13:24:00

SENS ŻYCIA - ja się nie użalam, muszę się wygadać ;-)

SENS ŻYCIA - ja się nie użalam, muszę się wygadać ;-)


ZASTANOWIENIE O ŚWICIE

Leżę w łóżku, zza firanki przedziera się słonko wczesne - poranne. Narzucam kołdrę na głowę. Nie chcę słonka, jeszcze ruszać się w ogóle... nie chcę. Obrażona jestem. A raczej przerażona? Ze strachu, że jak się podniosę, to ciężar mojego myślenia znowu zawróci mi w głowie, a ta znowu zacznie boleć. Najpierw stopniowo, pomalutku, nawet nieśmiało, dając nadzieję, że dzisiaj będzie inaczej. I ja się na to nabieram i wstaję, wdzięcznie dziękując, że znowu na swoim koncie odnotowuję sukcesik - obudziłam się i żyję. Lecz jaki sens to moje życie ma, jeśli nie mogę wykorzystać go do cna? A nie mogę, bo mój ból jest jak rzep bardzo wysokiej jakości, który przywarł do mnie. Rozgościł się na dobre i nie ma dla niego mocnego, co by zabrał jego. Jaki sens ma moje życie, kiedy nie mogę robić tego co chcę, pomóc też nie mogę nikomu, bo sama jestem w tym bagnie niemocy i nawet sił już krzyczeć nie mam: chcę jeszcze coś uczynić, co pozostawiłoby ślad, że tu byłam i coś czyniłam. A tak? Nic! Toczę się jakoś bez powodu, innym tylko dostarczam zawodu. Choć oczywiście zaprzeczają temu ;-) każdego dnia. Wyczuwam już zmęczenie z ich strony... dzisiaj ja, to nie ta sama ja. Żyję i jakoś dotrwać muszę do końca, choć chciałabym to uczynić na swoich zasadach ;-) Obawiam się jednak, że będzie zupełnie inaczej. Myśli kłębią się na różne sposoby. 

Tak dywagując pod tą kołdrą przysłonięta, odważam się jednak i jedną nogę wyciągam, potem drugą głowę potarganą odsłaniam i całość sadzam na łóżku. Super. Progres jest :-))

Rozglądam po pokoju, a raczej omiatam wzrokiem kolejne sprzęty, obrazy na ścianach i kwiaty gdzieniegdzie, stolik zawalony lekami, tu szklanka z niedopitą herbatą, tu jabłko nadgryzione, otwarte pióro wieczne i zamazana atramentem kartka... ależ bałagan. Nasłuchuję radia, które zawsze o tej samej porze włączam będąc w śnie najgłębszym... nasłuchuję, jaki to dzień, co znowu na świecie się zdarzyło i w kraju, który tak bardzo mnie rozczarował. Ale cóż... nie opuszczę go, tylko dlatego, że zwariował. Z domu wyniosłam troskę, by nie zostawiać nikogo w potrzebie. Teraz ja sama jestem na rozdrożu... walczę o siebie różnymi metodami. Spotykam się z ludźmi (specjalistami medycznymi) i oni (nie wszyscy na szczęście ;-)) ku memu kolejnemu rozczarowaniu, mają mi to za złe (?) albo nie chce im się, albo mają mnóstwo innych zajęć plus to, że nie wiedzą być może... jak mogą mi pomóc, bym mogła jeszcze coś dobrego uczynić na tej ziemi, skoro jeszcze pobieram na niej tlen ;-) Szukam wzrokiem pilota. Naciskam czerwony przycisk.

WŁĄCZAM TELEWIZOR 

Spoglądam na wyciągniętą rękę trzymającą pilota, która wygląda jak nierównomiernie rozłożona wata cukrowa na krzywym patyku ;-) Nie ma to jak podnieść się od rana na duchu ;-) Dobra. Chowam pod kołdrę. Zapominam ;-)

Włączam telewizor i wpadam na reklamę "Planuję długie życie, więc to i to..." Ale traf :-) Ja też planowałam długie życie i dalej planuję... mam chęć niepoddawania się. Choć nikt mi tego nie ułatwia, jak obiecują reklamy. Sama czuję, że jestem potrzebna. Może nie tak jak inni, Ci z pierwszych stron gazet. Ale dla swoich najbliższych, którzy każdego dnia mi udowadniają, że tak jest. Choć moje odczucia, zwłaszcza te z pozycji horyzontalnej... są daleko inne. Że więcej ze mną kłopotów niż przyjemności... jeszcze bardziej ciągną mnie w dół, a raczej wpychają do łóżka i potęgują smutek, że nie jestem już taka, jak niedawno jeszcze :-(  Tak naprawdę to nie mam wielkich wymagań... pragnę by mnie nie bolało. Bym nie czuła, że mam narządy jakiekolwiek, bym skupiona mogła być na tym, że zima tak piękna, że naprzeciwko mieszka piesek Fiona, który mnie bardzo polubił. Że mam wokół kilka osób, które potrzebują rozmowy ze mną i brakuje im mojego poczucia humoru, mojej chętki do wygłupów, mojego wsparcia, wysłuchania. Ech...

JA TO WIEM, A JEDNAK...

Noszę w sobie cierpienie, którego na zewnątrz nie widać. Bo ja cierpię w swoich czterech ścianach. Gdy wychodzę, nawet gdy przez moją głowę przechodzi metalowa szprycha, która obraca się wkoło, to ja zęby zagryzam. Teraz to łatwo wychodzi, bo maseczka te usta zakrywa ;-) A smutek w oczach zakrywam okularami. Jeszcze do tego zaparowanymi :-)) Odwalona jak do kościoła, nie zapominam wszystkiego do siebie dopasować, tak by sprawić wrażenie... och jaka ona elegancka, ona to szczęściara jest urodzona... Nigdy nie lubiłam obnosić się ze smutkiem. Jak powtarzała Babcia moja kochana... "po co ludzi cieszyć, że Ci gorzej coś idzie. Zawsze chodź z wysoko podniesioną głową". Co by nie powiedzieć, to jestem  szczęściara (są tacy co z pewnością mają gorzej). Mnie niczego nie brakuje, wszystkiego mam wręcz za dużo :-) No i tego bólu też  dużo, och... o wiele za dużo, choć wielką granicę mam tolerancji. Mam mu za złe, że tak ogranicza mnie. A ja człowiek czynu jestem... No, ale cóż ;-) Poza tym, to wszystko dobrze jest. Moje cierpienie nie ma smaku, nie ma zapachu, barwy, nie da się go opowiedzieć. To tylko ciężar, który w każdej mojej komórce ciąży. Przychodzi ten moment (przewiduję, że każdy tak ma), kiedy nie można się pozbierać, a najbliżsi Ci mówią, że to przejdzie, będzie dobrze, że już jutro świat się odmieni. I tak czekam... jeden dzień, drugi, trzeci... sto szósty...  następny, mijają miesiące... i jest coraz gorzej. Hmm? Zastanawiam się. Wyłapuję te najlepsze chwile, naciągam na sznureczek, i? I on ciągle za krótki jest bym włożyła go na szyję i z radości zatańczyła, że nie jest tak źle, że będzie znów dobrze. Inaczej, ale dobrze :-)

NISZCZY MNIE...

Niszczy mnie to udawanie, ta wiara, że wszystko będzie dobrze... gdy ja czuję, że jest inaczej. Czasem płaczę, ale nie wszystko da się wyrazić płaczem... chyba tylko rozpacz z bezsilności. Przeszłam przez swoje życie przez wiele smutków. Wyciągałam też innych z tych bagien niemożności, niewiary. Teraz jest inaczej, czuję, że tonę, ale ciągle mam nadzieję, że wypłynę na wierzch... że jakoś ten ból wypielę, że odbiję się od dna. Tylko, że przychodzi wieczór, albo ranek, bo to nigdy nie wiadomo, kiedy śruba zacznie metalowa w moim organizmie znów harce urządzać.... i kolejny raz czuję się jak topielec, który nie może złapać tchu, stopami dotyka dna. Oooo... udało się odbić... uff...

TO NIEPRAWDA

To nieprawda, że cierpienie kształtuje i wzmacnia ludzi. Cierpienie zmienia ich osobowość, odstręcza od innych, zmienia odbieranie świata. Z entuzjasty, pasjonata, optymisty stajesz się obojętny. Jest Ci  wszystko jedno. A obojętność, to jest poddanie się. Człowiek, który nie stawia czoła cierpieniu, taki człowiek poddaje się, nie akceptuje swojego życia. W końcu ucieka przed nim. Dolegliwości psychiczne przy bólu, to dodatkowe udręczenie.  Ich intensywność niekiedy jest tak wielka, że łączy się i przeradza w  dodatkowe dolegliwości  fizyczne. Koło się zamyka. Jeśli chce się jeszcze żyć, trzeba je otworzyć. Do tego potrzebna jest motywacja. To mogą zrobić najbliżsi ludzie i wydobycie z siebie energii własnej. To trudne, ale nie niemożliwe.

JEST WSKAZÓWKA

Mój smutek i cierpienie daje mi sygnał, jest informacją dla mnie, że muszę podjąć decyzję... walczyć czy umierać? Walczyć wbrew całej "armii" ludzi, dla których Covid jest tylko ważny i tylko młodzi, i piękni ludzie? Czy poddać się walkowerem?

Dla nikogo nie jestem tak ważna, jak ważna jestem sama dla siebie. Nie mogę też zawieść bliskich mi ludzi :-), a innym chętnie dać przy okazji prztyczka w nos ;-) Dlatego pokonam te mury ignorancji, braku empatii, obojętności i lekceważenia, i???  Będę walczyć, puszczając mimo uszu nieprzyjemne uwagi, ironiczne spojrzenia... pokonując obojętność. Spokojne zasypianie, odłożę na później ;-) 

KTO JAK NIE JA :-))))

Osiągnie zwycięstwo i sprzęgnie relację mojego ciała z moim umysłem tak, że uzyskam równowagę i  ona pozwoli mi pokonać mój BÓL. Po takim doświadczeniu, stworzę na nowo swój świat, odnowię i wzmocnię obszary, które dają mi szczęście. Odkryję nowe źródła radości i nigdy już nie będę udawać radości, skrywając pod nią smutek. Bo smutek też może być optymistyczną inspiracją. Tylko trzeba go wytłumaczyć. Umieć go przedstawić i nie bać się otwarcie o nim mówić. Mam wolę życia i będę jej bronić. Nikt mi jej nie zabierze, tak jak mojej godności - przyrodzonej, niezbywalnej, nienaruszalnej.

SENS ŻYCIA

Sens życia, to zagadka. Każdemu życie daje co innego. Ale prawda jest taka, że życie daje nam tyle, ile potrafimy z niego wziąć. Jest w naszych rękach. To największy dar losu, który bez względu na okoliczności trzeba doceniać i brać z niego z wielką odwagą jak najwięcej. Gdy przychodzi ból i nieszczęście, to jest ten moment żebyśmy się przyjrzeli własnemu życiu, zastanowili, co możemy jeszcze zrobić by zatrzymać je jak najdłużej. Do tego w ten sposób, żeby nas zadowalało, bez względu na okoliczności. "Celem nie jest żyć wiecznie, lecz zostawić zostawić coś, stworzyć, co będzie żyło wiecznie". Czuję, że moje ma sens. Każdy ma prawo do słabości. Słabość wbrew pozorom może być trampoliną do odbicia się w dobrą stronę. Ja to wiem!





20:48:00

Czyżbym stawała się dresiarą? ;)

Czyżbym stawała się dresiarą? ;)

W ostatnim poście dotyczącym ubrań z Femme Luxe odgrażałam Wam się, że to jeszcze nie koniec mojej przygody z dresami pochodzącymi z tej strony. Tak jak zapowiadałam... tak też zrobiłam i przy najbliższej okazji w nowe zestawy dresowe (możliwe do znalezienia np. w zakładce loungewear, knited loungewear, ribbed loungewear i ladies loungewear) się zaopatrzyłam :) W dodatku... jeszcze bardziej udane niż te poprzednie... tylko z rozmiarem coś nie wycelowałam :)

Femme Luxe to strona / marka, z której produktami trzeba uważać... jeśli chodzi o ich rozmiary - warto zaglądać do tabeli rozmiarów i pamiętać, że rozmiar rozmiarowi (w przypadku np. sukienek i dresów) nierówny ;) Na przykład jeśli zdecydujecie się zamówić jeden z oversizowych zestawów dresowych... warto wybrać mniejszy rozmiar niż ten, który nosicie na co dzień. Z własnego doświadczenia wiem, że wybór "swojego" rozmiaru skończył się tym, że mimo wszelkich kwestii dotyczących ubrań oversize... te okazały się za duże, nawet mając na uwadze ten fakt ;) Bogatsza o tę wiedzę... następnym razem będę składała bardziej udane (pod moim kątem) zamówienia ;) 

W dresach Femme Luxe bardzo podoba mi się to, że są dobre jakościowo i niezwykle mięciutkie. W ich składzie możemy znaleźć aż 65% bawełny... co w moim odczuciu jak na tego typu ubrania - stanowi dość duży procent :) 

Ale koniec tych wstępniaków... przejdźmy do konkretów i dresów oglądania :) 



Czarny zestaw dresowy oversize / Black Oversized Front Pocket Pullover Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Alexia - bardzo wygodna bluza z kapturem i dużą kieszenią oraz spodnie typu joggers (na stronie znajdziemy również np. różowe / pink joggers), z kieszeniami oraz swego rodzaju mankietami na dole :) Spodnie posiadają wysoki stan, więc nie ma problemu, żeby zmieścić w nie nawet najbardziej oporny brzuszek... ;) Całość jest naprawdę oversize - żałuję, że nie zamówiłam mniejszego rozmiaru, bo ten zestaw jest naprawdę świetny. Bardzo wygodny, dobry jakościowo, gdyby był rozmiar mniejszy... bez żadnych skrupułów paradowałabym w nim po ulicy ;) A tak... pozostaje mi cieszyć się nim w domowych pieleszach :) Bardzo go lubię i często noszę :) 



Zestaw dresowy oversize w kolorze kamienia / cappuccino? / Stone Oversized Front Pocket Pullover Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Alexia - ten sam zestaw co powyżej, z tym, że w kolorze cappuccino (?). Przepiękny kolor! Dres poszedł dalej w świat, ponieważ szkoda mi tak pięknego zestawu po domu, a i ten okazał się za duży. W miarę możliwości zamówię jednak jeszcze jeden taki sam - z tym, że w mniejszym rozmiarze. Kolor mnie do tego zdecydowanie zachęca! 



Szary zestaw dresowy oversize / Grey Oversized Crew Neck Sweatshirt Cuffed Joggers Loungewear Set - Averi - oj zaszalałam z tymi kompletami oversize... ;) Jak poprzednie dwa i ten mógłby być w moim przypadku co najmniej rozmiar mniejszy :) Ten delikatnie odstaje od dwóch poprzednich (jest też na stronie tańszy), ponieważ jest po prostu inny. Bluza nie posiada kieszeni ani kaptura, które tak mnie ujęły w poprzednim modelu. Jej plus stanowi za to okrągły dekolt. Spodnie mają wysoki stan, mankiety i kieszenie :) Taki dresik prezentuje się mniej wyjściowo, ale nadal jest bardzo wygodny i zdecydowanie niejednej osobie się spodoba. Mi się podoba!


Czarny zestaw dresowy oversize / Black Oversized Crew Neck Sweatshirt Cuffed Joggers Loungewear Set - Averi - ten sam zestaw co powyżej, oczywiście z rozmiarem podobna historia. Co tu dużo dodawać... czarny, klasyczny, bardzo wygodny i dobry jakościowo :) 

Dresy z Femme Luxe zdominowały tę kategorię ubrań w mojej szafie - i nie żałuję :) Dobra jakość, wygoda... fajnie chodzić nawet po domu nie tyle w wyciągniętych legginsach, co mniej lub bardziej eleganckich dresikach :) Femme Luxe w ten sposób moje pragnienia dotyczące stroju domowego  (dostępnego np. w dziale knitted co-ord) zaspokaja :) Choć nie powiem... ich sukienki, np. te seksownie opinające ciało / bodycon dresses oraz body/black bodysuit także bardzo lubię, jednak przy kolejnym zamówieniu... zostanę chyba wierna dresom ;) Taka dresiara lekka się ze mnie robi ;) 

16:58:00

CIERPIENIE ILONY

CIERPIENIE ILONY

ILONA

Ilona korpulentna kobieta po pięćdziesiątce. Niewysoka, ale za to z dużym  biustem i serdecznym uśmiechem jakby przyklejonym do twarzy. Od jakiegoś czasu Ilona jest smutna. Co miesiąc, z regularnością miesiączki (której już nie ma) przychodzi do niej, powraca temat zdrady jej męża sprzed lat. Patrzy na kartkę z kalendarza, 19-ty, kolejny 19-ty. To już 5 lat jak Jurek jej ukochany zostawił ją dla młodszej kobiety. Nic tego nie zapowiadało. Jurek zarabiał pieniądze, a ona zrezygnowała z marnej pensyjki w szkole i zajęła się dziećmi, ogromnym domem i ogrodem. Wszędzie razem poza tym bywali. Jako dobre, zgodne małżeństwo byli odbierani. Bajka po prostu.

CO SIĘ STAŁO?

Dbała o Jureczka swojego, koszule prasowała, smakołyki gotowała, o dzieci troskliwie dbała. Sama też siebie nie zaniedbywała. Umiała trafnie swą kobiecość podkreślić, stąd budziła pożądliwe spojrzenia innych mężczyzn. Ale Ilona na nie nie zważała. Swojego Jurka do bólu kochała. I bez niego, swoich dzieci i tego domu, w którym ta ich miłość się rozwijała - nie wyobrażała  sobie życia. A tego 19-go, to piątek był. Jurek spakował walizkę. Stanął w drzwiach i powiedział, że odchodzi do innej kobiety, bo jej - Ilony nie kocha już. Ma nadzieję, że ona to zrozumie, że chce inaczej żyć, że od życia trzeba brać jak najwięcej i on to właśnie czyni. Jej też doradza zakochanie się na nowo, w końcu dzieci już dorosłe, to ostatnia szansa, żeby zacząć nowy cudowny początek.................................. Odwrócił się i wyszedł. Jeszcze przez ramię jej bąknął, że nie ma się martwić o kasę, bo on jej będzie przelewał godne pieniążki.

OD TEGO CZASU

Ten obraz nie opuszcza głowy Ilony. Roztrząsa go na wszystkie sposoby. Nie umie sobie z tą swoją samotnością, wywołaną odrzuceniem bezwzględnym poradzić. Pozornie żyła, funkcjonowała normalnie, ale w jej oczach nie było iskierek, a uśmiech był blady. Wszystko co robiła, było automatyczne. Już łąka kwiatów na ogrodzie jej nie cieszyła, a zimą śnieg na dróżce do domu, nie robił wrażenia. Po prostu nie wychodziła z niego. Czuła się słaba i bezsilna, wyczerpana. Były też lepsze dni, gdy ktoś zadzwonił, swoimi sprawami odwrócił uwagę od jej cierpienia. I to były te lepsze dni... wszystko jakby wracało do normy. Ale wystarczył drobiazg, wspomnienie, na kartkę z kalendarza spojrzenie i czuła jak pot ją zlewa, głowa zaczyna boleć i emocje powracały z ogromną siłą. Znowu to pytanie dręczące, dlaczego, co nie tak zrobiła, przecież tak się kochali, a przecież Jurek też jest stary, a ona nawet od niego młodsza.. Tylko, że on do jeszcze młodszej odszedł. Czy ta druga siemię lniane na jego wrzody żołądka mu parzy? Czy ona wie o tym, że oprócz grubego portfela oprócz tych wrzodów, ma jeszcze torbiele na nerkach, i powinien dużo pić i Urosept zażywać? Tak się zamartwiała.

POMIMO UPŁYWU CZASU

Nic się u Ilony nie zmieniało. Ciągle dręczyła się pytaniem czemu jej się tak zdarzyło. Do tego serce ją paliło, bo wiedziała, że jej Jurek ma się świetnie i dalej jest zakochany, tyle, że wiadomo iż nie w niej, tylko w tej młodszej. Cierpiała, ból swój lepiej pielęgnowała niż ogród, który kiedyś był oczkiem w jej głowie. Teraz tylko wspomnieniami podsycała w sobie poczucie krzywdy i złości. A ta świadomość, że jej mąż (ciągle mąż) ma się tak dobrze, w momencie gdy ona tak cierpi, że jest sama gdy on szczęśliwy w ramionach innej kobiety - dobijała ją... zabijała w niej chęć do życia. Dzieci ją odwiedzały i pocieszały, ale ona pragnęła swojego życia, a nie uczestnictwa w ich życiu. Choć to miłe było z ich strony, że wspierali ją jak bardzo mogli. Tyle, że nie bardzo mogli, bo ona ich od siebie odpychała i coraz bardziej w rozpaczy i żalu się pogrążała. Jakby to umartwianie miało coś zmienić, ułatwić, czy może dobić się chciała. Sama już siebie nie rozumiała. To odejście Jurka było jak wbicie zaostrzonego koła w jej ciało, a ona tym kołkiem niezmiennie poruszała, zamiast wyrwać ze swojego ciała. Nie potrafiła zapomnieć o przeszłości, odciąć się od niej. Nie chciała, nie umiała przejść do porządku dziennego nad faktem, że nie wróci, do tego co było. To się skończyło. Trzeba wyszarpnąć ten kołek z ciała, odrzucić daleko i cierpliwie czekać aż rana się zagoi. Ale nie czekać z przeżywaniem własnego życia. W innej opcji - bez Jurka.

TELEFON

Ilona zadzwoniła do mnie, płakała i o Jurku opowiadała. Z miłością, ze złością i nienawiścią jednocześnie. Przeklinała, płakała i śmiała się z boleścią. Jak mam żyć? Co zrobić mam? Przykro było jej słuchać. Długo rozmawiałyśmy raz, potem drugi i jeszcze kilka. Aż wreszcie Ilona była gotowa rozstać się z przeszłością, uwolnić od niej i otworzyć na siebie. Zrozumiała, że to kim była kiedyś będąc żoną Jurka nie może stawać jej na drodze do tego kim chce być dzisiaj, kim może być jutro. Doszło do niej, że powinna mu przebaczyć i pozwolić żyć jak chce, a wtedy ona sama, ma szansę jeszcze być szczęśliwa. Nie miała wpływu na decyzję Jurka, ale z pełną świadomością sama może dzisiaj zadecydować, co zrobić dla siebie. Tylko musi zaufać sobie. 

POKAŻ MU

Pokaż mu, że nie jesteś ofiarą, jesteś silniejsza niż on myśli i potrafisz żyć cudownie, zupełnie bez niego. Pomyśl ile rzeczy w życiu doświadczyłaś, ile potrafiłaś zrobić, ile przeciwności losu pokonać umiałaś, ile razy sobie i innym udowodniłaś, że jest w Tobie wielka siła przebaczenia i na jej fali Ty teraz będziesz sobie spokojnie żyć. Ale przedtem rozwiedź się z nim. Ureguluj z nim to, do czego się tak nie rwie za bardzo, jakby na wszelki wypadek chciał mieć możliwość powrotu. Zamknij te drzwi dla Jurka. Ty otwierasz się na nowe doznania. W końcu nie jesteś stara ;-)A nawet gdybyś kiedyś tak się poczuła, to  nie zapominaj, że ciągle jest w Tobie mała dziewczynka, Ilona z serdecznym uśmiechem na ustach, jakby przyklejonym :-)))





18:56:00

BABCIA - KTO TO? (tekst z Okazji Święta 21 stycznia)

BABCIA - KTO TO? (tekst z Okazji Święta 21 stycznia)


BABCIA - wyjaśnienie nazwy tytułowej ;-)

- Człowiek płci żeńskiej

- Rasa - każda

- Wiek - między trzydzieści parę a sto lat, a nawet więcej

- Kolor włosów i waga - ... kobiety zmienne są ;-)

- Wykształcenie - różne

- Doświadczenie - od przeżyć własnych zależne

- Zawód - jaki tylko można sobie wyobrazić, bo kobiety żadnej pracy się nie boją

- Zalety i wady - jak u każdej kobiety

- Zainteresowania - indywidualne

- Umiejętności nabyte i wrodzone - jak u każdego człowieka

- Różnica między kobietą Babcią, a kobietą "nie Babcią" jest taka jedynie, że ta pierwsza ma wnuki, a ta druga ich nie posiada ;-) Obie są kobietami, tylko kobieta Babcia ma wokół siebie dodatkowe osoby - dzieci swoich dzieci. I to zagadka cała, kto to jest Babcia... zazwyczaj kochana i bardzo pożądana. 

ROLA  BABCI

Najczęściej Babcia stanowi spoiwo całej wielopokoleniowej rodziny. Taka była moja Babcia Marianna, z którą udało mi się przeżyć 31 swoich lat. Babcia Anna odeszła gdy miałam niespełna 4 latka, ale dobrze ją pamiętam. O obu pisałam już w poprzednich latach, więc teraz nie będę się powtarzać (tutaj i tutaj). Babcia Marianna, zwana Marynią, była moją przyjaciółką. Miałam z nią niesamowitą relację głębokiego porozumienia. I dumna z tego byłam bardzo, bo to osoba wyjątkowa była, której cała rodzina bardzo się słuchała. Wszystkie ciotki dalsze i bliższe oraz ich dzieci, przyjaciele... wszyscy z wielkim szacunkiem do niej się odnosili i po porady przychodzili. W kwestiach przeróżnych. Zazdrosna byłam o moje kuzynki dwie i kuzynów dwóch, co to od synów Babci byli. Ale zupełnie niepotrzebnie, bo ja córka Stefki, córki Babci  - odczuwałam, że byłam wyróżniana, ale zawsze mi jakoś serce drgało, gdy Babcia do nich wyjeżdżała, a mnie na ten czas opuszczała. Dąsałam się wtedy bardzo, bardzo... Jej rola w kształtowaniu mnie była nieoceniona. Pokazywała mi tyle rzeczy, na tyle spraw zwracała uwagę, w tylu problemach pomagała i zawsze, zawsze była wyrozumiała. 

A JA? 

Jestem babcią czworga wnucząt... trzy dziewczyny i jeden chłopiec. Gdy najstarsza wnuczka Marysia przyszła na świat, to moja najmłodsza córka miała sześć lat. Byłam wdową, musiałam pracować i małym jeszcze, swoim dzieckiem się zajmować. Nie było specjalnie czasu na wykonywanie babcinej roli... przede wszystkim byłam samotną mamą... Potem jeszcze raz wyszłam za mąż. Układanie nowej rodziny dla mojej wówczas 9-letniej córeczki, też zabrało mi czas. A on mijał, mijał, mija ciągle... wprowadza zmiany. Teraz najmłodsza moja córka też będzie mieć córeczkę. Już ją nazwała. Będzie Dorotka :-)) To bardzo, bardzo wzruszające dla mnie, że moją imienniczką będzie.

Mam nadzieję, że gdy na świat zawita ta mała istotka, to ja, która nie mam już żadnych zobowiązań podobnych do tych z czasów gdy Marysia, Kubuś, Karolina, Liliana byli mali... będę mogła dać jej daleko więcej. Bardzo bym chciała. 

Zależy to jednak od stanu w jakim będę, bo chwilowo najbliższym bez przerwy moim towarzyszem jest Pan Ból, który jest zatwardziały cholernie. I nie pozwala mi na wiele, choć bardzo bym pragnęła, marzyła i sobie gorąco życzyła, by szlak go trafił i ten uwolnił mnie z uwięzi. Jeśli tak się zdarzy w co gorąco wierzę, to ja chętnie, nie wtrącając się zupełnie... w procedury rodzicielskie... pokażę, przekażę małej Dorotce, to co w duszy Starej Dorotce gra jeszcze.

Chciałabym by czuła, że jest kochana.

JAKĄ CHCIAŁABYM BYĆ DLA NIEJ BABCIĄ?

Taką, przy której będzie czuła się bezpiecznie. Pragnęłabym pokazać jej jak być wolnym człowiekiem nie przekraczając pewnych zasad i norm. Nauczyłabym ją śmiechu, poczucia humoru, miłości do natury, do książek czytania, pięknego rysowania... Być dla niej jak Babcia Marynia dla mnie była. Opowiedziałabym jej historie z mojego życia, uczuliła na to, by miała szacunek dla ludzi, wytłumaczyła jaką wartością jest przebaczenie i pogodzenie się z ludźmi... 

WIADOMO

Wiadomo, że najczęściej oczekiwania rodziców, dziecka, babci, różnią się od siebie. Wiem o tym z opowiadań innych rodziców, czy dziadków. Wiem jak było u mnie gdy ja mamą byłam, a moja mama babcią, a Babcia Marynia zdążyła jeszcze prababcią być dla moich dzieci. Niestety najmłodsza córka takiego szczęścia nie miała. Nie znała żadnej swojej babci, ani prababci tym bardziej. Umarły niestety. A tak bardzo jej, której tato zmarł przedwcześnie, tej babci brakowało. 

Tak więc z mianowania, babcią jej została - teściowa mojej starszej córki. Pokochały się bardzo, z wzajemnością zupełną. Babcia Róża jest z Alicją, a Alicja z Babcią w ciągłym kontakcie. I to radość dla obu jest wielka. Nie wtrącam się w ich relacje. Teraz Alicja, już dorosła kobieta dokonuje swoich wyborów i ocen. Wiem, że mogę na niej polegać, tak jak przybrana Babcia może też na niej polegać. Wynika to z tego, że wyniosłam z domu rodzinnego, ze swego doświadczenia, że najlepiej się dzieje wtedy, kiedy Babcia nie ingeruje w osobny byt rodzinny syna czy córki. To powinno być ciało doradcze, ale działające według wytycznych rodziców. Swoje dzieci babcia już miała i wtedy mogła się wykazać, a teraz powinna tylko wspomagać. I to wtedy, gdy jest o to poproszona wyraźnie. To rodzice pełnią kierowniczą rolę i narzucanie im swoich rozwiązań jest wielkim złem.

BABCIA TO CZŁOWIEK 

Kamienny spokój i brak wtrącania się. Cały ciężar opieki nad dziećmi powinien być położony na barkach rodziców. Babcia, to pogotowie w sytuacjach trudnych, a nie praca w pełnym wymiarze czasu pracy, bez urlopu, bez przyjemności. Babcia to człowiek, który ma swoje życie i to do jej życia powinno się towarzystwo dopasować, skoro zdecydowało się na dzieci, a nie odwrotnie. Babcia ma prawo do dysponowania swoim czasem i ma prawo do swojej osobistej aktywności czy to fizycznej czy intelektualnej, towarzyskiej i tak dalej.

Jeśli babcia zechce, a rodzice się zgodzą, to może i to i tamto. I gdy rodzice zechcą, a babcia się zgodzi, to może i to i tamto. Nie inaczej. 

Najlepiej by babcia dbała o siebie, by jak najdłużej mogła przytulać, pocieszać swe wnuki, podziwiać kiedy trzeba... Cały czas powinna się rozwijać by nadążyć, na bieżąco być ze współczesnym światem i swą wiedzą, doświadczeniem obronić przed złymi okolicznościami. Nie chcę być babcią, która indoktrynuje, wszystko wie najlepiej. Chcę być babcią godną zaufania, która jednocześnie jest barwnym motylem i wesołą wróżką, która pięknie maluje i pokazuje co piękne, ostrzega przed tym co ohydne... kocha miłością bezwarunkową, ale nie ograniczającą, nie narzucającą się. 

ŻYCZENIA

Wszystkim Babciom życzę, by będąc babciami nie zapominały o sobie, dbały o swoje zdrowie by dzieci ich dzieci jak najdłużej mogły brać z nich to co dobre, a to co złe wziąć za przykład, aby w swoim życiu błędów Babci nie powtarzać :-)))




17:41:00

W Nowy Rok z sukienkami :)

W Nowy Rok z sukienkami :)
 

Opowiadałam Wam już nieraz o zestawach dresowych / loungewear z Femme Luxe, które świetnie się u mnie sprawdzają - nie tylko jako strój po domu, ale także outfit, w którym mogę szybko wylecieć po zakupy :) Jednak... nie tylko w dresach / lounge set człowiek paraduje, więc postanowiłam zaopatrzyć siebie i córkę w kilka sukienek :) Jedną z nich już widziałyście wcześniej, ale to krój... którym uwielbiam obdarowywać koleżanki :) 

W moim zamówieniu znalazły się jednak również nowości :) Jak wiecie dostaję te ubrania w ramach współpracy blogowej, ale nie wpływa to na moją opinię na ich temat - zresztą o wpadkach jak dużo mniejsza jest sukienka niż głosi rozmiar, wycięta metka itd... także zawsze Wam opowiadam :) 


Beżowa sukienka na jedno ramię / Beige One Shoulder Ruched Slinky Midi Dress - Savannah - marszczona sukienka midi na jedno ramię, w kolorze beżowym... w sumie to taki kolor cappuchino. Naprawdę piękny! Fakt, że sukienka posiada tylko jeden długi rękaw sprawia, że szczególnie korzystnie będą w niej wyglądały kobiety z ładnymi ramionami. Sięga za kolano, jest obcisła, jednak marszczenie na dole sprawia, że nie uwypukla ewentualnych fałdek. Klasyczna, piękna, przewiązywana w talii paskiem... uwielbiam ten kolor :) 


Biała (a raczej śmietankowa) sukienka na jedno ramię / White Belted One Shoulder Jumpsuit - Evelyn - siostra bliźniaczka sukienki powyżej i historia z nią jest podobna :) Z tym, że... mimo, że opis na stronie głosi, że to kolor biały - ja nazwałabym ją sukienką w kolorze śmietankowym lub złamanej bieli :) 


Klasyka już u mnie, czyli opinająca sukienka z bufiastymi rękawami, w kolorze khaki / Khaki Belted Bodycon Midi Dress - Angelica - piękny krój, długość za kolano, bufiaste rękawy, które ukryją niedoskonałości wymiarowe ręce, (tę akurat moim zdaniem warto zamawiać jeden dwa rozmiary większą - szczególnie czynić tak powinny panie z obfitszymi biustami :)) To co bardzo mi się w niej podoba to to, że możemy ją opuścić w celu odsłonięcia ramion... a te nawet panie z największymi w obwodzie rękoma - mogą mieć piękne i zgrabne. Klasyka i seksapil w jednym. Naprawdę fantastyczny krój, z paskiem w talii :) 

Czarna obcisła sukienka na ramiączkach / Black Ruched Midi Bodycon Dress - Taylor - klasyczna czarna sukienka na ramiączkach, z marszczeniami. I tutaj mamy długość za kolano - czyli moim zdaniem najlepszą :) Świetnie sprawdzi się szczególnie u fanek czarnych sukienek - na randkę, czy eleganckie wyjście - jak znalazł!


W tym zamówieniu za serce najbardziej łapie mnie obcisła sukienka na ramiączkach w kolorze wina / Wine Ruched Midi Bodycon Dress - Taylor - jestem zakochana w tym kolorze, takiej barwie,  swego rodzaju eksluzywności. 

Bardzo lubię materiały sukienek Femme Luxe, oczywiście nie należą one do najbardziej przewiewnych - pod tym względem mam wrażenie, że dresy / loungewear set, które mają w składzie w większości bawełnę - wypadają o wiele lepiej :) Nie mniej... są to wygodne, eleganckie sukienki, występujące w krojach, z którymi stacjonarnie niestety nie mamy do czynienia... a jeśli mamy to w niebotycznie wysokich cenach - a ja nie ukrywam - nie należę do osób, które kupią sukienkę z bufiastymi rękawami za 300 lub więcej złotych :) 

Z zamówienia jak widzicie jestem bardzo zadowolona, zauważyłam także, że w ofercie sklepu pojawiły się nowe dresy... oj, czuję, że tzw. półka dresowa w mojej szafie już niebawem się powiększy ;) 

18:46:00

JESTEM WKU.....A

JESTEM  WKU.....A

JESTEM WKU.....A! 

Zaczęłam prowadzić tę stronę internetową 1 maja 2016 roku i założyłam sobie, że jako osoba pełna energii, pozytywnego nastawienia do życia, pełna radości i uśmiechu, opisując nawet najgorsze sytuacje, pokażę, że z każdej można jednak uszczknąć coś dobrego...

Ale dzisiaj JESTEM WKU.....A. Bardzo! Przelała mi się czara goryczy (nie opiszę tu nawet paru sytuacji, które doprowadziły mnie do takiego stanu, bo szkoda czasu i nerwów). 

POWIEM  TYLE:

Dosyć mam! - niekompetencji, braku empatii, irytacji, nienawistnej mowy, wywyższających się ludzi, skostniałych procedur, systemu, biurokracji, pychy, jadu, hipokryzji, pogardy instytucjonalnej, obojętności urzędniczej, chamstwa, brutalności, głupoty, zazdrości, zawiści... wypraszania wszystkiego, niskiego kłaniania, wydrapywania czegoś danego, oczywistego - w większości od Nikodemów Dyzmów...  Może jeszcze powinnam przeprosić, że żyję (a dla mnie to jest istotne)? A ja tu przeszkadzam w pracy ludziom, którzy otrzymują  wynagrodzenie za pracę, którą mają świadczyć między innymi dla mnie? O ja niedobra, zamiast umrzeć przed terminem roszczę sobie jakieś prawa i mam wymagania. Ja, drobny kamyczek jestem przeszkadzającym głazem w pracy ludzi, dla których liczą się tylko formularze. Oni chcą mieć spokój i w papierach poukładane zgodnie. W końcu jest pandemia ;-(  Nawet online, to już za dużo... wyłączony telefon najlepiej... . Nie ja, to przyjdą inni myślą tak sobie - zapominają, co niektórzy, że wszyscy jesteśmy wymienni. Uff... zrobiło się nieprzyjemnie.

I DLATEGO

Poprzestanę dzisiaj na tym, że JESTEM  WKU..... A (i tak za wiele napisałam, goryczy wylałam).

Mimo wszystko, jestem pełna nadziei, że będzie dobrze i pięknie jeszcze. Wszyscy chcemy, żeby to był dobry rok. Żeby tak było, to zacznijmy od siebie i bądźmy dobrymi, życzliwymi ludźmi... . To  działania ludzi układają wszystko wokół. Ze względu na to, że mamy nad kimś przewagę np. z tytułu wykonywanego zawodu, to nie znaczy, że jesteśmy lepsi, że jesteśmy bogami. Nie jesteśmy! Pamiętajmy też  - karma wraca!

CZASEM lepiej mądrze milczeć niż głupio gadać! Dlatego skończę już!

UPRZEDZAM  JEDNAK!

Jestem podmiotem, nie przedmiotem.

Dlatego tak łatwo się nie poddam. A jak bardziej jeszcze się wku...ę, to? Przestanę być miła, delikatna. Z detalami wszystko o "niktach" opiszę. W końcu żyje się raz! Też mam jedno życie i nie pozwolę nikomu* lekceważyć tego daru. Jeszcze pokażę na co mnie stać! 

* nikomu - mam tu pewne dedykacje ;-) Mija oktawa Nowego Roku, więc nie będę temu *"nikomu" personalnie wypominać zaniedbań, prymitywizmu, żeby nie zakłócać dobrej energii Strony Starej Kobiety :-))) i dać szansę rzeszy "niktów". 





Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger