14:13:00

NARCYSTYCZNE OSOBOWOŚCI, czyli my wszyscy

NARCYSTYCZNE OSOBOWOŚCI, czyli my wszyscy


TAK JAK JESTEŚMY WSZYSCY PINOKIAMI

Bo niech uderzy się w piersi ten, kto nigdy nie skłamał. Ja sama osobiście tak okłamałam Agnieszkę, że wspaniale się czuję i wszystko pięknie przebiegało. Ta zadowolona serduszka radosne mi wysyłała i radosna była, że jest mi tak fajnie i ona przez to szczęśliwa była i z pogodą ducha zasypiała. A wtedy właśnie u mnie dramat się rozgrywał taki, że blisko piekła byłam. Ale stwierdziłam, że na nic jej ta moja prawdomówność się przyda, tylko zmartwienie i zamiast kolorowych snów... cierpienie. Potem przyznałam się, że inaczej było, ale post factum to już było i mi przebaczyła, że szczera nie byłam. W sumie to taki grzeszek mniejszego kalibru. Ale ludzie kłamią codziennie nawet nie zdając sobie sprawy, tak już przyzwyczaili się, że inaczej nie potrafią. Tak to wszyscy jesteśmy Pinokiami, o czym już kiedyś szerzej pisałam. [o tutaj]

TERAZ DOSZŁAM DO WNIOSKU, ŻE TEŻ JESTEŚMY NARCYZAMI (a przynajmniej rys taki posiadamy)

Wprawdzie w różnym zakresie. Niekiedy tylko rys taki narcystyczny posiadamy, ale jesteśmy. I nie chodzi mi tu o duże zaburzenia osobowości, które toksyczne są dla innych ludzi. Uświadomiłam sobie, że niemal każdy (ja też) prezentuje narcystyczne cechy w codziennym funkcjonowaniu.

NIE CHODZI MI TU ABSOLUTNIE

Na rozwodzeniu się nad koszmarnymi, wręcz patologicznymi postaciami narcyzmu, który szkodliwy jest jeśli obcuje się z ludźmi, którzy mają najwyższe z wysokich o sobie mniemanie... wszystko wiedzą najlepiej, są ważniejsi od innych osób, a ich roszczeniowość, egoizm i brak empatii jest olbrzymi, wręcz nie do opisania. Oj znam kilku takich, co niezwykle cenią siebie, zadowolenie z siebie jest u nich bezkrytyczne. I tak sobie szczęśliwie żyją, mając w głębokim poważaniu innych. Ich doskonałość przyćmiewa wszystko ;-)))

SPOTYKAMY CODZIENNIE

Takich narcyzów, co to będąc nawet niższymi od nas wzrostem i tak patrzą na nas z góry ;-) (zawsze mnie to fascynuje jak oni to czynią ;-) Nie rozmawiają z nami, tylko wyrażają opinie nieznoszące sprzeciwu. Są ambitni, chcą dominować, mają bezustanne roszczenia i przejawiają przy tym kompletny brak skrupułów.

ALE SĄ TEŻ TACY, KTÓRZY POD TĄ MASKĄ NARCYSTYCZNĄ (?)

Chowają swoje lęki, nie mają poczucia własnej wartości, pełni są niepewności. Zamknięci w sobie, wrażliwi i nieśmiali łakną uznania jak kania dżdżu. Oni nie manipulują, nie są aroganccy, są bardziej jak  rozkapryszone, niedocenione dziecko... ich delikatność, wstydliwość nie pozwala im na popisywanie się, otwartość nieudawaną. To są najczęściej ludzie introwertyczni, depresyjni, których łatwo zranić krytyką. A mimo wszystko, mimo tego niskiego poczucia wartości, to uważają, że zasługują na szczególne traktowanie. Przecież tak, niejeden z nas i niejeden raz, myśli o sobie. Czasami tak czujemy, czasami tak mamy, że nie potrafimy docenić tego co mamy i budzi się w nas żal, że chcemy by inaczej było.  Wtedy zazdrościmy, złorzeczymy i wychodzi z nas gorycz, żółć... ale to do niczego dobrego nie prowadzi. Bo w życiu najważniejsze jest aby w relacjach z innymi ludźmi uzupełniać się i uczyć siebie nawzajem. Czynić tak, żeby zobaczyć, widzieć to, czym jest przeciwieństwo i jak przeniknąć się nawzajem i uzupełnić się i w tym okazać wzajemny szacunek sobie. Człowiek z rysą jedynie narcyzmu, kiedy chce się wyróżnić nieco, bo jest ambitny, ale nie zarozumiały, to szybko to pojmie. Narcyz, który widzi tylko czubek własnego nosa i myśli o sobie jak o osobie nieśmiertelnej, której wydaje się, że ma wszystkie moce... nie zrozumie tego nigdy!

I nie ma w tym nic złego, że sami wysoko oceniamy swoje dokonania. Wielka szkoda, że nie potrafimy z godnością przyjąć krytyki. Narcyzm przejawia się negatywnie i pozytywnie.

JESTEŚMY TYLKO LUDŹMI

Nie jesteśmy idealni. Nie każdy z nas jest "narcystycznym palantem" i do tego "nadętym", który jest konfliktowy, wszystkich ma za nic i mierzy innych swoim miernikiem, w którym nie ma mowy o wartościach, empatii i miłości (chyba, że własnej). Jeden znany mi narcyz o imieniu Roman bardzo chciał być kochany, pragnął bliskości, ale zupełnie nie był zainteresowany odwzajemnianiem tejże bliskości ani emocjonalnym wzajemnym wsparciem. On potrzebował podziwu, powiązania (ale dla swojego trofeum (czyli mnie), nie miłości wzajemnej)... dominacja z agresją powiązana i manipulacja codzienna nawet w najdrobniejszych sprawach to był jego dzień. A na koniec wymagał pocieszenia, bo wszyscy źli dookoła, nie doceniają jaki z niego "fantastyczny człowiek" i dobry, bo co niedzielę modli się w kościele. A że oszukuje i kłamie, a czasem komuś coś "zabierze", to przecież mu wolno, on jest wybrany spośród wybranych na tym świecie. To prawda, Roman nie był idealny. Choć może mu się wydawać, że taki jest. Dlatego dzisiaj jest sam, bo nie może sobie znaleźć drugiej takiej "idealnej" osoby. W sumie, to mi go żal ;-)

Dlaczego mi żal? Bo taki duży chłopak, a nigdy nie wyciągnął wniosków z lekcji życiowych, nie dojrzał do tego, że pieniądze są ułatwieniem życia, a nie celem, nie dostrzegł swoich błędów, nie umiał przyznać się do winy, przebaczyć i tkwił w zacietrzewieniu do innych i w tym zacietrzewieniu potrafił skrzywdzić, choć nie raz o bzdety chodziło przecież. Ale nie odpuścił nikomu. Zemsta, zemsta, to był jego cel, a każda metoda była dla niego dobra... etyka, moralność - nieznane słowa. Nigdy nie usłyszałam z jego ust słowa przepraszam... za to naśmiewanie się z innych, wyzywanie wulgarne, to był porządek dzienny. Nawet okazywanie słabości było wyrafinowaną grą, bo to w gruncie rzeczy było sprawdzanie jak daleko może się jeszcze posunąć w swej tyranii... manipulując, że wina nie leży po jego stronie (biedaczek ;-))

NARCYZI 

To zlepek nudy i kompleksów, którzy chcą mieć nad wszystkimi kontrolę i móc ograniczać też innych. Narcyz potrzebuje Twojego zainteresowania, ale Tobą się nie przejmie, dopóki sam nie wyniesie z tego korzyści własnej. Narcyz się nie zmieni. To Ty masz się zmienić według jego sposobu, jego myślenia, na jego wzór. On jest wyjątkowy. Nawet jak kupuje Ci kwiaty, to nie z porywu serca... chce sprawdzić czy wciąż ma nad Tobą kontrolę. 

PRZEŻYŁAM Z NARCYZEM kilka lat. Poniewczasie wiem i twierdzę z przekonaniem pełnym, że narcyz, narcyz nie zmieni się!

A STARA KOBIETA i ja, starająca się, przyzwyczaić do tej roli... czy wykazuję cechy narcystyczne?

Trochę tak. Jestem ekstrawertyczką i lubię grać pierwsze skrzypce, powygłupiać się lubię i potrzebuję ludzi, którzy by mnie doceniali i kochali. Kocham śmiać się i rozśmieszać innych, dawać im radość. Ale umiem słuchać też, umiem i w miarę swoich możliwości pomagać, wspierać, robić prezenty bez okazji, raczyć przyjaznym słowem. Mam pasje, jestem ambitna i nie umiem się starzeć z godnością :-)))) Wkurza mnie nazywanie mnie "starszą panią" albo "seniorką"... po cholerę ta stygmatyzacja... byłam, jestem i będę kobietą nawet jeśli dożyję setki... paternalistyczny stosunek do mnie (niektórych osób) doprowadza mnie do furii. Liczy się przecież, to co mam w głowie, mój stosunek do świata, a nie pesel, który ograniczyć ma moje możliwości, a wręcz je obniżyć. I to tylko dlatego, że moje opakowanie jest podniszczone nieco. A propos opakowania... krem ostatnio kupiłam (dobrej sprawdzonej marki) by to opakowanie Starej Kobiety trochę odnowić i żebym ja przez to poczuła się lepiej... cena 100 złotych, ale ze względu na zniszczony kartonik 35 złotych :-))) I tę sytuację rozumiem, bo się odnosi do przedmiotów. Ale w stosunku do ludzi... stanowczo nie zgadzam się :-))) na obniżenie ceny!!!






19:08:00

ZAMIAST...? O WDZIĘCZNOŚCI i*

ZAMIAST...? O WDZIĘCZNOŚCI  i*

ZAMIAST

Napisać listę osób, które nie mają się cieszyć idąc w pogrzebowym orszaku za urną z oślimi uszami, w której kogut spopielony leży... :-)) to pomyślałam, że zacznę pisać pamiętnik... pamiętnik wdzięczności.

BO CAŁE NIEDOBRO, NIE ZŁO... bo zło jest wtedy, gdy krew się leje niepotrzebnie, łzy z bólu, nie wzruszenia też się leją się itd. i inne traumy straszne. Ale niedobro, to zwyczajne - jest spowodowane przez innych lub siebie samego lub tak niechcąco los Cię szturcha i masz zapalenie spojówek, rogówki owrzodzenie. I trochę zmienia się pole widzenia, a raczej niewidzenia. Niedobro stawia Cię w nowej sytuacji i oprócz tego... okulista, farmaceuta okazują się Twoimi najlepszymi przyjaciółmi. I Ci, którzy myślą o Tobie, gdy Ty sama siedzisz sobie i w lustrze pogadać z "sobą - nie sobą" możesz  tylko. "Nie sobą", bo oczy podbite, a zamiast białej wyspy z niebieską wstążką owijającą czarny kamyk, widzisz dwa pasma szkliste, różowiste. Jesteś wkurzona i  smutna jednocześnie. I wtedy widząc inaczej, siedząc w tym samym miejscu jednakże, nie myślisz i piszesz o sobie w drugiej osobie (to przez to szczypanie w oczach) tylko???

ZACZYNAM PISAĆ DZIENNIK WDZIĘCZNOŚCI

Bo narzekanie niczego nie zmienia, a zmienię sobie sposób myślenia i będę miała z tego przyjemność. Ależ to truizm... a jak jeszcze dopiszę, że nie będę pasywnie czekać aż zdarzy się cud w moich aktualnych zamierzeniach, tylko będę działać uruchamiając wszystkie swoje możliwości... to już banalność myślenia. Nic nowego nie wymyśliłam.

JEDNAK

Będąc wdzięczną za to co mam, a nie pragnąc więcej i bardziej tego, czego nie mam... akceptując te chore oczy i nie koncentrując się tylko na nich... nie zapominając wszakże o wyleczeniu ich... TERAZ  w pamięci mojej zostało jak wiele to zapalenie spojówek mi dało. Poszukałam i znalazłam w tym "niedobru", całym kilka osób, które wcześniej znałam, a teraz jeszcze więcej w nich wartości poznałam.
Znalazłam ludzi, których znałam i inaczej na nich spojrzałam. Brzmi to nieco durnowato, ale tak się wszakże stało :-))

WDZIECZNĄ będąc szybko wiele dobra dostałam. Drobiazgi mniejszej i większej rangi mnie spotkały. Chociaż w ten sposób nie powinno wdzięczności się ważyć. I tu sentencja Epikura mi się nasuwa: "Ktoś, kto tego, co posiada, nie uważa za największe bogactwo, będzie nieszczęśliwy nawet, gdyby posiadł cały świat. "

I TO BYŁ DOPIERO WSTĘP CZYM WDZIĘCZNOŚC JEST I CZYM BYĆ POWINNA:-)))

Przecież nie chcę nikogo zanudzić doktrynami znanymi wszędzie.

ZACZYNAM PISAĆ DZIENNIK

21 stycznia, niedziela, 6.15 rano, dom

Poranek nietęgi, widzę na jedno oko, ale wdzięczna jestem, że choć jednym ogarniam co wokół.
Cały dzień według planu, nie ma co narzekać. W domu, u przyjaciół bez zmian, w polityce jak zwykle pożary tu i tam. Normalka.

23 stycznia, wtorek, moja ukochana pobliska Apteka

- O Boże jak pani wygląda, kto tak panią urządził?  - głośno zareagowała Agnieszka farmaceutka. Jej szczery wyraz bólu malujący się na jej twarzy, uzmysłowił mi, że doraźne leczenie nic nie da i naprawdę "niedobro" głębiej w oko wlazło.
- Pani idzie do okulisty, to wygląda poważnie, a właściwie to.. to pani wybaczy, wygląda pani strasznie.
- Skoro już wyglądem swoim straszę, to biorę sobie to do serca i lecę do okulisty - jestem wdzięczna, że do tej decyzji mnie przekonała.

WDZIĘCZNA, że okulistka mnie przyjęła chociaż nie byłam pół roku wcześniej umówiona.
WDZIĘCZNA, że odpowiednie leki mi zapisała, a Agnieszka z Apteki ściągnęła z innej apteki lek, który ogólnie niedostępny jest.
WDZIĘCZNA za czas od mediów oddalony.

TYDZIEŃ później niewiele się zmienia, ale na pewno jest lepiej niż przedtem.
Gdyby nie kolejna wizyta w Aptece i kolejna porada - koniecznie na ostry dyżur do szpitala. Posłuchałam i wdzięczna jestem, bo nowe leki do worka spojówkowego dostałam i jest? Jest jeszcze lepiej :-)))

I TA HISTORIA SIĘ NIE ZAMYKA, NA NOWĄ WDZIĘCZNOŚĆ OTWIERA i uzmysłowiłam sobie ile w tym czasie dobra dostałam i się nauczyłam, np. że wyrzucanie z siebie frustracji, nie pomaga absolutnie. Za to, to zrozumiałam, że to co o sobie myślę ma istotny wpływ na samopoczucie. Nie mogę psuć tego co mam, tylko dlatego, że mam chwilowo chore oczy... nie pragnę niczego wielkiego zadowalając się tym co mam i wtedy naprawdę przychodzi szczęście. Mnie to spotkało, niespodziewanie uzyskałam pomoc, której się nie spodziewałam. Ci wszyscy, Agnieszka jedna i druga, Sylwia i Arek, Dawid, Karina i jeszcze jedna obca dziewczyna ;-) Alicja, Halinka, Rafał i Róża, Beata. Hania i ta co imienia nie pamiętam ;-).. słowem, gestem, bezpośrednim wsparciem (oni wszyscy wiedzą o co chodzi :-))) sprawili, że odkryłam w sobie moc wdzięczności do życia w tym pokręconym świecie.

O WDZIĘCZNOŚCI WIELE RAZY PISAŁAM I JESZCZE PISAĆ BĘDĘ, bo to "Witamina W", która wszystko leczy.

ZAMIAST zastanawiać się jak to źle ostatnio wszystko idzie, to w głowie swojej rozpatrywać wdzięcznie, jak udało się dzisiaj piękne zakupy zrobić i za niewielkie pieniądze do tego jeszcze. Jak to Pani w Manekinie uśmiechnęła się pięknie i zatroszczyła o dobre jedzenie. WDZIĘCZNOŚĆ za słowa: babcia kochana, to moja przyjaciółka. WDZIĘCZNOŚĆ za miły uśmiech faceta z w tramwaju, który nie spojrzał na mnie jak na wrzód na starej d...e, a nawet sympatycznie zagaił. (szkoda, że nie był w moim typie ;-))

O RANY!!!

Tak bym mogła wyliczać do jutra. Wdzięcznie dziękuję Wam za przebrnięcie w tej analizie może nudnawej, ale prosto z duszy wziętej :-)))

WDZIĘCZNA JESTEM ZA TEN DZISIEJSZY DZIEŃ, jest 19.00 a mi humor dopisuje i Wam wszystko (no mniej więcej wszystko ;-))) przekazuję. 

*Była taka dziennikarka Irena D. się nazywała, można powiedzieć, że klasę miała. W PRL jeszcze program TELE - ECHO prowadziła i tam z różnymi postaciami konwersowała. Taka telewizja śniadaniowa, a raczej popołudniowa w szarym tamtym świecie. A Pani Irena każdy swój program kończyła słowami: Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej! Telecho echooo (tajemniczo brzmiało :-))  Tak sobie pomyślałam, że może ona mimo całego optymizmu, może wdzięczności w sobie nie miała... dlatego zapomniana w starości samotnej odeszła, tam gdzie słońce nie wschodzi.


    

16:03:00

SŁOWA BEZUŻYTECZNE I ŻYCZENIA NOWOROCZNE

SŁOWA BEZUŻYTECZNE I ŻYCZENIA NOWOROCZNE


60 PLUS UPRAWNIA MNIE DO TEGO

By wypowiedzieć się, "że należy uważnie stosować słowa i wypowiadać myśli swoje" . Niektóre są naprawdę bezużyteczne i krzywdę mogą jeszcze zrobić. I to właśnie nam osobiście ;-)

Na przykład słowo "nie", które wypowiadane jeśli jest jednym zdaniem i znaczy naszą odmowę czy niezgodę na coś... to wtedy "nie" jest bardzo pożądanym słowem. Lecz połączone ze słowem "nigdy" jeśli chodzi o nasze działania... to katastrofa.

NIGDY NIE...

Nie nauczę się angielskiego, tańca, nie pojadę w podróż do ciepłych krajów, chociaż uwielbiam słońce, nie przeczytam tej książki, bo za gruba jest (chociaż szczuplejsza ode mnie ;-)))

Jeszcze gorzej zabrzmi, że nigdy nie będę szczuplejsza, zdrowsza, dobrą żoną czy matką, nigdy nie zdam tego egzaminu, nie będę szefową nawet małego działu i nikt nigdy nie pokocha mnie, bo jestem za gruba, za mała, za brzydka "i te de i te pe", za stara też "i te de i te pe" ;-)

W TAKIM BĄDŹ RAZIE

Lepiej od razu sobie powiedzieć, że jest się śmieciem i położyć w kącie. Może napić się wina i nałykać uspokajających tabletek? Rano obudzisz się i w lustrze zobaczysz frustratkę... nie masz czasu, do tego bez pieniędzy, domu, szczęścia.

POGRĄŻASZ SIĘ DALEJ

To nie dziwne, że nie masz czasu, skoro tracisz go na narzekanie; pieniędzy, skoro zamiast zakasać rękawy biadolisz, że inni mają lepiej; domu nie masz, bo dom tworzą ludzie, nie ściany. A z kim je postawisz gdy takim malkontentem jesteś (kto by chciał pogrążać się w maraźmie?) Szczęścia? O czym Ty mówisz? Nie masz szczęścia? A gonisz je, próbujesz złapać czy z zazdrością wręcz zawiścią patrzysz na szczęście innych?

A CZAS PŁYNIE, PŁYNIE, PŁYNIE...

A Ty rozważasz, że: kiedy skończę szkołę, zrobię karierę... to...

Jeśli, wtedy i dopiero - jeśli ubiorę tę wymarzoną sukienkę i wtedy gdy będę wyglądać w niej dobrze, to spotkam się z Michałem czy Markiem, czy kimś innym, przy kim serce Ci mocniej puka...

KIEDY, JEŚLI... TO WTEDY

To kolejne niedobre słowa. Kierując się kiedy, jeśli, to wtedy i zakładając, że dopiero wtedy i nigdy nie, to Ty to i to... przebiegniesz życie nie zauważając, że budzi się wiosna i pachnie; gaśnie lato i miłość Ci przeszła koło nosa.

A CZAS NIE STOI W MIEJSCU, ON CAŁY CZAS PŁYNIE...

Nie powinnam, nie wypada, bo jestem za młoda by... czy za stara by..., za gruba by..., za głupia by..., za brzydka by... .

Kierując się czego nie powinnaś i czego nie wypada Ci i zarzekać się, że nigdy nie, bo wygląda to źle i co ludzie powiedzą, to wypadniesz z łódki nim do niej wsiądziesz. Nie zasmakując wiosłowania.

A CZAS PŁYNIE...

Więc wykreśl niepożyteczne słowa ze swojego słownika. Zmień sposób myślenia i wpisz do swojego słownika słowa: "odwaga mimo wszystko", "trzeba próbować" i "nie poddawać się".

WIEM, ŻE TO BARDZO ŁATWO SIĘ MÓWI

A realia nieraz są takie, że jest bardzo trudno (przeżyłam nie jeden upadek ;-( i wzloty też ;-)) Ale powtarzam ciągle sobie, że jest we mnie moc i mimo ograniczeń i wątpliwości jestem przekonana, że wszystko jest energią (odpowiednie słowa też :-)) i wszystko zdarzyć się może. Za wszystko jestem wdzięczna i wierzę, że w ten sposób najtrudniejszy quiz uda się wygrać, najważniejszy ten "ŻYCIE".

ŻYCZENIA NOWOROCZNE

Nie znoszę serdecznie SYLWESTRA, dnia kiedy pogrzeb i narodziny są w jednym dniu... dnia, który zapowiada, że znów starsza jestem. Wiele o tym od maja 2016 roku pisałam. O tym dniu, który kończy ostatnie tchnienie Starego roku i rozpoczyna oddech Nowego.

Więc oddychajmy spokojnie, ciesząc się, że przeżyliśmy kolejny rok i oczekujmy spokojnie następnego. Nie przejmując się niczym specjalnie, z przemyśleniem takim, by mieć równowagę w sobie między ciałem naszym, a umysłem w głowie :-))))







15:37:00

O MIŁOŚCI (inaczej niż zwykle o niej pisałam)

O MIŁOŚCI (inaczej niż zwykle o niej pisałam)


BO O CZYM PISAĆ PRZED ŚWIĘTAMI GRUDNIOWYMI, JAK NIE O MIŁOŚCI

Byłam swego czasu bardzo kochliwa i nie wiem doprawdy czy tak z tego drgania i motyli w brzuchu, czy z czystej ciekawości poznawania inności. Zagłębiania się w niej bez litości dla okoliczności. Podstawą była miłość i nic innego się nie liczyło. Że straty były z tych niektórych związków... ot... takie życie... coś za coś. Niczego nie żałuję! Przynajmniej mam o czym gadać ;-)

Miłość nie spada z obłoków, nie błądzi gdzieś... ona wszędzie jest i tylko podejść do niej trzeba i schwycić, i trzymać tak długo jak się chce.

MIŁOŚĆ TO NIE TYLKO PIĘKNE SŁOWA

To praca też od rana do wieczora, kupowanie włoszczyzny do rosołu, pranie i prasowanie, i dzieci do szkoły szykowanie. Też wkurzanie się na nie. A w tak zwanym międzyczasie (tutaj rozmarzenie ;-) senne rozmarzenie i myślenie o trzymaniu się z ukochanym za rękę i kwiaty na stole, w ręce kieliszek wina, a pod ubraniem seksowna bielizna trwająca w oczekiwaniu na jej z ciała usunięcie i przywarcie do ramion tego męskiego, tego ukochanego ramienia i... i... zatopienie się... zapomnienie...

Wróćmy na ziemię ;-)

TA MIŁOŚĆ WYMARZONA PONIEKĄD (?)

Ma też inne wymiary, kiedy nocą ucieka do domu mamy... pełna nienawiści z powodu doznanej przemocy, drąca i sklejająca fotografie w rozedrganiu, usuwająca zdjęcia z telefonu. Telefonu łzami zalanego, ciszy przerywanej krzykiem rozpaczy. I decyzje... czy udać się do adwokata i przerwać tę miłość, która na początku tak pięknie wyglądała, czy szansę dać jej jeszcze, choć zaufanie we łzach utonęło głęboko (?) Została tęsknota za tym, co było...

MOŻE NOWE SZCZĘŚCIE ZNALEŹĆ?

Mimo, że się nie wygląda pięknie, bo oko podbite, serce rozdarte i znowu początek nowy, a to już nie te młode lata. Ale ciągle kobieta ma nadzieję (i mężczyzna także), że znowu się nowym szczęściem zachłyśnie już z kimś innym, trochę na złość, trochę na radość nową. Zastanawia się ona (czy on) czy przebaczyć, czy drwić? Może trzeba powiedzieć "dość"(?)

Nie ma czasu na zastanawianie się raz, dwa czy trzy... jeśli twierdzi się, że jeszcze nie ten czas... to kłamstwo jest, że jest czas. Nie ma czasu na życie bez miłości... szkoda czasu na życie bez niej :-))

OSZUKIWANIE

Dręczenie, zdradzanie, zrywanie, odchodzenie, "nie!" mówienie, sentymentalizm, melodramat i list na stole zostawiony "Klucze od garażu są w sypialni na stole, samochód zabieram sobie" - to też część miłości jest. Czyta to ona, ściany się trzyma i osuwa wolno, kurczy nogi, pod brodę opiera i.... myśli jak on kąpał się z nią i jadł śniadanie patrząc w jej oczy i w rękę całował w podzięce za przepyszną kawę. 

JEST ZNUŻONA 

Nie będzie już upojnych nocy i tańców od nocy do rana, wygrzewania latem wspólnego na łące. 

TAKA TEŻ JEST MIŁOŚĆ!

Przyjdzie czas na nową! Nie można dać sobie wmówić, że więcej w życiu jej nie będzie. Będzie!

KAŻDA MIŁOŚĆ JEST PIERWSZA... jedna podobna do drugiej i jedna niepodobna do drugiej. Ale to co nas napędza to miłość jest właśnie. Taka pokrętna... czasem cicha... czasem nadęta... cierpliwa i nieznośna... delikatna i sprośna. 

JAKA BY NIE BYŁA... WARTO PRZEŻYĆ JĄ!

MIAŁAM I CIĄGLE MAM TO SZCZĘŚCIE, że kocham i jestem kochana. Inaczej niż kiedyś. Może mniej namiętnie, bez bulgotania w brzuchu, bez zapachów specyficznych ;-) i smaków rytualnych, dla miłości naznaczonych, ale z tym samym płomieniem - gorącym, iskrzącym, barwnym.

MIŁOŚCI WAM ŻYCZĘ - nawet jeśli toczy się po wyboistej drodze. Dla niej warto przemęczyć się :-))

ZBLIŻAJĄ SIĘ ŚWIĘTA GRUDNIOWE

Wyczekiwane przez jednych, nielubianych przez innych (z powodów różnych). Życzę Wam by te Święta dla każdej z i każdego z Was były spokojne, uśmiechnięte, pełne nadziei i miłości pełne, ale takiej bez łez i dramatów, zwyczajnej, prostolinijnej. A jeśli coś innego byście chcieli, to niech Wam się spełni tak jak sobie wymarzycie czy wyśnicie :-) Ściskam serdecznie :-))




13:05:00

BEZSENNOŚĆ

BEZSENNOŚĆ


OD LAT PRZESZŁO DZIESIĘCIU ZGOŁA

Na bezsenność cierpię ogromną i melatonina tudzież ziółka przeróżne... no cóż nie dają jej rady. Poszłam do doktora i powiedziałam, że ja chora, spać nie mogę. A przecież muszę się regenerować, bo im stara bardziej jestem tym powinnam wysypiać się więcej. A spanie to też sny, które mam tak obrazowe i w inny świat mnie przenoszą, że w żadnej książce tego nie przeczytam. Moja wyobraźnia nakręcona, przez cały dzień podniecona... przy mojej ekstrawertycznej osobowości... to ja nie wypoczywam nigdy. Scalaki w głowie normalnie robią w niej ogień. I czym to ugasić? Jak sobie pomóc?

PANI DOKTOR

Przepisała silne leki nasenne. Na początku było spoko. Potem dawkę trzeba było zwiększać i tak stałam się narkomanką bezsenną. Pogoń za środkiem żeby zasnąć, potem przebudzenie i wzięcie następnej dawki. Koń by nie wytrzymał, a ja i owszem... dalej nie śpię. Bez (nazwa leku na receptę) nie zasnę, potem i tak długo nie pośpię i tak to się kręci.

Żadne filmy na dobranoc, wina kieliszek, seks (ten to dopiero nie pozwala zasnąć ;-)))) - nic nie pomaga.

TRZEBA SIĘGNĄĆ PO SPRAWDZONE STARE METODY. ALE JAKIE?

Tu przypomniałam sobie, co mi zalecił tato, gdy byłam dzieckiem i zasnąć zdarzało się, że też nie mogłam.

Nie... nie była to butla z ciepłym mlekiem i miodem (czasami była ;-)))

SŁUCHAJCIE... ŻEBY ZASNĄĆ, TRZEBA MIEĆ WYOBRAŹNIĘ :-))))

Przywołać twarze osób, z którymi miało się styczność i myśleć o nich. To jest ta wersja przyjemna: myśleć o tych, którzy Ci są bliscy i co dla nich zrobić miłego pomyśleć... przypomnieć sobie, co oni dla Ciebie ostatnio uczynili, że Twoje serce szczęśliwe było. 

TO JEDNAK ZA KRÓTKO ŻEBY ZASNĄĆ

Ale jest wersja druga... przypomnieć sobie twarze inne...

1. Dziewczyna z szalem w kratę, która weszła jak taran w Ciebie stojącą na przystanku i warczącą pod nosem;

2. "Przyjaciółka", która ma Ci za złe, że wyglądasz dobrze choć czujesz się podle;

3. Pani sprzątaczka z klatki schodowej, co demonstracyjnie obgaduje Cię z inną do niej podobną;

4. Pani z rejestracji z pewnego okienka, która jest nieprzyjemna, bo przeszkadzasz jej w pracy, a Ty tylko chcesz się zarejestrować;

5. Pan administrator, który z niezadowoleniem i obrażeniem przyjmuje od Ciebie informację, że masz problem, bo z kranu tylko ciepła woda leci... zimnej nie uświadczysz;

6. Pani z tramwaju świdrująca Cię wzrokiem i na siedzeniu rozpychająca, żeby nie było Ci ani ciupkę wygodnie;

7. Jeszcze tych czerech młodzieńców spychających Cię hulajnogami z chodnika z głośnym gwizdem na ustach;

JESZCZE 8, 9, 10 i tak dalej... kręcę się na łóżku z boku na bok, z poduszką między nogami i jedną pod ramieniem, na wznak i na brzuch, z pupą do góry i na płasko, z nogą zwieszoną na podłogę, a drugą pod brodą umieszczoną...................................................................

ŚPIĘ... znużyłam się liczeniem baranów :-))) 





15:19:00

PRESJA I WOLNOŚĆ

PRESJA I WOLNOŚĆ

PRESJA

To coś czego od dnia urodzin doświadczamy. To właśnie rodzice nam wpajają... by być grzeczną dziewczynką, czysto ubraną i dobrze wychowaną, układną i świetnie w szkole radę sobie dającą. A dlaczego? Bo tak trzeba, należy, wypada, taka tradycja i mus, bo co ludzie powiedzą. Nie możesz mieć własnego zdania tylko kierować się tym co każe Ci ktoś. Tak jest na początku. A później coraz gorzej, bo jeszcze przyjaciele, tudzież wrogowie, środowisko szkolne, akademickie wywiera presję by się wyróżniać, bądź dostosować w tym wyścigu do mety, dla których ta jest zawsze ta sama.

Presja to nacisk, to forma przymusu jaką stosuje się samemu wobec siebie, albo jaką stosuje jedna osoba wobec drugiej. Z presji wynika stres. Ten powoduje pogorszenie stanu zdrowia, umysłu, który trzęsie się w emocjach trudnych tak, że daje objawy fizyczne tak mocne, że ból staje się nieznośny bardziej niż zwykle. Ten stres to sztywnienie całego ciała i lęk kołaczący się w głowie.

NASZE DZIAŁANIA 

Te które nie wynikają z chęci, tylko z przymusu generowanego przez różne czynniki zewnętrzne, to presja. Presja by zdążyć, by się wyróżnić, by nie zawieść  kogoś, nie utracić czegoś, by coś zdobyć, by nie zaprzepaścić szansy, by dogodzić komuś na kim nam zależy.

ODKRYWAMY

Odkrywamy, że to co my myślimy jest inaczej w głowach naszych bliskich czy dalszych, skonstruowane. Mamy konflikt w swojej głowie, czy się poddać presji tych co inaczej myślą, czy wyjść ze strefy swojego komfortu, czy aktywnie się przeciwstawić.

ODDECH

Trzeba wziąć i pomyśleć, przyjrzeć się i przewartościować, co zrobić... zastanowić co sprawia nam przyjemności więcej i jak w spokojny sposób można wykonać to co z przymusu wychodzi i wychodzi nam na złe. Czy warto z przymusu być w konflikcie ze swoimi przekonaniami czy moralnością wręcz?

JAK KIEROWAĆ SWOIM CIAŁEM, UMYSŁEM, EMOCJAMI?

Skoro miotamy się między między presją a wolą własną. Trudno jest zmienić siebie, jeszcze trudniej tych wokół nas, ale trzeba żyć tak by czerpać radość z tego daru rodziców naszych, którzy powołali nas na świat.

CAŁE MOJE ŻYCIE

Całe w presji przebiegało. W presji, o których już wyżej wspomniałam i presji czasu, bo ciągle w gonitwie byłam. I tak się śpieszyłam, że 66 lat skończyłam. A trzeba było wolniej i swobodniej, bo w tym minionym czasie nie miałam czasu by szczęśliwymi chwilami się napawać i delektować. Niewolnicą ludzi, pracy, spełniania zamierzeń, wykonywania wyznaczonych celów byłam.

DŁUGO TO TRWAŁO I ZROZUMIAŁAM (lepiej późno niż nigdy :))

Że ja tak wolność kochająca, byłam presji niewolnicą. Żeby być najlepszą żoną, matką, kochanką i szefową i kobietą widzialną, nie anonimową i babcią, co to nie lubi być babcią, ale kocha swojego klona najmłodszego (jak nie kochać kogoś w takim mikro wydaniu, który powtarza twoje zachowania i bawi Cię nimi) i presji się poddaje.

TERAZ JEST INACZEJ

Żadnej presji!!! NIC NIE MUSZĘ, WSZYSTKO MOGĘ (tyle tylko, że wtedy jak ja chcę). Wolna jestem i nie muszę być wdzięczna z obowiązku tylko z przyjemności sprawiania komuś dodatkowej radości. Mogę, lecz nie muszę, nosić barwne kapelusze, zwinąć się w kłębek w ulubionym fotelu i marzyć lub nie myśleć zupełnie, czytać książkę strona po stronie lub dwie kartki z przodu, jedna ze środka i na końcu ta ostatnia. Wejść pod prysznic całkowicie ubrana lub zejść do sklepu na dole tylko w płaszczu, pod spodem całkiem naga... rzucić  k...ą lub żartem w zależności od sytuacji, ale zawsze z poszanowaniem cudzej godności. 

KIEDY JAK NIE TERAZ

Mogę sobie pozwolić na zamknięcie presji w odosobnieniu, a wolności używania się oddawać w całości. Chociaż wyjaśniam, że wolność to nie robienie dokładnie tego czego się chce, ale prawo do robienia czego się chce.

WOLNOŚĆ KOCHAM I ROZUMIEM

To moja własność, ta wolność jest. Moje szczęście mieści się w wolności, ale też moja świadoma za nią jest odpowiedzialność.

PRZYCHODZĘ DO DOMU

Siadam w ulubionym fotelu z nogami do góry, w butach obłoconych... Cisza! popijam sok z ze szklanki i mam do wyboru... czy to wolność czy samotność nieznośna.

JEDNAK WOLNOŚĆ...

Nie ulegam cudzym wymaganiom, żyję swoim trybem, a czasem spontanicznie bardzo. Kiedyś umrę, przykre to, bo kocham życie... ale nie jest moim celem żyć wiecznie, bo ja starości nie lubię i nie chcę jej ulegać. Moim celem jest zostawić coś po sobie, co będzie wieczne, by Dorotka mała swojej córce dalej przekazywała jak jej babcia Dorotka bloga pisała i jaka śmieszna bywała.

JESTEM WOLNA 

Bo idę drogą, którą sobie sama wybrałam. Czasem głupio, czasem mądrze, ale takie mam prawo.

WYCHODZĘ CZASEM

Ze strefy swojego komfortu i czynię coś bez zadowolenia, zgadzam się, choć w środku we mnie wrze niezgoda. I niby to wyklucza się... Ale to mój wybór. Prawo wyboru to przede wszystkim wolność jest.

NIE MA WOLNOŚCI ABSOLUTNEJ

Jestem wolna, bo ciągle wierzę w dobro, ludzi i królestwo miłości pośród nich... gdzie nie ma buty, pychy, nietolerancji, złych słów i zawiści. 

KONSTATACJA

PRESJA może prowadzić do dobrych i toksycznych zachowań... może być napędem lub kamieniem u szyi. WOLNOŚĆ to światło i przestrzeń, to brak przymusu bez zlitowania. To taki stan umysłu, który mnie podnieca i spełnia. Będąc wolną czuję się szczęśliwą :-))))  





12:39:00

KRÓLOWA JESIENI - DYNIA

KRÓLOWA JESIENI - DYNIA


TROCHĘ O DYNI POMYŚLEĆ MUSIAŁAM

DYNIA - okrągła zazwyczaj w energetycznym pomarańczowym kolorze. Choć gatunków jest wiele (ponoć 22). Mnie najbardziej podoba się ta okrągła i pomarańczowa, tak trochę przypomina mi siebie ;-), przecież jest symbolem kobiety, gdzieś o tym czytałam, a ja jestem kobietą na 100% i lubię nią być :-)) Od zawsze była, ta dynia, warzywo jednoroczne symbolem światła i wiecznego życia :-)  oraz płodności, zmartwychwstania i urodzaju. Tyle to informacji ściągnęłam na jej temat :-) Oczywiście też, symbolem światła. Do tego dochodzą walory smakowe i dla zdrowia bardzo wysoko jej właściwości cenione. Czyli? Królowa w całej krasie!

DYNIOWE ZADANIE

W przedszkolu dzieciaki dostały zadanie by z rodzicami wykonać coś z dyni na święto dyni. Oczywiście razem z rodzicami. Wprawdzie nie jestem rodzicem małego smyka, ale i tak spadło to na mnie - kobietę, która ma w głowie tyle jeszcze "sprośnych myśli", a tu musi, nie musi, ale dla wnusi, to zrobi i zawód babci, to zawód "artysty" dyniowego jeszcze z siebie wydusi.

Trochę pomyśleć musiałam jak się do tego zabrać. Przygody przy tym były i ubytki w portfelu. A dlaczego ubytki? Ano dlatego, że wymyśliłam projekt taki: oczy z guzików białych, tęczówki z niebieskich i źrenice z czarnych, do tego usta z czerwonego zamka błyskawicznego, włosy z wełny i warkoczyki przeplatane wstążeczkami, również kolczyki z wypełnieniem z koralików. 

Zamysł dobry, tylko trzeba było udać się do pasmanterii i zakupy zrobić. Dynia już była i czekała w domu. Dorcia też już doczekać się nie mogła, kiedy zacznie się robienie królowej dyniowej.

I wszystko cacy i tylko brać się do pracy (27 złotych wydane na wszystkie dodatki) . Tyle że te zakupy mieszczące się w małej zaledwie papierowej torebeczce gdzieś zniknęły z mojej torebki... przeszukałam wszystko... obdzwoniłam miejsca gdzie po pobycie w pasmanterii byłam... nie ma... zgubiłam.

Trzeba było wykorzystać wszystko co się ma w domu, a więc nakrętki od buteleczek z lekarstwami, na to naklejki, które nakleja się pod nogi od stołu i koraliki, też oczek zrobienie. Plus wełna kolorowa na włosy i kawałki wstążki oraz jeansu też na wplątanie we włoski. Młotek, gwoździki, nożyk i do dzieła. Do tego brokat na policzki i wyszła nam Królowa Dynia. Dorcia była przeszczęśliwa i choć żadne nagrody nie były przewidywane w tym konkursie, tylko dyplomy zaplanowane. To? To jednak Dorotka nagrodę dostała. Nasza wspólna praca została tym samym wyróżniona, doceniona nad wyraz. 

W ten sposób, w tej wspólnej pracy jeszcze bardziej zbliżyłyśmy się do siebie. Zaraz przypomniała mi się relacja jaką miałam z moją babcią. Tu z rozrzewnieniem sobie przypominam jak bardzo była podobna do tej mojej z Dorotką. I w sumie, tak myślę sobie, że ja bardzo jestem podobna do babci Maryni*. Tyle, że ona bardzo poświęcała się dla rodziny i o sobie nie myślała wcale. 

A JA NADAL CZUJĘ, ŻE MOJĄ PODSTAWOWĄ ROLĄ JEST BYCIE SOBĄ, TO JEST - KOBIETĄ - Kobietą, która ma swoje pasje i marzenia, i nie przestaje dbać o siebie by szczęśliwą być kobietą. Szczęśliwa kobieta, może być szczęśliwą babcią, A szczęśliwa babcia to szczęśliwa wnuczka :-)))

*Babcia Marynia, to ta co powtarzała mi "Korzystaj z życia, bo żyje się raz. A jak dobrze się żyje, to wystarczy ten raz" :-)))

Dlatego teraz będę sobie odpoczywać od polityki, wiadomości zewnętrznych, od pisania też tutaj... taki reset dla zdrowia i wesołości... potrwa to górę  2 tygodnie... wrócę tutaj w całej swojej świeżości. Nie martwcie się o mnie, będę w tym czasie dobrze żyć! :-)) Buziaki przesyłam serdeczne :-))





Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger