14:38:00

Robię swoje!


GDZIE?

W Polsce... w moim rodzinnym, z dziada pradziada kraju... gdzie już mnie nic nie dziwi. Dziwi jedynie ten fakt, że zdziwiona jestem jedynie tym, że się niczemu nie dziwię. Wszystko przyjmuję na klatę i robię swoje.
Żyję w kraju, gdzie członkowie młodego stada narzucają swoją wolę i mówią co dla starego jest dobre lub złe.
Paru wśród nich tylko starców jest, takich wybranych, którzy żyją w przekonaniu, że żyć będą zawsze... są nieśmiertelni... do tego wszystko wiedzą najlepiej. Oni są starzy inaczej niż ja, oni do tej samej kategorii się nie zaliczają. Swą starością nie są stygmatyzowani.

To do mnie się mówi, że stara już jestem i młodym z drogi zejść powinnam.... bo ja inaczej stara jestem, moja starość nie jest ważna. Moja starość jest kłopotem, jest kosztowna.
Choć staram się starzeć ładnie, nie tak zupełnie piernikowo, to przeszkadza mi fakt, że słyszę, że wszystko już za mną... że młodość jest tylko mądra i ci przez nią wybrani starcy ponoć wyjątkowi, bo choć też pierniczeją i kapcanieją, to są z wyższej wybranej półki... na tej ja się nie mieszczę ani o nią nie zabiegam.

Zastanawiam się tylko, nie dziwiąc wcale ;-) co trzeba mieć w głowie, żeby tak myśleć krótkoterminowo. Bez rozwijania nawet tej myśli, bo myślę zdroworozsądkowo, że czas zrobi swoje, więc nie ma co tracić go na to, na co ja nie mam wpływu.  Ja robię swoje... mam swój intymny mały świat, do którego dostęp niewiele osób ma... nie słucham półprawd... do przodu gnam... czasem bez tchu... i dziękuję za to co mam.

Mną nie muszą przejmować się ani młodzi, ani starzy, ci z wyższej półki, którzy najlepsi we wszystkim są... bo ja o każdej porze roku... wiosną, latem, jesienią i zimą, robię swoje.
Nie mieszam się w spory, kłótnie, które mają określić co dla mnie jest dobre. Nie obchodzą mnie  (jednak jedynie do pewnego stopnia... nie jestem w końcu ignorantką ;)) plany dowodzących moim krajem... ja swoje prywatne mam kłopoty i naturalne marzenia też wyłącznie moje są.
Moje poranki, świty blade oraz zmierzchy pozbawione gniewnych myśli są... moja prywatność nie dopuszcza do siebie (już nie!) obiegowych kłamstw, dwulicowej moralności, krętackich tłumaczeń tych ważnych młodych prawdziwie i starych inaczej niż ja.
Dobrze żyje mi się w tym kraju mimo, że pomniki szybciej są tu stawiane niż matactwa rozliczane. Dlatego, że robię swoje... w swoim domu z serdecznym słowem, czułością prawdziwą i uśmiechem szczerym, a jeśli łzą? To też ze wzruszenia nieudawanego. 

DWA ŚWIATY

Młodzi i Starzy... Dom mój i to co tuż za progiem. Takie istnieje teraz świata podzielenie.
Ja robię swoje... mam jeden świat... słucham... robię swoje... widzę... robię swoje. To nie znaczy, że na zło nie reaguję, że nie wspieram dobra... nie  pomagam w potrzebie... ja robię swoje we własnym zakresie.
Nie oczekuję poklasku, robię swoje po swojemu... gdy kogoś kocham - mówię mu o tym... gdy nienawidzę - obojętnością zabijam swą.
Lgnę do ludzi bardzo, ale gdy ich hipokryzja dotyka mnie, to? uciekam szybko... i nie wracam, choć czasem ciężko mi z tym.
Nie udaję szarej myszki, nie znoszę robienia czegoś na pół gwizdka, pragnę wszystkiego więcej niż odrobinę, śpieszę się ze wszystkim... ale powoli... bo wiem, że moja meta, to nie zwycięstwo moje będzie... tylko ZUS-u ;-)))
Despotyczne pokrzykiwania, wrogie pohukiwania, wymyślania za plecami, na mnie wrażenia nie robią. Swoje robię... rozmawiając z ludźmi serdecznie, ciepło i z szacunkiem dla każdego, choćby zdania odmiennego. Mam pokory wiele w sobie jeśli chodzi o życie. Nie mam jej ani trochę jeśli chodzi o chamstwo. Taka sytuacja budzi we mnie emocje... tak silne, że idę wtedy na całość i nie liczę się z niczym... żadnymi konsekwencjami... twardo między oczy walę... (nie chcecie wiedzieć, co walę ;-)) W każdym razie robię swoje w tym momencie, bo tak uważam, że tak powinnam... nie inaczej... robię swoje zgodnie z tym, co mam w głowie i sercu.

ROBIĘ  SWOJE

Robię swoje... sprzątam, myję się, pracuję, wyrzucam śmieci, myję podłogi, wysłuchuję gdy ktoś chce, żebym go słuchała, sprawiam przyjemności, ale też zmartwień komuś przysparzam i to akurat nie z mojej wyraźnej chęci ;-) Wszystko na swoją miarę, wykształcenie, chęci, skromniutkie możliwości... sama robię swoje i nikt za mnie tego nie zrobi, nawet ten z wyższej półki... bo go nie obchodzę... ja jestem tylko numerem statystycznym, który już nawet nie daje wzrostu PKB.
I dlatego właśnie nie oglądając się na nikogo... cieszę się każdą chwilką... usta maluję, na obcasach wędruję, kurze ścieram, kwiaty podlewam, piekę rybeczkę, czasem piję wódeczkę... bawię się, gdy mam chęć i płaczę, gdy taka najdzie mnie chwila...
Czasem zmęczona i szara się czuję... ale ciągle jestem blisko prawdziwego życia... tego tutaj... a nie wydumanego w polityków gabinetach.

DLACZEGO  O  TYM MÓWIĘ?

Dlaczego o tym mówię, że dla mnie tak ważne jest robić swoje nie wdając się w kłótliwe spory? Bo mała kropla drąży skałę i im więcej takich kropli, takich osób, które swoje będą robić... nawet  załatwiać małe sprawy... tym drugi świat, ten za progiem... będzie lepszy dla nas. Też się stanie naszym światem. I nie będą młodzi i starzy, lepsi i gorsi, bogaci, ubożsi... będą ludzie... i wszyscy mądrzy, bo świadomi tego co wokół.
Bardzo to ważne... bardzo... uświadomiłam sobie kolejny raz jak istotne jest co wiemy, o tym co dzieje się tak naprawdę wokół nas i jak nie zważając na mamienia z różnych stron, istotne jest co my czynimy sami. Czy sami nie wprowadzamy złej atmosfery, nie ulegamy obłudzie... uważamy za niemal świętych... innych za gorszych... choć sami za uszami wiele mamy.
Ja do świętych bynajmniej nie należę... i aniołem nie jestem... w moim planie życia nie uwzględniam jednak tolerowania hipokryzji, która może skrzywdzić wiele osób.

PRZYKŁAD:

Rozmawiam z moją starą znajomą... znam ją 21 lat... znajomość więc stara, tak jak i znajoma stara... 81 lat... ale choć u niej zdrowie nietęgie, to rozum jak najbardziej prężny. Nazwijmy ją Hiacynta. Hiacynta to bardzo religijna osoba, praktykująca od rana do wieczora, od radia i telewizyjnych wiadomości niestroniąca. Na każdy temat można z nią porozmawiać... tyle, że lepiej nie mieć odrębnego zdania :-) Otóż Hiacynta w rozmowie ze mną, po dłuższym czasie nie rozmawiania... po wymienieniu wszystkich co to ostatnio umarli... aktorze z serialowego "Klanu", operowego śpiewaka czy biskupa polskiego.... pozwoliła mi wtrącić zdanie, że inny wybitny aktor też jest w ciężkim stanie.
- No nie, tego nie lubię, ten mnie nie obchodzi, ten szczur nie jest po tej stronie.... - z niesmakiem i oburzeniem wyraziła swoje zdanie
- Ale, ale to też jest człowiek... też należne jest mu współczucie... nikogo nie zabił, nie oszukał, tylko inaczej pojmował świat... robił swoje... nie ma w tym nic złego...  - spróbowałam przekonać Hiacyntę - Ja go lubię... jego poglądy to mniejsza, nie mają znaczenia... aktorem dobrym był i człowiekiem przede wszystkim też dobrym...
Rozmowa skończona. Hiacynta nieugięta. We mnie smutek i decyzja powstała... zrobię swoje i napiszę o tym.

PUENTA

Róbmy swoje, w swoim zakresie, możliwościach. Nie zapominajmy, że choć różni jesteśmy, to wobec końca życia jak najbardziej równi. I nie nam oceniać, kto lepszy, kto gorszy... siejąc niedobrą energię.
Robię swoje i...
Hiacyncie przypominam, że życzliwość to cecha podstawowa wierzącego człowieka :-))






6 komentarzy:

  1. Dalej rób swoje a różnica pokoleniowa zawsze będzie zawsze coś od siebie będziemy się wspólnie uczyć, pięknie wyglądasz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia na łonie natury, sama radość!
    To prawda- róbmy swoje! Popieram!
    Jednak - moim zdaniem - to wcale proste nie jest. Zostałyśmy zupełnie inaczej wychowane i polegało to między innymi na tym,że starszych się szanowało, czy nam się to podobało czy nie. Dziś o ten szacunek trzeba walczyć i wierz mi, miałem tego jawny dowód w minionym roku szkolnym.
    Wróciłam do placówki, w której zaczynałam pracę.I miałam to szczęście (albo nieszczęście)że przydzielono mnie do współpracy z kobietą w wieku mojej córki, która akurat zaczęła swój szczęśliwy rok- dostała stałą umowę o pracę, została doceniona, nagrodzona.Poczuła się niemal wszechmogąca, zmieniła się diametralnie i nie było osoby , z którą by nie zadarła. Moją życzliwość, uprzejmość potraktowała jak słabość. I nagle po kilku miesiącach wspólnej pracy czara się przelała...Musiałam jej pokazać,że myli się i co do mnie, i co do siebie. Krótka piłka i wszystko wróciło na właściwe tory.
    Kiedyś byłam niepoprawną optymistką, teraz patrzę bardziej realnie. Rozumiem,że czasy są takie,że trzeba walczyć o swoje,ale brak kultury i tolerancji jest wszechobecny.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. I tak trzymaj, nie poddawaj się i wal między oczy jak trzeba. Mam sąsiadkę, 90 lat, ostatnio walczyła o operację kolana, nadal chce chodzić na szpilkach. Jest religijna jak pani Hiacynta, wolę z grzeczności nie wchodzić w polemikę, tym bardziej że ja inaczej pojmuję religijność i dbam o swoje i cudze zdrowie:D Z panią Salomeą wolę przedyskutować sprawy damsko męskie, ma dużo ciekawych wspomnień. Cenię za to, że nie poddała się stereotypom, chodzi wyprostowana i zawsze elegancka :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak - róbmy swoje. Z szacunkiem dla innych.
    Piękna słoneczna stylizacja, Dorotko.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oh jak ja tęskniłam za Twoimi postami ! Zasze lubiłam je czytać i oglądać Twoje zdjęcia, I kochana cóż masz za sekret bo wyglądasz coraz młodziej ! Ja zwsze byłam tego zdania żeby robić swoje robić to co się chce bo dopóki się nie krzywdzi innych to jest dobrze mieć coś dla siebie , Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawie piszesz, zgadzam się z tym w pełni 😘 róbmy swoje i chcę żyć tak aby aby nikt przeze mnie nie płakał. Letnia i barwna stylizacja. Pozdrawiam serdecznie 🌺

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger