09:38:00

UPARCIE I JAWNIE...

UPARCIE I JAWNIE...


NIE CHCIAŁAM JUŻ O TYM PISAĆ...

Ale się nie da, nie da... !

KOCHAM CIĘ ŻYCIE - uparcie i jawnie

i to wkurza innych. Bo zabiegam i staram się jak mogę by w komfortowych żyć bardziej warunkach, a wymaganie mam nieduże... nie chcę, żeby mnie bolało. I tyle!

Jak już nadzieja zaświeci, zastrzyki doktor specjalista zaleci, to pielęgniarka z POZ go nie poda. A dlaczego? Bo nie!  - Proszę innej pielęgniarki poszukać (gwoli uzupełnienia - jest piątek, piąteczek, piątunio czyli wytęskniony koniec tygodnia), bo tu pani doktor, lekarz rodzinny - przepisać zlecenia od specjalisty nie przepisze. Choć to jest jej obowiązek prawny i moralny.

Nie chcę znaleźć się w tej metalowej ich szafce, co w gabinecie pani doktor stoi w rogu, z napisem czarnym: zgony.

Oniemiałam - zdenerwowana, zbulwersowana, zmęczona, z ostrym bólem ;-( Choć poprzedniego dnia telefonicznie ustalałam co i jak, to na miejscu dowiedziałam się, że: nijak. 

I dziwi się przedstawiciel rzecznika tego od praw pacjenta, co na bezpłatnej pracuje infolinii... bulwersuje go sprawa i co z tego? jeśli zastrzyk, wykupiony, lecz nadal w torebce tkwi. Mam tylko satysfakcję, że miałam rację. Tylko ta satysfakcja, ani racja mnie nie uleczy... eh!

SZUKAM DALEJ POMOCY

Pielęgniarka środowiskowa? Zapisać się do niej nie możesz, bo za daleko miła mieszkasz, proszę szukać dalej... może przyjechać, ale za pieniądze. Ty dojechać zechcesz, ale ona i tak się nie zgadza, bo piątek jest. W piątek powinnam wstrzymać się ;-)

"Tak nie może być" - dowiadujesz się w Okręgowym Stowarzyszeniu Pielęgniarek, czy jak to się tam nazywa... ale dalej to nic nie zmienia.

WALCZĘ DALEJ Z ABSURDEM SYTUACJI

I tak niektórzy skrycie, podstępnie, chcą mnie chęci do życia pozbawić. Nadziwić się nie mogą, że ja tak trzymam się i chcę jak najwięcej z niego wycisnąć jeszcze. A przecież nie ma nic w tym złego, że jestem najważniejsza dla siebie. Jeśli sama nie zadbam, sama nie uszanuję siebie, to nikt zanadto się mną nie przejmie. Ja to wiem.  Nie ma w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że niektórzy mają zawodowy obowiązek wspierania mnie w tej miłości mojej, bo dostają za to pieniądze. Ale nie, dla nich jestem tylko peselem... następny proszę... . Procedury nie takie, które by człowieka jak najdłużej trzymały przy życiu, bo "popierać trzeba partię czynem i umierać przed terminem", żeby ZUS-u nie obciążać, NFZ-tu nie nadużywać i za bardzo nie zabierać czasu.

MOŻE? Gdybym przyszła w worku pokutnym i z głową na talerzu. Byłoby łatwiej. Albo może gdybym z innej pochodziła krainy? Może.

TYMCZASEM  DODATKOWO

... tracę czas i werwę, i zamieniam życie na trwanie od użerania się z jednym "bogiem" w lekarskim fartuchu i inną  "boginią" w podobnym odzieniu.

''Przepraszam", że tak uparcie i jawnie chcę o siebie zadbać. Może jako jednostka ludzka, która wiadomo bardzo podobna do świni, powinnam udać się do weterynarza i na niego płacić składki ZUS? Tam nie pozwolą zwierzątku cierpieć! 

DOBRZE, ŻE CHOCIAŻ ZWIERZĘTA MAJĄ DOBRZE (kocham zwierzęta).. nie są wyrachowane, a wrażliwe. Nadmierna empatia - usłyszałam ostatnio od pewnego dobrego osteopaty - może zabić. Jestem zatem spokojna o życie pań pielęgniarek z mojego ośrodka POZ w Poznaniu. Podziwiam za  asertywność - jest na najwyższym poziomie :-) 

ŻYCZĘ ZDROWIA TYM, SZCZEGÓLNIE TYM, którym się wydaje, że są lepsi, ulepieni z innej gliny, i że coś ich nie dotyczy. To przeświadczenie mylne jest. 

DOTYCZY!!!

HAPPY END jest... 

Zastrzyk wylądował tam gdzie powinien, bo choć trudno było, to znalazłam pielęgniarkę, a raczej pielęgniarza, który ludzki okazał się być ;-) choć to piątek był.

Zmieniłam Ośrodek POZ na inny. Żeby nie przeszkadzać paniom w ich pracy, gdzie widocznie znudzone mną też były... 20 przeszło lat... zablokowałam ten etap w moim życiu, zaczynam od nowa :-))

Co będzie? Zobaczymy. Dzisiaj spędzić mam zamiar wieczorny, miły czas, a jutro mam bilety do teatru  i bawić będę się cudownie. Taki jest plan! 









16:55:00

O DARII... co problemy miała... Alfabety Starej Kobiety

O DARII... co problemy miała... Alfabety Starej Kobiety

TELEFON Z RANA

Telefon z rana, o 7-ej rano?... od przyjaciółki, która bardzo rzadko dzwoni (?) O, to nie wróży nic dobrego. Odebrałam z drobnym lękiem, gdzieś z tyłu głowy, który łaskotał nieprzyjemnie.

- Cześć! Może masz ochotę na wino? - bez zbędnych wstępów usłyszałam w słuchawce. To była Daria. Gwoli wyjaśnienia: Daria, przyjaciółka moja. Znam ją prawie od urodzenia. Nasze mamy równolegle spacerowały z nami w wózeczkach i o różnościach plotkowały. A myśmy wzrastały, wzrastały, aż do momentu, że my same zaczęłyśmy plotkować i wspominać nasze mamy, co do lepszego ponoć odeszły życia.

- Wino o świcie? O 7-ej rano, takie zaproszenie? - zdziwiłam się nieco - Stało się coś? - Zapytałam uzupełniająco.

- Mam przemyślenia i muszę szybko się z nimi podzielić z kimś, komu tłumaczyć nie muszę za wiele... proszę - Z tonu Darii przebijał smutek choć raźnym głosem (jak zwykle zresztą) mówiła.

- Tylko, że ja muszę i, i... - chciałam zaprotestować.

- Proszę! - nie dała mi skończyć zdania Daria.

- Okey, będę koło 10-ej.

- Nie, zaraz, zamówię ci taksówkę - tonem nieznoszącym sprzeciwu zakomunikowała mi Daria. Nie znałam jej z tej strony. Mój lęk już nie łaskotał mi karku, tylko go przygniatał.

- Dobra, gdzie ta taksówka?

- Za dziesięć minut będzie!

- Uduszę cię... - krzyknęłam. Wciągnęłam ciuchy (zawsze wieczorem poprzedniego dnia mam skompletowany zestaw, który mam ubrać dnia następnego... bardzo to ułatwia życie... wiem, wiem, pokręcona jestem ;-) ) i za chwilę byłam już w taksówce, która wiedziała dokładnie gdzie ma jechać.

DARIA

w drzwiach powitała mnie, z pełnym wdzięczności i serdeczności uśmiechem. Tylko w oczach jakieś otępienie dziwne, zamiast iskierek radosnych, serce rozpalających, niepasujące do Darii przygnębienie? Spoglądałam i zastanawiałam się, co mnie czeka za chwilę.

Przyjaciółka jakby nigdy nic zaprosiła mnie do zastawionego różnościami kulinarnymi stolika. Stały też butelki (nie butelka ;-) ) wina.

Zrzuciłam buty.

Usiadłam w fotelu, zwinęłam się w tak zwany skrętek z nastawieniem na słuchaniem. 

- Jedz kochana i napijmy się za nasze spotkanie - zachęcała Daria

Ciągle jest piękna i taka zadbana, nie widać, że doświadczenie jej w życiu ma już ponad półwiecze plus. A figurę jak ta sosna smukła, no może trochę plus ;-), a buzia nie jak "chrust plus" tak dzisiaj bardzo upragniony... no ;-)) tylko jak jedwab gładki - patrzyłam z niekłamanym zachwytem na nią :-)

- Co się dzieje? Nie trzymaj mnie tak dłużej w niepewności? Skąd ta uczta od rana?

I tutaj między kanapkami z szyneczką, tudzież serkiem pleśniowym i pomidorkami, a talerzykami z truskawkami i borówkami, i kieliszkami z napisem grawerowanym "Kocham Cię" posypały się papiery* różnego formatu i z czcionką drukowaną... I zaczęła się opowieść, na której kanwie powstał ten Alfabet Starej Kobiety. 

WCZORAJ, DUŻO NIE BRAKOWAŁO, A ZABIŁABYM SIĘ.

 - Chciałam sobie odebrać życie - bardzo poważnie, patrząc mi prosto w oczy, powiedziała mi Daria.

Serek pleśniowy utknął mi w gardle, musiałam szybko popić czerwonym winem. Oczy prawie wyszły mi na wierzch, spod zapuchniętych jeszcze od snu powiek.

I bardzo głupio zapytałam... a dlaczego tego nie zrobiłaś?

Obie roześmiałyśmy się jednocześnie, z powodu tej mojej niezręczności. Choć taki dziwny to był śmiech. Ale znamy się tak długo, że wiele rozumiemy i sobie wybaczamy.

CO USŁYSZAŁAM? Co Daria między jednym, drugim a piętnastym łykiem wina mi powiedziała?

A - AMBICJE jedynie jakie mi zostały to przejść codziennie 2 tys. kroków.

eee... to faktycznie mało ;-)  ale ja nawet takich ambicji nie mam - skwitowałam. Inne rozwijam - dodałam  - nie wymagają chodzenia i kroków liczenia. 

B - BÓL, to jedyne co mnie budzi rano i to bez żadnej czułości.

Też takiego znam i też niemiły jest... eh, eh... zawsze jest z kim pogadać, a nawet przekleństw poużywać. Znam go niestety. Walka trwa ;-(

C - CIERPIENIE to uczucie, które tak mnie nakręca, że zaczęłam być dla innych wredna.

Przedtem nie byłaś? - spytałam niewinnie, ale szybko uzupełniłam:

wydaje Ci się...  Ja nie zastanawiam się już czy ktoś mnie lubi, tylko czy ja kogoś lubię... a jak się komuś wydaje, że ja "be" jestem, to ma problem ;-) i walczę o siebie.

D - DIAGNOZA, którą ostatnio otrzymałam dotyczącą mojego zdrowia i wzruszenie lekceważące ramion, co w języku migowym można by zinterpretować "czego stara babo chcesz, na coś umrzeć musisz" - ta diagnoza mnie przytłamsiła. Też będziesz stary, aby cię pokręciło, pomyślałam.

Mogłaś tak powiedzieć. Nie tylko pomyśleć ;-) Znam to, znam. Żadna nowina tam ;-)

E - EMERYTURA... tyle lat pracy, dziecko, studia i wystarcza na tyle, żeby papier toaletowy kupić. Ale na co papier, jak nie ma g...a, bo na jedzenie nie wystarczy, więc skąd to g...o miało by być (?)

Słabe to pocieszenie, ale to jest właśnie "dobra zmiana" i większość z nas tak ma. Ale pamiętaj, że gorzej miałaś i radę dawałaś.

F - FIGLE to już sobie mogę robić tylko tym na baterię... ale one też poszły w górę, więc lepiej tabletki na sen, ale coraz większe dawki jeść muszę ;-(

No, no, czuję tu usypiające opary ;-)

Sama dokonałaś wyboru, zbyt wybredna jesteś i dlatego sama. A ten na baterię przynajmniej nie gada trzy po trzy ;-) A w jakim kolorze go masz?

G - GDERLIWA się zrobiłam i rozdrażniona. Nie umiem być już naturalnie miła.

Bądź sobą i nie przejmuj się innymi... inni Tobą z pewnością się nie przejmują. Jesteś miła, a kto tego nie zauważa, to głąb.

H - HAMULEC - mam jeszcze w sobie, żeby nie wyjść na ogród i nie krzyczeć, nie wyć, że chcę bardziej komfortowo żyć. I nie chodzi tu o gadżety tylko o święty spokój, lepszą atmosferę... 

A powinnaś! Wykrzyczeć. Byłoby Ci lżej :-)  

I - INTROWERTYCZKĄ się staję, zamykam w sobie, bo mam odczucie, że mówię innym językiem i nikt mnie nie rozumie.

Milczenie złotem, więcej powie niż mówienie do kogoś co "ma kiełbie we łbie".

J - JABŁKA kiedyś prężyły mi się pod bluzką, teraz banany przejrzałe smętnie zwisają.

Banany lepsze niż parówki wyschnięte :-)

K - KOCHAM: już tylko wnuczek do mnie mówi i to wtedy jak chce ode mnie coś uzyskać.

Jak siedzisz zamknięta w domu i nikt Cię nie widzi i nie zna, to jak Ci o kochaniu ktokolwiek inny może gadać. A słowo "kocham" od Piotrusia na pewno jest słodkie. Gdyby jego nie było jeszcze gorzej byś miała.

L - LENISTWO mnie ogarnia i wygodnictwo, jakby nie było po co, cokolwiek robić.

Twoje prawo leniuchować albo pracować, czy czymś innym się zajmować.

Nie czyń sobie zarzutów, już nic nie musisz, a możesz wiele.

Ł - ŁAKOMSTWO, łaknienie życia, które kiedyś mnie nakręcało do czynu, teraz jedynie żarcia ponad miarę dotyczy. A to żarcie jest wtedy gdy dokonam wyboru i zamiast diclofenaca ;-) kupię kurczaka.

Może gdybyś kupowała częściej kurczaka, to diclofenak nie byłby taki potrzebny, bo zdrowsza byś była. 

M - MIŁOŚĆ - Przestałam lubić filmy o romantycznej miłości, zaczęłam oglądać krwawe horrory i cieszę jak jak zło zwycięża. Chyba mi się w głowie pomieszało.

Też nie lubię filmów o romantycznej miłości... uruchom swoją wyobraźnię i zapoczątkuj nową siebie nie oglądając się wstecz., bo mam wrażenie, że zazdrościsz młodości...a ta się nie wróci. Pogódź się z tym. Tak jak moje "ja" pogodziłam ze Starą Kobietą.

N - NIC. Nic mnie już nie bawi i nie interesuje, bo w tym wieku to "powinnam szydełkować i oglądać seriale", a nie to co ja bym chciała, bo jestem za stara.

A kto Ci takich bzdur nagadał? Jesteś wolna i możesz robić co w duszy Ci gra - powtarzam to już nasty raz.  A nie co komu się tam wydaje. Za dużo się przejmujesz ludźmi nieistotnymi dla Ciebie i tym co o Tobie powiedzą.

O - OKAZJE na suplementy diety mnie tylko interesują, poza okazjami na jedzenie, a kiedyś okazyjnie lubiłam kupować torebki.

Suplementy to sprawiają, że tak pięknie wyglądasz. Wydało się :-)))

P - PICIE, PALENIE, PIEP...  - Phiii... teraz tylko PRZECHODZENIE NA PASACH zostało mi na P ;-((

Dzisiaj widzę, że jeszcze picie alkoholu ;-), a to co masz na myśli, to "o to!" wbrew Twoim narzekaniom, łatwiej niż o nową sukienkę". Wierz mi ;-) Teraz ruiny są w modzie :-))

R - RADOŚĆ - a co to jest? Mam się cieszyć, że potaniały lokomotywy i odbudowany zostanie zamek, co jego właścicieli od trzystu lat nie ma na tym świecie ;-( I że skróciła się kolejka na rehabilitację, bo już w kwietniu przyszłego roku mogę pójść na zabiegi, a miał być maj ;-)

Każdy powód jest dobry do śmiechu i widzenie szklanki do połowy pełnej, a nie pustej ;-) To szybciej niż za dwa lata ;-)

S - SEKS... "za młoda na sen, za stara na grzech" jak w tej piosence Rynkowskiego. Bardzo dołuje mnie ten fakt, że nie wiedzieć dlaczego grzech zarezerwowany tylko dla tych nieprzyzwoicie młodych.

Seks to grzech? ;-))

Znowu o tym, jakiś bzdur się nasłuchałaś. Zawsze jakiś niewidomy chętny by znalazł się dla Ciebie, jak tak wiary nie masz w siebie ;-)

T - TANATOFOBIA - mam lęk wielki przed śmiercią, a jednak wiem, że mogłaby mnie wyzwolić. Ogromnie się boję, że w tym momencie będę sama i nikt nie będzie trzymał mnie za rękę.

Już nie czytaj tego Freuda i Junga. Skup się na życiu. To jeszcze nie czas na myślenie o ciemności. Obudź swoje poczucie humoru i dystans miej do siebie, ludzi i spraw.

U - UCZUĆ żadnych już z siebie nie potrafię wykrzesać oprócz uczucia litości nad sobą. Ubieram się codziennie, nawet myję i krem wklepuję, ale bez przekonania.

Jakiegoś kopa dostać byś musiała w d..ę, jakiejś dać ponieść fantazji i byłoby Ci lepiej.

W - WIARA mi nie pomaga, choć kiedyś było inaczej.

Zacznij wierzyć w siebie, wróć pamięcią do tej mocnej z poczuciem humoru kobiety, dla której nic nie było kiedyś trudne.

Z - ZMARSZCZKI oglądam sobie na ciele i chcę je zahipnotyzować by nie pojawiały się więcej, zastopowały i? I nic. Nie podlegają mojej presji.

Oglądaj się bez okularów. Ciągle jesteś piękna i ponętna, tylko inaczej... Twoje doświadczenie, inteligencja i mądre spojrzenie, to urok Twój niezaprzeczalny, poza tym ciągle masz ładne zęby, i...,i... Skup się na tym, co ważne i warte  zainteresowania. Resztę odrzuć jako zbędne.

Ż - ŻAL mi rozdziera i serce, i głowę, i ciało i nie mogę skupić się na niczym.

Za chwilę ten żal się powiększy, o to, że traciłaś czas na żale zamiast wykorzystać go w innej formie. Wtedy dopiero będziesz rozdarta i przykro Ci będzie. Jeszcze masz szansę na dokonanie zmian, które by Cię nie niszczyły. 

* papiery - diagnozy, rezonanse, badania laboratoryjne, paragony... paragony i wydruki z konta... eh ;-(

NIE CHCE MI SIĘ JUŻ ŻYĆ - będę teraz pić i wszystko mam gdzieś.

Tak podsumowała swój wywód, przeze mnie skrócony, pełna frustracji Daria. 

- Co myślisz? - Zapytała.

To co powyżej i jeszcze dodam -

Masz depresję i wyjdziesz z niej... obiecuję Ci :-)) Musisz wrócić na psychoterapię, ona Ci chyba pomagała...  Każdy z tych punktów osobno trzeba będzie rozpatrzyć. Ale co Cię kochana wstrzymało i jak to uczynić chciałaś? To znaczy odejść sobie tam, skąd nie wraca się już :-( 

- Tabletki na sen sobie od miesięcy szykowałam, ubrałam się pięknie, makijaż zrobiłam, położyłam i zasnąć chciałam. Przypomniało mi się jednak, że za dwa dni mam rezonans głowy, na który czekałam trzy miesiące, więc pomyślałam, że nie pozwolę by to skierowanie i termin przepadły, i by NFZ i ZUS zarobiły na mojej niemocy :-))) 

- To dobre! To prawdziwa Ty... cha, cha, cha

- A tyle dobrego jedzenia, taksówka i wino, to skąd na to miałaś, jak narzekasz jak bardzo brakuje Ci forsy?

- Wczoraj wpłynęła emerytura 13-sta, cha, cha i właśnie ją zjadłyśmy i wypiłyśmy. W końcu żyje się raz :-))

- ??? 

Masz rację kochana. Żyje się raz i przyjdzie Twój czas by odejść z tej ziemi, po co ułatwiać i pomagać w tym, by taki piękny dar odebrać sobie :), światu. Chyba nie pozwolisz by świat uboższy się stał ;-)

To co, która podleci po jeszcze jedno winko? Tak ku zdrowotności oczywiście :-))))



07:31:00

O DZIECIACH! Czyli Alfabety Starej Kobiety z Okazji Dnia Dziecka :-))

O DZIECIACH! Czyli Alfabety Starej Kobiety z Okazji Dnia Dziecka :-))

SUBIEKTYWNIE... tak ogólnie...

Jak najbardziej, stwierdzić muszę, że dzieci to cud prawdziwy i wzruszający, lecz prawda też jest taka, że chwila przyjemności z ukochaną osobą i? reszta życia to czas, który już nigdy spokojny nie będzie ;-) Bo zawsze obok radości znajdą się zmartwienia, znużenia, zniecierpliwienia. Małe dzieciątka czasem nie dają spać, bo to kolka, to siusiu, to kupeczka, to mleczko daj, to czkaweczka... A duże? Nie dają żyć... bo albo problemy swoje mają, nimi Cię obarczają, albo Tobie stwarzają, gdy po swojemu chcesz żyć.

Ponadto, patrzysz na te dorastające dzieci i widzisz jak te w nowe wchodzą życie, jak pną się do góry, a Ty? Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że schodzisz z tej góry. Jeszcze podrygujesz, starasz się i nie poddajesz, ale one Ci bezlitośnie uzmysławiają, że Twój czas już mija ;-) I to nie dlatego, że robią Ci wyrzuty. Ty jesteś inteligentnym człowiekiem  i dobrze widzisz, i czujesz jak się to wszystko toczy... jak wygląda. Choć też można spojrzeć na dzieci z innej strony. Optymistycznie pomyśleć, że patrząc na dzieci nie musimy patrzeć w lustro, bo? **To jest sposób, który opiszę na samym końcu... hi hi hi :-)))

BARDZIEJ... tak o mnie...

Dałam światu czworo dzieci... dwóch chłopaków i dwie dziewczyny. Między najstarszym dzieckiem (synem), a najmłodszym dzieckiem (córką), to pokolenie - różnica 23 lat! Wszyscy to dorośli ludzie. Każdy inny. Różne wykształcenie... różne umiejętności, sposób patrzenia na życie, oczekiwania, pasje, zalety i wady. Jedyne co ich łączy, to imię matki - moje imię i imię taty. Ale to w różnorodności tkwi siła :-) Z każdym z nich związane są różne przeżycia w moim życiu, każde z nich mnie czegoś nauczyło, dostarczyło emocji dobrych i złych. Każdego z nich kocham, ale każdego inaczej i w perspektywie innej... Wydałam ich na świat i niech świat ich ocenia... nie ja! Rodzice są od kochania, nie od lubienia, oceniania. Dzieci tak długo są dziećmi, dopóki żyją ich rodzice. Sama krótko dzieckiem byłam. Żałuję bardzo, że tego czasu odpowiednio nie doceniłam. I tyle. Teraz "dzieci" w alfabecie moim. Mam nadzieję, że rozkminię, jak to mówi młodzież ;-) kwestię dzieci w każdym aspekcie :-) 

A -  ANIOŁEK - tu nareszcie, po tygodniach, miesiącach oczekiwaniach na świat przychodzi małe dziecię. Taki cud, w który wierzyć się nie chce, ale tu wiara nie ma nic do tego. Ten cud przewracać zaczyna całe życie i już nic nie jest takie sam o:-) Dziecko - taki sympatyczny początek człowieka, z którego nie wiadomo co wyrośnie... tylko koniec dla każdego jest taki sam ;-(

B - BOGACTWO ani BIEDA nie ma znaczenia, bo nie ma czasu nad tym się zastanawiać, bo tu C jak CIERPLIWOŚĆ  trzeba każdego dnia w sobie ćwiczyć, by D - DZIEŃ jakoś minął, pierwszy, kolejny i każdy długi. Już D - DEKADA pierwsza, gdy przedszkole i szkoła, takie początki, gdy uczymy się siebie nawzajem. A tu  E:

E - jak ENTUZJAZM, którego zaczyna brakować po trudnych, żmudnych wychowawczych coraz większych obowiązkach, gdzie trzeba dodatkowo pokazać jak być dobrym. A sytuacje są takie gdy ma się ochotę raczej komuś dać w mordę niż przytulić i pogłaskać ;-) Przy czym F:

F - FANTAZJĄ nie lada wykazać się trzeba, by zadowolić najpierw malucha, a później za nastolatkiem nadążyć i nie być przy tym jak stara zgreda ;-) Tylko dziecko potrafi założyć na głowę papierową koronę wykonaną własnoręcznie i powiedzieć, że jest królową i naiwnie się zdziwić, że tato jej nie pada do stóp ;-) Ja tak miałam :-))) Albo rozmawiałam przez telefon, który był pudełkiem po czymś tam, do tego sznurek i kopystka jako słuchawka i rozmowy szły, że ho ho :-))) 

G - GRZECHÓW na własne konto nie ma jak popełniać, bo latorośle ciągle coś wymyślą, by nie pospać spokojnie i tylko nimi się zajmować... niezależnie czy mają dwa miesiące czy dwadzieścia i plus... to myśl wokół nich lata :-) i nie ma H:

H - HAMULCA takiego silnego, który by powstrzymał myśli krążące po głowie dotyczące dobra, jasnego czy ciemnego łebka, kochanego dziecka swego.

I - I nie ma co oczekiwać, że będzie lepiej i łatwiej. Chyba? Że się od małego tak dobrze ustawi  dzieciaka, że pomocą będzie niezmierną i radością promienną... ale to wszystko zależy od wielu czynników i od umiejętności wczesnego odpowiedzialnego pokazywania świata dziecku swojemu. Ze wszystkimi jego zaletami i wadami bez oszukiwania zbędnego. A  teraz J - JEŚLI...  

jeśli, to bardzo ważne! Jeśli zaniedbasz pokazywanie, zajmiesz się tylko wychowaniem jak psiaka lub kotka... dasz jeść, zapewnisz dach, zabawki (to wiele i niewiele). Jeśli kariera, pieniądze, niepojęte dążenia do coraz wyższego standardu życia zajmą Cię, to dzieci będą na drugim planie. W końcu staną się tłem. Te dzieci w przyszłości zupełnie niedalekiej dadzą Ci odczuć, że Ty też jesteś tylko tłem, a właściwie cieniem tego czym byłaś... bo najważniejsze jest, zainteresowanie, troska i K, które nie może umknąć gdzieś ;-)

K - KOCHANIE... słowo i czyn jednocześnie okazywane, tak by dziecko czuło się bezpiecznie. By w przyszłości ten okres dziecięcy, pacholęcy z rozrzewnieniem, gdy L - LENIWIE rozłożone w fotelu, czterdziestoletnie dziecię z serdecznością wspominało, jak to pięknie bywało, gdy "jeść dali, pić kazali i robić nie dali" :-)))

Przy leniuchowaniu w fotelu odzywa się chęć nadmiernego jedzenia i picia, co w łakomstwo się przemienić może ;-)

Ł - ŁAKOMSTWO to negatywna cecha, lecz gdy łakomym jest się życia, to inny wymiar... dobrze tą cechą obarczyć swoje dzieci i pokazać jaki dar im się dało i jaką wdzięczność powinny okazywać swoim M - MAMOM, które czy lepiej czy gorzej wywiązujące się ze swoich obowiązków wynikających z  faktu powołania do życia potomstwa... to jednak... do końca ich dni zawsze będą ich mamami. Bez nich nie było by ich. Jakie to proste, nieskomplikowane zupełnie.

Jest też tak, że bez dzieci czujemy się może bardziej swobodni, ale czy szczęśliwsi? Mimo, że N czyli  NOCE nieprzespane, nie z powodu mamy igraszek, tylko dziecka bolącego brzuszka, niezdanego egzaminu czy perypetii miłosnych... wyryły kolejną zmarszczkę przy oczach czy na brodzie. A tu niektórzy z nas jeszcze mają O:

 - OCZEKIWANIA zbyt wielkie, wręcz nadmierne. A przecież dziecko, to odrębny człowiek, osobny pesel, istota, którą zapoczątkowaliśmy w pewien sposób, która ma prawo być sobą i dorosły człowiek powinien ją wspierać w rozwijaniu jej potencjału własnego, a nie w nadawaniu rodzica ambitnych  zamierzeń. Nie każdy musi być lekarzem tak jak mama czy prawnikiem jak tata. Może zechce zostać lotnikiem, albo fascynować się wykopaliskami. Wszystkie umiejętności są równoważne w dzisiejszym świecie i potrzebne. Każdy rodzic uważa swoje dziecko za wyjątkowe i ma rację, ale nie powinien ograniczać człowieczka małego, tylko dawać mu wolność wyboru. Oczekiwania mogą zabić. Ciągłe połajanki i wymachiwanie palcem więcej zła niż dobra przynosi.

P - PALEC przy dzieciach się przydaje. Teraz wiem, że bardziej powinien być wykorzystywany do malowania farbami czy twarożkiem na talerzyku niż do wygrażania i zakazywania. Powinien wzmocnić poczucie śmiałości i wartości w dziecku, a nie wytwarzać lęk, niepokój. Bo taki palec nie może R zamącić, czyli

RADOŚCI, która powinna dominować w życiu dzieci. Tych małych i większych. Dzieci radość, to uśmiech i radość dla ich rodziców. Tylko dzieci nie myślą o jutrze i potrafią się cieszyć z chwili obecnej i powinniśmy z nich brać przykład by doceniać teraźniejszość. Tu dochodzę do tego, że dziecko jest  jak S - SPÓJNIK... spójnik między rodzicami. Wyraz łączący dwa zdania, dwie osoby - mamę i tatę... nawet wtedy gdy między nimi jest już dawno przecinek ;) lub pauza wielka, spowodowana ich nieporozumieniami, których tu rozpatrywać nie będziemy ;-)  Tutaj, w tym momencie T kołatać we mnie zaczyna, czyli

TĘSKNOTA, za czasem kiedy dzieckiem byłam, aleją kasztanową gdzie teraz tramwaj jedzie, ja wózek drewniany z lalką Anią pchałam i ufność w sercu miałam, że wszystko jest piękne i ja dobrą mamą dla Ani jestem. A na U wyraz  

UFNOŚĆ się zaczyna, określenie cechy - ta podstawową cechą wszystkich jest dzieci, które jeszcze bardziej są ufne, gdy mają spokojne dzieciństwo... dziecko gdy jest starsze i bardziej rozrabia, bo ogląda i bierze przykład z nie zawsze dobrego zachowania innych za co jest karcone, to zaufanie to traci w tym momencie, gdy przestaje rozumieć... za co jest karcone, odtrącone i wtedy trzeba mu wytłumaczyć, by nie zachwiać jego poczucia pewności i nie wywołać poczucia zagrożenia. Co w końcu W...

W! - WSZYSCY przecież byliśmy kiedyś dziećmi i  powinniśmy pamiętać, co dla nas ważne onegdaj było. Niektórzy wciąż dziećmi są ;-) Niestety też w negatywnym bardzo odbiorze ;-)

Ale mieć w sobie dziecko, niezależnie od wieku, to znaczy mieć w sobie niepohamowaną chęć (oooo! to cudowne!) do biegania, wdeptywania w kałużę, biegania na bosaka nawet po wielkim mieście, gdy asfalt chciałby się stopić od słońca, w którym to słońcu pragnie się ciągle radośnie krzyczeć... i nie przejmować się "co ludzie powiedzą" , bo dzieci nie przejmują się takimi rzeczami i są ponadto nad sprawami... takimi co dorosłym zakłócają niepotrzebnie spokój. Zabierają sobie tym czas, który nieuchronnie odmierza Z -;(

Z - ZEGAR - nie można bez przerwy nakręcać i co rusz wymieniać mu baterię.  Zegarowi tak jak dziecku trzeba pozwolić samemu chodzić... czasem pośpieszyć... czasem opóźnić... popełniać błędy. 

PODSUMOWANIE  

**DZIECI to wspaniały pomysł na życie. Nie muszę patrzeć w lustro jak się starzeję! Nie muszę patrzeć w lustro, tylko patrzę na najmłodszą córkę jaką świetną ma figurę i piękne włosy lub na wnusię moją najmłodszą, imienniczkę (a tak :-)) jak zalotnie potrafi się uśmiechać i grymaśnie marszczyć nosek, i? I co widzę? cała ja!!! Młoda, zgrabna, kwitnąca i radosna :-) Może niekoniecznie muszę patrzeć na brodatego syna ;-( ale słuchać go mogę i cieszyć się, że starzeję się jako kobieta, a nie facet ;-( Lubię być kobietą, nawet STARĄ :-))

GORZEJ ;-), gdy jednak założę okulary, nawet różowe - pasujące do stylizacji Dzidzia Piernik ;-), i w takich to okolicznościach spojrzę w to lustro ;-)) Ale cóż, taka kolej rzeczy, pocieszam się :-) z nieprzyzwoitą złośliwą satysfakcją, że "dzieci" te dzisiejsze i te późniejsze też będą stare :-)) 

I oby nic bardzo złego, w tej drodze do tej starości im nie przeszkodziło :-))

WSZYSTKIM DZIECIOM szczęścia życzę :-)) i przewidywalności ;-)) Radzę już teraz poprosić mamę by do geriatry Was zapisała, albo przynajmniej na rehabilitację kręgosłupa, bo niesienie na barkach życia, jest uciążliwe i niesie szkody ;-)





20:00:00

CO MAMA CÓRCE POWIEDZIEĆ POWINNA? Z CYKLU Alfabety Starej Kobiety na Dzień Matki 2022 r.

CO MAMA CÓRCE POWIEDZIEĆ POWINNA? Z CYKLU Alfabety Starej Kobiety na Dzień Matki 2022 r.

KOLEJNY DZIEŃ MATKI...

A ja patrząc na najmłodszą swą córkę, która w zeszłym roku po raz pierwszy została mamą, zastanawiam o czym jeszcze jej powiedzieć powinnam, by ułatwić jej życie. Patrzę na jej smukłą sylwetkę, niebieskie wielkie oczy, długie, naturalnie jasne, piękne włosy i serdeczny uśmiech na twarzy... i jedyne czego bym chciała, to żeby w życiu wiele szczęścia miała. Bo po prostu zasługuje na nie. Jest pracowita, życzliwa, uśmiechnięta i bardzo o wszystkich troskliwa. Nie uchronię jej od popełniania błędów. Każdy jakieś popełnia i to one niejednokrotnie wzmacniają i siłę dają. Pomyślałam, że nie wszystko da się dzieciom pokazać w trakcie ich dorastania, więc należy znaleźć taki moment by powiedzieć, zwrócić uwagę na pewne w życiu ważne sprawy.

KOCHANA CÓRKO

Jesteś już sama mamą, więc wiesz skąd się biorą dzieci i wiesz, że seks może być fajny, a Twoja szyja musi kręcić dwoma głowami, aby Twój mąż był mniej więcej taki jak Ty chcesz... a jemu, żeby się wydawało, że to wszystko jego zasługa w tym, żeby się w Waszej rodzinie dobrze działo ;-) Przekażę w tym Alfabecie moje spostrzeżenia, doświadczenia, które być może ułatwią życie Twoje. Choć teraz z perspektywy czasu wiele rzeczy zrobiłabym inaczej... może czegoś byłoby mniej... czegoś więcej... ale nie będę się teraz biczować... w sumie, to doceniam to kim jesteś i jaka jesteś i tak myślę, że to po części moja zasługa. Dzięki temu zawsze liczyć na Ciebie mogę, bo ukształtowałam Twój kręgosłup w taki sposób, że za Twoje wychowanie, od innych dostaję brawo. Twoja starsza siostra i bracia wychowywani byli przy akompaniamencie większej rodziny i taty jeszcze... a my byłyśmy same. Same. I wzajemne to było zaangażowanie w problemy codzienne i czułość nieokazjonalną, kopniaki motywujące i wsparcie umacniające na każdym kroku.

ALFABET STAREJ MATKI POCZYTAJ, o tym co każda matka wiedzieć powinna:

A - AMBICJA - Bądź ambitna, jak zresztą jesteś. Ucz ambicji swoje dzieci, bo to dobra cecha. Ale nie utożsamiaj sukcesów i porażek dzieci, ze sobą. Bądź ambitna sama dla siebie, a wtedy Twoje dziecko będzie pewne siebie i odniesie sukces. Tylko Twoje nienadmierne oczekiwania będą wpływały pozytywnie na Twoje dzieci i podnosiły ich samoocenę. Poprzeczka wysoko, ale na miarę sił.

B - BYCIE MAMĄ  - nie musi być wyczerpujące. Nie bierz wszystkiego na siebie, nie bój się prosić o pomoc. Nie wszystko musi być perfekcyjne, żeby było satysfakcjonujące. 

C - CIERPLIWOŚĆ - pozwoli Ci zaakceptować wszystko takie jakie jest i da lepsze efekty niż działanie na hura, pochopne, na którym możesz się poślizgnąć.

D - DROBIAZGI - ciesz się nimi, błahymi rzeczami i dziel się nimi. Tym chlebem, który pieczesz taki smaczny, radością Dorotki z nowych butków, czułością, którą od niej otrzymujesz. Tak wygląda miłość i nie trzeba słowa "kocham". Te drobiazgi są kumulacją miłości.

E - ENTUZJAZM - jest jednym z najważniejszych składników życia. Połączenie zapału z pewnością siebie. On to pomaga biec od porażki do porażki z uśmiechem na ustach, z poczuciem humoru, nadzieją i siłą by osiągnąć wymarzony sukces. I nawet jak spadniemy, upadniemy, stoczymy się, to entuzjazm , który mamy w duszy, wzniesie nas, podniesie, wróci siły i ku dobrej sprawie zawróci. Mając entuzjazm w sobie i do tego talent nigdy nie będziesz patrzyła na świat powierzchownie.

F - FAKT PODSTAWOWY, by być sobą: Pamiętaj, żadna miłość nie jest warta poświęcenia swoich wartości. I żadna miłość nie ma prawa od Ciebie tego żądać. Bądź sobą. Jeśli chcesz się zmienić masz prawo, ale na własnych warunkach.

G - GRUZY - Właśnie coś się takiego stało, że Twój świat w gruzach runął. To tylko chwilowe, tak bywa, widocznie tak być musiało, bo los ma dla Ciebie nowy plan. Uprzątnij ile możesz i idź dalej.

H - HUMOR, poczucie humoru to przyprawa bez której życie mdłe by było. Śmiej się z siebie, ze swoich błędów i przekuwaj je w sukces; śmiej się z czego się da. Używaj kpiny i wyśmiania... czerp naukę z nich, siłę bierz i walcz też tą bronią jaką żart jest.

I - IDEAŁ. Nie ma ideałów. Najbardziej w człowieku idealne jest to, że jest idealnie nieidealny. Tego się trzymaj i nie walcz byś Ty jako mama była idealna, by Twoja córeczka była idealna. Kochaj ją taką jaką jest... :-) Uważanie, że nasze córki powinny być naszymi lepszymi wersjami, bądź dążenie do tego ze wszech miar... jest błędne i dla obu stron frustrujące. 

J - JEŚLI - gdzieś się źle czujesz, nie dopasowuj się na siłę. Ty sama projektujesz swoje życie, wybierasz przyjaciół i znajomych i masz prawo do własnego zdania, swojej opinii, swojego wyboru. Masz być szczęśliwa na swoich zasadach. JEŚLI ktoś nie rozumie słowa "nie", to on ma problem - nie Ty.

K - KOCHAJ nie dlatego "że" tylko "pomimo". Kochaj, to też będziesz kochana. Warto oprócz kochania jeszcze przyjaźnić się z tą osobą ;-)  

L - LUDZIE - Warto mieć wielu mądrych ludzi wokół siebie. Słuchaj ich, ale decyzje podejmuj samodzielnie. Kieruj się własną intuicją. Nie zabiegaj też o to by Cię lubili... sama się najpierw pokochaj :-) i bądź z siebie dumna. Jeśli masz wątpliwości, to przypomnij sobie ile codziennie dobrego i ważnego robisz :-) Bądź szczera wobec siebie i darz szacunkiem ludzi. Nie rób niczego, żeby komuś coś udowodnić. Szkoda czasu. Znasz swą wartość.

Ł - ŁĄCZNOŚĆ. Mieć łączność z tym co w świecie się dzieje i z ludźmi, to istotne. Jednak żadne social media i telewizja nie zastąpią bezpośrednich relacji... spotkań tet a tet, patrzenia w oczy. Przyjaźnie wirtualne nie zastąpią bycia ze sobą. Mogą być uzupełnieniem, nie podstawą. I tego naucz swoje dzieci, by korzystały więcej z piękna natury, promieni słonecznych, a nie tych, które świecą z ekranu telefonu, ekranu laptopa czy telewizora. A podróże z książką też rozwijają horyzonty :-) 

M - MYŚL - Myśl o innych, ale nie zapominaj o sobie. Zadbaj zwłaszcza o zdrowie. Jeśli nie zatroszczysz się o siebie, nie będziesz mogła innym pomagać.

N - NIEMOŻLIWE - wykreśl to słowo ze słownika Twoich słów. Prędzej czy później wszystko może się ziścić, jeśli uparcie będziesz dążyć do tego co sobie wymarzysz. 

O - OBSERWUJ na początku swoją potencjalną kandydatkę na powierniczkę, przyjaciółkę. Jak traktuje innych, jak o nich opowiada, taka będzie w stosunku do Ciebie. Tak Ciebie będzie traktowała.

P - POMAGANIE - Pomaganie innym świadczy o naszym człowieczeństwie. Pomagaj więc innym, ale nie pozwól się wykorzystywać. Jednocześnie nie oczekuj czegoś w zamian... jeśli możesz to pomóż... dobro zawsze wraca.

R - RADOŚCIĄ największą jest świadomość, że kroczy się własną drogą, przez siebie obraną i ma się siłę nie patrzeć wstecz na to, co może załamać. Tylko w zgodzie z własnym sumieniem decyduj o sobie i pozwalaj sobie na radość i przyjemności. Bądź dobra dla siebie i nie pozwól pomiatać sobą... to wszystko złoży się na Twoją radość w życiu.

S - SERCE - kieruj się nim, ale nie zapominaj o rozumie. Niestety niebranie rozumu pod uwagę może zakończyć się źle. Doświadczyłam takiego zaślepienia i wiem o czym mówię.

T - TO WAŻNE: pamiętaj, że uroda przeminie, najważniejsze, co masz w głowie. Inteligencja i wiedza są bardzo seksowne. Sprawdziłam, to działa i to daje błysk w oku nawet zmętniałym już i starym. 

U - UCZUCIA - Mów o tym co Ty czujesz i słuchaj, co do Ciebie kiedyś powie Twoja córka, a obecnie pokazuje emocjami i gestami. 'Kocham Cię, tęsknię, przepraszam, dziękuję, pragnę, chciałabym, jestem wdzięczna, obawiam się". Nie ukrywaj własnych emocji, pozwól otwarcie manifestować emocje swojej córeczce. Tak się buduje relacje otwartości i szczerości. A co za tym idzie prawo do bycia sobą. Nie ukrywanie problemów, ale rozmawianie o nich już od maleńkości, daje poczucie bezpieczeństwa i fundament jej, i Twojej wartości.

W - WALCZ o to, na czym Ci zależy i nigdy, przenigdy nie przestawaj.

Z - ZAUFANIE to podstawa w relacjach między ludźmi. Ufaj, lecz nie bądź naiwna.

MAMĄ BYĆ to wspaniałe. Dać komuś życie, to cudowne. Kochać przy tym, to odpowiedzialność, za tego, którego się kocha. I niczego nie można szczędzić: ani czułości, ani uśmiechu, ani dotknięcia, ani przytulenia, ani gestu, ani czynu dobrego, ani myśli troskliwej, ani pomocy czynnej. To wszystko musi iść razem w ścisłym związku i trwa aż do końca. Pamiętaj o tym Córeńko :-)) 

PAMIĘTAJ, że będąc mamą też masz prawo do błędów i naucz swoje dzieci, że też takie prawo mają, i że kochać powinny najbliższych, umiejąc wybaczać ich potknięcia i swoją mamę szanować :-)

 I pamiętaj, że jesteś dla mnie wszystkim i zawsze liczyć na mnie możesz :-))

MAMO MOJA  - gdy ja piszę te słowa, do mojej córki, a Twojej wnuczki, to Ciebie nie ma tuż koło mnie, w tej ziemskiej bliskości. Ale Mamo, zawsze jesteś w mej czułej pamięci, którą przekazuję dalej, by inni też o Tobie pamiętali. Słowa: dziękuję, że jestem tu na świecie dzięki Tobie Mamo i przepraszam za wszystkie moje błędy... to stanowczo za mało. Kiedy się spotkamy, to Ci wszystko wytłumaczę, a Ty z pewnością zrozumiesz i co trzeba wybaczysz i na końcu przytulisz :-))) 

Teksty z okazji Dnia Matki w poprzednich latach :) 






19:32:00

DZIURA W SUFICIE? Niebieska beza*

DZIURA  W  SUFICIE? Niebieska beza*

Jestem smakoszem. Lubię jeść, lubię smakować... uwielbiam kuchnię śródziemnomorską, ale równie chętnie sięgam po sery pleśniowe czy pyszne kiełbasy z gęsiny czy dziczyzny. Choć powinnam napisać: sięgałam. Po kolejnych, niestety niesatysfakcjonujących badaniach krwi, w wyniku, których na jaw wyszło, że mój cholesterol sufit przebija... powiedziałam STOP! Nie będę produkować blaszek miażdżycowych. I stałam się fanką soczewicy, ciecierzycy, ryżów i kasz pełnoziarnistych. A sery pleśniowe? Chciałabym jeszcze kiedyś jakiś dobry zjeść - niech to jednak się wydarzy za dwadzieścia lat :) Spożywając je nadal, mogłabym nie mieć takiej szansy, by raczyć się nimi za lat wiele... więc z tą myślą... pilnuję się ostro. 

Pieczywo

Wcinam bułki z siemieniem lnianym na mące pełnoziarnistej, posypane makiem i sezamem, chleb  niskoglikemiczny na orzechach, ziarnach i mące pełnoziarnistej pędzony, chleb jogurtowy... ten w mniejszej ilości, bo jednak mąka pszenna, ale za to moc ziaren słonecznika i dyni oraz jogurt grecki pyszny w nim... wyjątek robię niekiedy dla bajgli z makiem i sezamem, choć chleb twarogowy preferuję :) Aaaa! I zapomnieć nie mogę o leciutkim chlebku z dużą ilością kminku... pycha! Od takiego domowego pieczywa brzuszek (czy też w mojej sytuacji zasadniejsze byłoby określenie: brzuchol) nie boli, jednak nie przesadzam z pieczywem wydzielając sobie rozsądne porcje dnia każdego, bo jednak z pieczywa... zrezygnować bym nie potrafiła. 

A na pieczywo... 

Obowiązkowo smarowidło, które rzekomo ten zły cholesterol ma obniżać - nie szkodzi, więc stosuję, choć zawsze w promocji przynajmniej -50% kupuję ;) A na to smarowidło chudziutka wędlinka z kurczaczka lub indyczka w ilości plasterka, dwóch dziennie (taaak... zaczęłam czytać etykiety i informacje dotyczące zawartości tłuszczu - tym samym smakowitych kiełbasek odechciało mi się od razu ;)); pasztet warzywny zrobiony przez Alę (papryka słodka i ostra, pietruszka, seler, brązowy ryż i inne dobroci doprawione dużą ilości kurkumy tłuszcz pomagającej spalać) czy prawdziwy hicior: pasta jajeczna.. bez jajek... specjalna czarna sól, ser tofu, ciecierzyca i cały pęczek szczypiorku - mniam! Super także sprawdza się pasta: ciecierzyca, sezam, oliwa z oliwek i zielona pietruszka... No i zapomnieć nie można o paście z suszonych pomidorów i białej fasoli. Jakie to pyszne, jakie to zdrowe! A na to wszystko pomidory, papryki, ogórki, sałaty, rzodkiewki, świeże zioła... uwielbiam ten swój nowy sposób odżywiania :) 

Zupa musi być!

Moje odkrycie w tej kategorii, to zupa krem z liści rzodkiewki, z ogromną ilością koperku i rzodkiewkami przygotowanymi na parze. Pyszna i orzeźwiająca. Spokojnie konkurować może o moją miłość z zupą z ciecierzycy, pomidorów i rozmarynu. No i tradycyjnie wszędzie i zawsze krem pomidorowy z dużą ilością świeżego lubczyku (zapasy zawsze mam w zamrażarce :)).

A na danie główne...

Odkryłam ostatnio na Instagramie konto "Biedanizm" i przepadłam. Bogaty w smaki, tani dla portfela weganizm :) Jak ostatnio gulasz zrobiłam z kaszą gryczaną... to sama nie mogłam uwierzyć, że mięsa w nim nie ma ;) A jeszcze było przepyszne chili jednogarnkowe i curry... choć ostatnio wzięło mnie na pierogi z zieloną soczewicą, ogromną ilością koperku i szczypiorku oraz takie ze szpinakiem, serem feta, dużą ilością czosnku i gałki muszkatołowej. PYCHOTA! 

Deser

Pomińmy to pełnym godności milczeniem... jeszcze nad tym pracuję i staram się, żeby deser stanowiły owoce, choć nie ukrywam... skuszę się czasami na naleśnika, pancake'a czy kawałek sernika... moje ostatnie odkrycie: sernik rosa - efektowny w wyglądzie i w smaku :) W planach natomiast sernik jogurtowy z brzoskwiniami.

Sposób żywienia, a nie dieta 

Nie sądzicie, że określenie "sposób żywienia" brzmi dużo lepiej niż "dieta"? "Dieta" urasta wręcz do wyrazu kojarzonego pejoratywnie, przez to że wiąże się z restrykcjami. Ja natomiast wybrałam nowy sposób żywienia - wyeliminowałam kategorycznie wszystkie produkty, którymi karmił się mój zły  cholesterol... najtrudniejsze chyba mimo wszystko było drastyczne ograniczenia ilości jajek, ale wiem, że nowy sposób żywienia... to nie tylko większe szanse na zdrowie dla mnie, ale również możliwość próbowania nowych potraw, poznawania nowych smaków i ich różnych kombinacji. Niby także restrykcje, ale dobrowolne i tyle dobrego dające!

Efekty motywują

Widzę zmianę... widzę niższe ciśnienie, mniej centymetrów w pasie. Wiadomo, że pyszny ser pleśniowy w promocji.. kusi mnie niesamowicie! Później jednak wczytuję się w to, ile ma w sobie tłuszczu...  i odpuszczam bez żalu, bo wiem, że moim naczelnym celem jest zdrowie. Gdy ogarnę tę kwestię, będę miała więcej sił witalnych by mierzyć się z innymi trudnościami takimi jak fakt, że klamka w drzwiach wyjściowych odpadła, bo stwierdziła, że jest stara i dosyć ma służenia, i użyteczną bycia... albo że list, który miał być do odbioru na poczcie jednak jeszcze tam nie oczekuje, więc mi się kolejna wyprawa po ów list szykuje :) 
NIEBIESKA  BEZA* to ja:-) Mam nadzieję, że dzięki zdrowemu jedzeniu, zostanie kolor niebieski w moich oczach i ubraniu, a Beza się rozpłynie stopniowo i lukier tylko w uśmiechu zostanie:-))))






10:00:00

MODA PO 60-TCE

MODA  PO 60-TCE

Słuszny - irytujący wiek

Za dwa miesiące skończę 65 lat... sześćdziesiąt pięć lat... jak to w ogóle brzmi? Nie będę ukrywać - ani koloryzować - dla mnie brzmi to: strasznie. Ta myśl o upływającym czasie, o tym ile jeszcze chciałabym przeżyć, zobaczyć, doświadczyć, ilu osobom dać pstryczka w nos, ilu ludzi uszczęśliwić.... a przecież mogę nie zdążyć (Ha! ha! Jeśli jesteś jedną z osób, której powinnam dać pstryczka w nos... nie ciesz się... zdążę to uczynić ;) Taka moja przekorna natura już ;)) irytuje mnie i wkurza. Ale jak przystało na "stateczną" kobietę po "sześćdziesiątce" postanowiłam poczytać o tym co mi wolno, a czego już nie... no i stwierdziłam, że powinnam według wytycznych pewnego przeczytanego artykułu wymienić pół szafy. Żeby było jedna

k łatwiej, stwierdziłam, że najpierw poczytam o tym, czego kategorycznie w tym słusznym już wieku nosić nie powinnam... łudząc się, że wszelkie niewymienione rzeczy pozostają już w moim zasięgu i wypada brać je do przymierzalni w lumpeksowej przymierzalni (tak, tak... mimo, że jestem już babcią - na shoppingi lumpeksowa chodzimy wszystkie trzy: Dorotka Senior, Alicja i Dorotka Junior - co ciekawe, nowe buty czy torebeczka wywołują u Juniorki taką samą ekscytację - jeśli nawet nie większą - jak u mnie, Seniorki. A Ala? Pozostało bez zmian. Coś tam dla siebie wynajdzie, ale w gruncie rzeczy... skupia się na swych dwóch Dorotkach. A co po łowach? Najczęściej lody... oj nie ułatwiają one wchodzenia w te dozwolone i niedozwolone "przepisami internetowymi" ubrania  :)) I tak...

Nie wolno mi nosić

  • sukienek i spódniczek mini - dopuszczalna długość minimum do kolana: ufff. Odetchnęłam z ulgą... nic z szafy nie muszę wyjmować, bo takich ubrań nigdy nie lubiłam, a najlepsza długość dla mnie to było chociaż do kolana... choć gdy później doczytałam, że ubrań tych powinny unikać panie nawet prezentujące przepiękne, zgrabne nogi... trochę się oburzyłam. No bo dlaczego? Gdybym miała w tym wieku jędrne piękne nogi... sylwetkę smukłą, skórę nawilżoną - niestraszne byłyby mi krótsze kroje;
  • jegginsów i obcisłych spodni typu rurki - no i wpadłam. W stercie do wydania już miały wylądować prawie wszystkie moje spodnie... gdy uświadomiłam sobie, że przecież rurki rurkom nierówne, a ja staram się wybierać takie z grubszych, lepszych materiałów, które nie eksponują każdej grudki cellulitu. Lubię rurki. Noszę i będę nosić. Choć tu zdecydowanie podpadam, bo noszę nie dość że rurki (to jak widać na załączonym obrazku) to są to również zakazane... 
  • rurek z dziurami - staram się jednak, żeby było to dziury, które wbrew pozorom nie pokazują zbyt wiele (trudne w tym zadanie upilnowania mojej wnusi, która wymyśliła sobie zabawę w dziur w babcinych spodniach poszerzanie);
  • legginsów - no dobra. tym naprawdę mówię nie i to nawet w domowych pieleszach - po co co rusz denerwować się chodząc do łazienki (a lustro mam tam na pół ściany)? Dla oszczędzenia stresu postanowiłam więc na ten punkt przystać i powziąć postanowienie, że tej części garderoby faktycznie "nie" powiedzieć mogę;
  • krótkich dżinsowych spodenki - nigdy ich w moich szafie nie było i na pewno już nie będzie, choć... tak samo mam z popularnymi tzw. "rybaczkami", które choć zalecane po 60 - tce i nie tylko mnie zawsze odstraszały i do siebie zniechęcały. Na lato wybieram zwiewne spodnie (często 7/8), do tego bluzeczka, lekka narzutka i czuję się wtedy naprawdę komfortowo :) 
  • krojów z dużymi dekoltami - zalecany mały dekolt w serek lub owalny - nie mam z tym zakazem problemu, a jednocześnie gdy skóra w dobrej kondycji... nawilżona i złapana słońcem, nie boję się odkryć trochę więcej dekoltu, jednocześnie nie pokazując. gdzie już piersi się zaczynają :) I zazwyczaj towarzyszą mi szaliczki i szaliki różniaste... nie po to, żeby coś ukrywać, ale żeby podkreślać stylizacyjny zamysł i duszę mą frywolną;
  • tenisówek - niewygodne obuwie przeznaczone dla młodych... bo teraz to już tylko skórzane mokasyny? No niezupełnie. Trampki pokochałam z wiekiem - uwielbiam je, mam kolekcję w różnych kolorach, choć jak widać na zdjęciach nie unikam obcasów, balerinek ani nawet mokasynów... córka z początku namiętnie mnie do nich przekonywała... teraz już przekonywać nie musi, a te wędrują pomiędzy naszymi szafami :)

Równowaga

Wbrew pozorom rozumiem te powyższe zalecenie i wady, ponieważ wraz z wiekiem ciało się zmienią - z drugiej jednak strony nie lubię zakazywania i odradzania, bo przecież dziury dziurom nierówne tak jak jeden materiał drugiemu materiałowi na legginsy. W swojej szafie jak i w stylizacji lubię równowagę. Trochę klasyki, trochę młodzieńczego szaleństwa. Jak się śmieję - na klasyczną klasyczność przyjdzie jeszcze czas po 80-tce ;) Choć... nie mogę Wam obiecać, że wtedy zrezygnuję ze spodni z dziurami. Nie oznacza to również, że z klasyki rezygnuje... bo są dni, gdy moje stylizacje są w pełni klasyczne, takie do których... nawet panie piszące artykuły o modzie po 60-tce nie mogłyby się w żaden sposób przyczepić. 

Jednocześnie wiem..., że najważniejszą składową moich stylizacji jest uśmiech - tego nie szczędzę, może być w rozmiarze maxi, choć nawet ten wersji "midi" czy nawet "mini" niejeden raz sytuację już uratował.. nawet jeśli była nią nie do końca fortunnie wybrana stylizacja. 

Nie oceniajmy

Ocenianie jest łatwe - szczególnie strojów innych osób i jest ono naturalne, nie musimy zastanawiać się nad tym co myślimy o stroju osoby napotkanej w tramwaju czy autobusie, a te oceny często mogą przez nasze głowę swobodnie przepływać. Nie ma jednak co być urodzonym krytykiem i na takich myślach się skupiać i wagę do nich przywiązywać. 

To już 6 lat - lubię Was!


Jak wiecie będąc tu ze mną... niektóre już od 6 lat... lubię się stroić i lubię modę - często tę niemodną, nie zmienia to jednak faktu, że niezależnie od tego czy stroić się lubicie czy nie, czy nosicie legginsy czy nie, czy pomykacie właśnie w krótkich (być może według standardów niektórych w za krótkich spodenkach odsłaniających cellulit) przy majówkowym grillu - to Wasza sprawa, Wasz wybór. Jeśli nie przykładacie wagi do stroju - luzik bluesik jakby powiedziała młodzież. Bo nie każdy musi się stroić, nie każdy musi dopasowywać strój do siebie kolorystycznie. Mimo to... jest tu dla Was miejsce :) Bo ta strona właśnie tak została pomyślana, żeby były i teksty i zdjęcia... przez lata było różnie, ale wiecie co? Jestem gotowa na kolejne 6 i wiele więcej lat! :) Bo każdy jest inny, bo każdy ma inne priorytety i wartości - grunt to sobie nawzajem nie szkodzić i odnosić się do siebie z szacunkiem.














16:09:00

PO LANYM PONIEDZIAŁKU - "wynurzenia" - oczywiście o wodzie ;-)

PO LANYM PONIEDZIAŁKU - "wynurzenia" - oczywiście o wodzie ;-)


WODA
- H2O,  dwa atomy wodoru i jeden tlenu. Te trzy atomy gdy się połączą, to tworzą sieć i więź - nierozerwalną przez miliony, a nawet miliardy lat. Woda występuje zarówno w stanie ciekłym, stałym i gazowym. Gorąca, ciepła, zaledwie letnia i bardzo zimna - jak kobieta: namiętna bądź nieczuła, dająca ciepło i odpychające zimno. Czasem ciepło zaborcze zanadto, a  czasem zimno ukojenie dające. Skomplikowane? Jak w życiu. Nic nie jest czarno-białe. W każdym razie ekscytująca tym co sobą przedstawia, jest Woda.

WODA to jeden z żywiołów stanowiących esencję świata, obok ziemi, powietrza i ognia. Oczywiście najbliższa człowiekowi jest ziemia, ona jest podstawą dla tych pozostałych. Woda dla mnie jest najważniejsza (w końcu spod znaku Raka jestem)... tak jak dla zwierząt i roślin, które mnie otaczają.  

WODA - leje się z kranu; leje się z nas, gdy zapaść ze wstydu pod ziemię się chcemy (ale nie możemy). Woda to 60% naszego organizmu, a 70% ziemi, to też ona. Słona i słodka woda jest na ziemi, również ta uwięziona w lodowcach, ta która krąży w skałach i w postaci pary wodnej się unosi. Woda to życie. Może być mała jak źródełko i wielka jak morze. Daje życie i je odbiera, daje siłę by statek płynął i jeszcze większą by go zatopić. Jest nieprzewidywalna jak każdy żywioł i każda niemal kobieta ;-)  Fascynująca jest woda i tyle może... może przystosować się do każdego naczynia, ale też małą kropelką krok po kroku drążyć skałę i zniszczyć ją. Och!

WODA NA WSZYSTKO

Nie wystarczy słów by ją opisać, jej właściwości, wpływu na nasze istnienie. "Jest początkiem wszechrzeczy" jak pisał Tales z Miletu.

W łonie mamy jesteśmy w wodzie, potem już woda towarzyszy nam przez całe życie. Bez smaku, bez zapachu, mokra, płynąca, czasem przez palce przepływająca. 

Dobra do mycia ciała, prania, brudów zmywania (tylko nie z sumienia), dobra na otrzeźwienie, jeśli zbyt wiele sobie obiecujemy, lub też na kacu po nocy przehulanej, na schudnięcie (po dodaniu  cytryny)... usuwanie toksyn, gdy trochę więcej piguł przeciwbólowych się najemy. Naczynia krwionośne wzmocnimy... a jeszcze cholesterol obniżymy ;-) jeśli wodę pić będziemy. 

Na sprawność, energię,  przemianę materii, na zdrowe nerki i do oddychania, bo nawilża powietrze.

Gdy kości Ci trzeszczą, gdy skóra matowieje i cera szarzeje - napij się wody.

Woda to transporter substancji odżywczych, enzymów i hormonów, reguluje temperaturę ciała. Prawidłowe działanie gospodarki elektrolitowej również zapewnia woda. 

Czyli wszystkie procesy życiowe zachodzące w naszym organizmie zależą od wody.

To dzięki niej krew krąży w żyłach, a stawy nią nasmarowane mniej trzeszczą, a gałki oczne się obracają... trawimy dzięki wodzie, wydalamy te składniki przemiany materii, które są nam zbyteczne.

WODA MOŻE... taka sodowa uderzyć do głowy może, gdy ktoś osiąga sukces jakowyś i wydaje mu się, że jest kimś lepszym ;-) Może też zatrzymać się w organizmie i spowodować wiele schorzeń. Zgasić pożar tylko woda może, ale zalać, podtopić i utopić też potrafi.

WODA JAK CZŁOWIEK może być twarda lub miękka... Twarda -  powoduje szkody w domu, a miękka pięknie się pieni z szamponem. I tutaj dłuższa powinna być na ten temat rozprawa, ale po co więcej lać tej wody o wodzie ;-) Przecież na pewno wiecie jaka jest to różnica i jaka Wam potrzebna jest woda... szkody czyniąca czy zdrowie przynosząca.

W WODZIE - tafli jeziora możemy przeglądać się jak w lustrze, a promykami słonecznymi w nim odbitymi opalać ciało swe. Takie lustro nie pokazuje zmarszczek, tylko falujące oblicze... intrygujące. Do tego powiew wiatru od wody niosący zapachy z łąki pobliskiej i lasu... to jest prawdziwe życie :-)))

WODA Z NIEBA... deszcz czy burza. Po to jest by nawilżyć ziemię, dać życie naturze, zmyć chodniki brudne... a może wyzwolić emocje, by tańczyć w deszczu, cieszyć się z niego, a nie uciekać przed nim. Jak z problemami - nie uciekać przed nimi, tylko je okiełznać... przyjąć, a potem strzepnąć z siebie jak deszcz i iść dalej :-)

Bez wody słabniemy, chorujemy, umieramy...

WODA NIE JEST POTRZEBNA DO ŻYCIA... WODA JEST ŻYCIEM!

DLATEGO... tak kocham morze. Bo to wiele, wiele wody. To wolność, piękno, ruch fal i wiatr tańcujący z nimi, to fascynujący widok, oddech świeży... poczucie bezmiaru życia, radości. Tylko ta wielka woda czyni takie cuda ze mną, że moje akumulatory ładują się bezbłędnie i dają mi siłę ogromną, napęd na wszystkie zmysły moje. Oczy niebieścieją, a serce drży młodzieńczo. Będąc nad brzegiem morza, nawet sama nad nim przebywając, nigdy nie czuję się samotnie :-))

ŚMIGUS DYNGUS czyli tradycyjne polewanie się wodą wiązał się z wyznawaniem uczuć do panien, które się kawalerom podobały. Ze mnie żaden kawaler ;-))) Ale woda to z pewnością płeć żeńska. Dzisiaj tym "laniem wody" pragnę WODZIE wyrazić swoją miłość i wdzięczność :-))))

A miłość jest jak WODA, zawsze ominie przeszkody, a wdzięczność w tym przypadku, to afirmacja tego wszystkiego co niesie ze sobą ONA, woda w każdym aspekcie i wymiarze :-)








Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger