19:06:00

ALFABETY STAREJ KOBIETY... wszystko (prawie ;-)) o oczekiwaniu

ALFABETY STAREJ KOBIETY... wszystko (prawie ;-)) o oczekiwaniu

OCZEKIWANIE

Oczekiwanie... o tym koniecznie napisać muszę. Taka mi do głowy przyszła myśl, gdy ostatnio... kolejny raz doświadczyłam tego przeżycia, doświadczenia, jakim jest czekanie i z tym połączone oczekiwanie. Czyli połączenie czasu z niespodzianką. W tym przypadku, z góry przewidywaną ;-)  Początek był wtedy, gdy zadzwonił telefon krótko po północy. Wiedziałam już, jak to się mówi... co się święci. Moja najmłodsza wnuczka postanowiła zmienić swój dobrostan i z brzucha najmłodszej córki na świat pandemiczny się wydostać. Oooo... uff... wreszcie, nareszcie. W mojej głowie kłębić myśl się zaczęła, że o różnych oczekiwaniach i z tym związanych emocjami, napisać powinnam. To temat szeroki jak się wbrew oczekiwaniom... w miarę pisania okazało... w dodatku słów za mało, nawet czasami brakowało. Oczekiwanie na wiadome i niewiadome sytuacje - taka jest codzienność nasza. Są oczekiwania, których spełnienie jest kwestią czasu; cudu bez gwarancji, że się zdarzy; czekania na coś prawdopodobnego co jednak się nie przydarzy. Każde takie oczekiwanie ma zaletę taką, że nauczyć może nas wiele. Nie ma nic złego w oczekiwaniu na coś dobrego, pod warunkiem, że przygotowani jesteśmy na coś gorszego ;-) Tak więc bądźcie przygotowani, że alfabet będzie długi i może Was zanudzić ;-)  

A - AKCEPTACJA to wolność od oczekiwań. Pełny relaks stąd. Spokój i swoboda, bez presji, zadowalania kogoś. Dlatego lubię siebie, bo choć lata minęły to w środku wciąż jestem taka sama :-) Akceptuję to, że nie zawsze dostaję tyle, ile daję. Rozumiem, że nie każdy powinien sprostać moim wymaganiom. 

B  -  BURAK. Trudno oczekiwać by burak w pomidora się zamienił. A jednak, ja! Taka niby do przodu, taka wnikliwa. Na początku zakochując się w R. nie zauważyłam, że sandały na grube, włochate skarpety wkładał (?) i za R. wyszłam (ale wróciłam ;-)) Jednak to nie to, że tych skarpet nie zauważyłam. Teraz sądzę poniewczasie ;-) iż oczekiwałam, że przy mnie zmieni się. Tak się nie zdarzyło. Co innego spełniło... wcale nieoczekiwane przeze mnie było. Tak jest jak źle ulokuje się uczucia i czeka daremnie na zmianę, która nigdy nie nastąpi ;-)

C - CIERPIENIE. Cierpimy z różnych powodów. Też wtedy i to bardzo, gdy nie spełniają się nasze oczekiwania. To przyczyna naszej złości i braku radości. Nie twierdzę, że też mi się tak nie zdarzało, że zbyt wiele chciałam, zbyt dużo sobie wyobrażałam i? Cierpiałam. Wyciągnęłam wniosek taki, że codzienność wystarczające przynosi nam smutki. Po co je mnożyć z powodu niespełnionych, bo może nadmiernych oczekiwań ;-) w stosunku do siebie i ludzi.

D - DOROTA, to moje imię, a od 13-go kwietnia dłuższe ramię Starej Kobiety, w postaci wnuczki - a jakże, Dorotki. Oczekiwanie na nią było dla mnie radosną chwilą i męczarnią. To było jak piąty poród dla mnie. Bardzo osobiście przeżyłam te chwile będąc w stałym kontakcie z córką i zięciem. A w łóżku z psem ich, jednocześnie. On też miał swoje oczekiwania, że pan i pani do niego wrócą. Najpierw pan wrócił. Potem czekał na panią. A tu jeszcze czekała niespodzianka... pani wróciła... ale podwojona :-)) 

E - ENTUZJAZM - To nie przystawanie, nie oczekiwanie na cokolwiek dobrego. Tylko bieg. Cieszymy się tym co mamy. Dalej podążamy z pełnym poczuciem humoru, od porażki do porażki, bez przystanku i trzymanki. Wtedy osiągamy sukces ;-)

F - FRUSTRACJA wtedy w nas powstaje gdy oczekujemy zbyt wiele względem siebie... jak powinniśmy wyglądać, jak oddziaływać na innych, jakie mieć wykształcenie, jakich dokonać osiągnięć w życiu. A przecież nie wszyscy muszą mieć rozmiar S i majątek XXL. Nie każdy też powinien być lekarzem. Bo co z tego, że wszyscy lekarzami by byli? Śmieciarze też być powinni, by śmieci wywozili. Tak już poukładany jest świat, że każdy w nim miejsce swym znajdzie. I prawidłowo jest tak.

G - GRZECH. Grzechem jest czekanie na bardziej sprzyjające warunki, czy okoliczności i chwile odpowiednie. Takie czekanie może tylko zmęczyć i w późniejszym czasie, do działania wszelkiego zniechęcić. Szybka, lecz przemyślana decyzja pozwala by czasu nie tracić tylko życiem go wypełniać (patrz. G).

H - HARMONIA tak ważna w naszym życiu jest wtedy, gdy serce i pogląd na życie się równoważy. Czyli nadmierne oczekiwania nie burzą naszego spokoju, a zbyt mierne nie obniżają naszego życia poziomu. To świadomość oczekiwań. Trudne, bo musimy się pozbywać z naszego życia oczekiwań od innych osób.

I - IDEALNOŚĆ - Nikt i nic nie jest idealne. To idealne, stwierdzenie tylko jest. Czekając na idealny moment by coś uczynić dobrego np. wyrzucić z życia swego, partnera złego, zamiast w tym czasie szukać nowego - to jest oczekiwanie, które niepotrzebnie marnuje nam czas. Tak samo jak oczekiwanie na lepszą figurę, zamiast z obecną iść w tan ;-) Zawsze moment będzie nie ten, bo przy idealnej figurze pryszcz na nosie wyrośnie nam duży... a jak pryszcza nie będzie, to nie będzie z kim iść... i tak dalej i te de. Zawsze coś nieidealne jest, więc szkoda tracić czas na coś, co być może nigdy nie nastąpi :-) *Zauważyłam, że najszybciej starość dopada i smutek tych ludzi, którzy na coś cały czas czekają ;-)

J - JAK? Jak postępować by nie zniszczyć siebie, przez własne oczekiwania wobec siebie i innych wobec Ciebie?

Zmienić swoje nastawienie: 1. zwolnić - 2. wyluzować - 3. nauczyć się rozróżniać oczekiwania od bycia zależnym - 4. nie uzależniać swojego szczęścia od postępowania innych - 5. stawiać tylko sobie (sensowne) wymagania - 6. być tolerancyjną, być dobrej myśli (bo po co, być złej?) - 7. cieszyć się drobiazgami, nie traktować życia zbyt poważnie (i tak nie wyjdziemy z niego żywi) - 8.  zastąpmy słowo problem słowem wyzwanie do rozwiązania - 9. nie słuchać cudzych opinii - zaufać swojej intuicji. -10. zazdrosną krytykę zbywać i być wdzięczną za wszystko :-))

K - KOMUNIKACJA - Sposób w jaki komunikujemy swoje oczekiwania wobec innych mają ogromny wpływ na nasze życie. A wszystko jest komunikacją...  oprócz słów też mowa ciała, milczenie, wyraz oczu. Oczekiwania, które dla nas są jasne, np. wobec dzieci... dla nich niekoniecznie. Jeżeli oczekujemy prawdomówności od naszych dzieci, sami wykazujemy się też taką i w najdrobniejszej sprawie nie oszukujemy. Pokazywanie, a nie opowiadanie najlepiej wypełni nasze oczekiwanie, by mieć dobre relacje z dziećmi. 

L - LENISTWO. Lenistwo może być bardzo atrakcyjne. Ale nie możemy oczekiwać, że od lenienia się gdzieś się wzbijemy, coś osiągniemy. Wybór jednak do nas należy :-) Lenistwo to nie oczekiwanie tylko zostawienie wszystkiego na boku, bez zainteresowania żadnego.

Ł - Łzy napływają do oczu same, gdy oczekujemy, że coś złego się stanie, a moment gdy to złe na nas spada bywa gorszy niż samo czekanie. Ze łzami też czekamy na coś fantastycznego, a jeszcze większe łzy nam płyną, gdy to co nastąpi jest rozczarowaniem ;-)

M - MARZENIA. Jeśli potrafisz o czymś marzyć i z przekonaniem oczekujesz, że potrafisz tego dokonać - to można o Tobie powiedzieć, że masz silną osobowość.

N - NAPIĘCIE tworzy się w naszym mózgu właśnie od oczekiwań różnych, wewnętrznie czasem ze sobą niezgodnych. Taki konflikt to ból głowy, gdy jesteśmy sprzeczni sami z sobą.

O - OCZEKIWANIE na śmierć. Kiedyś babcia u schyłku swojego życia mi powiedziała, że już na nic nie czeka tylko na śmierć. I to była tragiczna dla mnie chwila. Zrozumiałam, że babcia moja umarła już w sobie, kiedy jeszcze żyła. Taka smutna była, z niczego się nie cieszyła. Na nic nie liczyła, bo zbyt chora była. Wtedy też pomyślałam, że oczekiwanie na śmierć jest straszniejsze niż ona sama. Że nie jest smutkiem to, że życie się tak szybko kończy, ale to, że oczekując na niewiadomo co, zwlekamy, tak długo, czekamy by je zacząć... Nie oczekiwać, tylko żyć musimy, tu i teraz. 

P - PRZESZKODY. Oczekiwanie, że same zejdą z drogi, wyzwania nie będą się pojawiać - jest błędne, nieracjonalne. Trzeba działać. Samo się nic nie zrobi.

R - RADOŚĆ z oczekiwania też może być. I ta jest zwykle zbyt mała. Po czasie rozumiemy jak była przez nas niedoceniana. Całe mnóstwo jest takich fantastycznych, cudownych chwil... na ukochanego, stanąć z nim na ślubnym kobiercu, potem dzieci z nim mieć... czekać na nie... na nowe w pracy rozdanie, co z awansem łączy się... na z przyjaciółką spotkanie... mnożyć idzie bez liku tych radosnych chwil. Miałam, mam ich całe tony, godziny, tygodnie, lata... 

S - SZCZĘŚCIEmieć szczęście, to nie znaczy, że wszystkie spełniły się nasze oczekiwania. Ono jest wtedy gdy mamy do życia odpowiednie nastawienie... dobre podejście mimo otaczającej rzeczywistości. Umiemy się cieszyć tak po prostu.

T - TĘSKNOTA to ten rodzaj oczekiwania, który może być torturą. Oczekiwanie na ten moment, kiedy wróci, stanie w drzwiach. Takie dziwne uczucie, kiedy z jednej strony usychasz i smutno Ci jest. Z drugiej uświadamiamy sobie jak ważna, bliska jest dla nas ta osoba... jak bardzo brakuje jej nam. Jak szalone, pełne męki jest oczekiwanie na człowieka, o którym wiesz, że do Ciebie nie wróci. Drogę tego oczekiwania wytycza Ci odległość między oknem i drzwiami, i przelotne spojrzenie w korytarzowe lustro ukazujące tą dręczącą tęsknotę w naszych oczach. 

U - UCZCIWOŚĆ. Oczekiwanie, że świat będzie traktował nas uczciwie i sprawiedliwie, a może jeszcze doceni... to jak oczekiwanie, że pozostawieni w klatce z głodnym lwem, ten nas nie zaatakuje, bo jest wegetarianinem.

W - WYOBRAŹNIA - Ta jest gorsza od czekania. Nasuwa przeraźliwe myśli. Jeśli nie zapanujemy nad nimi, ten czas oczekiwania może stać się koszmarem dla nas. Przykładem być może, oczekiwanie na własne lub bliskiej osoby wyzdrowienie. Przykłady też z innych aspektów życia można mnożyć.

Z - ZALEŻNOŚĆ. Wszystko w naszym życiu od czegoś zależy. Od tego co trzyma narzędzie zależy jak ono działać będzie. Oczekiwanie jest takie, żeby dobrze poszło i rezultatem (oczekiwanym) nas wynagrodziło. Jakże silne, kreatywne, pełne pozytywnej energii jest to oczekiwanie, takie sprzężone z umysłem i pracą.  

JEŚLI

Jeśli tym tekstem nie spełniłam Waszych oczekiwań, to nie gniewajcie się, nie obrażajcie - ja niczego nie obiecywałam. Raczej z góry nudę zapowiadałam ;-)))





11:16:00

PYTANIA I ODPOWIEDZI

PYTANIA I ODPOWIEDZI
a

PYTANIA I ODPOWIEDZI

Tymi się zajmę, co relacji między ludźmi dotyczą, a nie arytmetyki, znajomości biologii: bez pytań o zawartość powietrza i różnice między rybami a wielorybami. Pytaniami, które z codzienności, radości i trudności wynikają, bez ciekawości historii. Odpowiedziami ważnymi i błahymi, co wpływ na życie nasze mają.

ZACZYNAMY :-)

CODZIENNIE, NIEZMIENNIE

Codziennie, niezmiennie... czynię to od lat, kiedy pierwszy raz tak świadomie spojrzałam na świat. Co czynię? Pytam się. Na odpowiedzi czekam, prawdy dociekam. A dlaczego, a po co, a co, a kiedy, a skąd, a ile, a gdzie? Zastanawiam się jakie następne zadać pytanie, by dosadnie i głośno wybrzmiało, bym ja dziwić przestała się. Bym wreszcie zaspokojona była, że wszystko już wiem i odpocząć mogę sobie. Niczym nie martwić się, mieć zaufanie, że wszystko sprawiedliwie, odpowiednio, szczęśliwie biegnie sobie wzdłuż i wszerz. W związku z tym mogę oddać się zajęciom swym. A w mojej głowie myśli nie muszą już przeskakiwać, rywalizować między sobą, która to ważniejsza jest i jakie pytanie zadać ma, by zaniepokoić drugą, a trzecią wprowadzić w zakłopotanie. Tysiące myśli, pytań bez odpowiedzi i odpowiedzi bez pytań - to dopiero kołowrót.

ALE TO NIEPRAWDA

Nieprawda, że można przestać myśleć i przestać zadawać pytania, i spokój w ten sposób uzyskać. Chyba nie ma takiej osoby, która świata nie byłaby ciekawa. A przynajmniej obecnej rzeczywistości, dotyczą te pytania. A pytań jest więcej niż odpowiedzi. Choć zdarza się tak, że gdy rozmawiają dwie osoby i dwa pytania zadają, to odpowiedzi są trzy.

CZY WARTO WIĘC PYTAĆ? ;-)

Warto! I nie warto!

Czasem nieprzemyślane pytanie może nas zaskoczyć. Przekonałam się, że nie należy naiwnie sądzić, że wiedza jest dobrem sama w sobie.
Staram się pamiętać, że w każdej sytuacji trzeba na odpowiedź być przygotowaną. A prawda jest niby dobra, ale nie zawsze sprawia przyjemność, nie zawsze uspokaja. Czasem lepiej nie pytać, mieć swoją odpowiedź. Uniknąć w ten sposób dla siebie niewygodnych pytań, tym samym zadbać o atmosferę w otoczeniu. Jest to jednak krawędź, cienka krawędź dzieląca od hipokryzji, której nie znoszę. Muszę uważać.

NAJWIĘCEJ PYTAJĄ DZIECI 

W ten sposób się uczą, doświadczają. Te pytania końca nie mają.
-  Co to jest? - Duży głaz - Skąd się tu wziął? - Przytargał go wiatr - A skąd go przytargał? - Z tej wielkiej góry. - A dlaczego z niej? - Bo tak chciał. - A czemu chciał? - Bo taki kaprys miał - A czy wolno kaprysy mieć? - Niekoniecznie. Kaprysić to niegrzecznie. - To ten wiatr niegrzeczny był? - Natura  swobodna wiatru taka, że nie zawsze grzecznie wieje - To trzeba wychować go, by nie robił takich szkód? - Nie da się wychować wiatru. - To ja już nie rozumiem. - A ja odpowiadać nie umiem. :-))
Pytają też o uczucia bez wahania żadnego i odpowiadają na nie bez zastanowienia. :-) Czasem warto by brać przykład z nich.

JEŚLI

- Jeśli nie zapytamy kochanej osoby, dlaczego jest smutna, co dręczy ją, to nie dowiemy się - sami w tym smutku pogrążymy. A sytuacji nie wyjaśnimy i coraz niezręczniej będzie nam w niej.
- Jeśli sami nie zadamy sobie odpowiednich pytań, tylko skupimy się na jednej od kogoś odpowiedzi, to uzyskamy tylko jedną informację. Ta jedna informacja może być niewystarczająca, bez dalszego pytania pozbawiona sensu głębszego, a może w błąd nas wprowadzająca. Z drugiej strony, nie ma ostatecznych odpowiedzi, ile pytań byśmy nie zadali. W każdej z nich tkwi zawsze jakaś tajemnica. Lecz jeśli będziemy szukać własnych, tym cenniejsze będą dla nas. Im trudniejsze pytanie tym mocniejsze mózgu wysilanie, a co za tym idzie tym większy nasz rozwój i dalej, większa nasza pewność siebie.
- Jeśli chcemy dobrych relacji z innymi musimy pytać i odpowiadać. Nie unikać trudnych pytań i niezręcznych odpowiedzi - ważne by prawdziwe były. Wciąż jednak mieć na uwadze, co powyżej napisane ;-)

NAJSMUTNIEJSZE W NAS JEST TO:

że najważniejsze myśli, uczucia, emocje umykają przez ich niewypowiadanie. Niezadane pytanie i niewypowiedziana odpowiedź, wiele zła nam może wyrządzić. I to jeszcze, że np. mocno wierząc, że ktoś wróci, przebaczy, przeprosi... sami nic nie robimy, nie pytamy dlaczego? Nie wyjaśniamy skąd. Jesteśmy przerażeni, że nasze oczekiwanie z dnia na dzień, okazuje się pewnym fiaskiem. A gdybyśmy sami tak zapytali: dlaczego odszedłeś, dlaczego nie chcesz wrócić? Albo na postawione pytanie, wręcz bez jego zadawania, tylko myśli czytania - odpowiedzieli: byłem w złej kondycji, źle postąpiłem, bo to i to... ale wróciłem. Przebacz mi.
To byłaby jasna sytuacja i skróciłaby czas umysłowej mordęgi.

ODPOWIEDŹ PYTANIEM NA PYTANIE

To odpowiedź unikająca odpowiedzi, manipulatorska, gdy odpowiadający chce uniknąć odpowiedzi, zyskać na czasie, bo nie zna się na czymś... przez to jest ona niewygodna. Osoba chce wykręcić się, bo nie chce kłopotów, obawia się kontrpytania, chce uzyskać przewagę nad pytającym... względów jest i pobudek wiele. Według mnie to niegrzeczna co najmniej jest forma odpowiedzi. Taka zasłona dymna, żeby coś powiedzieć, niczego nie mówiąc. Pytanie w odpowiedzi; odpowiedź pytanie zadając, to jasny przekaz o lekceważeniu drugiej osoby. I nie ma takiego zakazu, by tak czynić, ale warto być choćby uprzejmym. Lecz bywa, że odpowiedź pytaniem na pytanie, ripostą (słabszą lub mocniejszą) być może. To jest ten wyjątek, który przyjmuję i akceptuję :-)

1. Dlaczego tylu ludzi popełnia samobójstwa? - A dlaczego tylu ich nie popełnia?
2. Dlaczego nie posprzątałaś?-  A Ty dlaczego tak późno wróciłeś?
3. Dlaczego znowu jedynkę z biologii zaliczyłeś? - A dlaczego Ty biologii się nie uczyłeś i tyle dzieci spłodziłeś?
4. Dlaczego ciągle mi wytykasz, że jestem gruby? - A dlaczego po nocach się obżerasz?
5. Ile ma pani w biodrach? - A co, chce mi pan kupić sukienkę?
6. Ile zarabiasz? - Chcesz żebym żyrowała Ci kredyt?
7. Kiedy będziecie mieli drugie dziecko? - A Wam w ogóle kiedyś pierwsze się urodzi?  
8. Jesteś niesamowitą kobietą, wiesz co mnie w Tobie zachwyca? - A myślisz, że mnie to interesuje?
i tak dalej itp.

A może nie zadawać pytań, by bajek nie wysłuchiwać? ;-)) A może nie dawać odpowiedzi, skoro się nie jest pytanym? ;-) Wszystko od nas zależy.





10:38:00

ALFABETY STAREJ KOBIETY - z dedykacją*

  ALFABETY STAREJ KOBIETY -  z dedykacją*

JAKI TO BĘDZIE ALFABET?  

Subiektywny przede wszystkim :-) Z dedykacją dla super ekipy Firmy POPON, zajmującej się rehabilitacją :-))

Poplątany też będzie, jak kwiecień jest poplątany, jak plącze się w nim zima, wiosna, a momentami też lato. Jak w życiu smuteczki z radościami tworzą kółeczko... jak wchodzenie nie zawsze kończy się z osiągnięciem szczytu, a spadanie może zakończyć się boleśnie, lecz dawać? np. opamiętanie, refleksje, które na dobre tylko wyjdą. Takie jest życie, w którym pewne są tylko dwie rzeczy, że: po ciąży zawsze następuje rozwiązanie, a po życiu - śmierć. Między jednym, a drugim - podatki - też pewne są ;-)

Ten dzisiejszy alfabet taki właśnie będzie jak ten kwiecień, co raz zaświeci słońcem w twarz, raz błyskawicą, a raz śniegiem zasypie. Jaja też będą, bo to ten czas gdy kury je niosą, a mnie jaja trzymają się od zawsze... choć raz trafił mi się facet bez jaj i to był ten moment, że to ja jeszcze bardziej musiałam wykazać się jajami. I to nie malowanymi. Prawdziwymi. 

ZACZYNAMY...

A - A jak Aktywność. Jest potrzebna, bo potrafi dać satysfakcję przez to, że sami możemy nadać kształt temu na co ją poświęcamy. Czy to w zakresie intelektualnej, fizycznej czy jakiejkolwiek innej. Trzeba działać bez względu na okoliczności. Wyśpimy się po śmierci ;-) Można przysnąć na jakiś czas... sama wiem, jak to jest np. gdy ból chwyci swymi zębami i nie chce odpuścić, ale nie należy się poddawać. Najtrudniej jest wyjść z siebie, stanąć obok i spojrzeć z dystansem... później jest już super. 

B - B jak Babcia. Znowu, już kolejny raz zostanę babcią. To ta chwila kiedy przestaje się być tylko mamą, a zaczyna prehistoryczną osobą. Uff... i ta myśl nachodzi, że tu nowe życie wschodzi, a Ty do historii powoli przechodzisz ;-))

C - C jak Czas, o którym tyle napisano już. Ja wiem to, że: ani nie leczy ran, ani nie da się go zabić, ani tym bardziej wskrzesić, a im bardziej jest pusty tym szybciej leci, więc nie należy go tracić. 

D - D jak Dobranoc. Mieć możliwość, żeby codziennie, niezmiennie, mieć do kogo wieczorem powiedzieć  "dobranoc" - to jest największe szczęście.

E - E jak Empatia. Jest wtedy, kiedy umiemy wejść w skórę drugiego człowieka i poczuć jak on się w niej czuje. Znam takie osoby. O jednej z niej myślę w ten sposób, że ta empatia ją zabija, bo przestaje dbać o siebie... i to jest złe. Żeby ratować innych,  najpierw samemu sobie należy założyć maskę tlenową. Nie wolno kogoś ostrzem topora odciąć od jego trosk, a jednocześnie okładać się trzonkiem. Bo to do końca nikomu nie pomoże. Alu... mówię to do Ciebie.

F -  F jak Fiołki. Pierwsze kwiatki po zimie... pełne uroku, wiosenne, namalowane na łące, które ujrzała moja znajoma przechodząc przez park. Pierwsze co zrobiła, to powiadomiła mnie telefonicznie o tym pachnącym, barwnym odkryciu. Byłam jej wdzięczna, ostatnio otrzymuję tylko telefony z informacją o chorobie lub śmierci, ewentualnie innych narzekań, a tu proszę: kwiatki spostrzegła... jeszcze jej frustracja nie dobiegła :-)

G - G jak G...o na kole. Tak odpowiadam sarkastycznie, gdy jestem pytana o zdrowie. Czyli raz na górze, raz na dole. Zastanawiam się, co się stało, że to koło przestało się obracać i ciągle to g...o jest na dole? Wiem: muszę więcej energii z siebie dać, by ruszyć je. To koło oczywiście ;-), bym mogła zsunąć się z niego i w inne tryby wskoczyć. Znowu, wszystko zależy ode mnie :-))

H - H jak Historia. Każdy z nas przejdzie kiedyś do historii. Od naszej historii zależą związki jakie mieliśmy z innymi ludźmi. Często opowiadam zdarzenia ze swojego życia, swoim najbliższym (i nie tylko ;-)) przede wszystkim po to, aby niektóre wątki naprawdę przeszły do historii i nie miały swojej powtórki, bo dramat (w obecnym czasie) mógłby stać się farsą ;-) Młodzi, bądźcie kreatywni, nie powtarzajcie starych historii, twórzcie własne błędy! - tak bym spuentowała to zagadnienie.

I - I jak Idiota. Nie chodzi mi tu o powieść Dostojewskiego "Idiota", lecz o tych wszystkich idiotów, którzy chcą nas sprowadzić do swojego niebezpiecznego poziomu głupoty i uważają, że wszystko tylko oni wiedzą jak najlepiej, i tak działają jakby mieli żyć wiecznie. Nie będę tu z nazwiska ani stanowiska nikogo wymieniać, ani z żadnym z nich polemizować (........ to wolne miejsce na wpisanie znajomego idioty ;-)  Jak będę miała kaprys, to sama mogę obniżyć swój poziom... nie potrzebuję do tego nikogo ;-)

J - J jak Jajo. O jaju mówi się w kontekście rozrodczym, jako składniku jedzenia, jako męskim jądrze. "Trzeba mieć jaja!" mówimy wtedy gdy trzeba podjąć decyzję w trudnym temacie. "Ten to ma jaja!", gdy ktoś odważnie postąpi - tak podsumowujemy. W swoim życiu przekonałam się, że to częściej kobiety są odważne i zdeterminowane, ale czy ktoś zawoła z entuzjazmem: "ta to ma waginę!" ;-)

K - K jak Kobieta. Zauważyłam, że kobieta przestaje o sobie myśleć nie jak o kobiecie, tylko jako o starej zmęczonej osobie... kiedy? uwaga! Gdy wyjmuje baterie z wibratora i przekłada do ciśnieniomierza. 

L - L jak Lepszy dzień. Gdy moja córka mi mówi: nie martw się, jutro będzie lepszy dzień... a ja zakreślam kolejny dzień, w kolejnym kalendarzu, to wychodzi na to, że czekam na ten lepszy dzień od 723 dni ;-) Ale nie narzekam, bo w każdym z tych dni były też lepsze momenty i  w nich właśnie ta nadzieja rozbłyskała, że to jutro ten lepszy dzień nastąpi. Dzięki temu tak nakręcona, czekam codziennie aż się zdarzy. Takie to oczekiwanie trzyma mnie przy życiu :-)) 897 dzień :-))

Ł - Ł jak Łzy. "Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić" - cytat z "Małego Księcia". Nie wszystkie łzy są złe. Są łzy ze szczęścia i wzruszenia radosnego, które pięknie czyszczą oczy - to moje na nie, załzawione zapaleniem spojówek, spojrzenie ;-)

M - M jak Mądrość. To niełatwe być mądrym człowiekiem. Droga do mądrości jest długa i okupiona wieloma wyrzeczeniami, doświadczeniami, często cierpieniem. To znaczy, że wszystko rozumiesz, wybaczyć też umiesz i wszystko odpowiednio ustawić. A w końcu jak nadejdzie ta chwila, że jesteś uważana za mądrą i do tego inteligentną osobę, to? To zdaje się Tobie, że wszyscy oczekują na  moment, takiej wpadki by okazało się, że jest inaczej ;-) Na szczęście masz rozum i potrafisz się nim tak dobrze posługiwać, że nie ma dla Ciebie skomplikowanych sytuacji. Zawsze jest jakieś rozwiązanie, które pozwoli mądremu głupca nauczyć ;-) 

N - N jak Nie. Słowo, które powinno być słyszane jako jedno zdanie. Nauczyłam się mówić NIE, choć czasem z trudem mi to przychodzi. Po tylu wpadkach, wiem już, że NIE należy dawać dawać drugiej szansy ludziom, którzy na nią nie zasługują. NIE tłumaczę się byle komu. NIE zadaję się z kimś, kto nie okazuje mi szacunku, NIE czekam aż minie burza, nauczyłam się tańczyć w deszczu (co tyle znaczy, że dobrych rzeczy nie zostawiam na później ;-) i nie zniechęcają mnie okoliczności). NIE ignoruję ludzi, którzy się o mnie troszczą. NIE spotykam z ludźmi, którzy są hipokrytami. I NIE pozwolę na to, żeby ktoś mnie zdołował (mam swój własny kanion, który mi wystarczy ;-)) Też! NIE dam zgasić w sobie swego przekonania o własnej wartości, tylko dlatego, że kogoś drażni mój blask. Niech sobie założy ciemne okulary albo spada po prostu.  

O - O jak Opanowanie. Być opanowanym w najtrudniejszym momencie, to recepta na pokonanie złośliwego człowieka, który chce Cię upokorzyć. Nieuprzejmego urzędnika tylko uśmiechem można rozłożyć. Gryzienie, impertynencje w stronę osoby, która obojętnie traktuje twój problem - nic nie da. Taki odwet spowoduje, że nic nie uzyskamy, tylko sami staniemy się takimi łobuzami. A przecież nie o to chodzi. Nie dać wyprowadzić się z równowagi, to jest sukces i on może doprowadzić do naszej wygranej (z urzędami np., czy w w osobistej sprawie). 

P - P jak Pośpiech. Pośpiech niewskazany. Śpieszyłam przez całe życie, z dziką pewnością ;-)) i nawet rozkoszą niepojętą (dzisiaj niepojętą), że muszę gdzieś i z czymś zdążyć... do jakiejś doskonalszej formy życia. A teraźniejszość, chwila cieszenia się nią, gdzieś mi umykała. I co? Teraz już wiem, że głupio się śpieszyć... że pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł. Śpieszyć należy się powoli, by każdego dnia spokojnie doceniać co się ma i wyciskać z tego ile się da. Przy pośpiechu wielu rzeczy się nie zauważa, nie docenia jak trzeba i zbyt powierzchownie życie przeżywa. Przestałam się śpieszyć, żeby diabeł, który na mnie czeka zbyt się tak nie cieszył ;-)

R* - R jak Rehabilitacja. W rehabilitacji ciała by powróciło do dawnej sprawności, trzeba z głowy wykreślić lęki. Nie rezygnować, wierzyć i być konsekwentnym. Jeszcze mieć fart i trafić na ludzi, którym na Tobie zależy i nie odwalają swojej pracy... byle do pensji. To jest moje własne doświadczenie, które pozwala mi  twierdzić, że na ruinach można jeszcze zbudować coś nowego, z tych samych kamieni. 

S - S jak Spokój. On jest wtedy, gdy nie żyje się przeszłością, która zasmuca, bo już była i przyszłością, która budzi lęk. Na rzeczywistości tu i teraz, trzeba się skupić i wtedy jest czad. Obecnie na niej się skupiam. Zresztą jestem w dobrej sytuacji, bo nic już nie muszę, a wszystko mogę (no, z małymi ograniczeniami. ale po cóż jest wyobraźnia ma :-))

T - T jak Telefon. To ważne urządzenie w naszym życiu, bardzo przydatne. Świadomość, że jest numer pod, który możesz zadzwonić i wypowiedzieć szczerze swoje myśli, rozbawić się czy pożalić... to daje pozytywne do dni nastawienie. Ostatnio boję się telefonu, bo każda niemalże informacja z niego płynąca, jest niepokojąca. Nie wyłączam go jednak, bo może ktoś będzie potrzebował pomocy, albo zwyczajnie pogadać o niczym, by nie odczuwać samotności. Zdarza się przecież tak, że ktoś będący setki kilometrów od nas, może dać nam więcej niż siedząca tuż obok osoba, nawet za rękę trzymająca.

U - U jak Uczenie się. Uczymy się całe życie, nawet gdy do szkoły nie chodzimy. Oprócz tego co przekazują nauczyciele, wykładowcy, uczą nas codzienne doświadczenia. Więc nawet gdy osiągniemy wyższe, papierkiem potwierdzone, wyższe wykształcenie, powinniśmy mieć choćby średnie pojęcie o wszystkim i podstawowe maniery, tzw. kindersztubę - umiejętność zachowania się w określonych sytuacjach. Obserwując ostatnio ludzi zauważyłam, że zaniedbani jesteśmy pod tym względem. Warto by zastanowić się nad sobą (siebie też biorę pod uwagę ;-))

W - W jak Wielkanoc. To wtedy zwyciężyła moc, która pokonała siły ciemności i śmierci. Zapaliła w sercach ludzi wierzących nadzieję, a po niej radość. Bardzo bym chciała, by te Święta były zaczynem do tego, by w ludziach odrodziła się wiara, że pokonamy wirusa. Powoli wrócimy do swoich pasji, marzeń, celów wcześniej wytyczonych i będziemy cieszyć się życiem nam danym. Wiadomo, że nic nie będzie już takie samo. Przed pandemią też wszystko się zmieniało. Tyle tylko, że nie tak drastycznie nam popalić dawało.

Z - Z jak Zwierzę. Człowiek powinien mieć kontakt ze zwierzętami.  Może się wiele od nich nauczyć. Od psa wierności, czystości uczucia gdzie gryzie się tylko wroga, a od kocicy leniwej jak ignorować niektórych ludzi. Ati - golden retriever moich dzieci przekonał mnie, że jestem wspaniała ;-))) Teraz nie mogę go zawieść, bo kto będzie tak walił ogonem na mój widok :-)))  A poza tym, jak się obżeram nocą, to mnie nie gani za to, nie czyni wymówek, tylko towarzyszy z zadowoleniem :-)) Taki powinien być prawdziwy przyjaciel :-))

KONIEC WRESZCIE 

Każda historia ma swój koniec, każdy alfabet kończącą literkę. Tylko walka o siebie nie powinna się skończyć. A jeśli, to na naszych warunkach.

W tym czasie wyciszenia, gdy łapę na nas położyła pandemia pomyślmy o sobie, doceńmy siebie takimi jacy jesteśmy. Nie wymagajmy zbyt wiele, tyle żebyśmy zdrowi byli. A wtedy emocjonalnie odżyjemy. Damy radę! Takie są dla Was ode mnie, nie tylko świąteczne, ale codzienne życzenia :-)))


21:51:00

O bezie, koszuli i dresie

O bezie, koszuli i dresie

Przychodzę dzisiaj do Was z kolejną przesyłką z Femme Luxe… a w niej dwa moje ubraniowe hity (między innymi kurtka możliwa do znalezienia również w zakładce festival outfits) oraz jeden niewypał ;) Jak się okazuje… może być różnorodnie pod względem jakości i rozmiarówki. Może także występować duży rozdźwięk między tym jak dane ubranie prezentuje się na modelce, a tym jak leży na Starej Kobiecie ;) Ale przejdźmy już do konkretów...



Szary zestaw dresowy z baskinką 

Grey Oversized Frill Hem Peplum Hoodie Front Seam Leggings Loungewear Set - Maryam - Nie wszystko co pięknie wygląda na zdjęciu... pięknie wygląda również na osobie nie noszącej rozmiaru S ;) Jednym z takich produktów jest właśnie ten dres. Ujął mnie na zdjęciu - te rękawy, ta baskinka... a jednak gdy go ubrałam wahałam się między określeniami beza a karuzela ;) Ma potencjał, baskinka jest super, rękawy także przyciągają uwagę, jednak... nie na mnie ;) To znaczy: na mnie przyciągają aż nadto ;) Plusem bluzy jest również kaptur. Spodnie natomiast... odrobinę mnie zawiodły - nie dopatrzyłam się na zdjęciu (mój błąd) tego, że posiadają prążki ;) Dla mnie to kłóci się z tą bluzą, która odcina sylwetkę za sprawą baskinki poziomo, a spodnie w prążki przecinają sylwetkę pionowo. Krótko mówiąc... dres zachwyca mnie na zdjęciach, gorzej w realu... no nie jest to najlepszy szary dres / grey loungewear jaki można znaleźć w Femme Luxe. Tym bardziej, że choć zazwyczaj bardzo chwalę jakość ubrań i materiałów Femme Luxe... w przypadku tego produktu jestem zawiedziona, ponieważ to 95% poliestru. Za dużo! I to niestety czuć, w przypadku tego produktu wyjątkowo.



"Koszulobluza" w kratę, z kolorem liliowym 

Lilac Check Print Oversized Button Up Pocket Shacket - Isabella - Już od pewnego czasu trwa moda na grube koszule w kratę, odrobinę kojarzące się z odzieżą roboczą, które można nosić na topy / t-shirty itd. Byłam nastawiona do tego trendu dosyć sceptycznie, ale z czasem również zaczęłam się rozglądać za tego typu ubraniami... Tak więc bardzo się ucieszyłam, że mogę zamówić taką "koszulokurtkę" z Femme Luxe. Wahałam się między kilkoma wersjami kolorystycznymi, stanęło ostatecznie na takiej liliowej z czernią - piękne połączenie! Sama koszula jest mięciutka, odrobinę cieplejsza, przypomina jednak materiałem bardziej bluzę niż kurtkę - jednak... to zdecydowanie nie jest minus! To mięciutki ciuch, który świetnie łączy się ze spodniami i różnego rodzaju topami. Idealnie sprawdza się u mnie w cieplejsze dni, gdy termometr pokazuje kilkanaście stopni, a słoneczko nieśmiało prześwituje zza chmur. To oversizowe ubranie z dwoma dużymi kieszeniami, które mnie zachwyciło i na pewno pojawi się w mojej szafie również w innych wersjach kolorystycznych :) Skład także nienajgorszy - 50% bawełny i 50% poliestru. Przepuszcza powietrze i nie sprawia, że człowiek poci się jak głupi... osaczony tą sztucznością ;) 



Dres w kolorze liliowym 

 Lilac Cropped Hoodie & High Waisted Jogger Loungewear Set - Alia - Piękny liliowy kolor… kiedy ten dres wpadł w moje ręce wraz z wyżej pokazaną „kurtkobluzą” przypomniałam sobie o pewnych butach, dorwanych w zeszłym roku na wyprzedaży za 19 zł i po namyśle oddanych… - bo przecież do czego ubiorę buty w tym kolorze? Takie ni w gruchę, ni w pietruchę. No nic. W tym roku mam więc dres i bluzę – bez  butów w tym kolorze (a były taaaaakie wygodne ;)). Kolor liliowy niezmiennie mnie ujmuje :) A ten konkretny zestaw / co ord sets jakościowo wypada zdecydowanie lepiej niż ten szary z baskinką – ma w składzie 65% bawełny i 35% poliestru. To zdecydowanie lepsze proporcje ;) Mniejsza ilość sztuczności, szczególnie takiej w dresie… zwiększa komfort jego noszenia ;) Dres przyjemnie otula nasze ciało :) Ma krótszą bluzę, która jednak nie odsłania brzucha (choć można się nawet pokusić o bluzeczkę wychodzącą spod niej ;)) z kapturem oraz wygodne spodnie z kieszeniami, które ku mojej uldze nie posiadają prążków :) Jest super! Choć bardzo oversizowy :)



Błękitny zestaw jakby na drutach dziergany

/ Blue Off The Shoulder Knitted Loungewear Set - Alisa - Mój pierwszy sweterkowy zestaw ;) Góra i dół. Całość jakby wydziergana na szydełku czy wykonan na drutach, wspaniały niebieski kolor… Na początku byłam nastawiona odrobinę sceptycznie do kroju tego zestawu, ale wystarczyło tylko, żebym go przymierzyła i... zakochanie przyszło szybko :) Super jakość (mimo, że to 100% poliestru w tym konkretnym zestawie tak tego nie czuć) i wykonanie... Mimo, że czasami mam kłopot nad zapanowaniem nad sznurkami od spodni, które niesfornie wystają nie tak jak powinny. Sweter można seksownie opuścić, odsłaniając jeszcze nie takie najgrubsze ramię… spodnie zbluzować. Idealny zestaw na pierwsze dni wiosny, nie za chłodne, nie za ciepłe :) Bardzo mi się podoba i chętnie zaopatrzę się w inne tego rodzaju ciuszki. I jaka to wygoda przy ubieraniu ;) A z drugiej strony… nikt nie każe przecież koniecznie nosić tego jako zestawu – już mam nawet kilka pomysłów jak „wystylizować” zarówno spodnie jak i sweter z innymi ubraniami z szafy :) 

Mimo wtopy z dresem, który sprawia, że wyglądam jak konkretna karuzela... lub wielka beza z kremem ;)... jestem bardzo zadowolona z tego zamówienia :) Nie uświadczycie u mnie jednak w kolejnych zamówieniach np. bluzek w stylu milkmaid top, które będą uwypuklały widocznie mój biust ani obcisłych sukienek / bodycon midi dress :) Za to na te "kurtkobluzy" czaję się bardzo ;) 

21:11:00

KOSMETYCZNE DENKO (NIE)STAREJ I MŁODEJ KOBIETY #5

Pojemnik z kosmetycznymi "zużyciami" mojej córki Alicji oraz moimi cały czas sukcesywnie się powiększa... mimo, że ilość postów kosmetycznych na stronie tego nie potwierdza ;) Oj, mamy zaległości! Ale sukcesywnie... będziemy je nadrabiać. Dziś będzie o pięciu, niezwykle udanych produktach, z których część stosowałyśmy obie, a część była użytkowana tylko przeze mnie. Wszystkie te produkty to jednak kosmetyki do których chętnie będziemy wracały... warto przyjrzeć się im bliżej ;) 

Modelujący peeling solny Equilibra

Najwydajniejszy, najlepszy, najlepiej nawilżający i zdzierający peeling do ciały, jaki kiedykolwiek z Alicją stosowałyśmy. Już niejednokrotnie wspominał(am/yśmy), że jesteśmy fankami peelingów z Organic Shop - to się nie zmieniło. Jednak po doświadczeniach związanych ze zdzierakiem z Equilibry... wiemy, że ten nie ma sobie równych ;) Za 600 gramów peelingu należy zapłacić od 25 do 45 złotych, zależy gdzie kupujecie... my oczywiście wybieramy zawsze najtańszą opcję ;) Equilibra niejednokrotnie zachwyciła nas działaniem swoich produktów (Alicja niezmiennie poleca aloesowe produkty do pielęgnacji włosów, a ja arganowe :)), jednak przy okazji tego produktu... przeszła samą siebie ;) 

Ten peeling to połączenie soli morskich (między innymi z Morza Martwego), olejków oraz ekstraktów roślinnych. Peeling zawiera olejek eteryczny z rozmarynu (pachnie bardzo intensywnie, nie każdemu ten zapach przypadnie do gustu, jednak my go uwielbiamy :)), mentol oraz olej z pestek wingoron, który ma za zadanie uelastycznić i wygładzić skórę. W składzie znajdziemy także ekstrakty z wąkrotki, kasztanowca, bluszczu i aloes.

Produkt Equilibry posiada specjalną szpatułkę służącą do wymieszania soli z olejem :) Nakładamy peeling na ciało, rozsmarowujemy, zostawiamy na chwilkę... spłukujemy... i cieszymy się odświeżoną, stonizowaną skórą, na której pozostaje delikatnie tłusta warstwa... która jednak szybko się wchłania - wręcz onieśmielając nas gładkością i miękkością, którą po sobie pozostawia. Genialny produkt, który regularnie stosowany naprawdę daje efekty znaczącego wygładzenia skóry :) To co jest w nim także wspaniałe to to, że po jego zastosowaniu... Wasza skóra nie obrazi się nawet jeśli pominiecie w swojej dalszej pielęgnacji użycie balsamu :) Zostawia bowiem skórę mięciutką, nawilżoną i świetnie odżywioną :) 

Jest ogromnie wydajny. Wystarczy nałożyć naprawdę odrobinę produktu, żeby cieszyć się miękkością skóry :) Ale... uwaga! Nie stosować po depilacji, opalaniu, na podrażnioną skórę - to konkretny solny zdzierak i zastosowany na uszkodzoną skórę - może sprawić Wam wiele bólu :( 

Obie z Alicją ten peeling uwielbiamy i na pewno zaopatrzymy się w kolejne opakowania :) Odpowiada nam zarówno cena jak i działanie :) 

Zgodna ocena (nie)Starej i Młodej Kobiety: 6/6 

Loverecipe Peach Mask - maska w płachcie

Nie należymy z Alicją do osób, które są gotowe wydać na maseczkę w płachcie 10 czy 15 złotych... ;) Ale 99 groszy? Jak najbardziej ;) Alicja wypatrzyła mnóstwo fajnych maseczek w płachcie na stronie Skin Garden - w tym właśnie tą poniżej ;) 

Celulozowa maseczka w płachcie została stworzona na bazie ekstraktu z brzoskwini, który stanowi cenne źródło polifenoli - ma za zadanie nawilżać, wygładzać i poprawiać strukturę skóry, jest więc zalecana szczególnie w pielęgnacji skóry szorstkiej i pozbawionej elastyczności. 

Maseczkę należy nakładać na oczyszczoną i stonizowaną skórę twarzy i pozostawić na 10-20 minut, po tym czasie płachtę zdjąć, a nadmiar esencji wklepać w skórę. 

Zawsze przy maseczkach w płachcie pytanie, które się nasuwa... to to o wygodę działania z taką maseczką na twarzy i stopień jej nasączenia preparatem. Tu w tym temacie (zarówno u Alicji jak i u mnie) było świetnie :) Maseczki z tej kolekcji idealnie dopasowują się do kształtu naszych twarzy - nie ma mamy więc dylematów pt. "jak ją zsunąć, żeby nie zakrywała oczu ani ust?" ;) Sama "płachta" jest świetnie nasączona - w tym przypadku, białą esencją. Co u mnie szczególnie ważne... nie podrażniła mojej delikatnej skóry, nie gryzła w nos swoim zapachem :) Po 20 minutach nadmiar esencji obie wklepałyśmy... i cieszyłyśmy się mięciutką, odżywioną skórą. Za złotówkę, a nawet więcej... zdecydowanie warto!

Zgodna ocena (nie)Starej i Młodej Kobiety: 5/6

Dermedic Hydrain 2, krem nawilżający o przedłużonym działaniu 

Aż sama jestem w szoku, że jeszcze Wam o tym kremiku nie opowiadałam :) To już moje piąte czy szóste opakowanie tego produktu... ;) Bardzo często można go dostać w promocji, chociażby w Hebe za 10 zł - tak trafiło do mnie pierwsze opakowanie i tak też trafiały kolejne :) 

To taki mój pewniak, jeśli chodzi o nawilżanie skóry twarzy :) Jest polecamy szczególnie do cer wrażliwych, odwodnionych, podatnych na podrażnienia... te wszystkie problemy pojawiają się u mnie, choć występują zazwyczaj okresowo. W takich momentach, krem Dermedic stanowi dla mojej twarzy kojący opatrunek :) Wchłania się ekspresowo, nie zostawia tłustej warstwy, dzięki czemu nadaje się do stosowania nawet pod makijaż :) Stosuję go na twarz, szyję i dekolt, a fakt, że regularnie do niego wracam... stanowi chyba najlepszą rekomendację :) Krem bardzo przystępny cenowo (ze względu na częste promocje), w składzie zawiera między innymi glicerynę, masło shea i mocznik :) Nie podrażnia mojej skóry, za to koi ją i nawilża. Spełnia swoje funkcje świetnie!

Spotkałam się z negatywnymi opiniami dotyczącymi jego stosowania przy skórze tłustej (podobno może zapychać), ale ja takiej nie posiadam... więc pod tym kątem się nie wypowiadam, jedynie sygnalizuję, że warto wziąć typ skóry pod uwagę. Ostatecznie jednak jego częsta dostępność w cenie promocyjnej sprawia, że wydaje mi się, że to krem, który warto przetestować :)

Ocena (nie)Starej Kobiety: 5/6

Peeling rozświetlający do twarzy L'Oreal

O peelingach do twarzy L'Oreal słyszałyśmy z Alicją wiele dobrego, jednak bardzo rzadko czujemy dużą (lub nawet małą ;)) wewnętrzną presję, żeby kupić coś tu i teraz w cenie regularnej. Zazwyczaj zapisujemy na wewnętrznym umysłowym dysku informację pt. "ten produkt jest godny uwagi" i pojawia się on w naszych łazienkach dopiero (i o ile) trafi się gdzieś w fajnej promocji :) 

Ten peeling L'Oreal właśnie w takiej fajnej promocji się trafił. Wyhaczony w Auchan podczas zakupów spożywczych kosztował 10 zł - od razu zaopatrzyłyśmy się w trzy opakowania - po jednym dla każdej na próbę + jeden, jeśli którejś by podpasował :) W eleganckim szklanym słoiczku znaleźć można 50 militrów produktu będącego połączeniem trzech delikatnych cukrów (brązowego, jasnego i białego) i oleju z pestek winogron.

Produkt można stosować zarówno na skórę twarzy jak i na usta, w celu pozbycia się zaschniętych skórek :) Skóra po zastosowaniu tego produktu jest aksamitna, nawilżona, delikatnie rozświetlona. Wpływ na usta również ma wspaniały :) Peeling mimo dość sporych drobinek, nie powodował u mnie podrażnień. Sprawdził się także u Alicji, która posiada skórę podatną na wypryski - nie wysypywało jej, za to peeling stanowił dla jej skóry dawkę konkretnego odżywienia. 

W regularnej cenie ten kosmetyk kosztuje dwadzieścia kilka złotych, jednak należy nadmienić... że to bardzo wydajny produkt, którego wystarczy zastosować jedynie odrobinę - taką ilość na opuszek jednego palca, więc nawet jego cena nie wydaje się tak bardzo wygórowana. 

Obie z Alicją jesteśmy bardzo zadowolone z tego scrubu, ponieważ super nawilża, odżywia, jednocześnie świetnie oczyszcza skórę - nie dość, że na pewno zaopatrzymy się jeszcze w niego, to w dodatku jesteśmy otwarte na testowanie innych peelingów z tej serii :)

Zgodna ocena (nie)Starej i Młodej Kobiety: 6/6

Krem Eveline CC Magic Skin Upiększający krem nawilżający na zaczerwienienia

Nie jestem wielką fanką pielęgnacyjnych kosmetyków Eveline ;) Zdecydowanie wolę ich kolorówkę. Ten krem Magic Skin to taki rodzaj kompromisu, choć przyznaję, że gdyby nie jego bardzo niska cena na wyprzedaży... raczej nigdy bym po niego nie sięgnęła, a szkoda ;) Kupiłam go podczas pierwszej fali pandemii na wyprzedaży w Rossmanie za (uwaga) całe 3 złote. Normalnie kosztuje ok. 20 złotych. Wypróbowałam go i przy najbliższej okazji, korzystając z trwającej promocji zakupiłam jeszcze dwa opakowania... i nie żałuję ;) Szczególnie w okresie wiosenno - letnim krem CC sprawdza się u mnie rewelacyjnie :) 

Krem Eveline wyrównuje koloryt, dzięki czemu ładnie kryje zaczerwienienia. Dzięki zawartym drobinkom rozświetla i optycznie wygładza skórę, minimalizując występujące niedoskonałości oraz maskując oznaki zmęczenia takie jak cienie pod oczami :) Produkt Magic Skin posiada koloryzujące drobinki, dlatego nie wyobrażam sobie stosowania go jako kremu pielęgnacyjnego ;) Używałam go więc jako podkład lub bazę pod makijaż w zależności od tego jak pełnego makijażu potrzebowałam. 

To określenie "upiększający" zawarte w jego nazwie jest jak najbardziej uzasadnione. Spektrum jego działania jest bardzo szerokie, a na celu ma właśnie polepszenie ogólnego wyglądu skóry - nie przypisuję mu działań pielęgnacyjnych, wielkiego nawilżenia itd. Ale to jak działa optycznie... zachwyca :)

Należy więc go postrzegać i oceniać w kategoriach kremu nadającego koloryt skórze, czegoś w rodzaju podkładu czy po prostu właśnie kremu CC :) Nie polecam stosować go jako zwykłego kremu, możecie się zdziwić gdy poplamicie np. bluzkę ;) 

Ocena (nie)Starej Kobiety: 5/6 (jako krem koloryzujący)

5 świetnych produktów, znacie któryś z nich? A może macie w planach jego stosowanie? :) 

14:00:00

PRYWATA Starej Kobiety - O WIOŚNIE :-)*

PRYWATA Starej Kobiety  -  O WIOŚNIE :-)*

NARESZCIE

Nareszcie wiosna i zacznie się kwitnienie. Słonko tak wysoko na niebie, zacznie ukazywać roześmianą barwami ziemię. Ociepli się, zdejmiemy grube płaszcze, odkryjemy grube po zimie uda ;-) Ale te szybko nam schudną, gdy ledwo się ociepli, zaczniemy z większym niż dotąd entuzjazmem wychodzić na spacery, uprawiać sporty. Wiosna zacznie wszystko wokół ubierać barwnie, absolutnie nie kierując się żadną modą. A nas przeciwnie - rozbierać. Taki jej urok :-)

Nareszcie też, znowu będzie można poczuć w powietrzu specyficzny zapach miłości. W najstarszych głowach odżyje radość, wspomnienie pocałunków, dotyków delikatnych jak skrzydła motyla. Och. Rozmarzyłam się :-)

Zdumienie tak cudowne, że była zima i kwiatek tu nie rósł żaden, a nagle cała wielobarwna łąka w owym miejscu powstała. To takie cudowne uczucie nadziei, tylko jedna pora roku w nasze życie wprowadza... jest to Wiosna. Ona swoimi zmianami tak nastrojowymi, działającymi na wszystkie nasze zmysły powoduje, że zaczyna znowu nam się chcieć. Ktoś kiedyś powiedział, że "Dzień, w którym Pan Bóg stworzył nadzieję, był prawdopodobnie tym samym dniem, w którym stworzył wiosnę"... i ja zgadzam się z tym stwierdzeniem.

WIOSNA MA MOC

Wiosna nie pozwoli na dłuższe zostawanie w domu. Podnieca wszystkie zmysły tak bardzo, że chcemy ją chłonąć w pełni słońca, wiatru, w zielonej przestrzeni, nawet w deszczu, który wiosną jest szczególny.  Niech by się nawet zakręciło w głowie. Byleby zapomnieć o surowej, zimnej, bez kolorów zimie. To Wiosna pozwala bezkarnie upajać się świeżymi, nasyconymi kolorami i blaskami. A pewnik jest taki, że choćby ściąć wszystkie zakwitające kwiaty, to Wiosna się nie podda... zakwitnie kawałek dalej i tak w kółko. Nie da się przegonić, nie da się zatrzymać, nie da się powstrzymać jej nadejścia olbrzymiego. Wiosna po okresie wegetacyjnym wszystko budzi do życia i przyrodę, i ludzi. Daje nowe rozdanie.  

WIOSNA TO UKOJENIE

Wiosna, to najlepszy środek uspokajająco-relaksacyjny. Świeży powiew wiatru, pomieszanie mroźnych zawirowań z ciepłymi prądami, a między tym gorące promyki słońca...  zielone listki przebijające czarne gałęzie drzew - to Wiosna. Ona nie zawodzi, niezależnie od nie wiadomo jak długo trwającej zimy - zawsze przychodzi. Zawsze jest nadzieją. Na początku delikatną bardzo, niedającą wiary w swoje możliwości. Tak się dzieje w marcu, gdy słońce już potrafi przygrzać gorąco, a wiatr zimny pokazuje swoje rogi, jakby chciał wrócić do zimy. Ale ona jest już w cieniu tego złocistej, słonecznej kuli.

Wiosna sprawia, że ludzie się chętniej ku siebie zwracają i zaczynają mieć nadzieję i skłonni są nawet gwizdać, skakać, śpiewać z kwiatem w zębach... jednocześnie tańcząc w dziurawych butach, w błocie. Niezależnie jak człowiek stary i zniedołężniały budzi się w nim pragnienie życia, odżywa tęsknota i umacnia nadzieja. Bo Wiosna ma taką siłę, że nikt jej się nie oprze. Każdy chce uczestniczyć w jej odradzaniu rzeczywistości, w radości z tego płynącej.

PO BURZY SŁOŃCE

Po burzy słońce, po cierpieniu ukojenie, po bezsilności nadzieja, po zimie Wiosna, która (kolejny raz powtórzę ;-)) nigdy nie zawodzi. Zawsze przychodzi. Nie zdarza się przecież tak by pąki na drzewie zapomniały rozwinąć się, a kwiaty wydostać z zimowych cebulek, a słońce stanęło w miejscu i nie wznosiło wyżej.

Sama obietnica nadejścia wiosny sprawia, że człowiek staje się bardziej radosny. Ta obietnica pomaga przetrwać najgorszą zimę. To kolejny dowód, że Wiosna i Nadzieja są tożsame. Po zasmakowaniu zimy, lodowatości jej i ciemności, to Wiosna jest wielką przyjemnością. A dzięki zimie potrafimy ją docenić bardziej i uwierzyć w zmiany... zmiany, które dobre mogą być. Uwierzyć w siebie, jak Wiosna, która nie ma oporów i z najgłębszych korzeni wyciąga kolor, zapach, a z gardziołków ptaków - śpiew.

NOWE POCZĄTKI

Nowe początki: po szarym, brudnym obrazie zimy - Wiosna. Twarz człowieka pogrążonego w bólu i rozpaczy, do którego przyszła nadzieja - to też obraz wiosny. Wszystko się budzi, nabiera pary, wzmocnienia. Ten duch wzrastania, młodości westchnienia potrafi też wejść na człowieka. Zmienić jego nastawienie. Tym samym odnaleźć motywacje do działania.

PUENTA

Nie można tylko przegapić tego momentu nadejścia wiosny. Trzeba uczepić się jej jak nadziei swej... wtedy wszystko się ułoży. Tak naprawdę, nawet zimą można mieć swoją prywatną wiosnę. Tu pora roku nie ma znaczenia. Znaczenie ma to co mieści się w naszej głowie. Czy zatrzymamy w niej zimę, czy potrafimy zwrócić się ku Wiośnie. Ta dana nam od natury bardzo może nam pomóc. Swoją wewnętrzną Wiosnę trzymajmy w sobie jak najmocniej :-)

*Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucją z dnia 28 czerwca 2012 roku, ustanowiło Międzynarodowy Dzień Szczęścia. Na obchody wyznaczono 20 marca - pierwszy Dzień Wiosny. 

Należy się Wiośnie taki hołd :-)))



18:56:00

Słodka przekąska dla dwojga ;)

Słodka przekąska dla dwojga ;)

Gdy życie goryczą nas przytłacza... warto je sobie osładzać chociaż kulinarnymi wytworami ;) W myśl tej zasady w mojej kuchni pojawiły się racuszki? Placuszki z jabłkami? Racuchami tego nie nazwę, bo zięć się czepia, że racuchy są z drożdżami, a tu ani grama drożdży nie znajdziecie ;) Są pyszne, ogromnie wciągające, porcja dla dwojga :) Przepis inspirowany różnymi znalezionymi w internecie, tymi babcinymi i przeze mnie, pod siebie i moje gusta dostosowany :)

Składniki: 

- 2 duże jabłka 

- 2/3 szklanki mąki (u mnie tortowa)

- 5 łyżek mleka

- 1 jajko (rozmiar M)

- 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia

- 1 czubata łyżka cukru pudru

- 1/2 łyżeczki cukru waniliowego

- 1 porządna łyżeczka oleju

- malutka szczypta cynamonu 

-  jeszcze mniejsza szczypta soli

Przygotowanie: 

Jabłka obieramy i kroimy w kosteczkę. Z jajka oddzielamy żółtko od białka. Białko ubijamy na sztywno. Pozostałe składniki (pomijając również jabłka) miksujemy ze sobą. Do powstałej, dosyć gęstej masy, dodajemy pokrojone jabłka. Całość mieszamy łyżką. Do otrzymanej masy jabłkowej dodajemy ubite na sztywno białko i delikatnie mieszamy. 

Na patelni rozgrzewamy olej i na porządnie nagrzany wykładamy po jednej łyżce masy (jeśli chcemy uzyskać małe racuszki). Olej musi być gorący! Smażymy z obydwu stron około minuty.. Zobaczycie jak szybko i pięknie się przyrumienią :) Tak usmażone racuszki wykładamy na ręcznik papierowy, żeby pozbyć się tego niedobrego tłuszczu... ;) A jeśli nie macie akurat ręcznika papierowego - warto je wyłożyć chociaż na raszki, żeby ten tłuszcz chociaż odrobinę z nich spłynął ;) Po co podwyższać sobie aż nadto cholesterol - :) 

I na koniec... 

Najlepiej smakują jeszcze świeżutkie i cieplutkie, podawane obsypane cukrem pudrem lub z bitą śmietaną. Niesamowita rozkosz dla podniebienia ;) Znikają w tempie ekspresowym... choć jeśli jakieś się ostaną - na zimno też są bardzo smaczne :) Smacznego:-))


18:36:00

Wygodny strój w wygodnym fotelu

Wygodny strój w wygodnym fotelu

Usiąść wygodnie w fotelu z kubkiem dobrej kawy lub herbaty, w towarzystwie dobrej książki i pysznych placuszków z jabłkami (na te, przepis zdradzę Wam w najnowszym poście)... fajny moment dnia. Chwila dla mnie, podczas której mogę się odrobinę zrelaksować, zapomnieć o ciągłych walkach, które trzeba staczać każdego dnia... często naprzeciw ludzkiemu niezrozumieniu. Uwielbiam chodzić elegancko ubrana, z dopasowaną apaszką, pomponem przyczepionym przy torebce, buty także koniecznie pod kolor, ładnie podkreślające sylwetkę spodnie... lub ukrywające, to co dla postronnych widoczne być nie powinno (wystarczy, że niestety jest widoczne dla mnie ;)), jednak w domu wybieram wygodę. Wygoda u mnie nie równa się jednak powyciąganym dresom i spranym koszulkom - nawet w domu, siedząc w fotelu staram się wyglądać jak najlepiej... dla samej siebie, własnej satysfakcji, własnego dobrego samopoczucia i poczucia, że mogę być zadbana i ładna nawet jeśli nikt tego nie widzi. Między innymi z tego powodu trwa u mnie dalej w najlepsze moda na zestawy dresowe Femme Luxe... Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie tylko u mnie, bo moja córa Alicja też wynajduje wygodne opcje dla siebie :) Co więcej w ofercie sklepu pojawiły się także zestawy sweterkopodobne i wiele innych ciekawych ubrań, nie tylko tych dresowych / festival outfits :) Kuszą nas mocno... choć jednocześnie, w tym temacie mamy jeszcze pewne obawy co do jakości. A zwykłe dresy? Świetne jakościowo i już sprawdzone, więc ich asortyment w naszych szafach cały czas się powiększa :) 

Czarny zestaw dresowy / Black Oversized Fleece Front Pocket Drawstring Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Susan - zamówiłam w wersji dla matki i córki, czyli dla mnie i dla Alicji. Bluza posiada kaptur i dużą kieszeń, a spodnie dwie kieszonki i ściągacze na dole. Mimo, że zestaw na stronie jest opisywany jako zestaw oversized... jest to najmniej oversizowy komplet jaki miałyśmy z Femme Luxe ;) Akurat w jego przypadku nie polecam brać dresu rozmiar mniejszego ;) Trzymajcie się swojej codziennej rozmiarówki :) W składzie znajdziemy 60% bawełny i 40% poliestru, czyli... jest naprawdę w porządku. Mięciutki, ładny odcień czerni... podoba nam się! Choć Ala żałuje, że nie wzięła rozmiar większego ;) 


Szary zestaw dresowy / Grey Boxy Cropped Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Cailleigh - odrobinę bardziej wymyślny zestaw, w pięknym szarym kolorze ;) Z przodu spodnie posiadają swego rodzaju prążkowanie. Bluza jest krótka, z możliwość seksownego ściągnięcia, aby odsłonić pępek... jednak nie zawsze jest to konieczne, ponieważ spodnie posiadają wysoki stan. Standardowo mamy kieszonki przy spodniach i ściągacze na dole :) Ten zestaw posiadam także w kolorze czarnym i bardzo sobie chwalę :) Jego plusem jest na pewno także skład - 65% bawełny i 35% poliestru. Mięciutki i baaaardzo wygodny :) 



Ciemnoszary zestaw dresowy / Charcoal Oversized Front Pocket Pullover Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Alexia - dres w kolorze węgla drzewnego? Trudno określić jego kolor, więc ja napiszę po prostu, że to taki ciemnoszary / brudny kolor ;) Ten dres jest bardzo oversizowy, więc nawet zamówienie go w rozmiarze mniejszym niż ten noszony standardowo nie powinno stanowić żadnego problemu. Tu także mamy do czynienia z produktem składającym się w 65% z bawełny :) Wygodna bluza z kapturem oraz spodnie z dwoma kieszonkami. Oversizowy krój... zakryje wszystko ;) 



Z tych trzech pokazanych Wam powyżej dresów... moje serce najbardziej podbił ten szary, ze ściąganą bluzą / grey loungewear ;) To chyba kwestia jego koloru. A co znajdzie się w moim kolejnym zamówieniu? Kuszą mnie nadal wszelkie zestawy /  co - ord set, jestem nawet skłonna przemyśleć kwestię jakiejś obcisłej sukienki / bodycon midi dress, jednak co jest pewne... nie ujrzycie u mnie seksownych body czy obcisłych bluzeczkach / milkmaid top, ale mam nadzieję, że nie będziecie mi miały tego za złe ;) 

Pozdrawiam Was gorąco i życzę jak najwięcej okazji do wychodzenia z wygodnych dresów i wkładania na siebie seksownych sukienek ;) 

21:34:00

WSTYD - TEMAT WSTYDLIWY*

WSTYD - TEMAT WSTYDLIWY*

WSTYD

Wstyd, różne ma oblicza. To uczucie, wartość, "bezwartość" również. Zależy jak się na wstyd spojrzy i kogo oraz czego dotyczy. Każdy człowiek raz, a może więcej doświadcza uczucia wstydu za siebie, za innych... bywa, że wstyd zmienia jego życie i do końca jest też w nim obecny. Tak samo kobieta, mężczyzna, dziecko, czy młodzież wstydu doświadcza. Czynniki są zależne od sytuacji i ludzi, którzy w niej uczestniczą. O wstydliwych sprawach nie lubimy mówić, wracać do nich, rozpatrywać na wiele sposobów. Najczęściej chcielibyśmy po prostu zapomnieć. A przecież przeżycie wstydu, choć nie jeden raz narusza naszą godność, poczucie bezpieczeństwa, to potrafi też być doświadczeniem dającym dobrą nauczkę i  będącym niezwykle ważnym dla naszego przyszłego życia. Z każdego wstydu można, należy wyciągnąć coś dla siebie dobrego. Nie zawsze to musi być dla nas hańbiące czy poniżające. Tak więc gdy doszliśmy już do tezy, że doznany wstyd może mimo swej bolesności być istotną dla nas nauką, rozpatrzmy wszystkie (mniej więcej wszystkie ;-)) jego wymiary... tej emocji, która potrafi odebrać nam pewność siebie, więc tak ważne jest by się z nią dobrze zaznajomić.

WSTYD hańbiący (infamia)

Ten wstyd bierze się z tego, że uczyniliśmy coś bardzo, bardzo złego i nie tylko my sami o tym wiemy, ale ludzie skrzywdzeni i Ci, którzy się o naszych czynach dowiedzieli - uznali nas za niegodnych. Tym sam zhańbiliśmy nasze dobre dotychczas imię. 

WSTYD z powodu blamażu

Pojawia się wtedy, gdy jakąś reakcją, zachowaniem nieodpowiednim, się wygłupimy. A tego cofnąć się nie da i w pamięci nie tylko naszej pozostanie. Tak więc warto zważać na słowa i zachowania, nim się ośmieszymy i skompromitujemy. Najpierw myśl, później czyń :-)

WSTYD z powodu skrępowania

Najczęstszy jest wtedy, gdy musimy odkryć swoją prywatność tak bardzo skrywaną... rozebrać się do badania u lekarza. Pozwolić mu "wejść" w naszą intymność. Nie dla każdego jest to komfortowa sytuacja.

WSTYD z powodu upokorzenia

Gdy ktoś ogląda nas w sytuacji dla nas niewygodnej i bezsilność łapie za serce. Odczuwamy poniżenie. Nic nie możemy uczynić, by odwrócić tę sytuację. Nasza godność zostaje znieważona. Wtedy też gdy się staramy, a nikt naszego starania nie zauważa, to też czujemy się upokorzeni i zawstydzeni, że daliśmy się tak wmanewrować.

WSTYD z powodu niewiedzy

Jesteśmy w większym gronie, konwersacja rozwija się pięknie i nagle dostajemy pytanie. Nie znamy na nie odpowiedzi. Choć odpowiedź jest ogólnie dostępna i dzieci z podstawówki wiedzą takie rzeczy. Nasze dyletanctwo nie ma usprawiedliwienia. Tu trzeba umiejętnie wyjść z sytuacji, czy to żartem, czy zmianą tematu. Niesmak raczej pozostaje.

WSTYD  z powodu utraty niezależności

Spowodowanej stratą możliwości finansowania się samemu, czy też choroby nie pozwalającej na samowystarczalność jeśli chodzi o zwykłe, codzienne czynności. To wstyd bardzo dojmujący, przejmujący i smutek w życie wprowadzający. Zwłaszcza dla osoby przez całe życie aktywnej, to współczucie, którego doświadcza od innych pomagających mu w trudnej sytuacji osób, jest bardzo... bardzo deprymujące.

WSTYD spowodowany nieśmiałością

Wstydzimy się okazywać nasze uczucia, wstydzimy się zadawać pytania i oczekiwać odpowiedzi, wstydzimy się wypowiadać przed ludźmi, wstydzimy się prosić, wstydzimy też przepraszać, wstydzimy się przebaczać, wstydzimy się walczyć po prostu o nas.

WSTYD za innych

Tego wstydu ostatnio za wiele. Brak mi słów. Tu każdy swoje może swoje racje wypowiedzieć. 

WSTYD z powodu wyglądu

Nie powinniśmy takiego wstydu odczuwać, bo byłoby to dla nas emocją zgubną. Wstydem prawdziwym jest niekochanie siebie. Nie po dostaliśmy dar życia (nie z każdej komórki jajowej miało szczęście powstać życie ;-)). Nie tego oczekiwali od nas nasi rodzice  ;-)

WSTYD toksyczny

Wynikający z myślenia o sobie, jako kimś gorszym, niewartościowym. Wstyd, gdy wypieramy się siebie. Żyjemy zestresowani. Udajemy kogoś innego niż jesteśmy, żeby ukryć swoje prawdziwe ja nie tylko przed innymi, ale najgorsze, że przed samymi sobą. No i depresja gotowa. Ten toksyczny wstyd, że nie jesteśmy tacy jak wymaga od nas szkoła, uczelnia, szef, najbliższa rodzina... że nie potrafimy podołać nałożonym obowiązkom w sposób nas satysfakcjonujący... ta presja powoduje, że narasta w nas konflikt wewnętrzny. Od tego droga bliska do uzależnień od alkoholu, leków i jeszcze dalej. A warto sobie zaufać, polubić swoje wnętrze takie jakie jest. Pożyć bez napinania, na luzie większym. Świat nie rozpadnie się od tego, że będziemy w czymś gorsi, nie zdamy jakiegoś egzaminu, popełnimy niezręczność jakąś. Naturalnym jest aby znając swoje ograniczenia, zaakceptować je dla naszego zdrowia psychicznego. A co za tym idzie fizycznego. A rumieniec naszą twarz oblewający, może być uroczo zniewalający :-)

WSTYD pozytywny

Taki wstyd gdy mamy go z poczucia winy, braku odpowiedzialności, braku odwagi w trudnej sytuacji - ten wstyd nie podcina skrzydeł, tylko informuje, że niechcąco, bezmyślnie czasem... popełniliśmy gafy, a czasem czyny niezgodne z naszym sumieniem, wyznawanymi wartościami, sprzecznymi z  zasadami ogólnymi i? I powinniśmy wyciągnąć wnioski na przyszłość, by nie powtarzać tych samych wstydów.

WSTYD fałszywy, udawany

Gdy ktoś udaje, że się wstydzi swojego zachowania, a tak naprawdę, w duszy gra mu duma i zadowolenie. A wszystko po to, żeby ukryć swoje prawdziwe myślenie i jeszcze zrobić dodatkowo dobre wrażenie. Nazwałabym to dodatkowo tchórzostwem (lecz to temat na inny raz).

POSTAWMY NA:

Szczerość, asertywność, otwartość, tolerancję, radosny stosunek do siebie i ludzi... a wtedy, te najczęściej też wyniesione z domu poczucia wstydu np. dotyczącego nie najwyższego statusu ekonomicznego, czy pochodzeniowego przestaną nami kierować i zatruwać nasze życie. Oczywistą też prawdą jest, że jeśli w dziecku jeszcze małym obudzimy jakieś nieistotne poczucie wstydu, że jest grube, nieładne, nie dość w czymś dobre - to  przerodzi się ono, w obniżone poczucie wartości własnej. I dzieje się tak jak wcześniej przedstawiłam. Rozmawiajmy o wszystkim, a nie najemy się wstydu i innych przed nim uchronimy. Wierzcie mi, wiem o czym mówię!

WSTYD - TEMAT WSTYDLIWY* Wstydów codziennie ludzie doświadczają wielu. Szeroka jest ich paleta. Nie sposób wszystkich wymienić. Ważne, żebyśmy tak żyli, byśmy na końcu swojej drogi (w podsumowaniu) swego całego życia się nie wstydzili :-))

A Wy? Jaki wstyd odczuwacie najczęściej? ;)





13:24:00

SENS ŻYCIA - ja się nie użalam, muszę się wygadać ;-)

SENS ŻYCIA - ja się nie użalam, muszę się wygadać ;-)


ZASTANOWIENIE O ŚWICIE

Leżę w łóżku, zza firanki przedziera się słonko wczesne - poranne. Narzucam kołdrę na głowę. Nie chcę słonka, jeszcze ruszać się w ogóle... nie chcę. Obrażona jestem. A raczej przerażona? Ze strachu, że jak się podniosę, to ciężar mojego myślenia znowu zawróci mi w głowie, a ta znowu zacznie boleć. Najpierw stopniowo, pomalutku, nawet nieśmiało, dając nadzieję, że dzisiaj będzie inaczej. I ja się na to nabieram i wstaję, wdzięcznie dziękując, że znowu na swoim koncie odnotowuję sukcesik - obudziłam się i żyję. Lecz jaki sens to moje życie ma, jeśli nie mogę wykorzystać go do cna? A nie mogę, bo mój ból jest jak rzep bardzo wysokiej jakości, który przywarł do mnie. Rozgościł się na dobre i nie ma dla niego mocnego, co by zabrał jego. Jaki sens ma moje życie, kiedy nie mogę robić tego co chcę, pomóc też nie mogę nikomu, bo sama jestem w tym bagnie niemocy i nawet sił już krzyczeć nie mam: chcę jeszcze coś uczynić, co pozostawiłoby ślad, że tu byłam i coś czyniłam. A tak? Nic! Toczę się jakoś bez powodu, innym tylko dostarczam zawodu. Choć oczywiście zaprzeczają temu ;-) każdego dnia. Wyczuwam już zmęczenie z ich strony... dzisiaj ja, to nie ta sama ja. Żyję i jakoś dotrwać muszę do końca, choć chciałabym to uczynić na swoich zasadach ;-) Obawiam się jednak, że będzie zupełnie inaczej. Myśli kłębią się na różne sposoby. 

Tak dywagując pod tą kołdrą przysłonięta, odważam się jednak i jedną nogę wyciągam, potem drugą głowę potarganą odsłaniam i całość sadzam na łóżku. Super. Progres jest :-))

Rozglądam po pokoju, a raczej omiatam wzrokiem kolejne sprzęty, obrazy na ścianach i kwiaty gdzieniegdzie, stolik zawalony lekami, tu szklanka z niedopitą herbatą, tu jabłko nadgryzione, otwarte pióro wieczne i zamazana atramentem kartka... ależ bałagan. Nasłuchuję radia, które zawsze o tej samej porze włączam będąc w śnie najgłębszym... nasłuchuję, jaki to dzień, co znowu na świecie się zdarzyło i w kraju, który tak bardzo mnie rozczarował. Ale cóż... nie opuszczę go, tylko dlatego, że zwariował. Z domu wyniosłam troskę, by nie zostawiać nikogo w potrzebie. Teraz ja sama jestem na rozdrożu... walczę o siebie różnymi metodami. Spotykam się z ludźmi (specjalistami medycznymi) i oni (nie wszyscy na szczęście ;-)) ku memu kolejnemu rozczarowaniu, mają mi to za złe (?) albo nie chce im się, albo mają mnóstwo innych zajęć plus to, że nie wiedzą być może... jak mogą mi pomóc, bym mogła jeszcze coś dobrego uczynić na tej ziemi, skoro jeszcze pobieram na niej tlen ;-) Szukam wzrokiem pilota. Naciskam czerwony przycisk.

WŁĄCZAM TELEWIZOR 

Spoglądam na wyciągniętą rękę trzymającą pilota, która wygląda jak nierównomiernie rozłożona wata cukrowa na krzywym patyku ;-) Nie ma to jak podnieść się od rana na duchu ;-) Dobra. Chowam pod kołdrę. Zapominam ;-)

Włączam telewizor i wpadam na reklamę "Planuję długie życie, więc to i to..." Ale traf :-) Ja też planowałam długie życie i dalej planuję... mam chęć niepoddawania się. Choć nikt mi tego nie ułatwia, jak obiecują reklamy. Sama czuję, że jestem potrzebna. Może nie tak jak inni, Ci z pierwszych stron gazet. Ale dla swoich najbliższych, którzy każdego dnia mi udowadniają, że tak jest. Choć moje odczucia, zwłaszcza te z pozycji horyzontalnej... są daleko inne. Że więcej ze mną kłopotów niż przyjemności... jeszcze bardziej ciągną mnie w dół, a raczej wpychają do łóżka i potęgują smutek, że nie jestem już taka, jak niedawno jeszcze :-(  Tak naprawdę to nie mam wielkich wymagań... pragnę by mnie nie bolało. Bym nie czuła, że mam narządy jakiekolwiek, bym skupiona mogła być na tym, że zima tak piękna, że naprzeciwko mieszka piesek Fiona, który mnie bardzo polubił. Że mam wokół kilka osób, które potrzebują rozmowy ze mną i brakuje im mojego poczucia humoru, mojej chętki do wygłupów, mojego wsparcia, wysłuchania. Ech...

JA TO WIEM, A JEDNAK...

Noszę w sobie cierpienie, którego na zewnątrz nie widać. Bo ja cierpię w swoich czterech ścianach. Gdy wychodzę, nawet gdy przez moją głowę przechodzi metalowa szprycha, która obraca się wkoło, to ja zęby zagryzam. Teraz to łatwo wychodzi, bo maseczka te usta zakrywa ;-) A smutek w oczach zakrywam okularami. Jeszcze do tego zaparowanymi :-)) Odwalona jak do kościoła, nie zapominam wszystkiego do siebie dopasować, tak by sprawić wrażenie... och jaka ona elegancka, ona to szczęściara jest urodzona... Nigdy nie lubiłam obnosić się ze smutkiem. Jak powtarzała Babcia moja kochana... "po co ludzi cieszyć, że Ci gorzej coś idzie. Zawsze chodź z wysoko podniesioną głową". Co by nie powiedzieć, to jestem  szczęściara (są tacy co z pewnością mają gorzej). Mnie niczego nie brakuje, wszystkiego mam wręcz za dużo :-) No i tego bólu też  dużo, och... o wiele za dużo, choć wielką granicę mam tolerancji. Mam mu za złe, że tak ogranicza mnie. A ja człowiek czynu jestem... No, ale cóż ;-) Poza tym, to wszystko dobrze jest. Moje cierpienie nie ma smaku, nie ma zapachu, barwy, nie da się go opowiedzieć. To tylko ciężar, który w każdej mojej komórce ciąży. Przychodzi ten moment (przewiduję, że każdy tak ma), kiedy nie można się pozbierać, a najbliżsi Ci mówią, że to przejdzie, będzie dobrze, że już jutro świat się odmieni. I tak czekam... jeden dzień, drugi, trzeci... sto szósty...  następny, mijają miesiące... i jest coraz gorzej. Hmm? Zastanawiam się. Wyłapuję te najlepsze chwile, naciągam na sznureczek, i? I on ciągle za krótki jest bym włożyła go na szyję i z radości zatańczyła, że nie jest tak źle, że będzie znów dobrze. Inaczej, ale dobrze :-)

NISZCZY MNIE...

Niszczy mnie to udawanie, ta wiara, że wszystko będzie dobrze... gdy ja czuję, że jest inaczej. Czasem płaczę, ale nie wszystko da się wyrazić płaczem... chyba tylko rozpacz z bezsilności. Przeszłam przez swoje życie przez wiele smutków. Wyciągałam też innych z tych bagien niemożności, niewiary. Teraz jest inaczej, czuję, że tonę, ale ciągle mam nadzieję, że wypłynę na wierzch... że jakoś ten ból wypielę, że odbiję się od dna. Tylko, że przychodzi wieczór, albo ranek, bo to nigdy nie wiadomo, kiedy śruba zacznie metalowa w moim organizmie znów harce urządzać.... i kolejny raz czuję się jak topielec, który nie może złapać tchu, stopami dotyka dna. Oooo... udało się odbić... uff...

TO NIEPRAWDA

To nieprawda, że cierpienie kształtuje i wzmacnia ludzi. Cierpienie zmienia ich osobowość, odstręcza od innych, zmienia odbieranie świata. Z entuzjasty, pasjonata, optymisty stajesz się obojętny. Jest Ci  wszystko jedno. A obojętność, to jest poddanie się. Człowiek, który nie stawia czoła cierpieniu, taki człowiek poddaje się, nie akceptuje swojego życia. W końcu ucieka przed nim. Dolegliwości psychiczne przy bólu, to dodatkowe udręczenie.  Ich intensywność niekiedy jest tak wielka, że łączy się i przeradza w  dodatkowe dolegliwości  fizyczne. Koło się zamyka. Jeśli chce się jeszcze żyć, trzeba je otworzyć. Do tego potrzebna jest motywacja. To mogą zrobić najbliżsi ludzie i wydobycie z siebie energii własnej. To trudne, ale nie niemożliwe.

JEST WSKAZÓWKA

Mój smutek i cierpienie daje mi sygnał, jest informacją dla mnie, że muszę podjąć decyzję... walczyć czy umierać? Walczyć wbrew całej "armii" ludzi, dla których Covid jest tylko ważny i tylko młodzi, i piękni ludzie? Czy poddać się walkowerem?

Dla nikogo nie jestem tak ważna, jak ważna jestem sama dla siebie. Nie mogę też zawieść bliskich mi ludzi :-), a innym chętnie dać przy okazji prztyczka w nos ;-) Dlatego pokonam te mury ignorancji, braku empatii, obojętności i lekceważenia, i???  Będę walczyć, puszczając mimo uszu nieprzyjemne uwagi, ironiczne spojrzenia... pokonując obojętność. Spokojne zasypianie, odłożę na później ;-) 

KTO JAK NIE JA :-))))

Osiągnie zwycięstwo i sprzęgnie relację mojego ciała z moim umysłem tak, że uzyskam równowagę i  ona pozwoli mi pokonać mój BÓL. Po takim doświadczeniu, stworzę na nowo swój świat, odnowię i wzmocnię obszary, które dają mi szczęście. Odkryję nowe źródła radości i nigdy już nie będę udawać radości, skrywając pod nią smutek. Bo smutek też może być optymistyczną inspiracją. Tylko trzeba go wytłumaczyć. Umieć go przedstawić i nie bać się otwarcie o nim mówić. Mam wolę życia i będę jej bronić. Nikt mi jej nie zabierze, tak jak mojej godności - przyrodzonej, niezbywalnej, nienaruszalnej.

SENS ŻYCIA

Sens życia, to zagadka. Każdemu życie daje co innego. Ale prawda jest taka, że życie daje nam tyle, ile potrafimy z niego wziąć. Jest w naszych rękach. To największy dar losu, który bez względu na okoliczności trzeba doceniać i brać z niego z wielką odwagą jak najwięcej. Gdy przychodzi ból i nieszczęście, to jest ten moment żebyśmy się przyjrzeli własnemu życiu, zastanowili, co możemy jeszcze zrobić by zatrzymać je jak najdłużej. Do tego w ten sposób, żeby nas zadowalało, bez względu na okoliczności. "Celem nie jest żyć wiecznie, lecz zostawić zostawić coś, stworzyć, co będzie żyło wiecznie". Czuję, że moje ma sens. Każdy ma prawo do słabości. Słabość wbrew pozorom może być trampoliną do odbicia się w dobrą stronę. Ja to wiem!





Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger