17:33:00

Stara Kobieta i Stara Miłość (ważne przeżycie)

Stara Kobieta i  Stara Miłość (ważne przeżycie)

    Jemy kolację w pewnej małej, klimatycznej restauracyjce. Nie jestem głodna, więc zadawalam się paroma łyżkami zupy i kilkoma plasterkami ogórka, co wywołuje uśmiech na twarzy mężczyzny, zdaję sobie sprawę, że odczuwalna jest moja trema, trema przed tą rozmową. Wszystko co robię, jak się zachowuję, to po to by zyskać sympatię tej osoby. 
    Rozmowa jest lekka i zabawna momentami, i często schodzi na temat seksu. W tej sytuacji trochę spuszczam z tonu, bo On nie spuszcza ze mnie wzroku. Czuję, że mu się podobam i czuję, że on pragnie czegoś więcej niż patrzenia na mnie i słuchania dźwięcznego świergotu. Po tylu latach znajomości, oczekiwania nastąpił ten moment, kiedy On już nie chce być dręczony, tylko otrzymać to na co tak długo czekał. Uśmiecham się do Niego nieco zawstydzona, kiedy wkłada mi swą rękę między moje nogi. 
    Patrzy przy tym pytająco i wyzywająco jednocześnie. Pochyla mi się do ucha i szepcze wspominając nasze poprzednie spotkania: "Jesteś tak samo wspaniała, jak byłaś w latach 90-tych i mnie nie chciałaś". - To nieważne, ja nie muszę być zaspokojony, ale dla mnie liczy się Twoja przyjemność. - Patrzy na mnie przenikliwie.
Tymi słowami wraca do mnie świadomość, którą na chwilę straciłam po wypiciu chłodnego wina, ta świadomość, że w jakiś sposób On mną rozporządza i obezwładnia. Już bez skrupułów jego ręka głębiej jest w moich majtkach. Za chwilę ta ręka wraca i obejmuje czule moje ramię. Jest to ten rodzaj czułości, który wzrusza i otumania. 
On jest przystojny, inteligentny i osobliwie uroczy. Tacy mężczyźni, w tym wieku, wybierają młodsze dziewczyny. A tu ja? Co ja tu robię?
- Chciałbym się z Tobą kochać, tak jak to kiedyś robiliśmy... nie chciałaś mnie, bo miałaś rodzinę.
Teraz jest inny czas, teraz to może być nasz czas. Nie zastanawiaj się, bo mamy go mniej niż przeszło 20 lat temu.
    Dalej siedzimy przy stoliku, On wpatruje się we mnie bez przerwy, gładzi moją dłoń i nie pozwala unieść do ust filiżanki z kawą. Nagle przyciąga tak mocno moją rękę do siebie, że kawa z filiżanki wylewa się na obrus, a jego usta przyciskają moje wargi. Gdzieś z tyłu głowy odczuwam zakłopotanie, ale całą sobą lgnę do niego szczerze i mocno.
I znowu ten ciepły oddech do ucha i szept wibrujący: "Zostań ze mną, bądźmy ze sobą".
    Zastanawiam się czy to gra Jego, czy naprawdę po tylu latach chce być ze mną? Marzę o tym, żeby tak było. Nie protestuję gdy zaczyna klęczeć przede mną, kładzie mi swoją głowę na me kolana. I chociaż tylu ludzi to obserwuje, nie jestem speszona, tylko skupiona na tym wyjątkowym momencie.
Daję mu delikatnie znać, by wstał, bo ja zgadzam się, byśmy tak trwali jakby tej wieloletniej przerwy nie było. Całuję go w czoło i oczy, on trzyma mnie za dłonie i przytula do serca. Kątem oka widzę jak jakaś kobieta obrzuca mnie spojrzeniem, w którym konsternacja miesza się z litością, ale nie robi to na mnie żadnego wrażenia. W jednej chwili stałam się zimna i obojętna, na tych co mnie obserwują, Jakbym była znieczulona. Było mi wszystko, bo byłam w gorących ramionach mężczyzny, którego erekcję czułam poprzez gruby materiał spodni. 
- Jesteś moim prezentem, już nie pozwolę Ci uciec. Będziesz ze mną. Po tych słowach wraca do mnie obraz: 1996 rok, Warszawa, dworzec, wsiadam do pociągu, On zbiega po ruchomych schodach... - Kocham Cię - krzyczy - Nie odjeżdżaj.
Odjechałam, bo tak wtedy trzeba było. Łzy i ogromne poczucie smutku, i ciężar tajemnicy, którą na lata musiałam zachować. 
    Dzisiaj leżę koło niego. Śpi. W świetle wpadających promyków słońca obserwuję jego twarz, rysy nosa, zamknięte powieki lekko drgające i usta wydające cichutki jak u dziecka odruch ssania. Blond-siwiejące pokręcone włosy na białej poduszce, wyglądają jak gruby złocisty haft. Chcę zapamiętać ten obraz? Nie! Chcę go widzieć codziennie.
Nie cierpię już katuszy zastanawiając się co zrobić, jaką podjąć decyzję. Nie mam na nie czasu.
Niski, aksamitny, urzekający głos z wyjątkową wymową "r'' - przerywa moje rozmyślania.
- Przytul się do mnie kochana, jest jeszcze tak wcześnie. Przyciąga mnie do siebie. Czuję jego palce na moich plecach i oddech we włosach. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. W dole brzucha odczuwam skurcze. Czuję się bezpiecznie i jestem szczęśliwa.

PUENTA - dla prawdziwego uczucia nigdy nie jest za późno. Nie wiem czy jeszcze pożyję 5 lat, 10, a może krócej, więc nie ma już zastanawiania... trzeba chłonąć żyje :-))




17:29:00

Wypały i niewypały z Femme Luxe

Wypały i niewypały z Femme Luxe
I znowu o tym Femme Luxe...
Pod ostatnim postem o rzeczach z Femme Luxe doszły mnie słuchy, że zdarzyło się, że naliczone zostało cło na wysłaną przesyłkę... i pojawił się ciężki orzech do zgryzienia, bo zgłosiła się do mnie znajoma, która stwierdziła, że chętnie by coś dla siebie z rzeczy od Femme Luxe wybrała - zaniepokojona jednak pozyskanymi informacji, uprzedziłam ją, że ryzyko cłowe istnieje... mimo to się zdecydowała i szczęśliwie bez cła się obyło. Udało się bez cła, choć nie wszystkie rzeczy wyglądają tak jak prezentowało się to na stronie internetowej. Mimo, że w Femme Luxe możemy znaleźć różne produkty, moje zamówienia czy to dla mnie, czy to dla córki czy dla znajomych w większości oscylują wokół dresów i tym podobnych zestawów / women's loungewear sets, w których potencjalna różnica rozmiarowa nie będzie tak mocno widoczna. A jak wiadomo - przy takich zamówieniach, trochę w ciemno, z rozmiarami bywa różnie. Dlatego też zawsze waham się i inne potencjalnie zainteresowane rzeczami z Femme Luxe osoby zachęcam raczej do wybierania produktów oversize niż obcisłych sukienek jak małe czarne / little black dresses, sukienki midi / midi dresses czy dżinsowe produkty/ ripped jeans for women, które się nie rozciągają. Tak też więc i tym razem wybór padł głównie na dresy.



Rudy zestaw - bluzeczka, spodnie i sweterek / Rust Sleeveless Tank Top, Oversized Midi Cardigan & Joggers Three Piece Knitted Loungewear Set - Lar - moja córka w tym roku stała się prawdziwą "jesieniarą" - odcienie żółtego, rudy, brązy, beże... pokochała swetry i wiedząc, że realizuję takie zamówienie, wypatrzyła sobie ten rudy zestaw - na zdjęciach zamieszczonych na stronie wyglądał fantastycznie. W rzeczywistości jednak okazał się kiepskiej jakości, bardzo cienki i zdecydowanie nie nadający się na zimne jesienne czy zimowe dni. To całościowy outfit, którego największym atutem jest kolor, który jest naprawdę piękny. Jednak do noszenia dopiero wiosną... i obawiamy się z córką, że może to być wyjście jednorazowe, bo wnosząc po materiale - przeżyje co najwyżej trzy prania ;) 



Zestaw bluza z kapturem i spodnie w kolorze khaki / Khaki Zip Up Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Sibyl - najlepszy jakościowo produkt z tego zamówienia, w składzie znajdziemy bawełnę i poliester, na szczęście w przeważającej ilości bawełnę (65%). Dres jest mięciutki i dobrze wykończony. Wygodna bluza z kapturem i kieszenią oraz spodnie dresowe zwężane ku dołowi, zakończone ściągaczem. To zestaw idealny na domowy dzień czy wyjście po zakupy, świetny na każdą porę roku. Znajoma bardzo go sobie chwali i pranie już też przetrwał. 



Czarny zestaw bluza oversize ze spodniami / Black High Neck Balloon Sleeve Frill Hem Jumper Flare Leg Loungewear Set - Sigrid - zacznijmy od tego, że spodnie, które przychodzą w zestawie to inne spodnie niż te zaprezentowane na stronie... co jest zdecydowanie minusem tego zestawu, ponieważ przysłane spodnie nie komponują się z tą bluzą tak dobrze jak te widoczne na stronie. No ale ok. Pomińmy to ;) W końcu... darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby....? Ano jednak zagląda się. Przysłane spodnie... mają tak wąską nogawkę, że nadają się chyba jedynie dla rozmiaru XS/S, a przecież zamówiony zestaw miał być w rozmiarze M/L. Bluza natomiast jest wygodna i ma bufiaste rękawy. Skład jednak mocno rozczarowuje, to prawie w pełni poliester. Znajoma jest rozczarowana, ale wiedziała przed zamówieniem, że z jakością może być różnie, więc pretensji nie ma. W końcu darowanemu koniowi...-;) Bluza wygląda efektownie, ale przez swą sztuczność ani dobrze nie grzeje ani nie daje pozytywnych odczuć podczas dłuższego noszenia. 


Beżowy zestaw sweter i spodnie / 
Stone Off The Shoulder Jumper & Drawstring High Waisted Joggers Knitted Loungewear Set - Christina - nie tylko mojej córce zamarzył się taki jesienny zestaw, na szczęście ten wybrany przez moją znajomą, w kolorze beżowym / kamienia, okazał się dużo lepszej jakości niż ten wybrany przez moją córkę. Dobrze wykonany, mięciutki, w składzie bawełna i oprócz tego, że ładny i dobrze wykończony, także ciepło dający - nadający się do noszenia również jesienią pod jakiś gustowny płaszczyk.  

Jak widzicie - było różnie, z jakością, z rozmiarami, ze zgodnością ze zdjęciami widocznymi na stronie... czyli jak zawsze. Można powiedzieć, że wynik 2:2 - dwa bardzo dobre wybory i dwa nie do końca udane. Nie ukrywam przed Wami, że wybór tych czterech zestawów możliwy był właśnie w zamian za powyższy post - znajoma z dwóch zestawów bardzo się ucieszyła, ten czarny okazał się lekkim niewypałem, Alicja - moja córka, natomiast rudy zestaw założy na wiosnę... i ma nadzieję, że przetrwa pranie. Ale chociażby dla radości znajomej z tych dwóch zestawów - warto było te parę słów naskrobać! :) 

16:46:00

Alfabety Starej Kobiety - prawie wszystko o modzie w ubiorze

Alfabety Starej Kobiety - prawie wszystko o modzie w ubiorze

MODA  

Moda to styl komunikacji. Moda tworzona jest przez określoną grupę, która ją inicjuje, a niekiedy narzuca innym... namawia do naśladownictwa. To bardzo krótkotrwałe zjawisko, które się szybko zmienia i czerpie wiele ze starych wzorców. Stąd jej powtarzalność po latach. Jeśli nie w dużych elementach, to w charakterystycznych detalach. Moda łączy się ze stylem, choć nie jest z nim tożsama. Bo styl jest związany z indywidualnym postrzeganiem siebie, przystosowanym do swoich własnych potrzeb psychicznych. Tak to ogólnie i dość lapidarnie można określić, czym jest moda. Nie będę tutaj rozpisywać się na temat epok i przypisywanych im określonych, charakterystycznych znamion.

CELE MODY

To: cel praktyczny, obyczajowy, ozdobny, seksualny, reprezentacyjny. I każdy z nas wie o co chodzi. Żeby ciepło było i wygodnie albo chłodno w dni gorące... żeby ukryć co jest nie do pokazywania i pokazać co nieco w celu wywołania zainteresowania... żeby pokazać pozycję, światopogląd nawet, poglądy i stanowisko.... ozdobić człowieka, choć niby nie strój go zdobi, a jednak w ubraniu charakter na wierzch wychodzi. 

DLA MNIE

Jak się ubieram jest ważne. Czuję się pewniej gdy wiem, że mam na sobie ubrania, w których sobie się podobam i wiem, że nimi też wyrażam siebie... bez słów... tak po prostu. Nie chodzi tu o próżność, tylko o słowa mojej Babci Marianny kochanej, która powtarzała zawsze "Jak Cię widzą, tak Cię piszą" i o "bieliźnie czystej i zawsze ładnej, wspominała... bo nigdy nie wiadomo, kiedy wypadek zdarzyć się może i wtedy będziesz nie do odratowania, bo gdy bielizna nie taka, to umrzesz, ale ze wstydu" :-)) Taka to była mądra i wesoła kobieta. Zgodnie z jej wytycznymi oraz mojej Mamy, jej córki... bardzo dbałam od zawsze, by w kwestii ubioru wszystko pasowało, co w rezultacie przełożyło się na inne aspekty życia. I się opłaciło. W życiu jestem indywidualistką i eksperymentatorką, co widoczne jest w sposobie mojego noszenia się ;-)

OTO MÓJ SUBIEKTYWNY ALFABET  MODOWY...  z  przymrużeniem oka, oczywiście.

A - Apaszka. Apaszki mniejsze i większe uwielbiam po prostu. Można ją wykorzystać na wiele sposobów i sprawić, że prosty ubiór stanie się ciekawszy i dostanie pazura. Na włosy zawiązana, na szyję omotana, przy torebce zaczepiona...

B - Buty. Buty to podstawa - mówiła moja mama. Ja urodziłam się w szpilkach. Przez to mój kręgosłup dzisiaj, też szpilkami nakłuwany być musi :-) Lubię też buty sportowe, balerinki do całkiem eleganckich kreacji. Ale przede wszystkim - we wszystkich kolorach noszę obuwie. Jeśli czegoś żałuję, to tego, że tak wcześnie się urodziłam i nie było wtedy barwnego obuwia. Kiedy jeszcze byłam w liceum, to w sklepie obuwniczym, narożnik Hetmańskiej i Głogowskiej w Poznaniu, gdzie teraz "Złota Kaczka" taka restauracja jest, zakupiłam pomarańczowe butki na wysokim zgrabnym obcasie. Ależ to był hit, wszystkie dziewczyny mi zazdrościły, profesorki też :-)

C - Czapek nie noszę i nie lubię. Od wielkiego dzwonu na głowę założę, gdy wietrzysko jest ogromne. Albo na stoku góry, gdzie kapelusz nie przystoi, raczej odleci ;-)

D1 - Dres kojarzy mi się z moim tatą, który gdy wracał z pracy, w dres się przebierał zielony. Za co szczerze nienawidziła go moja mama. Teraz sama przyoblekam się w dresik elegancki po domu... dla wygody i gdy wiem, że nikt mnie nie nawiedzi. Jednak nieseksowny to ubiór jest. A dopóki żyję jeszcze w kobiecym wydaniu, to lepiej, że nim emanować będę, niż nie ;-))) Tego sobie odmawiać nie będę :-) 

D2 - Deseń danego ciucha, to też może być małe arcydzieło. Wzór na tkaninie daje inspirację do dodawania odpowiednich dodatków nie tylko jeśli chodzi o barwę, ale też strukturę samego materiału.  Świetna to zabawa z takim kombinowaniem.

E - Etola. Krótka pelerynka wykonana z futra lub z innego materiału. Na przykład do sukienki. Bardzo dobra rzecz by nie tylko ukryć grube, zwiotczałe ramiona, ale też by dodać szyku sukience. Na imprezki bardzo się nadaje. Czasem też używam. Teraz jednak rzadko, bo pandemia i imprezek ZEROOO.

F - Falbanki, falbaneczki bardzo cenię sobie, bo niezwykle kobiece są. Przy spodniach nawet, przy szaliku z innego materiału... szaleństwo cudowne.

G - Garnitur damski - spodnie plus żakiet i koszulowa bluzka lub top odsłaniający ładny dekolt, to jest to. Do tego szpilka, torebeczka tudzież kufereczek i można gwiazdorzyć na każdy temat :-)

H - Halka z operą Moniuszki mi się kojarzy, a to zupełnie inna, nie temat ubioru historia ;-) Moja mama i Babcia nosiły halki z koronkami. Ja tego nie czynię. Inna teraz moda.

I - Intymna garderoba, to stanik i majtki, które w tym samym preferuję kolorze. I zazwyczaj bluzka czy koszula też są w podobnym odcieniu podstawowego koloru. Tzn. liliowa bluzka i takiż mniej więcej stanik. Wiem, wiem... trochę przesadzam. Ale taka już jestem. Nic za to nie mogę :-)

- Japonki. Super sandałki na letnie wypady. Podeszwa tylko przytrzymywana dwoma paskami w kształcie litery "Y" przechodzącej między dużym palcem i tym obok drugim. Przepadam za nimi. Lubię w nich chodzić. Dzięki Mamie i Tacie dostałam w darze ładne stopy i czas jest dla nich łaskawy, więc pozwolić sobie mogę, na w nich latanie. Chociaż ponoć niezdrowe to jest dla kręgosłupa mojego.  Takie różne kupić teraz można... i ozdobne, i sportowe i gumowe i skórzane i z piórkami... ach, przecudnie.

K - Kapelusze w każdym kolorze i kształcie... duże i małe, sportowe, nonszalanckie... noszę często choć czasem trudność, zwłaszcza te z wielkimi  rondami sprawiają. W takich środkach masowej komunikacji jak tramwaj. Wygląda to może śmiesznie i zasłania innym tor patrzenia, ale cóż... do kapelusza nie sprzedają samochodu ;-)

L - Legginsy. Tylko dla super zgrabnej, młodej pupy. Nie na szeroki tyłek w różyczki, na nim rozkwitające szeroko, ponad miarę, kolorem różowym. A do tego kusy sweterek... Nie, nie, nie! Dramat. Ja legginsów nie noszę. 

Ł - Ładna bluzka zawsze się przyda. Czy to w kwiatuszkowy deseń, czy groszkowy, czy w krateczkę wiązana pod bródeczkę. Czy z dekolcikiem w łódeczkę albo z guzikiem ozdobnym, koralikiem przypiętym. Różne, najróżniejsze... eleganckie z jedwabiu czy innego materiału i sportowe, takie bardziej koszulowe obyć. Każda z nas je w szafie ma. Bez nich nie da się obyć.

M - Mundurek. Źle mi się kojarzy. Bo nienawidzę unifikacji w ubiorze. 

N - Nerka. Taka mała torebka w kształcie nerki przypinana w pasie. Bardzo wygodna na wyprawy jakieś. Osobiście nie używam. Ale to wygodny, bezpieczny sposób na chowanie najważniejszych rzeczy przy wybieraniu się w podróż na przykład - nie zajmuje nam rąk.

O - Okulary. Okrągłe, prostokątne. kwadratowe, wąskie, szerokie... zielone, czerwone, w złotej czy srebrnej lub czarnej ramce. Podkreślają, co mają podkreślić, dodają uroku, czasem zakrywają, ukrywają niewyspane oczy... przy czym dodają wyrazu całej twarzy i stanowią ładny akcent twarzy.

P1 - Paski do spodni, sukienek czy spódniczek, to taki element, który pięknie podkreśla talię, gdy się ją ma i uwydatnia brzuch też gdy się go ma :-) 10 kilogramów wcześniej używałam ich by korespondowały z resztą ubioru pięknie. Teraz się nie wychylam z nimi, poczekam aż talia do mnie wróci, w takim stanie, że podkreślić będę ją mogła :-)

P2 - Płaszcze jesienne, zimowe, prochowce tzw. czyli wiosenne. Okrycia nieodzowne, które lubię w wersjach przeróżnych i wszystkich kolorach tęczy. Pod te płaszcze wkładam bluzki i spodnie w korespondującym z nimi kolorze. Aby tonacja się zgadzała, albo przynajmniej dwa elementy były tożsame. Pozorne niedopasowanie zawsze powinno mieć swoje uzasadnienie. Kolor kwiatuszka w szalu dobrany z kolorem bluzeczki  lub ramoneski, a ta z kolei, z kapeluszem podobnym kolorem, odcieniem się wita :-)

R - Rękawiczki toleruję jako uzupełniający dodatek, który ociepla też dłonie, oczywiście w odpowiednim do reszty ubrania kolorze. Sprawiają mi jednak kłopot, bo pilnować ich muszę. Nie ukrywam, że zdarza mi się zgubić jedną czy drugą. Ale kiedyś taki patent sobie opracowałam, że gdy jestem na przykład na brązowo- żółto wystylizowana, to jedna rękawiczka żółta być może, druga brązowa i w ten sposób jest ciekawie i śmieszne i nie wkurza zgubienie rękawiczki żadnej.

S1 - Sukienki różnokolorowe oczywiście, chociaż ostatnio gdy w pasie jestem mniej więcej taka jak w dole i górze, to unikam ich... niestety. Ale jak tylko wgięcie, wycięcie mi powróci od tej zielonej herbaty i młodego jęczmienia zielonego, to znowu będę je nosić.

Tymczasem to S2 - SZALE zawijam wokół szyi, bioder, na ramiona zarzucam, bo dodają smaczku i sprawiają, że sylwetka staje się lekka i pełna animuszu. Są doskonałym uzupełnieniem zwłaszcza bardzo stonowanego ubioru.

S3 - Spodnie lubię wszelkiego rodzaju i przyległe i szerokie, najbardziej te z wysokim stanem i oczywiście kolorowe. Aktualnie żółte mi się marzą, albo zielone w kolorze wiosennej trawy... czerwone też by się przydały. Muszę zwizualizować sobie te marzenia, tylko obym nie zapomniała o rozmiarze ;-) Teraz to spokojnie mogę nosić sobie, bo mój mąż to nie znosił spodni u mnie, bo nie nie mógł mnie łapą sięgnąć .. tam, wiecie gdzie ;-) i dodawał do tego gadkę, że "prawdziwa kobieta to tylko spódnicę wdziewa i pończochy, a nie żadne tam rajstopy". Taki to staromodny był ;-)

T - Torby, torebeczki... ogromne, wielkie, na krótkich i długich paskach, z ciekawymi rączkami, pasujące kolorystycznie z bucikami. Mam ich pełne kartony... fasony eleganckie, wyjściowe, sportowe. Torebka moja nie zawiera w sobie niczego poza najpotrzebniejszymi rzeczami - portfel z dokumentami i jakimś tam groszem, mała kosmetyczka, pióro, notesik, telefon, chusteczki i klucze oczywiście. Teraz doszła maseczka, na wszelki wypadek, gdyby ta z twarzy dostała skrzydeł :-) Torebka to dodatek, który może podkreślić nasz cały ubiór.

U - Uuuu...............co na U? Czapka uszanka.... tu nie ma o czym pisać, bo teraz raczej ich się nie nosi. Kiedyś miałam taką wiązaną u góry z... króliczego futra. O zgrozo! Ale to jeszcze ubiegły był wiek.

W - Woalka. Kiedy byłam młoda inaczej, jakieś dwadzieścia kilo wstecz, wtedy na imprezy różne lubiłam włożyć toczek malutki z malutką też woaleczką. Przy ul. Wielkiej w Poznaniu taki salonik był i tam zamawiałam sobie odpowiednim kształcie i kolorze. Szalona byłam :-)

Z - Zegarek, to też element całej kreacji i również staram się dopasować do całości. Czasem to biżuteryjny, czasem zwykły z paseczkiem dobranym kolorystycznie, albo koralikami czy wstążeczkami. Miły gadżet, który ma tę wadę, że czas liczy... a tego nie lubię:-)

Ż - Żakiety dopasowane bardzo, z baskinkami lub szerokie, typu męskiego... krótsze lub dłuższe - lubię. Do sukienki, do spodni, do spódnicy. Czasem z dodatkowym paskiem przewiązywanym w formie kokardy lub na rzepy zapinane. Żakiet na bluzkę, na golf, na T- shirt jest dobry.

I to koniec Alfabetu, z którego mam nadzieję, że wynika, iż moda dla Starej Kobiety, to deklaracja wolności i zbroja jej w ogarnianiu rzeczywistości, to ucieczka od szarości, to odrzucenie sztywnych norm, bawienie się, przyjemność wielka. To część  życia - po prostu :-)))

PUENTA 

Nieważne, nieistotne jest zupełnie co tam widać na modowych wybiegach... ważne jest abyśmy tak się ubierały, żeby sobie się podobać i dobrze czuć się w tym co na sobie mamy. A do tego najważniejszy jest uśmiech, klasa i bajeczny urok. Ten, który tkwi w Twojej głowie. Tak więc uważaj, żebyś jej nie straciła KOBIETO. Jeszcze jedno: w ubiorze, obojętnie jakim - najważniejszy jest środek - KOBIETA. To ona nadaje jej ton, nie inaczej :-)) Dwie różne kobiety w tym samy stroju będą wyglądały zupełnie odmiennie, bo każda z nas ma w sobie właśnie to coś, tak niepowtarzalnego, że: PRAWDZIWEJ KOBIECIE żadna moda nie zaszkodzi :-)









18:12:00

"Trudne Słowa" w tłumaczeniu Starej Kobiety - PROKRASTYNACJA

 "Trudne Słowa" w tłumaczeniu Starej Kobiety - PROKRASTYNACJA

PROKRASTYNACJA 

To trudne słowo, określenie potocznie utożsamiane z lenistwem. Ale to zupełnie, zupełnie coś innego. Prokrastynacja to odkładanie swoich spraw, zamierzeń, pracy, obowiązków. Odkładanie na inny czas, przekładanie na inny termin. Zwalnianie, odraczanie. Zaraz mi tu przychodzą na myśl słowa Scarlett O'Hary z "Przeminęło z wiatrem" - "pomyślę o tym jutro". Ale to też nie to. Prokrastynacja, to znacznie głębszy i złożony problem. Powiedziałabym, że to intensywna praca, tyle, że wykonywana na ostatnią chwilę. Tak w skrócie ogarniając temat. W przeciwieństwie do LENISTWA, które wynika z niechęci bądź przewlekłego nicnierobienia, bez wyrzutów jakichkolwiek z powodu opóźnienia, kompletnego pracy zawalenia.

POWODY PRZYPADŁOŚCI

jaką niewątpliwie jest prokrastynacja.

1. Wysoki, trudny stopień zobowiązania, do którego realizacji się zobowiązaliśmy. I Ci, którzy są perfekcjonistami (odczuwając jednocześnie, że nie są dość kompetentni), obawiając się porażki, wstydu, braku sukcesu... odwlekają wykonanie zadania, bo tak lękają się, że zostanie obniżona ich wartość w oczach innych, przez w ich mniemaniu nie taką jak się spodziewano realizację, że po prostu uciekają przed tym projektem.

Żeby nie ponieść porażki - nie robią nic. Zapominając, że człowiek nie da rady niczego osiągnąć bez podejmowania prób. Tylko metoda prób i błędów może doprowadzić nas do sukcesu. A jeśli nawet się go nie osiągnie, to wobec siebie mamy czyste sumienie, że próbowaliśmy, a nie siedzieliśmy w kącie i oczekiwaliśmy na cud. 

2. Może też tak być, że ogarnia nas strach przed sukcesem, który możemy osiągnąć. Według nas, w rezultacie on się obróci przeciwko nam i będzie się od nas wymagać jeszcze więcej. A my przecież boimy się, że nie nadążymy i pracy mieć więcej będziemy. Ten lęk przed przyszłym sprostaniem z jakimiś obowiązkami nie pozwala nam na jakąkolwiek inicjatywę w naszej pracy.

3, Przewidywanie, że wytyczony cel nie da natychmiastowych, pozytywnych efektów również może nas zniechęcać do realizacji jakiejś pracy i odkładanie jej. Skupiamy wówczas uwagę na czymś innym.

KUNKTATORSTWO

to też przewlekanie zobowiązań lecz umyślne, w celu zaszkodzenia komuś lub wywarciu presji. W prokrastynacji do czynienia mamy bądź ze zmęczeniem decyzyjnym, bądź z kłopotami emocjonalnymi, trudnościami egzystencjalnymi, depresją. Ciągle jesteśmy w tzw. niedoczasie i zamiast wziąć się do pracy, to robimy tysiące innych rzeczy, by nie wykonać tego co założyliśmy lub powinniśmy. Nie jesteśmy leniami, co to w wierszu Brzechwy był taki jeden... na tapczanie siedział cały dzień i nic nie robił... muchy łapał... dłubał w nosie i odnosi się wrażenie, że nic go nie zmusi do pracy, bo on dokładnie wszystko ma w tym swoim nosie. Lenistwo to jest "ciężka praca" ;-)) męczy nicnierobienie bardziej niż wysiłek jakiś. Każdy intelektualnie średnio rozgarnięty człowiek to wie, że lenistwo mimo, że stanowi atrakcyjną propozycję na spędzenie czasu, to w miarę gdy za bardzo się z nią zwiążemy, to wygasa nasza dusza i tak rozpoczyna się proces umierania.. Bo człowiek jest tak skonstruowany, że musi działać i działanie go nakręca i przynosi radość, i dalszą chęć do życia. Przynajmniej ja tak mam.

DLACZEGO PROKRASTYNACJĘ TU PORUSZAM?

Dlatego, że zauważyłam, że wbrew temu co napisałam powyżej... zdarza mi się, że przejawiam tendencję do opóźniania w czasie swych zamierzeń. Szukam wytłumaczeń sama dla siebie i najczęściej jest to takie wytłumaczenie: nap...a mnie tak, boli haniebnie, że lepiej poddam się słodkiemu nic nierobieniu, odpoczynkowi i jutro będzie nowy dzień i będzie może lepiej, wtedy zabiorę się za to. Tyle, że następny dzień wcale nie jest łatwiejszy, tym samym lepszy i znowu to samo - oczekiwanie i brak entuzjazmu by zacząć w ogóle.... To ociąganie się, odraczanie terminów powoduje, że jako świadoma i odpowiedzialna kobieta, za jaką uważam się - wprowadzam się w stan niepokoju, niezadowolenia, a stąd kolejny ból - ból głowy i tak nakręca się koło marazmu, z którego bliska droga do załamania nerwowego.

NA OSTATNIĄ CHWILĘ

Już grecki poeta Hezjod pisał "żeby nie odkładać na jutro tego, co masz zrobić dziś".

Tak naprawdę, przekonałam się, że nigdy nie ma dobrego momentu, zawsze może być gorzej. Tak więc wyczekiwanie go nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Ignorowanie podjęcia trudnych czynności i w tym momencie zajmowanie się przyjemnościami, oddala tylko moment, przez który i tak przyjdzie nam przejść. Tylko dodatkowo z serduchem na ramieniu, sparaliżowani strachem, że nie zdążymy, nie damy rady. Błędne koło tworzymy i w poczucie winy niejednokrotnie się wpędzamy. Człowiek, który odkłada sprawy na później, najbardziej lubi słowo JUTRO. A przecież "jutro" problem nie będzie mniejszy. Może być jeszcze większy.

DLATEGO

Ja sama postanowiłam sobie, żeby ułatwić sobie życie i nie poddać się prokrastynacji, ustalić sobie plan :-) I tak:

1. Stawiam sobie małe cele. Biorąc pod uwagę, by każdego dnia zrobić też coś wyłącznie dla siebie :-)

2. Rozłożone w czasie. Tak by nie gnać z wywieszonym jęzorem i tracić przyjemność z wykonywanej pracy.

3. Konkretne. Żadne tam lelum polelum, tylko to i to określone dokładnie. 

4. Nie mnożę priorytetów. Mam jeden: zdrowie. Bo dzięki niemu, wszystkie inne ważne w życiu sprawy też mogą potoczyć się szczęśliwie, nie tylko dla mnie, ale też dla kilku innych osób.

5. Organizuję tak czas, by w jednym dniu zrealizować 3 ważne rzeczy. Kolejność ustalam poprzedniego dnia. Kolokwialnie mówiąc "Nie biorę sobie zbyt wiele na głowę".

6. Nie skupiam się na efektach, tylko na rozpoczęciu pracy. Niestety jestem perfekcjonistką i to zabiera mi mnóstwo czasu. Jest tak, że mówię: po co to robić, skoro nie będzie idealnie jak chcę? I to błąd w myśleniu. Zawsze wszystko dopieścić można. Tylko trzeba zacząć, żeby mieć co dopieszczać. 

7. Przestałam myśleć o zadaniach. W popłochu o nich intensywnie rozmyślać i rozkminiać na części w mojej i tak skołowanej głowie. Wpisuję na listę (i zapominam). W ustalonym terminie realizuję. Myślenie niczego nie przyśpiesza, a tylko zabiera przyjemność z życia.

8. Nawet jeśli czegoś, z powodu tzw. obiektywnych okoliczności nie uda mi się wykonać, to nie zakładam korony cierniowej i nie katuję się myśleniem cierpiętniczym. Wrzucam na luz, odpuszczam... zjadam coś dobrego, zatapiam się w dobrej książce czy w filmie, który mnie interesuje. Następnego dnia mam lepsze nastawienie i zaczynam od początku.

9. Odpuszczam też wtedy, kiedy nie mam na coś wpływu, ale gdy jest choćby iskierka nadziei to ją wykorzystuję.

10. Nagradzam się, za drobne nawet sukcesy. Jak? To różnie bywa ;-) Ale w związku z tym, że lubię siebie, to potrafię się rozpieścić :-) 

POPRAWA SAMOPOCZUCIA

przy prokrastynacji jest niewątpliwa, lecz tylko na krótki moment możliwa. Radość i ulga, że trudną chwilę można odłożyć w czasie, a teraz korzystać z przyjemności, to tylko złudzenie. Prokrastynacja, która spowoduje opóźnienie w realizacji zamierzonego celu, spowoduje tylko to o czym pisałam wcześnie, ale powtórzę raz jeszcze  - niepotrzebne nasze nerwowe osłabienie. Doświadczyłam tego na własnej skórze. W tak drastyczny sposób, że przez odkładanie i to ciągłe, nie wróciłam już do tematu i kto inny - odważniejszy, pracowitszy... zajął moje miejsce. Żałowałam okrutnie i przeprowadziłam z sobą rozmowę dyscyplinującą, żeby błędu nie powtórzyć. 

ASPEKTY PROKRASTYNACJI

Jest wiele i wielu tu nie poruszyłam, np. cech osobowości, które decydują o tym jak się zachowujemy.

Jedno jest pewne od najdawniejszych czasów, już od Cycerona i Tukidydesa wiadomo, że tylko nieodkładanie pracy może zwiększyć zbiór naszych dokonań i spokojne, w miarę udane życie.

PUENTA jest zaskakująca! Dużo poważniejszym problemem niż prokrastynacja jest PREkrastynacja (też trudne słowo:-)) PRZECIWIEŃSWO  prokrastynacji - to skłonność do zbyt szybkiego wykonywania wszystkiego ;-)))

I tak źle i tak niedobrze. Jak to w życiu, trzeba wszystko dokładnie wyważyć i słuchać siebie, swojej intuicji. To chyba najlepsza droga :-)






09:42:00

PRZYSZŁA STAROŚĆ... tekst optymistyczny dla Stefanii

 PRZYSZŁA STAROŚĆ... tekst optymistyczny dla Stefanii


STAROŚĆ - ostatni okres życia... stan biologicznej, społecznej, intelektualnej zmiany 

Starość  przychodzi, młodość odchodzi, ale jej kult w społeczeństwie zostaje. Młodości przypisuje się wszystkie wartości. Młodego to warto leczyć, bo całe życie ma jeszcze przed sobą. A Ty Stary, przeżyłeś już swoje. Gdy obruszysz się nieco i powiesz, że inne masz w sobie też treści oprócz boleści i choć pesel zeszłowieczny... spojrzy na Ciebie lekceważąco... co Ty wiedzieć możesz... teraz, w tym wieku, to sama pani rozumie - lepiej już nie będzie - powie Ci lekarz zadowolony, że zwalić wszystko może na Twoje lata i jesienie przeżyte. Teraz miejsca młodym należy ustąpić... taka jest kolej rzeczy. Tylko młode i piękne kobiety i muskularni mężczyźni mają rację bytu... wystarczy spojrzeć na reklamy w telewizorze. Jeśli leci reklama ze starymi osobami, to tylko z pielucho - majtkami, przecież nie z kremami poprawiającymi owal twarzy ;-) A o seksie się mówi jako o zarezerwowanym tylko dla młodych osób... tak trudno to pojąć, że Starzy pamiętają jak to się robi ;-) Młodzi ludzie seks kojarzą bardziej z wyczynami sportowymi, a dopiero Starzy wiedzą jak okazywać sobie bliskość w łóżku... i dlaczego nie ma poradników seksuologicznych dla osób w pewnym wieku? Bo o seksie piszą tylko młode osoby, które mają zupełnie inną perspektywę. Więc ja Stara Kobieta, obiecuję, że jeszcze o tym napiszę. Gdy tak pomija się Stare Kobiety i mężczyzn też Starych...


TO WTEDY

Stary Człowiek myśli sobie, że już naprawdę powinien odejść. I zamiast o przyszłości myśleć, w teraźniejszości jeszcze błyszczeć, to bez przerwy w przeszłość się obraca. A retrospekcja mu przypomina, że się tam nie wróci... stara się więc zachować jak najdłużej młodość albo jej pozory, byleby nie zostać wykluczonym, bądź stygmatyzowany wiekiem swoim. A oto nietrudno w tym świecie.

We wszystkim Stary Człowiek widzi straty... ubytki w zdrowiu, ograniczenia w działalnościach uprzednich swoich, konieczność rezygnacji z wielu rzeczy - stąd to patrzenie w tył z utęsknieniem, z marzeniem nieziszczalnym do powrotu w czas, który już historią zapisany w kalendarzach jest.


LECZ JEST WYJŚCIE

z tej sytuacji. Stworzenie siebie na nowo. Niepoddawanie się sugestiom, że tylko młodość jest piękna i wartością bezwzględną.


BO WŁAŚNIE STAROŚĆ

to ten okres kiedy wreszcie czujesz kości, wiesz, że serce masz po lewej stronie, a trzustka ma ogon, kiedy wreszcie zastanawiasz się co jesz, nie śpisz już jak zabita, głowę masz na karku, bo przecież codziennie Cię boli i jeszcze Ci trzeszczy w kolanie, łupie w kości ogonowej, niezwykłe masz wypróżnianie, a zwykły łyk powietrza bardziej Cię upija niż kropla wódeczki, którą wypijasz na smuteczki (po kryjomu, bo masz jelita wrażliwe i lepiej, żeby o tym precedensie nie słyszały ;-)). Starość - takie to życie wspaniałe, jakiego nie miałaś w młodości, kiedy tylko gnałaś i gnałaś zapominając, że pośpiech to nie jest dobre dla ludzkości. To właśnie starość odkrywa, że mieć lat dwadzieścia i więcej i ciągle się uczyć, może na powrót mieć małe dzieci i kredyt do spłacenia i stąd ciągłe zamartwienia... to nie jest najlepsza pora, kiedy to ciągle się nie ma czasu, a z tyłu głowy coś ciągle do załatwienia, wyprania, wyprasowania, obiadu przygotowania, męża kłopotów wysłuchania i tak dalej i dalej i czas szybko leci, że nie zdąży się człowiek nim nacieszyć. To było i już się nie wróci. "Teraz" jest, "teraz" przez moment, zaraz będzie jutro i jeszcze później... czasu nie ma. Czyż nie lepiej stworzyć sobie swój nowy model, choć w innym, Starym wymiarze... i przestać rozczulać nad sobą (?)


TEN MODEL 

to taki ja widzę dla siebie: Nie narzekać, nie marudzić, zbytnio się nie trudzić... poflirtować sobie nieco - niezobowiązująco wcale, dbać o siebie*, dbać o siebie*, dbać o siebie* pod każdym względem... wreszcie jest czas na to... ubrać się stylowo. Prowokować, uśmiechem czarować,  riposty dawać cięte, humorem chamstwu odpowiadać, nie przestawać być sobą, nie oglądać kalendarza,  nie dać lekarzowi umieścić na końcu listy do przyjęcia, ze względu na starcze wzdęcia, bo on by wolał leczyć młodsze wygięcia. Chojnie czerpać jak najwięcej i się nie dać, nie dać. Nikomu. Robić wszystko na co się kiedyś czasu lub odwagi nie miało... żeby gdy przyjdzie Koścista Pani i da znak, że zabierać się mamy na tamten świat... żeby się nie żałowało tego, że się czegoś nie zrobiło. Wszystko leczyć można i trzeba, a w przerwach, choćby najkrótszych - ŻYĆ.


CHOĆ

twarz, sylwetka i włos się zmienia, samopoczucie już nie jest takie na luzie, bo kręgosłup Cię bólem przygniata, a wokół obce, młodsze twarze i uśmiechnięte nie do Ciebie... większość Twoich przyjaciół i bliskich  już w grobie, albo w chorobie... to Ty przecież wciąż jesteś, bo wciąż nadzieję masz i masz dla kogo żyć i ktoś o Tobie myśli i ważna jesteś dla niego. Dlatego walcz, myśl o sobie dobrze. Choć lata mijają, a mijają każdemu, to przecież w środku wciąż jesteś taka sama. Opakowanie nie ma nic do tego.
 
STARA  KOBIETA  I  JA - czyli nowa jakość... przyjaźń i miłość do siebie nadal, bez względu na wiek :-)


SWOIM NIEPRZYJACIOŁOM 

zrobię na złość i dożyję do setki, a przedtem będę ich mieć w d...e, jak zresztą wszystko co jest mi obojętne.
Bierzcie ze mnie przykład kobiety i uczyńcie tak samo :-))) STAROŚĆ to nie wyrok. Zmiana, która każdego czeka i warto się do niej przygotować, żeby nie dać się siłą, bez naszej woli  wciągnąć na górę Narayma*. Trzeba żyć dopóki w nas ogień płonie i nikt nie ma prawa gasić go w nas... złym słowem czy czynem.

*dbać o siebie - o tym dbaniu o siebie odpowiednim, napiszę w kolejnym poście z cyklu "Alfabety Starej Kobiety" 
*Góra Narayma - to góra z japońskiej ballady. Historia siedemdziesięcioletniej kobiety, która prosi syna, by zaniósł ją na szczyt tej góry, by umrzeć w spokoju i nie być ciężarem dla rodziny.











17:33:00

Czas jesieni - czas dresów

Czas jesieni - czas dresów

Gdy piszę te słowa - siedząc za jednym z poznańskich okien, na dworze jest słoneczna pogoda, a termometry pokazują aż 22 stopnie. Nie da się jednak ukryć, że mimo, że aktualna pogoda temu przeczy - nadeszła jesień ze wszystkimi swoimi naleciałościami - jesienna chandra, pierwsze sezonowe przeziębienia (niestety i mnie to dopadło... z chandrą walczę póki co dzielnie ;)), gorące herbaty z miodem i cytryną, dobre książki (które czytam niezależnie od pory roku), mięciutkie kocyki (którymi okrywam się niezależnie od miesiąca widniejącego na kartce kalendarza) oraz... mięciutkie dresy ;) U mnie standardowo od Femme Luxe, w różnorakich kolorach, nie tylko tych typowo jesiennych :) Nadszedł czas, żeby schować krótkie spodenki / denim shorts (których i tak nie noszę ;)) oraz przewiewne narzutki (które noszą z przyjemnością), a z odmętów szafy wyjąć ubrania ciepłe i mięciusie, choć nie zawsze tak samo gustowne ;)

Kamelowy dres z lampasami/ Camel With White Stripe Off Shoulder Loungewear Set - Shani - w tym camelowym dresiku z białymi pasami odnajdzie się niejedna prawdziwa "jesieniara". Spodnie posiadają sznurek w talii oraz zwężane nogawki. Białe paski znajdujące się zarówno na spodniach jak i na bluzie (która jest krótsza, a jednak w połączeniu ze spodniami wszystko zakrywa), dodają temu zestawowi pewnej elegancji. Zarówno spodnie od kolan w dół jak i rękawy bluzy są obcisłe, przez co mogą wyglądać bardzo fajnie nawet w połączeniu ze szpilkami i jakimś prochowcem... choć oczywiście i w sportowej kreacji ze sportowymi butami i dżinsową kataną czy wygodną bomberką będzie wyglądać satysfakcjonująco ;) Z tym, że... dla mnie ta bluza jest za krótka, a i skład tego dresu jest koszmarny... 95% poliestru plus elastan. Długo opierałam się przed wyborem tego dresu... i jak widać było trzeba wytrwać w tym opieraniu się ;) Polecam szczególnie szczupłym osobom, jeśli poliester Wam niestraszny :) Ten dres akurat wypada mniejszy.

Liliowy dres / Lilac Cropped Long Sleeve Sweatshirt High Waisted Skinny Joggers Fleece Loungewear Set - Reagan - liliowy kolor zdecydowanie nie kojarzy się z jesienią, ale czy ktoś powiedział, że jesienią koniecznie trzeba ubierać jedynie beże, brązy i rude kolory? Oczywiście że nie ;) Dlatego ten liliowy dresik zdecydowanie zostanie przeze mnie wynoszony - już nawet mam niego pewien pomysł - super sprawdzi się w zestawieniu z białym sportowym obuwiem, z fioletem wykończeniem z tyłu oraz koszulową bluzą z liliowym kolorem. Bluza znajdująca się w tym zestawie jest dużo luźniejsza, a jednak ściągana u dołu sznurkiem, przez co można uzyskać bardzo fajny efekt. Spodnie w kroju jogger są bardzo wygodne, wypadają większe niż mógłby sugerować rozmiar na metce...  jednak, nawet przy mniejszym rozmiarze wypadać będą oversizowe, mimo, że posiadają na dole zwężane nogawki. Dobra jakość i skład (65% bawełny) sprawiają, że ten zestaw z zadowoleniem jest przeze mnie noszony. Ciepły i mięciutki!

Biała, krótka bluza / White Oversized Cropped Long Sleeve Zip Up Sweatshirt - Jane - zapinana na zamek biała buza, krótsza i idealna do spodni z wysokim stanem. Wygląda wręcz jakby miała biały kołnierzyk. Niby bluza, a jednak pewna elegancja... no i przyznam, że tu podczas zamawiania się zgapiłam, bo kierowałam się zdjęciem na stronie i uznałam, że mowa o całym białym zestawie dresowym. No nic. Niby uczyli czytać ze zrozumieniem, a jak widać każdemu może się zdarzyć, że jednak nie doczyta ;) I przyznam, że bardzo żałuję, że nie ma do nich białych spodni dresowe, choć te (prawie pewne!) zrobiłyby się szybko szare ;) Tak samo jak to bywa ze wszelkimi białymi sukienkami / white dresses, w które muszę się zaopatrywać od nowa co roku... mimo, że znam moc wybielaczy ;) Czarne sukienki / dresses są mimo wszystko łatwiejsze w utrzymaniu, choć i tu specjalny płyn się przydaje. 

Ale, ale... zboczyłam z tematu. Wróćmy więc na właściwe tory - tory dresów. 

Rudy dres / Rust Boxy Long Sleeve Cropped Top High Waisted Drawstring Joggers Loungewear Set - Kaycee - ten dres natomiast idealnie wpisuje się w jesienne klimaty nie tylko za sprawą swojego materiału, ale również pięknego rudego koloru ;) Jest piękny i wspaniale komponuje się z jesiennymi liśćmi. Ma oversizowy krój, jest niezwykle wygodny. Spodnie w stylu jogger, są luźne i związywane w pasie. Bluza, choć krótka... także niczego nie obciska ;) To cienki dres, który swoją barwą może trochę rozgrzać szarugę, gdy ta za oknem się pojawi. Spodnie posiadają kieszenie - wygodne, głębokie, bez problemu zmieści się w nich mały portfel, telefon i klucze, żeby rano zlecieć do piekarni po świeże pieczywo na śniadanie... tylko przed deszczem się nie schronimy, bo kapocy nie ma - wspominałam już, że szczególnie uwielbiam dresy z kapturami? No cóż. Kolejny raz się przekonuję, że nie można mieć wszystkiego. Ale... ten zestaw dresowy ma przynajmniej świetny skład - bluza to aż 100% bawełny. 

W każdym zamówieniu staram się zawsze wybrać faworyta - w tym wypadku moim faworytem jest ten ostatni, rudy dres - ogromnie wygodny i co najważniejsze: niezwykle mocno przemawia do mnie ten jego jesienny kolor. To taki dres, w którym spokojnie mogłabym się wytarzać w stercie żółto - brązowo liści. Dresy dresami, ale warto także przyjrzeć się wyjściowym sukienkom / going out dresses czy bluzeczkom bardziej lub mniej eleganckim / womens going out tops.

21:30:00

Kompleks Damoklesa - inni wcale nie mają lepiej

Kompleks Damoklesa - inni wcale nie mają lepiej

Często czujemy się gorsi, mamy do siebie pretensje, że tak bardzo odbiegamy od ideału, który sobie wyznaczyliśmy i chcieliśmy osiągnąć. I zaczynamy wpadać w kompleksy.

CO TO SĄ KOMPLEKSY?

W potocznym ujęciu to słowa, myśli, które znajdują się w naszej świadomości... nawet gdy je wypieramy lub są ukryte. Człowiek rozwija się, dojrzewa, wzrasta jego świadomość i na różnych etapach swojego rozwoju jest zmuszony zmierzyć się z różnymi kompleksami. Te kompleksy są zróżnicowane w zależności od wieku, płci, cech charakteru i środowiska, w którym się przebywa.

CO ROBIĄ KOMPLEKSY?

Często niszczą nam życie, bo wywołują niepokój, lęk, wstyd, poczucie niedopasowania. W zależności czego dotyczą... czy wyglądu - niezadowolenia z za dużego nosa, za małych piersi, otyłości - czy - spraw materialnych, wykształcenia, pracy zawodowej i tak dalej. Gdy zaczynamy się wstydzić tego jak wyglądamy, jak żyjemy, gdy przez to czujemy się gorsi, to z pewnością naszym problemem są dręczące nas kompleksy. Możemy je mieć na każdym punkcie i przez to życie może stać się nieznośne.

A PRZECIEŻ

Każdy jest idealnie nieidealny i jeśli tego nie przyswoi sobie, i nie pogodzi się z tym, to kompleksy spowodują, że przysłaniając nasze zalety sparaliżują nam codzienne poczynania i wtedy dopiero zaczyna być źle! Bo kompleksy potrafią wywoływać naprawdę silne emocje. Wiążą się z naszą samooceną, która bardzo się obniża wskutek ogarnięcia kompleksami przeróżnymi... choć czasem i taki jeden kompleksik wystarcza za wiele. Koło się nakręca i niewielkie problemy urastają do rangi wielkich, niemożliwych do przejścia. I wtedy koniec z przyjemnością odczuwania życia, bo nic nam nie daje satysfakcji. Zbyt duży brzuch, odstające uszy, brak odpowiedniej wiedzy, niemodne ubrania powodują nieśmiałość, nieumiejętność rozmawiania z innymi.

A TO JUŻ KROK

Krok do depresji. Bo człowiek odbierający sobie prawo do szczęścia przez żółte zęby, przez stary samochód, przez pomarszczone ręce, piegi na nosie... człowiek przekonany, że cechy jego wyglądu, stanu posiadania czy charakteru są godne wstydu jedynie... wtedy skupia się na nich nadmiernie... i to rujnuje jego życie. Czuje się nieszczęśliwy. Nie lubi siebie.

NAJCZĘSTSZYM KOMPLEKSEM

Najszerzej w społeczeństwie spotykanym, jest: zazdroszczenie innym warunków życia, odnoszenia przez innych sukcesów, idealizowaniu życia innych, przy głębokim odczuwaniu niesprawiedliwości i niezadowolenia z własnego życia.

BO TAK NAPRAWDĘ

Czyż nie zdarza się nam porównywać swojej egzystencji do sąsiada, przyjaciółki czy innych ludzi z pierwszych stron gazet... czy nie zastanawiamy się, skąd u nich takie szczęście w finansach, pięknym zamieszkaniu, wysokim wykształceniu (?) A my tu biedni, szaraczki, myszki nic nie znaczące, do tego chorujące i w NFZ się leczące... 

TO SIĘ NAZYWA "KOMPLEKS DAMOKLESA"

Zbyt niska wiara w siebie, zamykanie oczu na światło, bo przecież ono jest tylko dla wybranych, którzy mają ewidentnie lepiej (w naszym mniemaniu)  To przecież bzdura jest wierutna, bo każda największa gwiazda i człowiek najmajętniejszy na świecie, nawet tyran największy, najpiękniejsza kobieta, najzdolniejszy człowiek... wszyscy oni mają swoje problemy, kłopoty, choroby, emocje trudne. Nad nimi też wiszą chmury tak samo jak świeci słońce na niebie. 

A BYŁO TO TAK 

Pewien dworzanin z Syrakuz, o imieniu Damokles służył u tyrana Dionizjusza. Pochlebstwami obrzucał go każdego dnia, choć nieszczere one były, z zazdrości w jego ustach pojawiły się. Znieść nie mógł on, że Dionizjusz wszystko ma, na złotym łożu śpi i do tego wszyscy są dla niego mili. Damokles uważał go za najszczęśliwszego ze śmiertelników, zazdrościł mu wszystkiego i pomstował na swój los. Aż pewnego dnia Dionizjusz zaproponował Damoklesowi, że może na jeden dzień pozwolić mu się, wcielić w jego rolę. Oddać mu wszystko co ma i spać nawet w jego łożu, aby ten zobaczył jak to jest. Damokles szczęśliwy bardzo, chętnie przystał na tę propozycję i zaraz koło niego, pełno służby na jego kiwanie palcem było. Położył się na złotą kanapę pełen radości i uniesienia, z lubością przeciągnął... dopóki, dopóki nie spostrzegł, że nad nim wisi miecz zawieszony na jednym końskim włosie. W jednym momencie mu się odwidziało i luksusów, i świateł, i władzy już nie chciał. 

Zrozumiał, że w życiu Dionizosa tak lukratywnym, wspaniałym, pełnym władzy, też są niebezpieczeństwa, lęki, niepokoje, groźby nieznane, takie same, a może i większe niż w jego.

NAD KAŻDYM Z NAS 

Wisi jak miecz Damoklesa: kredyt w banku, niegodziwy mąż, egzamin nad uczniem, operacja na na sercu, wizja nawrotu choroby czy zbliżającej się śmierci, chociaż na niebie świeci słońce. A to słońce niezależnie co się w życiu pojedynczego człowieka zdarza, zawsze tak samo świecić będzie nadal. Sąsiad będzie się kłócił z żoną, rano do piekarni chleb przywiozą, jak zwykle przyjedzie śmieciarka, ktoś jeden się urodzi, a drugi umrze, ktoś wygra tym razem choć poprzednio stracił, albo na odwrót. To normalne. 

NIE MA CO ZAZDROŚCIĆ INNYM

I idealizować ich życia, odczuwając poczucie krzywdy, że się ma gorzej. Bo tak nie jest. Wszyscy mają jakieś problemy. Wszyscy. Nad każdym z nas wisi przysłowiowy miecz Damoklesa. Nad każdym inny, i na cieńszym lub grubszym włosie, ale wisi na pewno.

CO UCZYNIĆ, BY NIE PIELĘGNOWAĆ

Poczucia, że jesteśmy tymi gorszymi, nieszczęśnikami, nieudacznikami?  

1. Skupić się na swoich zaletach, na swoich mocnych stronach i te eksponować. Rozwijać się i mieć pasje i mało czasu na myślenie w kategoriach, że teraz to tylko gorzej być może.

2. Nie porównywać się z innymi, bo zawsze znajdzie się ktoś mądrzejszy, ładniejszy, bogatszy, lepiej ustawiony. Skupiać na sobie i tym co dla nas jest dobre.

3. Nie oczekiwać zbyt wiele, być zadowolonym z małych rzeczy, wtedy uzbiera się całkiem duże szczęście.

4. Nauczyć się być asertywnym i umieć powiedzieć NIE. Bo  NIE, to może być całe zdanie. Nie musimy się tłumaczyć nikomu ze swojego życia, ani słuchać innych ocen. Tym samym też samemu nie oceniać

5. Niezadowolenie z życia, marazm nie może by stylem naszego życia i pasją. To powinniśmy sobie uzmysłowić póki jest jeszcze czas. 

MOJA BABCIA PRAWIŁA

Nie srebro, nie złoto, nie młodość, uroda lecz to co masz w sercu i głowie, to najmocniej przy życiu trzyma. A każdy i bogaty, biedny, chromy i urodny, młody czy stary - każdy ma swój krzyż, który musi nieść. I czasami tego nie widać. Ale tak jest.

ZADAJEMY SOBIE PYTANIE

Gdy zachorujemy, gdy stracimy majątek, najbliżsi nasi odeszli, ukochany zdradził, jesteśmy samotni, niezrozumiani  - dlaczego nas to spotyka? Inni, jakaś Zosia, jakiś Staś to mają lepiej - Zosi mąż nie zdradza, a Staś taki zdrowy chłop - zazdrośnie stwierdzamy. Nie wiesz, może Zosia jest chora i nie może z bólu w nocy spać, choć taka elegancka wychodzi co rano do pracy. A Staś, to może i zdrowy jest, ale w pracy ma kłopoty, a kredyt frankowy musi spłacać za dom. Za moment, za chwilę też coś dotknąć ich może, tyle, że przesunięte to w czasie, a i teraz mają nie tak, jakby to sobie wymarzyli oboje.

NIE CHCĘ BYĆ NA MIEJSCU

Niczyim, ani na miejscu bogatej znajomej, ani pięknej sąsiadki, czy wybitnej profesorki... doceniam swoje miejsce w życiu. Takie mam... z problemami i radościami. Takie kocham.

Zawsze mogłoby być gorzej :-)))






Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger