15:39:00

JESTEM SPEŁNIONA - Alfabety Starej Kobiety

JESTEM  SPEŁNIONA - Alfabety Starej Kobiety

SPEŁNIENIE, CO TO?

Spełnienie, to taki stan kiedy czujemy, że mimo iż parę rzeczy nam nie wyszło, nie ze wszystkim jest idealnie, to wiemy, że zrobiliśmy wszystko tak jak chcieliśmy i teraz możemy więcej, ale niekoniecznie musimy. Wędrówką jest życie człowieka - to prawidłowe stwierdzenie. I gdy już wiesz, że ta wędrówka zbliża się do mety... to albo jesteś z niej zadowolony, albo nie. Każde urodziny, które w kalendarzu określa dla każdego jakiś czwartek, któregoś lipca, lub marca i różnego roku, jak też innej godziny - to ten dzień, w którym jeśli mamy  już pełną świadomość, że przeszłość za nami jest o wiele dłuższa niż przyszłość przed nami, to wtedy nadchodzi nas refleksja, pytanie: jacy jesteśmy, czy szczęśliwi, co jeszcze może się zdarzyć (?) Wierzę, że większość z nas nie chciałaby nic zmieniać, tylko w zdrowiu jak najdłużej trwać. Przynajmniej ja tak mam.

ZASTANOWIENIE

Ostatnio miałam sporo czasu, żeby zastanowić się nad sobą. W jakim punkcie życia trwam? Co dalej, gdy pewne emocje już mnie nie dotyczą, a zdarzenia fascynujące być może też już poza mną? Tak krok, po kroczku zrobiłam sobie rachunek z przeszłości i "biznesplan" na przyszłość nakreśliłam. Odkreślam grubą kreską, co było i w teraźniejszości, która jest inna, trudniejsza niż 20, 40 lat wstecz, bo z krótszym biegiem do mety, co nie ukrywam, że mnie trwoży, bo bardzo kocham życie :-)Ale nie ma co naprzód martwić się, tym na co wpływu nie mamy, tylko iść... do przodu, bez cofania i zbyt długiego parkowania ;-)

Tak analizując siebie, stwierdziłam, że: JESTEM  SPEŁNIONA.

CO TO ZNACZY?

Spełnienie, to osiągnięcie wszystkiego o czym się marzyło, a czasem ciut więcej. Ważne żebyśmy my sami byli zadowoleni z tego co mamy. Zdarza się, że poczucie spełnienia przychodzi za późno i czujemy rozżalenie. Nigdy nie jest idealnie. I tak.... czuję się osobą spełnioną, tzn. szczęśliwą. Mam poczucie, że wzięłam ze swojego życia wszystko co najlepsze. Teraz bujając się w hamaku, myślę, że osiągnęłam wiele... choć nie zawsze świeciło słońce. Ale deszcz też był potrzebny, choćby dla ochłody gorącej głowy.

ALFABETY: O ASPEKTACH BYCIA SPEŁNIONĄ STARĄ KOBIETĄ

Trochę groch z kapustą... co literka, to inna iskierka - do życia zachęta :-))) 

Tak więc zaczynamy: 

A - AMBICJA. "Musisz być ambitna, nie możesz się poddawać, sama swoje sprawy załatwiać. Praca, talent, trochę szczęścia, ale przy tym, ambicja w życiu jest konieczna." Słyszałam to od pierwszych dni, kiedy zaczynałam kumać co do mnie mówi tato, mama i w szkole nauczyciele. I taka byłam, wszystko musiało być tak jak sobie wymarzyłam, a inni coraz wyższe stawiali mi poprzeczki... i tak skakałam... aż się dzisiaj obudziłam i pomyślałam: już nie muszę podskakiwać, teraz będę odpoczywać :-))

B - BIEDA dotknęła mnie kilka razy w życiu, tak samo jak i zamożność duża. Ale ani jedno ani drugie nie miało wpływu na to kim byłam. Zawsze starałam się być elegancka, zadbana i z podniesioną wysoko głową... aż do chmur nieraz, gdy bardzo źle było i wyprostowana, ale z pokorą gdy tak dobrze było. Zawsze się z innymi dzieliłam i jak mało, i jak dużo w portfelu było. Przez to, że nie fetyszyzowałam nigdy pieniądza.... na wszystko wystarczyć musiało. Zdrowie wtedy dopisywało, więc mimo, że trudno, to i tak łatwiej niż by się wydawało, było.

C  - CZAS... to najcenniejsze w życiu, zaraz po zdrowiu. Świadomość, że mam go coraz mniej, jest tysiące razy gorsza niż np. świadomość, że na coś brakuje pieniędzy. Bo cóż pieniądze mogą... kupić czas, sprawić by zwolnił tempo, by zatrzymał się w dobrym momencie? No nie. I tak mi żal, że tak mi dobrze jest, a niedługo skończyć się może... moja najmłodsza wnusia Dorotka uświadomiła mi, że idzie zmiana... najpierw to smutna była refleksja. Teraz jest radość niepojęta. 

D - DZIECI. Moje dzieci, to już dorośli ludzie ze swoimi życiami, problemami i radościami. Cieszę się, że są szczęśliwi, mają swoje dzieci... jeśli czegoś żałuję, to tego, że może zbyt mało czasu im poświęciłam. Moja praca i zapewnienie im wszystkiego co najlepsze, bardzo ten mój czas wypełniały. Na szczęście praca była moją pasją, dawała zadowolenie. Najbardziej związana jestem z najmłodszą córką, bo jej świat pokazywać musiałam sama. Gdy owdowiałam miałam 45 lat, Alusia 2 i pół roku. Ale dałyśmy radę! Dzisiaj ona już ma córeczkę. Alicja właśnie zaliczyła trzeci rok studiów z maksymalnymi wynikami. Jakaż jestem dumna. 

E - EKSTRAWERTYCZKA - to ja (mimo upływu lat), pełna żywiołu, gadulska obłędnie, roztrzepana, beztrosko optymistycznie nastawiona do świata. I wiem, że nierzadko gdy się odwrócę, to inni wymownie na swych czołach zakreślają kółko, którego ja miałabym być odbiorcą ;-) Ale niczego sobie z tego nie robię :-) To ludzie dają mi energię i nadają tempo mojemu życiu. Bez nich byłabym pozbawiona pasji życia w każdym aspekcie.

F - FRAJDA największa to to, że miałam (i nie straciłam) w sobie przekornego chochlika: gdy inni mi mówili, czy usiłują mówić nadal, co jest dla mnie dobre i nie chcą dać prawa do swoich odpowiedzi - to mam odwagę by skreślać ich, skreślać po całych dniach. I wcale mi nie żal. Ja pozostaję sobą.

G - GRZECH - to się Wam nie spodoba... ale moje grzechy, których na własnym ciele i duszy doświadczyłam, pozwoliły mi nie działać tylko wyobraźnią, marzeniami, tylko stuprocentowo żyć i docenić życie, kochać ludzi i świat. Cieszyć się, że jestem na nim. :-)))))))))))

H - HUMOR - poczucie humoru jest afirmacją mojej godności, wyższości nad tymi, którzy go nie mają. Niezależnie co mi się przytrafia, to poczucie humoru pozwala mi dawać sobie radę. To podstawa: umieć się śmiać z siebie, różnych sytuacji i innych wprawiać żartem, w dobre samopoczucie. Jestem fanką czarnego humoru, wręcz wisielczego i najbardziej bawi mnie jak ludzie nie rozumiejąc, odrzucają go. Może nie rozumieją, a może są zbyt ważniaccy, żeby go pojąć :-) Humor dodaje pieprzu do uczty życia, a mądry człowiek potrafi śmiać się ze swoich błędów, ale też wyciągać z nich naukę. Kpina z siebie tak wiele dodaje energii, że żadna używka nie da rady :-)

I  - INTELIGECJA w moim odczuciu, w dzisiejszej rzeczywistości... czasem wygodniej rżnąć głupa :-) Inteligencja niekoniecznie jest podstawą odniesienia w życiu sukcesu, ale niewątpliwie pomaga w radzeniu sobie z porażkami. Lubię rozmawiać z inteligentnymi osobami. Jak nie ma  ich w pobliżu, o nastawiam się na rozmawianie ze sobą ;-) Bywam czasem męcząca ;-))

J - JUTRO. Jutro jest niepewne, ale ważne jest to, żeby mieć świadomość, że wszystko zmienia się nieubłagalnie. I nie ma na to rady. W jednej chwili jest pięknie, w drugiej koszmarnie. Wszystko to przeżyłam i wiem, że nie mogę dać zmarnować się żadnej chwili, dlatego mam przekonanie, że jutro też muszę wykorzystać do cna. Tak jak ja chcę. Nie inaczej :-)

K - KREW - często powtarzałam, że nie mam czasu na sen, bo we mnie krew wrze do działania. Bo ja krew w żyłach mam =... nie zupę pomidorową ;-) I okazało się, stosunkowo niedawno, że to prawda jest, a nie wymysł mój... krew mam bardzo gorącą... hemoglobina i hematokryty nie mogą się w niej pomieścić ;-) Może stąd we mnie ta namiętność do życia i wszystkiego w nim :-)

L - LEPIEJ - mówi mój znajomy - to już było. I tak powtarza ile razy ze sobą rozmawiamy. A ja mu przypominam, jak to on kiedyś oczekiwał na czas, żeby lepiej i łatwiej było aż nie będzie trudności. Słyszę tu niezgodności ;-) Ja teraz mu mówię, że nie czas tracić czasu na to, że będzie lepiej, tylko w tym momencie powinien być szczęśliwy, bo oczekując, przypadkowo - może nie zdążyć :-)

Ł - ŁAKOMSTWO. Rodzice powtarzali, że ja nie jem po to, żeby żyć, tylko żyję po to, żeby jeść. Łakomstwo to grzech. To prawda niestety. Lecz łakomstwo w przeciwieństwie do seksu nie rodzi zobowiązań. Wyjąwszy zobowiązania wobec siebie, przemoc wobec siebie, swojego ciała. W ten właśnie sposób potrafiłam być nie raz baardzooo puszysta.... ale nie żałuję. Byłam też bardzo szczuplutka, taka figura jak dla hecy (z przodu plecy, z tyłu plecy). Babcia prawiła, że w pewnym wieku, to lepiej mieć pięć kilo za dużo, niż pięć kilo za mało ;-) i teraz to chętnie sobie powtarzam :-)

M - MĘŻCZYŹNI - byli i są w moim życiu. Jedni kochali, drudzy zdradzali, uczyli i ogłupiali... doceniali i stłamsić próbowali. Ale ci ostatni szybko się dowiadywali, że ze mną nie warto zaczynać. Wiele mnie nauczyli. Od pierwszego Witka w pierwszej klasie szkoły podstawowej, z którym mnie w parę ustawili, co wcale nie po mojej myśli było. Mężczyźni - mężowie, kochankowie, przyjaciele, tacy tam różni... na każdym etapie życia pojawiali się, znikali. Przeglądałam się w ich oczach i nie potrzebowałam lustra ;-) I dalej tak jest :-) Może dlatego, że niektórzy z nich nie mają tak dobrego wzroku, albo są mało krytyczni ;-)))

N - NADZIEJA. Nie tracę nadziei. Nadzieja według mnie - to nie przekonanie, że wszystko dobrze się skończy lecz pewność, że wszystko ma sens bez względu jak się skończy. Wtedy łatwiej pokonuje się trudności i nie ma na końcu rozczarowania :-) 

O - OGRANICZENIA. Zawsze jakieś są. Nie ma co udawać, że ich nie ma. Uczę się ciągle jak uwalniać się od nich i nie narzucać sobie bezmyślnie nowych. Rozumiem, że większość z nich mieści się w mojej głowie. Jeśli z czymś walczę, to jedynie z dręczącym myśleniem, że czemuś nie podołam, nie sprostam. 

P - PIEC - z niejednego pieca chleb jadłam i poparzyłam też nie jeden raz, dlatego nauczkę miałam i z  mijającym czasem starałam się być bardziej ostrożna w swoich poczynaniach. Starałam... ale nie do końca. Po prostu bywało, że wchodziłam w kłopoty jak w masło.... wierząc, że wszystko będzie jak trzeba. Nieraz porządnie narozrabiałam, ale jak kot, na cztery łapy, jednak spadałam ;-) Teraz nieco wyciszyłam się i bardzo cenię sobie tzw. święty spokój.

R - RYZYKO. Było i ciągle jest wpisane w moje życie, i każdego z Was, który chce żyć na 100%. Ja  starałam się żyć na 100% . W wielu sprawach zawodowych, prywatnych podejmowałam decyzje nieraz karkołomne, ale myślałam, że albo przez nie będzie mi lepiej, albo przynajmniej zdobędę doświadczenie i będę mądrzejsza. Czy się opłaciło? Jak to w życiu... raz tak... raz nie. Ciekawie było. W osiemdziesiątym dniu znajomości wychodziłam za mąż, w jednym dniu zmieniałam intratną pracę na inną, trudniejszą itd. itp. Szybko podejmowałam decyzje :-)  Nie nudziłam się :-))

S - STROJE. Zawsze lubiłam się ładnie odziewać, dodatki dobierać. Babcia mówiła, że nie szata zdobi człowieka, ale w pewnym wieku może ładnie zakrywać:-) Tak więc stawiam teraz na gustowne zasłanianie, a tylko buzi odkrywanie, w uśmiechu zniewalającym. Cóż, takie zmiany :-)

T - TWARDZIEL. Moje życie to jak obracanie się na kole, raz w górze, raz w dole. Musiałam wstawać, otrzepywać kurz i dalej jechać. Były momenty, kiedy moje koło zanurzało się głęboko w w bagienkach i zdarzało się, że chwilowo nie dawałam rady i błędy popełniałam. Do dzisiaj za niektóre płacę, ale jestem twarda... byle czego się nie boję... jeśli, to... sfrustrowanych, zazdrosnych, głupich ludzi.

U - UCZUCIA. Te istotne są bardzo... miłości i przyjaźni nigdy mi nie brakowało. To największa wygrana w życiu. Teraz też tak mam... mam się do kogo przytulić, do kogo zadzwonić i do mnie dzwonić też chce ktoś... i dzielić swoimi radościami, przemyśleniami, ale też smuteczkami, bo w życiu nie wszystko jest słodkie.

W - WOLNOŚĆ... wszystko mogę, nic nie muszę. Zawsze czułam, że wolność jest dla mnie najważniejsza. Zazdrość chorobliwa mojego pierwszego męża bardzo mnie martwiła. Czułam, że miłość taka mnie przytłacza. Znalazłam jednak sposób, by się uwolnić od poczucia uwięzienia w złotej klatce. I wszystko zaczęło działać inaczej. Jak to zrobiłam? Posądzana ciągle o zdradę, bardzo przykro mi było żyć w takim stanie. Więc? Faktycznie zdradziłam. Choć męża kochałam. Już nie miałam poczucia, że jestem omotana złą energią. Sama się z niej uwolniłam. Choć nie jestem z tego dumna. 

Z - ZDROWIE. Nic nie jest dane raz i na zawsze. Zdrowie też. Zacytuję mojego ulubionego Konfucjusza. "Mamy dwa życia - to drugie zaczyna się, gdy dociera do nas, że tak naprawdę mamy tylko jedno." Mam przekonanie, że zdrowie wymaga stanu równowagi między wpływami środowiska, sposobem życia, a własną naturą. Mam podstawy, żeby tak mówić - depresja też nie jest mi obca i z autopsji wiem skąd do nas przychodzi. Wiem jak ubierać twarz w uśmiech, choć w środku wodospad łez ;-) Ale wszystko po coś jest... czasem coś dobrego trzeba stracić, by coś lepszego dostać.

Ż - ŻMIJA. Przytrafiły mi się w życiu dwie żmije. Obydwie udawały wielką troskę i przyjaźń. Tak naprawdę, to zazdrosne były... nic złego im nie zrobiłam, tylko byłam... byłam sobą. Jedna wiedziała wszystko najlepiej, nie potrafiła rozmawiać tylko wydawać pouczenia. Druga w niewybredny sposób mnie oceniała. Ale wiem, że kobiety gadać muszą... niech gadają... to tylko słowa... ja wiem, kim jestem, co robię, co czuję i nic nikomu do tego. nie dam się więcej obrażać.... Jak komuś poniżanie, obrażanie sprawia ochotę, to świadczy tylko o tym, że jest niedojrzałym jełopem. Dla takich osób szkoda czasu... ja dobrze się czuję w swojej skórze :-))

PUENTA

Jak tu nie czuć się spełnioną kobietą, kiedy żyje się dłużej niż pół wieku i jest się bogatą kobietą, bo? Bo umiem cieszyć się z tego co mam:-))) Zdrówko by się przydało w większej dawce, ale cóż... Co dziesięć lat ustalam sobie ile mam lat (aktualnie 59) i tak żyję sobie spokojnie, nie przejmując specjalnie niczym :-)) Osiągnęłam swego czasu sukces w biznesie, byłam i jestem kochana, dałam światu nowych ludzi, godziłam wiele ról, jestem świadomą kobietą i ciągle głodną, i spragnioną, nieobojętną... Życzę sobie, by gorzej nie było i tyle :-)))




19:51:00

PRZERWA TECHNICZNA ;-)*

PRZERWA TECHNICZNA ;-)*


MIAŁO BYĆ TAK 

Stara Kobieta, czyli Dorota, miała dla Was prowadzić bloga, potem poważną stronę internetową, o tym co widzi, co ją urzeka, a co wnerwia. I mimo licznych turbulencji związanych z brakiem zdrowia, osobistych jakiś tam niekoniecznie sympatycznych spraw, dawała radę i pisała. Starała się opowiedzieć sobie i Wam wiele, zobrazować swój stosunek do swojego wieku i toczących się zmian. Pisała o tym, że nawet jeśli na barkach swych dźwiga coraz więcej lat, to tylko kręgosłup jej to nie bardzo znosi, ale w duchu i sercu ona wciąż jest taka sama. Czyli? Wolna, swobodna, wesoła, pełna energii i determinacji by jak najdłużej i najfajniej trzymać się życia. W oparciu o swoje doświadczenia, przeżycia przeróżne, pokazywała jak umiała jaki piękny jest świat, jak ważne jest życie każdego człowieka. Nie zawsze kolorowe, nie zawsze wymarzone, ale zawsze ciekawe i warte największych poświęceń dla jego przedłużenia. Pisała, co jest ważne, wartościowe, co się liczy najbardziej. O miłości, o śmierci... o dramacie związanym z tym, że zbyt szybko się starzejemy, niestety zbyt późno mądrzejemy. I tak dalej itp.

Jednym słowem, że życie i wszystko w nim, jest cudem.


AŻ TU NAGLE

Na świecie pojawiłam się "ja". Ja, czyli Dorota... raczej Dorotka ;-) Malutka ja, 13 kwietnia, o 3:31 we wtorek, przyszłam na świat. Moje przyjście było oczekiwane, ale i tak przewróciło świat nie tylko mojej mamy, ale też mamy mojej mamy, co Starą Kobietą się zwie. Jest XXI wiek, dwudziesty pierwszy rok tegoż wieku... na świecie pandemia.  

Siedziałam sobie spokojnie w brzuszku mojej mamy. Przyszedł jednak ten moment, że i ja musiałam opuścić swój bezpieczny błogostan, pod serduszkiem mamy i wyjść na ten ogromny, pełen światła i blasku świat. I stało się!  Zamiast pikania serduszka maminego, usłyszałam dużo innych piekielnych dźwięków. Przyznać muszę, że bardzo mi się to nie spodobało. Zwyczajnie bałam się i tulić tylko chciałam. Żadne łóżeczko, ani bujaczek tylko ciepłe ramiona mamy, ewentualnie taty, czy babci... jak tych dwoje nie dawało rady. Bo... taty wciąż nie było, bo ktoś pieniążki musi zarabiać na wygodę mojej pupki. Mama fajna, bo jeść daje i ogrzewa, że nie czuję się taka bezradna. Tylko ta mama, coś słabiutka, po tym trzynastym kwietnia i smuteczek oprócz szczęścia w jej serduszku zagościł... jak tu ogarnąć wszystko... dojść do zdrowia i sił, kochać tatusia, mnie, jeszcze dbać o mojego pieska i uczyć się pilnie. Jak z tym wszystkim sobie poradzić? Mama studiuje. Była i chce nadal być dobrą studentką. A ja tu tyle czasu zabieram. To wtedy babcia choć niedomagała, (to głowa, to plecy ją bolały), mamę wspierała i ze mną w swych wielkich ramionach ;-) po pokojach ganiała. Choć nie była do mnie przekonana. Czułam, że ją męczę, tak samo jak mamę i tatę, a wielki Ati? Też jak gardziołkiem pracowałam i donośnie pokrzykiwałam, to biedaczek uciekał i krył się pod stołem.

Tak krok po kroczku, z dnia na dzień uspokajałam się i dostosowywałam, do tych zmian, które zastałam. Mniej krzyczałam i czasem nawet pospałam. Przekonałam się, że to na dobre niczego nie zmienia, gdy ja niecierpliwa jestem. Oni kochają mnie bardzo, czuję to, więc też ich kochać będę. Lepiej zacznę coś opowiadać... a gyl, a guu, a ej... jeszcze nie znają mojego języka, ale staram się, do tego też uśmiecham. Wtedy dołeczki robią mi się w policzkach śmieszne i zwłaszcza babcia jest nimi zachwycona. I dacie wiarę, ta babcia moja to nic innego nie robi, tylko bawi mnie, nosi, w wózeczku na spacery prowadza, mleczko podaje i ciągle do mnie gada. To ja jej odpowiadam... a gyl...a gu...oo..aa ... lll... Babcia co jakiś czas zapowiada: teraz przerwa techniczna i zobaczymy jak się tam czuje pupeczka. Jak tak mówi, to robi mi się sucho i przyjemnie, bo pieluszkę dostaję świeżą. Ubranka też babcia mi ciągle zmienia i zmienia, bo niezadowolona, że skarpetuszki nie pasują do kapelusika, a bluzeczka nie w takie kwiateczki... Na pieluszkę zakłada majteczki z falbaneczkami, takie dla dziewczyneczki. Jestem modny niemowlaczek i nie noszę się w samym pampersiku ;-)) Śmieszna ta babcia :-)) Ale lubię jak się mną opiekuje. Rozumiem, że mama musi się uczyć i przez to nie ma dla mnie tyle czasu. Raczej... prawdę mówiąc, to ja pochłaniam dużo czasu, bo nie lubię sobie tak sama leżeć... towarzyska jestem bardzo. A ta towarzyskość moja, nie sprzyja nauce mamy. Ale pozdaje wszystkie egzaminy i wtedy więcej czasu mieć będzie. A kiedyś jak będę już duża i tak mówić będę umiała, jak to babcia umie, to wtedy jej powiem jaka, to ja dumna jestem, że taką mądrą mam mamę. Że dała radę...mieć mnie i uczyć się, i wszystko inne też ogarniać przecie.


TYMCZASEM

"Babcia oszalała". Tak mówi mamusia. Co w tłumaczeniu dokładnym znaczy, że: wszystko rzuciła by tylko być ze mną i wszystko mi tłumaczyć... mnie Dorotce malutkiej... nie komu innemu.

Babcia mi śpiewa i tańczy przede mną, zaczęła pisać książeczkę o mnie (co sobie ją przeczytam za parę latek) i babcia też mówi, że właściwie powinna coś tam, coś tam. A za chwilę patrzy na mnie i powtarza, że to coś tam, coś tam, to nieważne, wróci do tego później. Bo? Bo ja jestem teraz najważniejsza... ja i moja mamusia. A resztę to, to babcia jeszcze zdąży zrobić. A jakby nie zdążyła, to nic takiego, bo ja jestem najważniejsza... ja i moja mamusia.


TERAZ ROZUMIECIE

Rozumiecie, dlaczego babcia rzadziej Wam coś opowiada ;-) Jeszcze do tego dbać musi o siebie, żeby dla mnie być zdrową i jak najładniej wyglądającą babcią. Mówi, że to, że jest moją babcią, to nie znaczy, że przestała być kobietą. Trochę tego nie rozumiem ;-) Ale przyjdzie czas, że pewnie zrozumiem. Ponoć jestem do babci podobna. Tak powiedziała jedna pani, co ciocią jest moją. Ale chyba coś przesadziła ;-) Przecież ja nie mam zębów ;) Z tego babcia się śmieje i mówi, że ja to mam dobrze... nie muszę trzymać języka za zębami i mam swobodę języka. To chyba coś mądrego znaczyć miało, ale może lepiej, że tego teraz za bardzo nie kumam.


TO TERAZ PRZERWA TECHNICZNA

WOOOooooo....  AAuuu... A  gyllllll.....uuuuuuu

* Przerwa techniczna - znaczy tyle, że rzadziej pisać będę, bo: daję sobie czas, by zagoić wszystkie rany, jakie mam po połamaniu zdrowia, co za tym idzie psychiki... cierpliwie dochodzę do swojej dawnej formy, znowu słucham swojej intuicji. To co przeżyłam, wycierpiałam sprawiło, że byłam bardzo słaba... teraz nastąpiła zmiana i na świecie pojawiła się Dorotka... dla niej, dzięki niej, znowu staję się silna i wraca mi moja mądrość, a głupota w kąt zawraca. Wraz z narodzinami Dorotki, urodziła się we mnie Nowa Kobieta, która nie da się tak łatwo zniszczyć.

06:45:00

ZOO STAREJ KOBIETY #1

 ZOO STAREJ KOBIETY #1

Czyli skojarzenia, które mam w głowie, jeśli chodzi o zwierzęta. Będzie to alfabet braciom mniejszym poświęcony... w sposób jak zwykle subiektywny i wcale nie tak dla każdego oczywisty. Bo w tym alfabecie przemycę i wspomnienia, i historii parę, a może jeszcze coś więcej... bardziej nieuchwytnego... tylko dla mnie zrozumianego.

A - ANTYLOPA. Płochliwa, elegancka, wdzięcznie skacząca, ale na cztery kopyta spadająca, rozdzierająco skowycząca przez lwa zaatakowana... ta scena rozpaczliwa z filmu o zwierzętach w Afryce, bardzo zapadła mi w pamięć. Antylopa - kobieta zaatakowana przez brutala, ale do ostatniej chwili dumna i walcząca.

B - BOCIAN. Ptak, zwiastun ciepłych dni nareszcie... co lubi żaby i dzieci na świat przynosi w białym rożku przewiązanym czerwoną kokardą. Takie to było onegdaj tłumaczenie: skąd się biorą dzieci. Niektóre starsze znane mi osoby dodawały, że wyciągał ten bocian, te dzieci, z kapusty. Takie to były ściemy. Aż poszłam do szkoły i cała prawda wyszła na jaw ;-)) W przyszłości się dowiedziałam, że żadne 500 plus, tylko częste wyłączenia prądu mają na dzietność wpływ ;-)

C - CYRANKA... ptak, który często występuje w krzyżówkach ;-) Ptak wędrowny z rodziny kaczkowatych. Czyli kaczka. Kornel Makuszyński pisał, że "Piękna żona jest jak kaczka: za dużo na jednego, a za mało na dwóch"

D - DZIK. "Kto napotka w lesie dzika. Ten na drzewo szybko zmyka" i ja bym zmykała, bo nie raz i nie dwa w lesie dzika spotkałam, ale Tato mnie uprzedził, że w takich przypadkach, lepiej jest się nie ruszać i cicho zachowywać. Łatwo tak mówić, trudniej wykonać było ;-) Ciemna strona mojej znajomości z dzikiem jest taka, że lubię go mieć w bigosie. To mięso o wiele mniej tłuste niż ze świnki, bo bardziej jest wybiegany, odżywia się naturalnie, więc to zdrowe mięsko zalecane do jedzenia dla osób z podwyższonym cholesterolem. Dostałam kiedyś w prezencie całego dzika i zmuszona byłam go zagospodarować odpowiednio... kiełbasa też z niego  była... choć nieco przesolona. Wiele osób się przy nim gościło i smacznie, i zabawnie było :-))

E - EMU / STRUŚ - Och ile strusi jest wśród nas. Gdy ze strachu głowę chowamy w piachu... używając słów poety. Obawiając się kłopotów, niewiadomego... uciekamy, głowę wtulamy z obawy w ramiona... nie myślimy logicznie... Mówią, że struś ma oczy większe niż mózg ;-) Hmm? Znam parę takich strusi... co to uciekają od odpowiedzialności i udają, że ich nie ma.

F - FOKA. Drapieżny ssak morski z płetwami, co to słaby ma węch, ale bardzo dobry słuch i wzrok. I znowu przypomina mi się opowiastka o tym jak to mole futro zjadły foce, więc poszła do oposa wyżalić się, że jest naga i bosa, i prosiła go o futro, choćby zeszłoroczne... nie, żeby się jakoś wystroić, tylko żeby zimno oswoić. A w książeczkach dla dzieci, foka to taka cyrkóweczka co na nosie w kolorowe pasy piłkę nosi i jeszcze w kółko nią kręci ;-)

G - GRONOSTAJ słyszę i? od razu "Dama z gronostajem" w głowie mi się jawi. Ten obraz co Leonardo da Vinci namalował w XV w. Ta dama to jedna z najlepszych poetek włoskich tamtego czasu, kochanka księcia Ludwiki Sforzy - Cecylia Galleran. Kiedy pozowała do tego obrazu, była kobietą jak to się kiedyś ładnie mówiło - brzemienną, a łasiczka miała zakrywać jej błogosławiony stan.  

H - HIENA, to brzydkie zwierzę, nim zacznie polować przygotowuje się do tego aktu w ten sposób, że wyszukuje najsłabsze ogniwa. O hienach wiele opowiadał mi Tato, który bardzo interesował się naturą. Mówił, że niektórzy ludzie są jak hieny. Tylko że hieny usprawiedliwia to, że działają instynktownie, a ludzie mają rozum i serce, i tym się powinni kierować.

I - INDYK. Na myśl o indyku zaraz na myśli mam planowanie. Jakie bywa niebezpieczne ;-) Bo jak raz pewien indyk pomyślał o igraszkach niedzielnych, to mu w sobotę łeb ścieli. I zero wyszło z planowania. A nawet mniej. Pływał w rosole z makaronem. I z pewnością, to nie było jego marzenie :-) Ten w górze, co na tronie niebieskim siedzi to nieraz pokłada się ze śmiechu, jak maluczcy na dole planują, a On już wie, że na darmo to czynią, bo On też ma plany i to z lepszym zasięgiem... niekoniecznie zgodne z życzeniami od tych z dołu ;-)  

J - JASKÓŁKA uwięziona. Cudowna piosenka Stana Borysa z bardzo niepolitycznym tekstem, o potrzebie duchowej wolności i swobodzie. 


K - KOŃ. Ten to z zębami wielkimi silnymi bardzo kojarzył się pewnemu Zbyszkowi. Pierwsze słowa, które z ust (Zbyszka, nie konia ;-)) usłyszałam, to były: Ależ ma pani piękne zęby i pewno mocne takie, jak koń ma :-) Zaloty to były końskie, ale skuteczne, bo mężem moim został :-))

L - LAMA. Tak nazywaliśmy (ze wstydem przyznać muszę) naszą panią N. od historii. Wszyscy starali się usiąść od niej jak najdalej, bo mówiąc jakoś nie mogła powstrzymać swej śliny. Lubiłam ją mimo to :-)) 

M - MIŚ. Wiadomo! Kultowy film, komedia... jakże dzisiaj pomimo upływu czterdziestu lat - jak bardzo na czasie... systemowe nieprawidłowości wykorzystywane dla uzyskania własnych korzyści. "MIŚ" się nie zestarzał.

N - NIETOPERZ. Ludzie boją się nietoperzy. Ja też do nich miłością nie pałam. Dla mnie są obrzydliwe i boję się ich, choć wiem, że polskie gatunki są owadożerne. Latające ssaki, które prowadzą  nocny tryb życia. Nieprawdą jest to, że wypijają ludzką krew i wplątują się we włosy, i? Za to znają prędkość dźwięku od urodzenia :-) Miałam spotkanie z takim jednym na strychu starego domu moich teściów i przestraszył mnie bardzo, albo ja go przestraszyłam i stąd był ten obopólny krzyk. Uff...

O - OKOŃ - rybka. Bardzo smaczna. Takie łowił Tato na rosówki. To rybki, z ciemnymi smugami, oliwkowym brzuchami wchodzącym w kolor czerwieni. Najlepiej mi smakowały nadziane na patyk, pieczone w ognisku. Tato był dumny, mama szczęśliwa i ja pełna radości, a na niebie księżyc gościł. Taki księżyc, to się naogląda :-)

P - PIES konkretny - Ati. Nikt tak się na mnie nie cieszy, tak głośno nie wyraża wyrazów uznania... klepiąc ogonem po podłodze i jeszcze brzuch do głaskania wywala. Nikt też na powiedzenie - siad, tak radośnie nie siada i nie oczekuje cierpliwie nagrody. Był też w moim życiu Rambo, piesek rasy tzw. wielokwiatowej... prawdziwy przyjaciel i obrońca, wzięty ze schroniska. Mały był, podobny do wilczura, ale bardzo niewyrośniętego ;-) Po urodzeniu Alicji obrażony był jakieś 4 miesiące (tyłem chodził ;-)) nim się zaczął do mnie odzywać... a potem najlepszym opiekunem dla Ali był. Prywatny ochroniarz, darmowa niańka, która sygnalizowała każde siusiu i kupkę oraz inną wpadkę małej :-)) 

R - RYŚ. Ryś - taki tatuaż widniał na przedramieniu Taty, który wykonał sobie w obozie jenieckim. Zaciekawił mnie jako małą dziewczynkę i wtedy dowiedziałam się, że ryś, to nie tylko zdrobnienie imienia Taty, ale też - to taki duży drapieżny ssak. Duży kot z małą głową. Rysie występują też w lasach, w Polsce, ale jest ich bardzo mało. Tato chwalił się, że widział rysia podczas swoich leśnych eskapad. Był nim zachwycony. Opowiadał mi o jego zwyczajach.

S - SZCZUR. Bardzo, bardzo kojarzy mi się z ubiegłym rokiem. Wg Chińskiego kalendarza, był to rok Szczura. Siedzieliśmy w domach, jak w norach, gromadziliśmy jedzenie, szarpaliśmy z emocjami, trzymaliśmy dystans, chyłkiem przemykaliśmy ulicami by zdobyć potrzebne wiktuały... trzymaliśmy dystans, gdy zobaczyliśmy innego człowieka... jak szczury. Na własne oczy widziałam szczury wodne wygrzewające się na słoneczku, na brzegu strumyczka w Cieplicach w 1980 roku... niesamowite, zważywszy na to, że poprzedniego dnia w owym strumyczku moczyłam nóżki, bo upalny, lipcowy to był dzionek.

Ś - ŚWINIA. W "Folwarku zwierzęcym" Orwella, zwierzęta patrzyły to na świnię, to na człowieka i potem znowu raz na człowieka, i na świnię, ale już nikt nie mógł się połapać kto kim jest. Czasem wolę świnie... tak jak wolę bezsensowne przeproszenia od bezsensownych oskarżeń.

T - TYGRYSEK, przyjaciel Kubusia Puchatka krzyczał: "Ratunku, będę pierwszym tygrysem, który utonął w powietrzu". Jego najlepszym przyjacielem było Maleństwo, lubił też Królika, ale bez wzajemności. Ja sama uwielbiam wszystkich mieszkańców stumilionowego lasu, a najbardziej Osiołka Kłapouchego, co nie znosił mycia i gderał, że to taka nowoczesna maniera :-)) 

U - USZATKA ZWYCZAJNA, czyli ptak drapieżny... sowa. Mądra sowa, która siedząc na gałęzi nie boi się, że gałąź się urwie pod nią. Nie wierzy gałęzi, ufa w swoje skrzydła, że w porę odleci. I takie zaufanie należy mieć w siebie, to bardzo w życiu pomaga. 

W - WILK. Pierwszy raz spotkałam go w bajce o Czerwonym Kapturku i nadziwić się nie mogłam, że niestrawności nie miał, brzuch go nie bolał, gdy połknął Czerwonego Kapturka i jeszcze babcię całą :-))) Prawdziwa bujda to. Nie uważam by to była dobra lektura dla małych dzieci. Wolałam te opowieści, które serwował mi Tato, te prawdziwe, a nie zmyślone z życia zwierząt i ludzi np. "Lato leśnych ludzi" Marii Rodziewiczówny. 

Z - ZEBRA i od razu przypomina mi się Brzechwa, który wyśmiewał, że zebra, to taki osioł pomalowany w paski. Taką zebrą nazywamy potocznie, przejście dla pieszy.  

Ż - ŻABA. Mamuś, czy żaba przestanie być żabą, gdy napisze się ją prze rz? Zapytał mi się młodszy syn nie mogący zrozumieć, jaka różnica jest pomiędzy żabą przez ż a żabą przez rz. Miał wtedy 9 lat i wszystko upraszczał. Jak to dziecko. Dorośli komplikują wszystko bardziej.

JAKIM  ZWIERZĘCIEM  JEST  STARA  KOBIETA? I jakie zwierzęta ma jeszcze na myśli, kiedy spotyka się z innymi ludźmi Z jakim zwierzęciem sama się utożsamia? # 2 będzie o tym, niebawem :) 

Będzie o znajomej z przymiotami żmii i o gęsi głupiej, o pełnym marazmu osiołku, o mlecznej krowie, która była uparta, o szczwanym lisie i tak dalej, i tak dalej.



18:18:00

KOCHANA MAMO! - LIST

 KOCHANA MAMO! -  LIST

KOCHANA  MAMO!

Jest 2021 rok, za parę dni kolejna w kalendarzu data 26 Maja - Dzień Matki. Ale bez Ciebie już. Nie ma Ciebie koło mnie, już 23 lata.

Pamiętam ten poranek lipcowy 1998 roku,14 dnia miesiąca... to był wtorek. Rozmawialiśmy ze Zbyszkiem przy śniadaniu, które obojgu coś nam nie wchodziło. Zastanawiałam się, czy przed pracą mam skoczyć do Ciebie, do szpitala, Mamo, czy jakoś w czasie pracy Cię odwiedzić. Poprzedniego dnia byłaś taka smutna. Schwyciłaś mnie za rękę i powiedziałaś, że mnie kochasz. Przez 41 lat nigdy tego mi nie mówiłaś. Oszczędna w słowach byłaś. Ale bez tego opowiadania czułam, że byłam przez Ciebie kochana.

To było takie dziwne. Śniłaś mi się tej nocy, w tych momentach, w których przysypiałam, bo ogólnie źle spałam. Martwiłam się bardzo Tobą.

Podczas śniadania, tamtego letniego poranka, kiedy byłam już lekko spóźniona... zadzwonił telefon... myślałam, że to z pracy.... znowu coś się dzieje. Nie! To był telefon ze szpitala. Ze suchą informacją, że nie żyjesz Mamo. Umarłaś o 5.41. I tyle....a potem ktoś mówił, o tym co trzeba zrobić. Nie słuchałam. Słuchawkę Zbyszkowi przekazałam. On słuchał.

Spodziewaliśmy się, że będąc tak mocno chorą... tych dni za wiele nie było przed Tobą. A jednak ten telefon to był szok. Gdy umiera rodzic, automatycznie przestaje się być dzieckiem. Nie było już od 10 lat Taty i Babci tak samo. Tylko Ty mi pozostałaś i? I też odeszłaś. Najbliższa mi osoba. Nie musiałam o Ciebie zabiegać, zasługiwać na Twoje spojrzenie... miałam Cię po prostu. Zawsze dla mnie byłaś. I ot tak, los mi Cię zabrał i już na zawsze w moim życiu, nie miało być mojej Mamusi Kochanej.

DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Dwa miesiące później, wciąż pamiętając o Tobie, przypominając sobie ile dobrego mnie nauczyłaś, jak poczucie piękna i estetyki we mnie wykształciłaś.... jakie to ważne, istotne było dla mnie... dwa miesiące po Twoim odejściu Mamo, zorientowałam się, że ja taka już niemłoda zupełnie, mając 41 lat jestem w kolejnej ciąży. To było niezwykłe przeżycie- taka wymiana - pomyślałam.

Twoje wnuki... 22 letni Tomek wówczas i  19 letnia Kasia oraz 17 letni Jędrzej... byli zadziwieni, że jeszcze rodzeństwo mają mieć. Zbyszek mający wtedy 56 lat wolałby się widzieć bardziej w roli dziadka niż kolejny raz zostawać tatą. Trudna to była sytuacja. Ale wyjścia nie było. Czułam, że nic się nie dzieje bez powodu i tak stać się musiało. Nie dałam się nikomu przekonać, że to ryzyko w tak późnym rodzić wieku. Wiedziałam, że ten kolejny człowiek, który miał się pojawić na świecie, to takie uzupełnienie braku Ciebie Mamo. W córce Kasi miałam oparcie, dla decyzji, by kolejny raz zostać mamą. To musiało mi wystarczyć i Twoje wsparcie z nieba, Mamo Kochana.

OSIEM MIESIĘCY PÓŹNIEJ

W  wieku 42 lat urodziłam córeczkę. Nie poznałaś jej Mamo, ale siedząc na  chmurce pewnie obserwujesz ją :-) i cieszy Cię, że właśnie Ona wypełnia choć troszkę, tę lukę, którą po sobie zostawiłaś. Zbyszek dał jej na imię Alicja. Ja dołożyłam Antonina. Żebym znalazła to wszystko, co w życiu zgubiłam lub przeoczyłam. I wiesz Mamo... tak się stało :-)

ROK 2021

W tym roku, Kasia będzie już po raz szesnasty obchodzić Dzień Matki. Jest mamą czworga dzieci. A Alicja, która pojawiła się pod moim sercem w roku, w którym Ty odeszłaś, Alicja po raz pierwszy świętować będzie Dzień Matki. Urodziła córeczkę. Nadała jej moje imię... Dorotka. Wzruszyłam się bardzo. Piękny to dla mnie prezent.

MOJE ŚWIĘTO MATKI

Jestem mamą od niespełna 45 lat. Och, jak ten czas leci. Dzięki mojej najmłodszej córce, każdy dzień jest Świętem Matki. Nie muszę cały rok oczekiwać na tę datę 26 Maja. Ona codziennie jest w moim kalendarzu.

ŻAŁUJĘ MAMO

Że będąc zapracowaną, za bardzo na sobie i swoich sprawach skoncentrowaną, za mało poświęcałam Ci czasu. Twoje wnuki też nie były w tym lepsze. To moja była wina, bo za mało im pokazywałam jak być powinno. Na pocieszenie Powiem Ci Mamo, że przy Alicji te błędy, niedopatrzenia, niechcenia, niepotrafienia - zlikwidowałam. Wiesz Mamo, nie wiem jak to się zadziało, ale Alicja jest dla mnie nie tylko córką. Jest dla mnie taką, jak Ty byłaś dla mnie Mamo. Pełną troski, miłości i żadnych roszczeń :-)

MÓWI  SIĘ, ŻE...

Człowiek tak długo żyje, jak długo się o nim myśli i mówi. Ty Mamo żyjesz w codziennych obowiązkach, przyjemnościach... przy krojeniu sałatki, gdy pamiętam, że zawsze wkładałaś do niej kolendrę, przy komponowaniu bukietów kwiatów, przy których wspominam Twoje zalecenia, by wyjątkowe były, przy układaniu ubrań w szafie - kolorami oczywiście, przy dopasowywaniu stroju do okazji, przy prasowaniu.... jak mało się narobić, a dużo rzeczy wyprasować... Mamo, czuję, że jesteś przy mnie. Kiedy się spotkamy, to opowiem Ci wszystko. Teraz jeszcze tutaj pobędę, bo czuję, że potrzebna jestem. Rozumiesz. Zawsze wyrozumiała byłaś.  

 Zawsze maluję usta czerwono-krwistą pomadką, dzisiaj pomalowałam różową. Ty Mamo, ten kolor tak bardzo lubiłaś, i tylko róż na Twoich ustach lśnił. Dla Ciebie Mamo, dzisiaj w różowych ustach byłam. 

 To tyle na dziś Mamo....                                      Kocham Cię!

                                                                      Twoja jedyna córka

Do zobaczenia!


W poprzednich latach z okazji Dnia Matki:




18:17:00

Femme Luxe po raz kolejny :)

Femme Luxe po raz kolejny :)

Jeśli jesteście ze mną już dłużej - doskonale wiecie, że moim dealerem dresowym od początku pandemii, akcji #zostańwdomu itd.. jest marka Femme Luxe. Ostatnio zaczęłam jednak zaopatrywać się u nich również w inne ubraniowe dragi, czyli w gustowne koszulobluzy. ;) Sięgam po sprawdzone produkty i nie żałuję ;) 

"Koszulobluzokurtka" w kratę,  z kolorem khaki. / Sage Check Print Oversized Button - Piękny odcień khaki :) Materiałem przypomina bardziej bluzę niż kurtkę, jest mięciutka, cieplutka... idealnie sprawdza się w te wiosenne dni, gdy poranki są jeszcze chłodniejsze, a później zdejmujemy wszelkie kurtki/bluzy i zostajemy w samych bluzeczkach / topach :) Jest zapinana na guziki i posiada dwie duże kieszenie :) W składzie znajdziemy natomiast 50% bawełny i 50% poliestru, czyli nie jest najgorzej. 

"Koszulobluzokurtka" w kratę, z kolorem granatowym.Navy Check Print Oversized Button Up Pocket Shacket Isabella - Jak widzicie... bardzo polubiłam te bluzy :) Mam na nie pełno stylizacyjnych pomysłów :) To taka część ubioru, wokół, której może kręcić się cała pozostała część stroju :) Tu już wiele nie trzeba, żeby wyglądać super - proste spodnie, prosta bluzka, fajne buciki i już można dobrze się czuć i dobrze wyglądać :) 

Zestaw dresowy w kolorze liliowym / Mauve Hoodie & Joggers Tracksuit Set - Bellamy - najmodniejszy kolor poprzedniego sezon... więc w końcu i ja skusiłam się na pełen outfit w tym kolorze. Dresy Femme Luxe uwielbiam - ten krój Bellamy należy do moich ulubionych :) Wygodne spodnie dresowe ze zwężaną nogawką i dwoma kieszeniami oraz normalnej długości bluza z wygodnym kapturem, również zwężana na dole, z ogromną kieszenią, w której w chłodniejszy dzień można schronić mniej lub bardziej zmarznięte dłonie. Miękki, bardzo wygodny dres - zresztą jak większość tych z Femme Luxe :) 

Zestaw dresowy w kolorze czekoladowym / Chocolate Hoodie & Skinny Joggers Tracksuit Set - Bellamy - brat bliźniak powyższego zestawu, tylko inna kolorystyka... choć również wspaniała! Ten czekoladowy kolor jest bardzo nasycony :) Mam wrażenie, że sprawdzi się przy wielu karnacjach... ja w nim czuję się jakbym była otulona czekoladową pianką ;) 

Na stronie Femme Luxe bez problemu znajdziecie dresy w wielu wariantach kolorystycznych, w tym szare / grey loungewear  i wiele innych gotowych kompletów / co ord sets, które zapewnią Wam całościową stylizację :) Jeśli nie przepadacie za dresami, a szukacie ładnych sukienek/ bodycon midi dress lub bluzek/ milkmaid top... także macie dużą szansę znaleźć coś dla siebie. Wystarczy szukać! Ja jednak z tego co widzę... nadal pozostanę w temacie dresów - przyznam, że dzięki Femme Luxe mam obecnie chyba więcej dresów niż miałam przez całe swoje dotychczasowe życie... ale nie martwcie się - o seksownych czy eleganckich strojach również nie zapominam ;) 

19:06:00

ALFABETY STAREJ KOBIETY... wszystko (prawie ;-)) o oczekiwaniu

ALFABETY STAREJ KOBIETY... wszystko (prawie ;-)) o oczekiwaniu

OCZEKIWANIE

Oczekiwanie... o tym koniecznie napisać muszę. Taka mi do głowy przyszła myśl, gdy ostatnio... kolejny raz doświadczyłam tego przeżycia, doświadczenia, jakim jest czekanie i z tym połączone oczekiwanie. Czyli połączenie czasu z niespodzianką. W tym przypadku, z góry przewidywaną ;-)  Początek był wtedy, gdy zadzwonił telefon krótko po północy. Wiedziałam już, jak to się mówi... co się święci. Moja najmłodsza wnuczka postanowiła zmienić swój dobrostan i z brzucha najmłodszej córki na świat pandemiczny się wydostać. Oooo... uff... wreszcie, nareszcie. W mojej głowie kłębić myśl się zaczęła, że o różnych oczekiwaniach i z tym związanych emocjami, napisać powinnam. To temat szeroki jak się wbrew oczekiwaniom... w miarę pisania okazało... w dodatku słów za mało, nawet czasami brakowało. Oczekiwanie na wiadome i niewiadome sytuacje - taka jest codzienność nasza. Są oczekiwania, których spełnienie jest kwestią czasu; cudu bez gwarancji, że się zdarzy; czekania na coś prawdopodobnego co jednak się nie przydarzy. Każde takie oczekiwanie ma zaletę taką, że nauczyć może nas wiele. Nie ma nic złego w oczekiwaniu na coś dobrego, pod warunkiem, że przygotowani jesteśmy na coś gorszego ;-) Tak więc bądźcie przygotowani, że alfabet będzie długi i może Was zanudzić ;-)  

A - AKCEPTACJA to wolność od oczekiwań. Pełny relaks stąd. Spokój i swoboda, bez presji, zadowalania kogoś. Dlatego lubię siebie, bo choć lata minęły to w środku wciąż jestem taka sama :-) Akceptuję to, że nie zawsze dostaję tyle, ile daję. Rozumiem, że nie każdy powinien sprostać moim wymaganiom. 

B  -  BURAK. Trudno oczekiwać by burak w pomidora się zamienił. A jednak, ja! Taka niby do przodu, taka wnikliwa. Na początku zakochując się w R. nie zauważyłam, że sandały na grube, włochate skarpety wkładał (?) i za R. wyszłam (ale wróciłam ;-)) Jednak to nie to, że tych skarpet nie zauważyłam. Teraz sądzę poniewczasie ;-) iż oczekiwałam, że przy mnie zmieni się. Tak się nie zdarzyło. Co innego spełniło... wcale nieoczekiwane przeze mnie było. Tak jest jak źle ulokuje się uczucia i czeka daremnie na zmianę, która nigdy nie nastąpi ;-)

C - CIERPIENIE. Cierpimy z różnych powodów. Też wtedy i to bardzo, gdy nie spełniają się nasze oczekiwania. To przyczyna naszej złości i braku radości. Nie twierdzę, że też mi się tak nie zdarzało, że zbyt wiele chciałam, zbyt dużo sobie wyobrażałam i? Cierpiałam. Wyciągnęłam wniosek taki, że codzienność wystarczające przynosi nam smutki. Po co je mnożyć z powodu niespełnionych, bo może nadmiernych oczekiwań ;-) w stosunku do siebie i ludzi.

D - DOROTA, to moje imię, a od 13-go kwietnia dłuższe ramię Starej Kobiety, w postaci wnuczki - a jakże, Dorotki. Oczekiwanie na nią było dla mnie radosną chwilą i męczarnią. To było jak piąty poród dla mnie. Bardzo osobiście przeżyłam te chwile będąc w stałym kontakcie z córką i zięciem. A w łóżku z psem ich, jednocześnie. On też miał swoje oczekiwania, że pan i pani do niego wrócą. Najpierw pan wrócił. Potem czekał na panią. A tu jeszcze czekała niespodzianka... pani wróciła... ale podwojona :-)) 

E - ENTUZJAZM - To nie przystawanie, nie oczekiwanie na cokolwiek dobrego. Tylko bieg. Cieszymy się tym co mamy. Dalej podążamy z pełnym poczuciem humoru, od porażki do porażki, bez przystanku i trzymanki. Wtedy osiągamy sukces ;-)

F - FRUSTRACJA wtedy w nas powstaje gdy oczekujemy zbyt wiele względem siebie... jak powinniśmy wyglądać, jak oddziaływać na innych, jakie mieć wykształcenie, jakich dokonać osiągnięć w życiu. A przecież nie wszyscy muszą mieć rozmiar S i majątek XXL. Nie każdy też powinien być lekarzem. Bo co z tego, że wszyscy lekarzami by byli? Śmieciarze też być powinni, by śmieci wywozili. Tak już poukładany jest świat, że każdy w nim miejsce swym znajdzie. I prawidłowo jest tak.

G - GRZECH. Grzechem jest czekanie na bardziej sprzyjające warunki, czy okoliczności i chwile odpowiednie. Takie czekanie może tylko zmęczyć i w późniejszym czasie, do działania wszelkiego zniechęcić. Szybka, lecz przemyślana decyzja pozwala by czasu nie tracić tylko życiem go wypełniać (patrz. G).

H - HARMONIA tak ważna w naszym życiu jest wtedy, gdy serce i pogląd na życie się równoważy. Czyli nadmierne oczekiwania nie burzą naszego spokoju, a zbyt mierne nie obniżają naszego życia poziomu. To świadomość oczekiwań. Trudne, bo musimy się pozbywać z naszego życia oczekiwań od innych osób.

I - IDEALNOŚĆ - Nikt i nic nie jest idealne. To idealne, stwierdzenie tylko jest. Czekając na idealny moment by coś uczynić dobrego np. wyrzucić z życia swego, partnera złego, zamiast w tym czasie szukać nowego - to jest oczekiwanie, które niepotrzebnie marnuje nam czas. Tak samo jak oczekiwanie na lepszą figurę, zamiast z obecną iść w tan ;-) Zawsze moment będzie nie ten, bo przy idealnej figurze pryszcz na nosie wyrośnie nam duży... a jak pryszcza nie będzie, to nie będzie z kim iść... i tak dalej i te de. Zawsze coś nieidealne jest, więc szkoda tracić czas na coś, co być może nigdy nie nastąpi :-) *Zauważyłam, że najszybciej starość dopada i smutek tych ludzi, którzy na coś cały czas czekają ;-)

J - JAK? Jak postępować by nie zniszczyć siebie, przez własne oczekiwania wobec siebie i innych wobec Ciebie?

Zmienić swoje nastawienie: 1. zwolnić - 2. wyluzować - 3. nauczyć się rozróżniać oczekiwania od bycia zależnym - 4. nie uzależniać swojego szczęścia od postępowania innych - 5. stawiać tylko sobie (sensowne) wymagania - 6. być tolerancyjną, być dobrej myśli (bo po co, być złej?) - 7. cieszyć się drobiazgami, nie traktować życia zbyt poważnie (i tak nie wyjdziemy z niego żywi) - 8.  zastąpmy słowo problem słowem wyzwanie do rozwiązania - 9. nie słuchać cudzych opinii - zaufać swojej intuicji. -10. zazdrosną krytykę zbywać i być wdzięczną za wszystko :-))

K - KOMUNIKACJA - Sposób w jaki komunikujemy swoje oczekiwania wobec innych mają ogromny wpływ na nasze życie. A wszystko jest komunikacją...  oprócz słów też mowa ciała, milczenie, wyraz oczu. Oczekiwania, które dla nas są jasne, np. wobec dzieci... dla nich niekoniecznie. Jeżeli oczekujemy prawdomówności od naszych dzieci, sami wykazujemy się też taką i w najdrobniejszej sprawie nie oszukujemy. Pokazywanie, a nie opowiadanie najlepiej wypełni nasze oczekiwanie, by mieć dobre relacje z dziećmi. 

L - LENISTWO. Lenistwo może być bardzo atrakcyjne. Ale nie możemy oczekiwać, że od lenienia się gdzieś się wzbijemy, coś osiągniemy. Wybór jednak do nas należy :-) Lenistwo to nie oczekiwanie tylko zostawienie wszystkiego na boku, bez zainteresowania żadnego.

Ł - Łzy napływają do oczu same, gdy oczekujemy, że coś złego się stanie, a moment gdy to złe na nas spada bywa gorszy niż samo czekanie. Ze łzami też czekamy na coś fantastycznego, a jeszcze większe łzy nam płyną, gdy to co nastąpi jest rozczarowaniem ;-)

M - MARZENIA. Jeśli potrafisz o czymś marzyć i z przekonaniem oczekujesz, że potrafisz tego dokonać - to można o Tobie powiedzieć, że masz silną osobowość.

N - NAPIĘCIE tworzy się w naszym mózgu właśnie od oczekiwań różnych, wewnętrznie czasem ze sobą niezgodnych. Taki konflikt to ból głowy, gdy jesteśmy sprzeczni sami z sobą.

O - OCZEKIWANIE na śmierć. Kiedyś babcia u schyłku swojego życia mi powiedziała, że już na nic nie czeka tylko na śmierć. I to była tragiczna dla mnie chwila. Zrozumiałam, że babcia moja umarła już w sobie, kiedy jeszcze żyła. Taka smutna była, z niczego się nie cieszyła. Na nic nie liczyła, bo zbyt chora była. Wtedy też pomyślałam, że oczekiwanie na śmierć jest straszniejsze niż ona sama. Że nie jest smutkiem to, że życie się tak szybko kończy, ale to, że oczekując na niewiadomo co, zwlekamy, tak długo, czekamy by je zacząć... Nie oczekiwać, tylko żyć musimy, tu i teraz. 

P - PRZESZKODY. Oczekiwanie, że same zejdą z drogi, wyzwania nie będą się pojawiać - jest błędne, nieracjonalne. Trzeba działać. Samo się nic nie zrobi.

R - RADOŚĆ z oczekiwania też może być. I ta jest zwykle zbyt mała. Po czasie rozumiemy jak była przez nas niedoceniana. Całe mnóstwo jest takich fantastycznych, cudownych chwil... na ukochanego, stanąć z nim na ślubnym kobiercu, potem dzieci z nim mieć... czekać na nie... na nowe w pracy rozdanie, co z awansem łączy się... na z przyjaciółką spotkanie... mnożyć idzie bez liku tych radosnych chwil. Miałam, mam ich całe tony, godziny, tygodnie, lata... 

S - SZCZĘŚCIEmieć szczęście, to nie znaczy, że wszystkie spełniły się nasze oczekiwania. Ono jest wtedy gdy mamy do życia odpowiednie nastawienie... dobre podejście mimo otaczającej rzeczywistości. Umiemy się cieszyć tak po prostu.

T - TĘSKNOTA to ten rodzaj oczekiwania, który może być torturą. Oczekiwanie na ten moment, kiedy wróci, stanie w drzwiach. Takie dziwne uczucie, kiedy z jednej strony usychasz i smutno Ci jest. Z drugiej uświadamiamy sobie jak ważna, bliska jest dla nas ta osoba... jak bardzo brakuje jej nam. Jak szalone, pełne męki jest oczekiwanie na człowieka, o którym wiesz, że do Ciebie nie wróci. Drogę tego oczekiwania wytycza Ci odległość między oknem i drzwiami, i przelotne spojrzenie w korytarzowe lustro ukazujące tą dręczącą tęsknotę w naszych oczach. 

U - UCZCIWOŚĆ. Oczekiwanie, że świat będzie traktował nas uczciwie i sprawiedliwie, a może jeszcze doceni... to jak oczekiwanie, że pozostawieni w klatce z głodnym lwem, ten nas nie zaatakuje, bo jest wegetarianinem.

W - WYOBRAŹNIA - Ta jest gorsza od czekania. Nasuwa przeraźliwe myśli. Jeśli nie zapanujemy nad nimi, ten czas oczekiwania może stać się koszmarem dla nas. Przykładem być może, oczekiwanie na własne lub bliskiej osoby wyzdrowienie. Przykłady też z innych aspektów życia można mnożyć.

Z - ZALEŻNOŚĆ. Wszystko w naszym życiu od czegoś zależy. Od tego co trzyma narzędzie zależy jak ono działać będzie. Oczekiwanie jest takie, żeby dobrze poszło i rezultatem (oczekiwanym) nas wynagrodziło. Jakże silne, kreatywne, pełne pozytywnej energii jest to oczekiwanie, takie sprzężone z umysłem i pracą.  

JEŚLI

Jeśli tym tekstem nie spełniłam Waszych oczekiwań, to nie gniewajcie się, nie obrażajcie - ja niczego nie obiecywałam. Raczej z góry nudę zapowiadałam ;-)))





11:16:00

PYTANIA I ODPOWIEDZI

PYTANIA I ODPOWIEDZI
a

PYTANIA I ODPOWIEDZI

Tymi się zajmę, co relacji między ludźmi dotyczą, a nie arytmetyki, znajomości biologii: bez pytań o zawartość powietrza i różnice między rybami a wielorybami. Pytaniami, które z codzienności, radości i trudności wynikają, bez ciekawości historii. Odpowiedziami ważnymi i błahymi, co wpływ na życie nasze mają.

ZACZYNAMY :-)

CODZIENNIE, NIEZMIENNIE

Codziennie, niezmiennie... czynię to od lat, kiedy pierwszy raz tak świadomie spojrzałam na świat. Co czynię? Pytam się. Na odpowiedzi czekam, prawdy dociekam. A dlaczego, a po co, a co, a kiedy, a skąd, a ile, a gdzie? Zastanawiam się jakie następne zadać pytanie, by dosadnie i głośno wybrzmiało, bym ja dziwić przestała się. Bym wreszcie zaspokojona była, że wszystko już wiem i odpocząć mogę sobie. Niczym nie martwić się, mieć zaufanie, że wszystko sprawiedliwie, odpowiednio, szczęśliwie biegnie sobie wzdłuż i wszerz. W związku z tym mogę oddać się zajęciom swym. A w mojej głowie myśli nie muszą już przeskakiwać, rywalizować między sobą, która to ważniejsza jest i jakie pytanie zadać ma, by zaniepokoić drugą, a trzecią wprowadzić w zakłopotanie. Tysiące myśli, pytań bez odpowiedzi i odpowiedzi bez pytań - to dopiero kołowrót.

ALE TO NIEPRAWDA

Nieprawda, że można przestać myśleć i przestać zadawać pytania, i spokój w ten sposób uzyskać. Chyba nie ma takiej osoby, która świata nie byłaby ciekawa. A przynajmniej obecnej rzeczywistości, dotyczą te pytania. A pytań jest więcej niż odpowiedzi. Choć zdarza się tak, że gdy rozmawiają dwie osoby i dwa pytania zadają, to odpowiedzi są trzy.

CZY WARTO WIĘC PYTAĆ? ;-)

Warto! I nie warto!

Czasem nieprzemyślane pytanie może nas zaskoczyć. Przekonałam się, że nie należy naiwnie sądzić, że wiedza jest dobrem sama w sobie.
Staram się pamiętać, że w każdej sytuacji trzeba na odpowiedź być przygotowaną. A prawda jest niby dobra, ale nie zawsze sprawia przyjemność, nie zawsze uspokaja. Czasem lepiej nie pytać, mieć swoją odpowiedź. Uniknąć w ten sposób dla siebie niewygodnych pytań, tym samym zadbać o atmosferę w otoczeniu. Jest to jednak krawędź, cienka krawędź dzieląca od hipokryzji, której nie znoszę. Muszę uważać.

NAJWIĘCEJ PYTAJĄ DZIECI 

W ten sposób się uczą, doświadczają. Te pytania końca nie mają.
-  Co to jest? - Duży głaz - Skąd się tu wziął? - Przytargał go wiatr - A skąd go przytargał? - Z tej wielkiej góry. - A dlaczego z niej? - Bo tak chciał. - A czemu chciał? - Bo taki kaprys miał - A czy wolno kaprysy mieć? - Niekoniecznie. Kaprysić to niegrzecznie. - To ten wiatr niegrzeczny był? - Natura  swobodna wiatru taka, że nie zawsze grzecznie wieje - To trzeba wychować go, by nie robił takich szkód? - Nie da się wychować wiatru. - To ja już nie rozumiem. - A ja odpowiadać nie umiem. :-))
Pytają też o uczucia bez wahania żadnego i odpowiadają na nie bez zastanowienia. :-) Czasem warto by brać przykład z nich.

JEŚLI

- Jeśli nie zapytamy kochanej osoby, dlaczego jest smutna, co dręczy ją, to nie dowiemy się - sami w tym smutku pogrążymy. A sytuacji nie wyjaśnimy i coraz niezręczniej będzie nam w niej.
- Jeśli sami nie zadamy sobie odpowiednich pytań, tylko skupimy się na jednej od kogoś odpowiedzi, to uzyskamy tylko jedną informację. Ta jedna informacja może być niewystarczająca, bez dalszego pytania pozbawiona sensu głębszego, a może w błąd nas wprowadzająca. Z drugiej strony, nie ma ostatecznych odpowiedzi, ile pytań byśmy nie zadali. W każdej z nich tkwi zawsze jakaś tajemnica. Lecz jeśli będziemy szukać własnych, tym cenniejsze będą dla nas. Im trudniejsze pytanie tym mocniejsze mózgu wysilanie, a co za tym idzie tym większy nasz rozwój i dalej, większa nasza pewność siebie.
- Jeśli chcemy dobrych relacji z innymi musimy pytać i odpowiadać. Nie unikać trudnych pytań i niezręcznych odpowiedzi - ważne by prawdziwe były. Wciąż jednak mieć na uwadze, co powyżej napisane ;-)

NAJSMUTNIEJSZE W NAS JEST TO:

że najważniejsze myśli, uczucia, emocje umykają przez ich niewypowiadanie. Niezadane pytanie i niewypowiedziana odpowiedź, wiele zła nam może wyrządzić. I to jeszcze, że np. mocno wierząc, że ktoś wróci, przebaczy, przeprosi... sami nic nie robimy, nie pytamy dlaczego? Nie wyjaśniamy skąd. Jesteśmy przerażeni, że nasze oczekiwanie z dnia na dzień, okazuje się pewnym fiaskiem. A gdybyśmy sami tak zapytali: dlaczego odszedłeś, dlaczego nie chcesz wrócić? Albo na postawione pytanie, wręcz bez jego zadawania, tylko myśli czytania - odpowiedzieli: byłem w złej kondycji, źle postąpiłem, bo to i to... ale wróciłem. Przebacz mi.
To byłaby jasna sytuacja i skróciłaby czas umysłowej mordęgi.

ODPOWIEDŹ PYTANIEM NA PYTANIE

To odpowiedź unikająca odpowiedzi, manipulatorska, gdy odpowiadający chce uniknąć odpowiedzi, zyskać na czasie, bo nie zna się na czymś... przez to jest ona niewygodna. Osoba chce wykręcić się, bo nie chce kłopotów, obawia się kontrpytania, chce uzyskać przewagę nad pytającym... względów jest i pobudek wiele. Według mnie to niegrzeczna co najmniej jest forma odpowiedzi. Taka zasłona dymna, żeby coś powiedzieć, niczego nie mówiąc. Pytanie w odpowiedzi; odpowiedź pytanie zadając, to jasny przekaz o lekceważeniu drugiej osoby. I nie ma takiego zakazu, by tak czynić, ale warto być choćby uprzejmym. Lecz bywa, że odpowiedź pytaniem na pytanie, ripostą (słabszą lub mocniejszą) być może. To jest ten wyjątek, który przyjmuję i akceptuję :-)

1. Dlaczego tylu ludzi popełnia samobójstwa? - A dlaczego tylu ich nie popełnia?
2. Dlaczego nie posprzątałaś?-  A Ty dlaczego tak późno wróciłeś?
3. Dlaczego znowu jedynkę z biologii zaliczyłeś? - A dlaczego Ty biologii się nie uczyłeś i tyle dzieci spłodziłeś?
4. Dlaczego ciągle mi wytykasz, że jestem gruby? - A dlaczego po nocach się obżerasz?
5. Ile ma pani w biodrach? - A co, chce mi pan kupić sukienkę?
6. Ile zarabiasz? - Chcesz żebym żyrowała Ci kredyt?
7. Kiedy będziecie mieli drugie dziecko? - A Wam w ogóle kiedyś pierwsze się urodzi?  
8. Jesteś niesamowitą kobietą, wiesz co mnie w Tobie zachwyca? - A myślisz, że mnie to interesuje?
i tak dalej itp.

A może nie zadawać pytań, by bajek nie wysłuchiwać? ;-)) A może nie dawać odpowiedzi, skoro się nie jest pytanym? ;-) Wszystko od nas zależy.





10:38:00

ALFABETY STAREJ KOBIETY - z dedykacją*

  ALFABETY STAREJ KOBIETY -  z dedykacją*

JAKI TO BĘDZIE ALFABET?  

Subiektywny przede wszystkim :-) Z dedykacją dla super ekipy Firmy POPON, zajmującej się rehabilitacją :-))

Poplątany też będzie, jak kwiecień jest poplątany, jak plącze się w nim zima, wiosna, a momentami też lato. Jak w życiu smuteczki z radościami tworzą kółeczko... jak wchodzenie nie zawsze kończy się z osiągnięciem szczytu, a spadanie może zakończyć się boleśnie, lecz dawać? np. opamiętanie, refleksje, które na dobre tylko wyjdą. Takie jest życie, w którym pewne są tylko dwie rzeczy, że: po ciąży zawsze następuje rozwiązanie, a po życiu - śmierć. Między jednym, a drugim - podatki - też pewne są ;-)

Ten dzisiejszy alfabet taki właśnie będzie jak ten kwiecień, co raz zaświeci słońcem w twarz, raz błyskawicą, a raz śniegiem zasypie. Jaja też będą, bo to ten czas gdy kury je niosą, a mnie jaja trzymają się od zawsze... choć raz trafił mi się facet bez jaj i to był ten moment, że to ja jeszcze bardziej musiałam wykazać się jajami. I to nie malowanymi. Prawdziwymi. 

ZACZYNAMY...

A - A jak Aktywność. Jest potrzebna, bo potrafi dać satysfakcję przez to, że sami możemy nadać kształt temu na co ją poświęcamy. Czy to w zakresie intelektualnej, fizycznej czy jakiejkolwiek innej. Trzeba działać bez względu na okoliczności. Wyśpimy się po śmierci ;-) Można przysnąć na jakiś czas... sama wiem, jak to jest np. gdy ból chwyci swymi zębami i nie chce odpuścić, ale nie należy się poddawać. Najtrudniej jest wyjść z siebie, stanąć obok i spojrzeć z dystansem... później jest już super. 

B - B jak Babcia. Znowu, już kolejny raz zostanę babcią. To ta chwila kiedy przestaje się być tylko mamą, a zaczyna prehistoryczną osobą. Uff... i ta myśl nachodzi, że tu nowe życie wschodzi, a Ty do historii powoli przechodzisz ;-))

C - C jak Czas, o którym tyle napisano już. Ja wiem to, że: ani nie leczy ran, ani nie da się go zabić, ani tym bardziej wskrzesić, a im bardziej jest pusty tym szybciej leci, więc nie należy go tracić. 

D - D jak Dobranoc. Mieć możliwość, żeby codziennie, niezmiennie, mieć do kogo wieczorem powiedzieć  "dobranoc" - to jest największe szczęście.

E - E jak Empatia. Jest wtedy, kiedy umiemy wejść w skórę drugiego człowieka i poczuć jak on się w niej czuje. Znam takie osoby. O jednej z niej myślę w ten sposób, że ta empatia ją zabija, bo przestaje dbać o siebie... i to jest złe. Żeby ratować innych,  najpierw samemu sobie należy założyć maskę tlenową. Nie wolno kogoś ostrzem topora odciąć od jego trosk, a jednocześnie okładać się trzonkiem. Bo to do końca nikomu nie pomoże. Alu... mówię to do Ciebie.

F -  F jak Fiołki. Pierwsze kwiatki po zimie... pełne uroku, wiosenne, namalowane na łące, które ujrzała moja znajoma przechodząc przez park. Pierwsze co zrobiła, to powiadomiła mnie telefonicznie o tym pachnącym, barwnym odkryciu. Byłam jej wdzięczna, ostatnio otrzymuję tylko telefony z informacją o chorobie lub śmierci, ewentualnie innych narzekań, a tu proszę: kwiatki spostrzegła... jeszcze jej frustracja nie dobiegła :-)

G - G jak G...o na kole. Tak odpowiadam sarkastycznie, gdy jestem pytana o zdrowie. Czyli raz na górze, raz na dole. Zastanawiam się, co się stało, że to koło przestało się obracać i ciągle to g...o jest na dole? Wiem: muszę więcej energii z siebie dać, by ruszyć je. To koło oczywiście ;-), bym mogła zsunąć się z niego i w inne tryby wskoczyć. Znowu, wszystko zależy ode mnie :-))

H - H jak Historia. Każdy z nas przejdzie kiedyś do historii. Od naszej historii zależą związki jakie mieliśmy z innymi ludźmi. Często opowiadam zdarzenia ze swojego życia, swoim najbliższym (i nie tylko ;-)) przede wszystkim po to, aby niektóre wątki naprawdę przeszły do historii i nie miały swojej powtórki, bo dramat (w obecnym czasie) mógłby stać się farsą ;-) Młodzi, bądźcie kreatywni, nie powtarzajcie starych historii, twórzcie własne błędy! - tak bym spuentowała to zagadnienie.

I - I jak Idiota. Nie chodzi mi tu o powieść Dostojewskiego "Idiota", lecz o tych wszystkich idiotów, którzy chcą nas sprowadzić do swojego niebezpiecznego poziomu głupoty i uważają, że wszystko tylko oni wiedzą jak najlepiej, i tak działają jakby mieli żyć wiecznie. Nie będę tu z nazwiska ani stanowiska nikogo wymieniać, ani z żadnym z nich polemizować (........ to wolne miejsce na wpisanie znajomego idioty ;-)  Jak będę miała kaprys, to sama mogę obniżyć swój poziom... nie potrzebuję do tego nikogo ;-)

J - J jak Jajo. O jaju mówi się w kontekście rozrodczym, jako składniku jedzenia, jako męskim jądrze. "Trzeba mieć jaja!" mówimy wtedy gdy trzeba podjąć decyzję w trudnym temacie. "Ten to ma jaja!", gdy ktoś odważnie postąpi - tak podsumowujemy. W swoim życiu przekonałam się, że to częściej kobiety są odważne i zdeterminowane, ale czy ktoś zawoła z entuzjazmem: "ta to ma waginę!" ;-)

K - K jak Kobieta. Zauważyłam, że kobieta przestaje o sobie myśleć nie jak o kobiecie, tylko jako o starej zmęczonej osobie... kiedy? uwaga! Gdy wyjmuje baterie z wibratora i przekłada do ciśnieniomierza. 

L - L jak Lepszy dzień. Gdy moja córka mi mówi: nie martw się, jutro będzie lepszy dzień... a ja zakreślam kolejny dzień, w kolejnym kalendarzu, to wychodzi na to, że czekam na ten lepszy dzień od 723 dni ;-) Ale nie narzekam, bo w każdym z tych dni były też lepsze momenty i  w nich właśnie ta nadzieja rozbłyskała, że to jutro ten lepszy dzień nastąpi. Dzięki temu tak nakręcona, czekam codziennie aż się zdarzy. Takie to oczekiwanie trzyma mnie przy życiu :-)) 897 dzień :-))

Ł - Ł jak Łzy. "Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić" - cytat z "Małego Księcia". Nie wszystkie łzy są złe. Są łzy ze szczęścia i wzruszenia radosnego, które pięknie czyszczą oczy - to moje na nie, załzawione zapaleniem spojówek, spojrzenie ;-)

M - M jak Mądrość. To niełatwe być mądrym człowiekiem. Droga do mądrości jest długa i okupiona wieloma wyrzeczeniami, doświadczeniami, często cierpieniem. To znaczy, że wszystko rozumiesz, wybaczyć też umiesz i wszystko odpowiednio ustawić. A w końcu jak nadejdzie ta chwila, że jesteś uważana za mądrą i do tego inteligentną osobę, to? To zdaje się Tobie, że wszyscy oczekują na  moment, takiej wpadki by okazało się, że jest inaczej ;-) Na szczęście masz rozum i potrafisz się nim tak dobrze posługiwać, że nie ma dla Ciebie skomplikowanych sytuacji. Zawsze jest jakieś rozwiązanie, które pozwoli mądremu głupca nauczyć ;-) 

N - N jak Nie. Słowo, które powinno być słyszane jako jedno zdanie. Nauczyłam się mówić NIE, choć czasem z trudem mi to przychodzi. Po tylu wpadkach, wiem już, że NIE należy dawać dawać drugiej szansy ludziom, którzy na nią nie zasługują. NIE tłumaczę się byle komu. NIE zadaję się z kimś, kto nie okazuje mi szacunku, NIE czekam aż minie burza, nauczyłam się tańczyć w deszczu (co tyle znaczy, że dobrych rzeczy nie zostawiam na później ;-) i nie zniechęcają mnie okoliczności). NIE ignoruję ludzi, którzy się o mnie troszczą. NIE spotykam z ludźmi, którzy są hipokrytami. I NIE pozwolę na to, żeby ktoś mnie zdołował (mam swój własny kanion, który mi wystarczy ;-)) Też! NIE dam zgasić w sobie swego przekonania o własnej wartości, tylko dlatego, że kogoś drażni mój blask. Niech sobie założy ciemne okulary albo spada po prostu.  

O - O jak Opanowanie. Być opanowanym w najtrudniejszym momencie, to recepta na pokonanie złośliwego człowieka, który chce Cię upokorzyć. Nieuprzejmego urzędnika tylko uśmiechem można rozłożyć. Gryzienie, impertynencje w stronę osoby, która obojętnie traktuje twój problem - nic nie da. Taki odwet spowoduje, że nic nie uzyskamy, tylko sami staniemy się takimi łobuzami. A przecież nie o to chodzi. Nie dać wyprowadzić się z równowagi, to jest sukces i on może doprowadzić do naszej wygranej (z urzędami np., czy w w osobistej sprawie). 

P - P jak Pośpiech. Pośpiech niewskazany. Śpieszyłam przez całe życie, z dziką pewnością ;-)) i nawet rozkoszą niepojętą (dzisiaj niepojętą), że muszę gdzieś i z czymś zdążyć... do jakiejś doskonalszej formy życia. A teraźniejszość, chwila cieszenia się nią, gdzieś mi umykała. I co? Teraz już wiem, że głupio się śpieszyć... że pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł. Śpieszyć należy się powoli, by każdego dnia spokojnie doceniać co się ma i wyciskać z tego ile się da. Przy pośpiechu wielu rzeczy się nie zauważa, nie docenia jak trzeba i zbyt powierzchownie życie przeżywa. Przestałam się śpieszyć, żeby diabeł, który na mnie czeka zbyt się tak nie cieszył ;-)

R* - R jak Rehabilitacja. W rehabilitacji ciała by powróciło do dawnej sprawności, trzeba z głowy wykreślić lęki. Nie rezygnować, wierzyć i być konsekwentnym. Jeszcze mieć fart i trafić na ludzi, którym na Tobie zależy i nie odwalają swojej pracy... byle do pensji. To jest moje własne doświadczenie, które pozwala mi  twierdzić, że na ruinach można jeszcze zbudować coś nowego, z tych samych kamieni. 

S - S jak Spokój. On jest wtedy, gdy nie żyje się przeszłością, która zasmuca, bo już była i przyszłością, która budzi lęk. Na rzeczywistości tu i teraz, trzeba się skupić i wtedy jest czad. Obecnie na niej się skupiam. Zresztą jestem w dobrej sytuacji, bo nic już nie muszę, a wszystko mogę (no, z małymi ograniczeniami. ale po cóż jest wyobraźnia ma :-))

T - T jak Telefon. To ważne urządzenie w naszym życiu, bardzo przydatne. Świadomość, że jest numer pod, który możesz zadzwonić i wypowiedzieć szczerze swoje myśli, rozbawić się czy pożalić... to daje pozytywne do dni nastawienie. Ostatnio boję się telefonu, bo każda niemalże informacja z niego płynąca, jest niepokojąca. Nie wyłączam go jednak, bo może ktoś będzie potrzebował pomocy, albo zwyczajnie pogadać o niczym, by nie odczuwać samotności. Zdarza się przecież tak, że ktoś będący setki kilometrów od nas, może dać nam więcej niż siedząca tuż obok osoba, nawet za rękę trzymająca.

U - U jak Uczenie się. Uczymy się całe życie, nawet gdy do szkoły nie chodzimy. Oprócz tego co przekazują nauczyciele, wykładowcy, uczą nas codzienne doświadczenia. Więc nawet gdy osiągniemy wyższe, papierkiem potwierdzone, wyższe wykształcenie, powinniśmy mieć choćby średnie pojęcie o wszystkim i podstawowe maniery, tzw. kindersztubę - umiejętność zachowania się w określonych sytuacjach. Obserwując ostatnio ludzi zauważyłam, że zaniedbani jesteśmy pod tym względem. Warto by zastanowić się nad sobą (siebie też biorę pod uwagę ;-))

W - W jak Wielkanoc. To wtedy zwyciężyła moc, która pokonała siły ciemności i śmierci. Zapaliła w sercach ludzi wierzących nadzieję, a po niej radość. Bardzo bym chciała, by te Święta były zaczynem do tego, by w ludziach odrodziła się wiara, że pokonamy wirusa. Powoli wrócimy do swoich pasji, marzeń, celów wcześniej wytyczonych i będziemy cieszyć się życiem nam danym. Wiadomo, że nic nie będzie już takie samo. Przed pandemią też wszystko się zmieniało. Tyle tylko, że nie tak drastycznie nam popalić dawało.

Z - Z jak Zwierzę. Człowiek powinien mieć kontakt ze zwierzętami.  Może się wiele od nich nauczyć. Od psa wierności, czystości uczucia gdzie gryzie się tylko wroga, a od kocicy leniwej jak ignorować niektórych ludzi. Ati - golden retriever moich dzieci przekonał mnie, że jestem wspaniała ;-))) Teraz nie mogę go zawieść, bo kto będzie tak walił ogonem na mój widok :-)))  A poza tym, jak się obżeram nocą, to mnie nie gani za to, nie czyni wymówek, tylko towarzyszy z zadowoleniem :-)) Taki powinien być prawdziwy przyjaciel :-))

KONIEC WRESZCIE 

Każda historia ma swój koniec, każdy alfabet kończącą literkę. Tylko walka o siebie nie powinna się skończyć. A jeśli, to na naszych warunkach.

W tym czasie wyciszenia, gdy łapę na nas położyła pandemia pomyślmy o sobie, doceńmy siebie takimi jacy jesteśmy. Nie wymagajmy zbyt wiele, tyle żebyśmy zdrowi byli. A wtedy emocjonalnie odżyjemy. Damy radę! Takie są dla Was ode mnie, nie tylko świąteczne, ale codzienne życzenia :-)))


21:51:00

O bezie, koszuli i dresie

O bezie, koszuli i dresie

Przychodzę dzisiaj do Was z kolejną przesyłką z Femme Luxe… a w niej dwa moje ubraniowe hity (między innymi kurtka możliwa do znalezienia również w zakładce festival outfits) oraz jeden niewypał ;) Jak się okazuje… może być różnorodnie pod względem jakości i rozmiarówki. Może także występować duży rozdźwięk między tym jak dane ubranie prezentuje się na modelce, a tym jak leży na Starej Kobiecie ;) Ale przejdźmy już do konkretów...



Szary zestaw dresowy z baskinką 

Grey Oversized Frill Hem Peplum Hoodie Front Seam Leggings Loungewear Set - Maryam - Nie wszystko co pięknie wygląda na zdjęciu... pięknie wygląda również na osobie nie noszącej rozmiaru S ;) Jednym z takich produktów jest właśnie ten dres. Ujął mnie na zdjęciu - te rękawy, ta baskinka... a jednak gdy go ubrałam wahałam się między określeniami beza a karuzela ;) Ma potencjał, baskinka jest super, rękawy także przyciągają uwagę, jednak... nie na mnie ;) To znaczy: na mnie przyciągają aż nadto ;) Plusem bluzy jest również kaptur. Spodnie natomiast... odrobinę mnie zawiodły - nie dopatrzyłam się na zdjęciu (mój błąd) tego, że posiadają prążki ;) Dla mnie to kłóci się z tą bluzą, która odcina sylwetkę za sprawą baskinki poziomo, a spodnie w prążki przecinają sylwetkę pionowo. Krótko mówiąc... dres zachwyca mnie na zdjęciach, gorzej w realu... no nie jest to najlepszy szary dres / grey loungewear jaki można znaleźć w Femme Luxe. Tym bardziej, że choć zazwyczaj bardzo chwalę jakość ubrań i materiałów Femme Luxe... w przypadku tego produktu jestem zawiedziona, ponieważ to 95% poliestru. Za dużo! I to niestety czuć, w przypadku tego produktu wyjątkowo.



"Koszulobluza" w kratę, z kolorem liliowym 

Lilac Check Print Oversized Button Up Pocket Shacket - Isabella - Już od pewnego czasu trwa moda na grube koszule w kratę, odrobinę kojarzące się z odzieżą roboczą, które można nosić na topy / t-shirty itd. Byłam nastawiona do tego trendu dosyć sceptycznie, ale z czasem również zaczęłam się rozglądać za tego typu ubraniami... Tak więc bardzo się ucieszyłam, że mogę zamówić taką "koszulokurtkę" z Femme Luxe. Wahałam się między kilkoma wersjami kolorystycznymi, stanęło ostatecznie na takiej liliowej z czernią - piękne połączenie! Sama koszula jest mięciutka, odrobinę cieplejsza, przypomina jednak materiałem bardziej bluzę niż kurtkę - jednak... to zdecydowanie nie jest minus! To mięciutki ciuch, który świetnie łączy się ze spodniami i różnego rodzaju topami. Idealnie sprawdza się u mnie w cieplejsze dni, gdy termometr pokazuje kilkanaście stopni, a słoneczko nieśmiało prześwituje zza chmur. To oversizowe ubranie z dwoma dużymi kieszeniami, które mnie zachwyciło i na pewno pojawi się w mojej szafie również w innych wersjach kolorystycznych :) Skład także nienajgorszy - 50% bawełny i 50% poliestru. Przepuszcza powietrze i nie sprawia, że człowiek poci się jak głupi... osaczony tą sztucznością ;) 



Dres w kolorze liliowym 

 Lilac Cropped Hoodie & High Waisted Jogger Loungewear Set - Alia - Piękny liliowy kolor… kiedy ten dres wpadł w moje ręce wraz z wyżej pokazaną „kurtkobluzą” przypomniałam sobie o pewnych butach, dorwanych w zeszłym roku na wyprzedaży za 19 zł i po namyśle oddanych… - bo przecież do czego ubiorę buty w tym kolorze? Takie ni w gruchę, ni w pietruchę. No nic. W tym roku mam więc dres i bluzę – bez  butów w tym kolorze (a były taaaaakie wygodne ;)). Kolor liliowy niezmiennie mnie ujmuje :) A ten konkretny zestaw / co ord sets jakościowo wypada zdecydowanie lepiej niż ten szary z baskinką – ma w składzie 65% bawełny i 35% poliestru. To zdecydowanie lepsze proporcje ;) Mniejsza ilość sztuczności, szczególnie takiej w dresie… zwiększa komfort jego noszenia ;) Dres przyjemnie otula nasze ciało :) Ma krótszą bluzę, która jednak nie odsłania brzucha (choć można się nawet pokusić o bluzeczkę wychodzącą spod niej ;)) z kapturem oraz wygodne spodnie z kieszeniami, które ku mojej uldze nie posiadają prążków :) Jest super! Choć bardzo oversizowy :)



Błękitny zestaw jakby na drutach dziergany

/ Blue Off The Shoulder Knitted Loungewear Set - Alisa - Mój pierwszy sweterkowy zestaw ;) Góra i dół. Całość jakby wydziergana na szydełku czy wykonan na drutach, wspaniały niebieski kolor… Na początku byłam nastawiona odrobinę sceptycznie do kroju tego zestawu, ale wystarczyło tylko, żebym go przymierzyła i... zakochanie przyszło szybko :) Super jakość (mimo, że to 100% poliestru w tym konkretnym zestawie tak tego nie czuć) i wykonanie... Mimo, że czasami mam kłopot nad zapanowaniem nad sznurkami od spodni, które niesfornie wystają nie tak jak powinny. Sweter można seksownie opuścić, odsłaniając jeszcze nie takie najgrubsze ramię… spodnie zbluzować. Idealny zestaw na pierwsze dni wiosny, nie za chłodne, nie za ciepłe :) Bardzo mi się podoba i chętnie zaopatrzę się w inne tego rodzaju ciuszki. I jaka to wygoda przy ubieraniu ;) A z drugiej strony… nikt nie każe przecież koniecznie nosić tego jako zestawu – już mam nawet kilka pomysłów jak „wystylizować” zarówno spodnie jak i sweter z innymi ubraniami z szafy :) 

Mimo wtopy z dresem, który sprawia, że wyglądam jak konkretna karuzela... lub wielka beza z kremem ;)... jestem bardzo zadowolona z tego zamówienia :) Nie uświadczycie u mnie jednak w kolejnych zamówieniach np. bluzek w stylu milkmaid top, które będą uwypuklały widocznie mój biust ani obcisłych sukienek / bodycon midi dress :) Za to na te "kurtkobluzy" czaję się bardzo ;) 

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger