-))

TAKA SOBIE BLUZECZKA 

Bluzeczka w kwiateczki. Nic dodać, nic ująć. Lubię takie printy :) Na zdjęciu wygląda tak sobie, ale ze spodniami bladoróżowymi (kolorem z kwiatków żywcem wziętym), torebką turkusową jak jest bluzka, tylko zdjęcie tego nie pokazuje dokładnie) oraz białe buty... będzie bez efektu wow, ale spokojna elegancja też czasem być może w moim wykonaniu.


I TO BYŁOBY NA TYLE. 

Zabawa modą może być inspirująca i dawać więcej do myślenia niż przy nie jednym quzie czy krzyżówce;-)) Najważniejsze jest jednak dać duszę tym ciuszkom, swoją duszę i wtedy one nabiorą blasku. Rzeczy bez człowieka to tylko szmatki.

10:00:00

Dlaczego mnie nie było...

Dlaczego mnie nie było...

1. Od publikacji ostatniego tekstu minął miesiąc  - dlaczego? 

Dlaczego tak długo nie pisałam? 

Bo w życiu najważniejsze jest życie, a ja musiałam wiele rzeczy poukładać, z kilkoma powalczyć i było mi wszystko jedno... chodziło tylko o jedno... by powrócić do siebie takiej jak zwykle. By nie cierpieć w bólu, by nie zastanawiać się i nie przeżywać każdej śmierci czyjejś. By wyjść z torturowania siebie tym, że gdy ktoś nawet nie znany mi bliżej, ale uczestniczący w pewien sposób w moim życiu, a nawet je kształtujący... nagle odchodzi. To jakby odłamywała się jakaś cząstka mnie, wykruszała, a ja zmniejszałam się i odczuwałam, że coś umyka z jednej strony, a z drugiej zbliża w kierunku, którego nie chcę poznać. 

2. Opublikowałam do tej pory 464 posty i przyszło zastanowienie... 

O  czym tu jeszcze pisać i czy warto? Tym bardziej, że wszystko jest powtarzalne, tylko ujęcia w danym czasie inne.

3. Czy warto nieść w Internet obezwładniający smutek, skoro i tak, tak wiele jest go już w rzeczywistej przestrzeni? 

Może lepiej poczekać na lepszy czas? A może po prostu trzeba przechytrzyć los i zacząć działać wbrew wszystkiemu złemu i w ten sposób przywołać ten lepszy czas (?)

4. Czy istnieje idealny czas ?

Nie istnieje! Zawsze coś jest nie tak. W idealnym czasie też znalazłoby się coś, co oderwałoby mnie od zamierzonego celu mojego. Czyli przekonywania, że życie jest piękne mimo wszystkich wad i warto walczyć o nie.

5. Czy chciałabym wrócić do pisania, dotrzeć do opublikowania 500 postów?

Tak! Chcę! Będę przekazywać, co akurat mam na myśli, co przeżywam, czego doświadczam... wszystko bez cenzury. Jak zwykle - o moim świecie, różnorodności w świecie istniejącej, o wartościach... kosmetykach, kuchni, modzie, o emocjach, które tworzą każdy dzień.

ZOBOWIĄZUJĘ  SIĘ! Regularnie dodawać posty i nie poddawać się, choć czasem ludzie , którzy mnie nie znają, tylko powierzchownie oceniają... robią wszystko by stłamsić mnie. Ale nie dam się. Opiszę to wszystko, podzielę się tym, by innych ostrzec i uświadomić jak łatwo można kogoś zranić i doprowadzić nawet do rozpaczy ciężkiej.

Będę więcej na Facebooku z Wami rozmawiać, odpowiadać na maile i nie pozwolę tak łatwo zetrzeć się z powierzchni Ziemi.

W najbliższym czasie rozpocznę cykl, obok Alfabetów Starej Kobiety... Impresje pod tytułem "Z dziennika Starej Kobiety" np. Stara Kobieta na łowach ciuchowych, Stara Kobieta u psychiatry, Stara Kobieta w kinie... itp. 

KONSTATACJA po tych przemyśleniach jest taka: Jeśli  sama sobie nie pomogę, jeśli sama nie zadbam o siebie, to nikt mi nie pomoże. I nie chodzi tu o złą wolę lub kompletny brak jakiejkolwiek woli ze strony instytucji, na które idą moje podatki... tylko o takie zwyczajne zniechęcenie do wszystkiego, bo gdy upada jeden klocek, to za nim reszta też się wali. 

Tak się skupiłam na walce z bólem, że odrzuciłam wszystko inne od siebie i zapomniałam żyć. To się nie może powtórzyć. 

Wracam do żywych!!! I uwaga... zło będę nazywać z imienia i nazwiska, tak jak i dobro. Koniec z pisania na okrągło. Nie będę już zapominać (nie mam Alzheimera) i tak ciągle przebaczać (nie chcę zostać świętą). Wybaczcie mamo, tato i babciu. Ale koniec!  Przywdziewam dodatkową twardą skórę i? Koniec! Ze mną się nie zadziera :-))) Nie jestem rozkapryszoną, ani zbyt wiele wymagającą osobą, ale  emocjonalnie podchodzącą do życia kobietą, przy tym konstruktywnie myślącą.

*I chociaż chwilowo mam podcięte skrzydła, to na szczęście mam w domu miotłę, nawet na niej polecę dalej.




Stylizacja:

Torebka - z wyprzedaży w Empiku za 7 zł

Buty - Deichmann wyprzedaż - 20 zł 

Bluzka - lumpeks 4 zł 

Spodnie - lumpeks 8 zł 

15:46:00

GODNOŚĆ - tak sobie myślę :-)

GODNOŚĆ - tak sobie myślę :-)

NAUKOWO

O godności można prawić wiele i na rozmaite sposoby. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka ONZ głosi, że godność jest przyrodzoną właściwością każdego człowieka, stanowiącą jednocześnie w parze z równymi i niezbywalnymi prawami wszystkich ludzi, podstawę wolności, pokoju i sprawiedliwości na świecie. Św. Tomasz z Akwinu uważał, że godność jest tym, ze względu na co możemy uznać człowieka za osobę. Tak rozumiana godność to godność ludzka. W tym tekście ważniejsza będzie jednak godność osobista.

DLA STAREJ  KOBIETY

Dla mnie najważniejsze jest rozumienie godności jako pozytywnej wartości człowieka (czyli mnie), która powinna przysługiwać mi w kontakcie z innymi ludźmi, w tym z reprezentantami takich instytucji jak publiczna służba zdrowia ;) Godność niesie za sobą świadomość własnej wartości (i nie mam tu na myśli żadnego zuchwalstwa ani próżniactwa), która sprawia, że inni powinni traktować mnie w sposób godny. I pamiętajcie... świadomość własnej wartości nie jest niczym złym - tak samo jak umiejętność mówienia o swoich sukcesach czy zaletach. Córka zwróciła mi uwagę, że gdy ktoś komplementuje mój strój nie powinnam mówić "a wiesz... a to w lumpeksie wygrzebałam" tylko z uśmiechem podziękować za komplement. Gdy ktoś pochwali mój makijaż nie muszę mówić "a to tak na szybko dzisiaj, tusz stary, pudru końcówka" - nie muszę umniejszać moim działaniom. O tym też mówi poczucie godności. Ale ale.. przejdźmy do właściwego bohaterki tego tekstu, czyli godności osobistej.

CO TO TA GODNOŚĆ? 

Godność osobista to pewna postawa, a zarazem cecha charakteru. Jest niezwykła, ponieważ w przeciwieństwie do godności ludzkiej (która jest niezbywalna), można ją nabywać lub tracić. Odwołuje się ona do poczucia własnej wartości jako osoby kierującej się w swoim postępowaniu określonym systemem wartości i ideałów, która potrafi bronić swoich racji - często nie zważając na konsekwencje. Ważna jest jednak umiejętność zachowania dozy krytycyzmu względem siebie... co nie oznacza zezwalania na buractwo i brak poszanowania przez innych.

JAK WIDZICIE...

Jak widzicie po zdjęciach dodawanych tutaj* - lubię się "stroić". Ubieram się tak na co dzień, a nie tylko na potrzeby "sesji". Jak już kiedyś wspominałam - ważne jest dla mnie dobranie koloru bucików do torebki oraz podkreślenie tego wszystkiego pasującym szaliczkiem. Najlepiej czuję się w intensywnych barwach - i mam tak już od młodości. 

O PŁASZCZYKU

A ja nawet w czasach szaroburego PRL-u, gdzie ciężko było coś kupić, dostałam od rodziców zimowy płaszcz w kolorze szafirowym (ciekawe gdzie go wytropili ;-)) Był to rok 1976 i to była nagroda za to, że urodziłam im pierwszego wnuka. Oczywiście kłułam tym płaszczem niejedno zazdrosne oko :-) 

GDY JEDNAK

...zostałam babcią po raz pierwszy (a miało to miejsce już 17 lat temu), zaczęto mi sugerować, że powinnam przestać używać intensywnych pomadek i zacząć się ubierać "stosownie do wieku". Odparłam wtedy te "dobre rady", lecz zrobiło mi się przykro. Przykro z powodu braku akceptacji tego jaka jestem i zachęcania, wręcz wywierania presji, abym się zmieniła. A skoro... nie robię nic złego i nikogo nie krzywdzę, dlaczego miałabym się zmieniać. Bo komuś coś we mnie nie pasuje? Byłam wtedy młodsza, pewniejsza siebie i "niebólowa" (co wydaje się być teraz z perspektywy czasu aspektem kluczowym i przeze mnie niedocenianym lub też po prostu pomijanym), a tym samym pewna obranej przez siebie ścieżki i tego co sobą reprezentuję. 

TERAZ

jestem Stara. Mniej pewna siebie i obciążona bólem, przez co zdarza mi się zastanawiać i wahać, czy może ścieżka, którą podążam jest tą właściwą. I to normalne. To momenty zawahania - nie ból. Ból nie jest normalny - jest informacją płynącą od naszego organizmu, że coś jest nie tak. Więc szukam... drążę... czy to naprawdę pogruchotany kręgosłup może tak silnie oddziaływać na cały organizm? Nadeszła pora na zmianę lekarza rodzinnego - tak aby był bliżej. O rzut beretem... nie na drugim końcu miasta. 

I?

I co usłyszałam? "Jak na chorą to dobrze pani wygląda", "nie mamy funduszy, proszę samemu pójść na morfologię i zapłacić za badanie", "inni mają gorzej"... A później już od innej osoby sugestię otrzymałam, że mogłam się ubrać skromniej, żebym następnym razem  poszła ubrana w kolorach czarno - szaro - białych, żeby wyglądać schludnie... włosy "przylizane", bez pomalowanych rzęs, z matowym spojrzeniem. Żadnych błysków i oznak do chęci życia. 

W środku często we mnie wrze i niestety albo "stety" ;-) nie zawsze potrafię utrzymać język za zębami, co nie przysparza mi przyjaciół. Ale rzeczy, zachowania, okoliczności, to co nas otacza należy nazywać po imieniu. Jestem na takim etapie życia, że dziwi mnie tylko fakt, że ja się niczemu nie dziwię... natomiast nie potrafię, nie chcę zaakceptować pewnych spraw. Wiadomo, to co nieuniknione, czyli śmierć... wpisana jest w życie każdego z nas. Reszta jest w naszych rękach, umysłach i sercach. I nikt nie ma prawa mnie klasyfikować na podstawie wieku ("czego się pani spodziewa w tym wieku"), wyglądu ("nie wygląda pani na chorą") czy w odniesieniu do innych ("inni mają gorzej").

Od nas tak wiele zależy! Wystarczy  tylko abyśmy tak działali wobec innych, jak sami byśmy chcieli by wobec nas działano. To proste. Wiemy czego chcemy, czego nie pragniemy. Potrzeba jednak szacunku do drugiej osoby.

Najważniejsza jest GODNOŚĆ człowieka. To czego nie powinien, nie ma prawa inny człowiek drugiemu zabierać, uwłaczać mu... z niskich pobudek, głupoty, chamstwa, pychy, próżności, braku empatii, złości.

Niestety w zwykłej codzienności obserwuję, a nawet doświadczam chwil, kiedy ktoś próbuje poniżyć, upokorzyć, uprzykrzyć życie drugiej osobie. Czasem nawet czerpie z tego jakąś niezrozumiałą satysfakcję. Bo? Bo czuje się lepszą, mądrzejszą, piękniejszą, ważniejszą istotą... bo ma więcej pieniędzy, władzę, możliwości wynikające z racji pełnionej funkcji, bo jest młodą, atrakcyjną, i czasu  więcej do życia... itd. itp. Bo ma przerost poczucia własnej godności, które sprawia, że czuje się nie dość, że dobrze we własnym ciele to lepszy i ważniejszy od innych.

MOJA GODNOŚĆ, TO COŚ CZEGO NIE POZWOLĘ SOBIE ODEBRAĆ

Dlatego nie zamierzam się "przebierać" do lekarza - mam prawo chodzić ubrana w kolory, które mi odpowiadają... w ubrania, które odpowiadają mojemu gustowi. Ba! Nawet jakbym miała tysiące na koncie mam prawo chodzić do lekarza pracującego w ramach NFZ i oczekiwać od niego pomocy. Nikt nie może zaglądać mi do portfela ;) Ani do szafy. Bo mam swoją godność i znam swoją wartość ;) I Wam też tej świadomości dotyczącej godności życzę :)

*dzisiaj przekornie ubrałam się na biało czarno, bo ja tak chciałam :-)








17:29:00

GOŚCINNIE (wyjątkowo) MŁODA KOBIETA U STAREJ NA BLOGU

GOŚCINNIE (wyjątkowo) MŁODA KOBIETA U STAREJ NA BLOGU

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

A poniżej cały alfabet z życzeniami, otrzymałam od swojej córki i tak się wzruszyłam, że postanowiłam podzielić się nim z Wami :-)) i co nieco od siebie dodać.. ;)

Alfabet Młodej Kobiety do Starej Kobiety z okazji jej Urodzin stworzony 😊

A – Alfabety - to Twoja domena, napisałaś ich około dwudziestu, może więcej… pozwól jednak, że sił swych spróbuję i pomysł spapuguję 😊

Tak Alfabety Starej Kobiety lubię pisać, bo porządkują moje roztrzepane myśli. Napisałam alfabet o zwierzętach, kulturze osobistej, czerwieni, oczekiwaniu i kilku innych jeszcze kwestiach :) 

B - Babcią - genialną jesteś, cierpliwości pokłady nieskończone posiadasz… choć nie zawsze dysponować nimi chcesz... lub też cierpliwość testować 😊

Niespecjalnie przepadam za małymi dziećmi, a co za tym idzie odgadywania ich myśli, ale Dorotka ujęła serce moje, a poza tym chcę uratować moją córkę przed zwariowaniem zupełnym...

C – Cierpienie - jest Ci znane, niestety niezapomniane, a jednak wiem, że odejdzie od Ciebie… na skutek Romanowskiej terapii.

Romanowska terapia, tak nazwana od nazwiska osteopaty, który obecnie pomaga mi w ulżeniu bólu i wierzę (nadzieja umiera ostatnia), że przyniesie rezultaty i znów na 100% pożyję :)

D – Domeną - Twoją jest również specyficzne poczucie humoru… oj znana z tego na mieście jesteś.  To sprawia, że jesteś jedyna w swoim rodzaju.

Gdyby nie moje poczucie humoru i dystans do siebie musiałabym dokonać czynów, za które już dawno byłabym za kratami ;-)))

E – Egzamin - z bycia Mamą zdałaś śpiewająco, czego okazem i rezultatem najlepszym, a zarazem potwierdzeniem jestem ja… Alicja ;-) Reszta rodzeństwa też daje radę, dwa razy starsza ode mnie.

Macierzyństwo, to prawa, a przede wszystkim obowiązki kobiety, która urodziła dziecko. Popełniłam wiele błędów, a jednak mam to szczęście, że ludzie, którym dałam życie mogą wiele dać światu z siebie. Macierzyństwo wszystko zmienia, ale do końca nie zapomniałam kim jestem i kim wcześniej byłam nim dzieci urodziłam. 

F – Figlarstwo, choć negatywnie kojarzyć Ci się może z wiadomych względów… to jednak z pewnością jest częścią Twojej osobowości i nie zmieniaj tego 😉 Szczególnie przy Fig(l)arskim jednym 😊

Nie mam zamiaru niczego zmieniać, to życie niestety pewne sprawy weryfikuje i powoduje że zmiany w nim występują bez względu na wolę aktora ;-)

G – Grać na scenie życia chciałabyś aktywnie… i grać jeszcze będziesz – zobaczysz! Bólu pokonanie nowe siły przyniesie, możliwości otworzy i ukojeniem obdaruje 😊

Dzięki serdeczne za te słowa... taki mam plan, by jeszcze nie tylko cierpieć, ale jeszcze pobalować :-)

H – Hałasu nie lubisz, bo sama głośna jesteś… Hałas Ty masz robić, a nie otoczenie Twoim kosztem Mamusiu :-) I tego hałasu jeszcze mnóstwo narobisz!

Nic dodać nic ująć... no lubię gwiazdorzyć ;) 

I – Ironii i kąśliwości nie szczędzisz, choć przecież zawsze ostrzegasz… np., że właśnie masz zły humor 😉

No właśnie, jak ostatnio razem wchodziłyśmy do ulubionego "Armaniego", na wstępie zaznaczyłam , że dobry humor zostawiłam w domu i lepiej ze mną nie zaczynać :-))

J – Jajecznicę i nie tylko robisz najpyszniejszą na świecie!

Gotowanie to moja pasja, choć ostatnimi czasami, to skupiam się bardziej na pracy przedszkolanki, która mnie tak nie pasjonuje, ale uśmiech przynajmniej wywołuje. ;)

K – Kradzieży zawartości banku nie dokonasz, bo zbyt barwna na to jesteś, zapamiętuje Cię i dostrzega każdy… nawet osoby, przez które zapamiętana wolałabyś nie być.

Oj tam, oj tam... jestem sobą, taka jestem i zmieniać się nie będę. Choć niektórym to nie pasuje ;) To oni problem mają ;-)

L – Leków nasennych -  zużyłaś więcej niż lat masz na koncie… czyli wcale tak dużo tych lat nie masz 😊

Faktycznie z tym spaniem, to kłopot wielki... ale cóż poradzić, spać trzeba by siły mieć.

Ł – Łagodności jest w Tobie Mamuś mnóstwo, choć czasem udajesz, że wcale jej nie ma… jednak tak naprawdę jest mnóstwo, choć czasem przykrytej bólem ☹

Im człowiek starszy tym łagodniejszy, bo już wie, że wiele nie zwojuje ;-) A maski nieraz trzeba przywdziewać, by  nie odkrywać się zupełnie ;-)

M – Moda także Ci Mamuś sprzyja. Masz nadal więcej par butów niż lat.. a to znaczy, że mówiąc w ten sposób o wieku… większość da Ci nie więcej niż 30 lat 😊

O tak, buty, torebki, szale... nie mogę zastopować u siebie pasji do ich zmieniania, dobierania do różnych stylizacji :-))

N – NFZ kolejny rok możesz Mamuś dręczyć… i oby żadna wizyta ani droższa czynność niewykorzystana nie przepadła 😊

NFZ, to by się ucieszył, gdybym kwiatki nie podziwiała z góry za ich barwę, lecz wąchała ich korzonki od spodu. Ale tak łatwo się nie dam.

O – Okiełznana nie jesteś i liczę, że nigdy nie będziesz… choć łatwe we "współżyciu" czasami to nie jest.

Mam swoją godność i godność to jest to czego mi nikt nie jest w stanie odebrać, nawet ta pani, co robiła ostatnio mi zastrzyk i kazała spuścić majtki do dołu, co to zupełnie konieczne nie było. To wypięłam się na nią mocno tym gołym zadkiem, aż sama mi te majtki podciągnęła :-))

P – Ptakiem barwnym jesteś, który kocha wolność i umie ją wykorzystać. Taką pozostań bez względu na to, "co ludzie powiedzą".

Ludzie gadają i zawsze gadać będą i zupełnie mnie to nie obchodzi. Jeśli sprawia im radość komentowanie (czasem złośliwe) mojej osoby, to na zdrowie... jak im nie szkoda własnej wątroby, gdzie kumulują się wszystkie złe energie ;-)

R – Rządy PIS-U, a wraz z nimi więc Stara Kobieta, która w kraju PIS umierać nie zamierza… niech trwają jak najdłużej 😊 Tak powtarzasz, że "jedyne co trzyma Cię przy życiu, to - nie umrzeć w kraju PIS-U".

Nic więcej tutaj nie dodam :-)

S – Sesje - fotograficzne… wprawa już jest, skoro za nami jest ich 500 😊, tak samo jak 500 postów napisanych. 

Czas leci... chciałabym więcej pisać czy na stronie, czy na fejsie i instagramie, ale czas jest jeden i nie na wszystko zezwala.

T – Tropików - słońca żar… phii… to morze było i piasku dużo, do którego przyzwyczajać się miałaś…gdy zięć Cię zakopał w morskim piaseczku... :-) Na szczęście umiejętność nabyta, ale niewykorzystana. I oby tak jak najdłużej zostało!

Pamiętam jak to na moje stwierdzenie, że "kocham morze", zostawiliście mnie cały dzień na plaży bez możliwości opuszczenia jej.

U – Urok zły - został odżegnany i klątwa śmierci w 64 roku życia spełniona na szczęście nie została 😊

Mój tato umarł mając 64 lata, a ja jako jego wierna kopia wmówiłam sobie, że też w tym wieku skończę flirt z życiem :-)

W – Wnuczka - się Mamuś w cienie wdała, wieść gminna to wnosi… i okiełznania brak głosi.

Na szczęście! W Dorotce małej widzę siebie, więc ciągłość będzie :-))

Z – Zapiekanki, hot – dogi, kluseczki, gołąbeczki… z Tobą wszystko Mamusiu smakuje wspaniale!

Cieszę się bardzo, że moje towarzystwo Cię kochana nie nudzi i wzrasta Twój apetyt. Oby na życie też był taki wielki, więc dbaj o siebie i już dzisiaj zapisz się do ortopedy, to nie będziesz musiała później oczekiwać w wielkiej kolejce. Będzie jak znalazł :-))

Ż – Żyj, żyj i nie zmieniaj się! Kochamy Cię bardzo!

I ja Was kocham niesamowicie mocno i gorąco. Wiem, że mnie kocha się trudno :-) Tym bardziej Wam za Waszą miłość jestem wdzięczna :-))

Dziękuję za ten alfabet!






16:43:00

Makijaż po 60-tce...

Makijaż po 60-tce...

STAŁO SIĘ!

Już jestem nie tylko po 60-tce. W czerwcu skończyłam 65 lat i kolejny raz jak to mam w zwyczaju musiałam określić swój wiek, tak jak to zrobiłam przy 50 urodzinach... wtedy to na 49 się wyceniłam i tak prze dziewięć lat... teraz więc ustalam , że mam 56... jakby co, to taki czeski błąd ;-) Jeśli chodzi jednak o dowodowy wpis daty urodzenia, to jedna tego pozytywna konsekwencja... mogłam pobiec do punktu sprzedaży biletów i kupić bilet uprawniający do korzystania z komunikacji miejskiej... nie za 60 zł na miesiąc, ale za 90 zł... za cały rok! Jaka to oszczędność ;) Z racji poczynienia takiej oszczędności pobiegłam do drogerii z myślą, że mogę uzupełnić swoje kosmetyczne zapasy tzw. kolorówki... skończył się puder... pomadka też na wykończeniu... I wtedy przyszło zastanowienie, tak jak wcześniej w przypadku stroju i tego jak powinnam ubierać się według ogólnie przyjętych standardów po 60-tce... postanowiłam poczytać jak powinnam się w tym wieku malować i może coś należałoby zmienić.

W Internecie w temacie makijażu po 60-tym roku życia zwraca się uwagę na to, że... (Pominę aspekt, że w artykułach dotyczących tego tematu dominuje zwrot "dla starszej kobiety", którego wyjątkowo nie lubię ;) Można o mnie mówić, że jestem stara... ale starsza? Wypraszam sobie. "Starsza" to jak określenie, że woda jest "letnia", a zupa pomidorowa "dobra". Nie znoszę bladości, nijakich określeń... To tak na szerokim marginesie ;-)

A więc, że:

  • Kluczowe jest oczywiście nawilżanie skóry. I ja widzę to doskonale po swojej cerze: dzięki eliminacji suchych skórek łatwiej jest mi nałożyć makijaż, który się nie roluje i nie jawi jako nieestetyczne plamy. Gładka niełuszcząca się skóra to podstawa, więc peelingi też nie są mi obce.
  • W temacie podkładów szczególnie polecane są te w płynach oraz w kremach (u mnie pojawiają się różne marki i różnego rodzaju produktu... choć ostatnio prawdziwą furorę robią tzw. kremy CC), które swoim kolorem będą pasowały do naturalnego odcienia skóry, jednocześnie go ocieplając. Ważne jest, żeby nie nakładać go za dużo... i ja nie mam z tym problemu - w tej kwestii wolę mniej niż więcej :) 
  •  Rozjaśniacz nadal może znajdować się w mojej kosmetyczce, jednak nie powinnam rozjaśniać całej twarzy, a jedynie jej partie: punkty pod oczami, pod skrzydełkami nosa i w dołku oraz pod dolną wargą. Stosuję rozjaśniacz, ale nawet jeśli któregoś dnia zapomnę lub nie mam czasu... mogę ten krok pominąć i nie czuję jakbym wiele straciła :)
  • Bruzda nosowo wargowa powinna zostać przecięta w celu optycznego odmłodzenia twarzy np. jasnym podkładem. O! To jest bardzo ważna rada :)
  • Makijaż oczu może sprawiać pewne trudności ze względu np. na nadmiar skóry pojawiający się na górnej powiece, co skutkować może koniecznością pożegnania się z asortymentem cieni do powiek. Ja się nie rozstałam... i mam nadzieję, że na razie jeszcze rozstawać się nie będę musiała... zresztą... nawet jeśli miałam malować tylko malutki skraweczek Ważny staje się tusz do rzęs, aby nadać wyrazistości spojrzenia... Tu przyszedł czas na anegdotę. Kiedyś skusiłam się na doczepiane rzęsy... moje naturalne rzęsy nie były zadowolone, straciłam prawie wszystkie i byłam załamana. Ale... zaczęłam tak intensywnie smarować miejsca po rzęsach olejkiem rycynowym... że teraz mam lepsze rzęsy niż kiedykolwiek, aż niektórzy pytają czy mam zagęszczane ;) 
  • Brwi nie powinny być za ciemne... i zgadzam się z tym podejściem, łącząc hennę i kredkę do brwi, niekiedy porzucając je na rzecz jakiś pomad :) Przy hennie jestem ostrożna, staram się żeby nie trzymać jej za długo... żeby nie stwarzać srogiego i karykaturalnego wrażenia :) 
  • Róż powinien być nakładany skromnie - brzoskwiniowy, morelowy, nie różowy... ja ten etap często pomijam, choć faktycznie w jakiejś zbiorczej paletce do twarzy róż takowy, nie-różowy posiadam :)
  • Usta raczej delikatnie podkreślone jasną kredką i codziennie nawilżane. Oczywiście nawilżam usta, dbam o nie bardzo i nieustannie wręcz nakładam na nie różne smarowidła, z miodem włącznie - nie znoszę, gdy są suche i nigdy do tego nie dopuszczam... do tego stopnia, że niektórzy pytają czy coś z nimi robię, np. wypełnianie kwasem hialuronowym :) A co z kolorem? Zgodnie  ze swoim własnym gustem, używam pomadek w kolorach nasyconych i żywych. Od lat dominującym kolorem w temacie makijażu ust jest dla mnie czerwień :) Gdybym miała bardziej żółty odcień zębów, nie używałabym czerwieni, bo ona jednak uwypukla kolor zębów, ich ewentualne niedoskonałości i wtedy rzeczywiście lepiej nawet pominąć ust malowanie, a skupić się na oczach.

Makijaż nie jest obowiązkowy 

w żadnym wieku - ja maluję się od lat i nie wstydzę się tego. Nie podchodzę do tego na zasadzie, że maluję się, żeby coś ukryć... ale maluję się, żeby podkreślić atuty.
Istotne jest to, żeby wygląd podkreślonej makijażem twarzy nie różnił się od tej saute. By to w odbiorze, nie były dwie różne twarze. Najważniejsze jest dla mnie w temacie kosmetyki dbanie o to, żeby moja twarz wyglądała jak najlepiej także bez makijażu.
Choć... oczywiście warto wiedzieć jak się malować, żeby makijaż nie szpecił, ale dodawał dodatkowego blasku, którego my - kobiety - mamy wielkie pokłady również bez kolorowych dodatków. 
Moja 23 - letnia córka nie maluje się w ogóle, nie była także pomalowana na swoim ślubie i nigdy tego nie żałowała, mimo, że wiele osób ją namawiało, by tego dnia jednak się złamała. To pokazuje, że my - kobiety jesteśmy różne i nie musimy się poddawać presji jakiejkolwiek - także tej dotyczącej makijażu - jego braku, obecności lub konkretnego wyglądu :)
Nie może być tak, że kładzie się facet z kobietą do łóżka, a rano nie może uwierzyć, że on to właśnie z nią :-)))
I najważniejsze... dużo wody pić, owoców i warzyw jeść, i serce mieć radosne, a w głowie poczucie humoru i dystaaaaaaans..... o taki duuuużyyyyyyyyyyyyyyy ;-))

"Nie pomoże puder róż, kiedy gęba stara już" - powiadała moja babcia. A ja uważam, że kobietą się jest zawsze, do końca życia i odrobina upiększenia nie zaszkodzi, a samopoczucie własne podniesie, nawet gdy wiek już zdradza, że nie najmłodsze jesteśmy. I co z tego? Opakowanie, to rzecz wtórna :-)

*Dzisiejszy makijaż nie jest idealny... I te brwi... ech ;)







*post zawiera link sponsorowany :)

09:38:00

UPARCIE I JAWNIE...

UPARCIE I JAWNIE...


NIE CHCIAŁAM JUŻ O TYM PISAĆ...

Ale się nie da, nie da... !

KOCHAM CIĘ ŻYCIE - uparcie i jawnie

i to wkurza innych. Bo zabiegam i staram się jak mogę by w komfortowych żyć bardziej warunkach, a wymaganie mam nieduże... nie chcę, żeby mnie bolało. I tyle!

Jak już nadzieja zaświeci, zastrzyki doktor specjalista zaleci, to pielęgniarka z POZ go nie poda. A dlaczego? Bo nie!  - Proszę innej pielęgniarki poszukać (gwoli uzupełnienia - jest piątek, piąteczek, piątunio czyli wytęskniony koniec tygodnia), bo tu pani doktor, lekarz rodzinny - przepisać zlecenia od specjalisty nie przepisze. Choć to jest jej obowiązek prawny i moralny.

Nie chcę znaleźć się w tej metalowej ich szafce, co w gabinecie pani doktor stoi w rogu, z napisem czarnym: zgony.

Oniemiałam - zdenerwowana, zbulwersowana, zmęczona, z ostrym bólem ;-( Choć poprzedniego dnia telefonicznie ustalałam co i jak, to na miejscu dowiedziałam się, że: nijak. 

I dziwi się przedstawiciel rzecznika tego od praw pacjenta, co na bezpłatnej pracuje infolinii... bulwersuje go sprawa i co z tego? jeśli zastrzyk, wykupiony, lecz nadal w torebce tkwi. Mam tylko satysfakcję, że miałam rację. Tylko ta satysfakcja, ani racja mnie nie uleczy... eh!

SZUKAM DALEJ POMOCY

Pielęgniarka środowiskowa? Zapisać się do niej nie możesz, bo za daleko miła mieszkasz, proszę szukać dalej... może przyjechać, ale za pieniądze. Ty dojechać zechcesz, ale ona i tak się nie zgadza, bo piątek jest. W piątek powinnam wstrzymać się ;-)

"Tak nie może być" - dowiadujesz się w Okręgowym Stowarzyszeniu Pielęgniarek, czy jak to się tam nazywa... ale dalej to nic nie zmienia.

WALCZĘ DALEJ Z ABSURDEM SYTUACJI

I tak niektórzy skrycie, podstępnie, chcą mnie chęci do życia pozbawić. Nadziwić się nie mogą, że ja tak trzymam się i chcę jak najwięcej z niego wycisnąć jeszcze. A przecież nie ma nic w tym złego, że jestem najważniejsza dla siebie. Jeśli sama nie zadbam, sama nie uszanuję siebie, to nikt zanadto się mną nie przejmie. Ja to wiem.  Nie ma w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że niektórzy mają zawodowy obowiązek wspierania mnie w tej miłości mojej, bo dostają za to pieniądze. Ale nie, dla nich jestem tylko peselem... następny proszę... . Procedury nie takie, które by człowieka jak najdłużej trzymały przy życiu, bo "popierać trzeba partię czynem i umierać przed terminem", żeby ZUS-u nie obciążać, NFZ-tu nie nadużywać i za bardzo nie zabierać czasu.

MOŻE? Gdybym przyszła w worku pokutnym i z głową na talerzu. Byłoby łatwiej. Albo może gdybym z innej pochodziła krainy? Może.

TYMCZASEM  DODATKOWO

... tracę czas i werwę, i zamieniam życie na trwanie od użerania się z jednym "bogiem" w lekarskim fartuchu i inną  "boginią" w podobnym odzieniu.

''Przepraszam", że tak uparcie i jawnie chcę o siebie zadbać. Może jako jednostka ludzka, która wiadomo bardzo podobna do świni, powinnam udać się do weterynarza i na niego płacić składki ZUS? Tam nie pozwolą zwierzątku cierpieć! 

DOBRZE, ŻE CHOCIAŻ ZWIERZĘTA MAJĄ DOBRZE (kocham zwierzęta).. nie są wyrachowane, a wrażliwe. Nadmierna empatia - usłyszałam ostatnio od pewnego dobrego osteopaty - może zabić. Jestem zatem spokojna o życie pań pielęgniarek z mojego ośrodka POZ w Poznaniu. Podziwiam za  asertywność - jest na najwyższym poziomie :-) 

ŻYCZĘ ZDROWIA TYM, SZCZEGÓLNIE TYM, którym się wydaje, że są lepsi, ulepieni z innej gliny, i że coś ich nie dotyczy. To przeświadczenie mylne jest. 

DOTYCZY!!!

HAPPY END jest... 

Zastrzyk wylądował tam gdzie powinien, bo choć trudno było, to znalazłam pielęgniarkę, a raczej pielęgniarza, który ludzki okazał się być ;-) choć to piątek był.

Zmieniłam Ośrodek POZ na inny. Żeby nie przeszkadzać paniom w ich pracy, gdzie widocznie znudzone mną też były... 20 przeszło lat... zablokowałam ten etap w moim życiu, zaczynam od nowa :-))

Co będzie? Zobaczymy. Dzisiaj spędzić mam zamiar wieczorny, miły czas, a jutro mam bilety do teatru  i bawić będę się cudownie. Taki jest plan! 









Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger