TAKIE MODNE SĄ OSTATNIO CHALLENGE
NIESTETY... idą w zła stronę.
MOJA PROPOZYCJA.
Propozycja dla modowej 60-tki plus. Dla mnie to wyzwanie takie nieszkodliwe, raz w miesiącu ubierać się stosownie do wieku swojego 😀
CZYLI?
Stonowane kolory, niewyróżniające z tłumu... najlepiej szaro-buro. Już rozpacz mnie bierze ogromna. Bo nie potrafię żegnać się z kolorami i przestawić na coś, co nie odzwierciedla stanu duszy mojej. A mimo, że ciało (skóra, największy organ ludzki) to jest jak papier cieniutki ze zgnieceniami cienkimi, z różowymi pajączkami (oki, lubię różowy kolor, nie znoszę pająków 😉)... to ja kocham to ciało, bo jest moje i innego nie mam. Lubię je przyoblekać w kolory i bawić się modą. Trochę mnie męczy ta moja perfekcja, że wszystko do wszystkiego musi pasować i układać w całość, która niby mimochodem ale jest przemyślana dokładnie. Różowe kwiateczki z szalika i takież pantofelki jako nawiązanie lub choćby kolczyki czy torebka. Wszystko w zależności jak mi się to uda w głowie znaleźć, gdzie co mam poukładane i w szafie poskładane. Jest to bardzo trudne, bo sporo tych rzeczy mam 😀
CZYLI na własne żądanie raz w miesiącu, stosownie do kanonów nie wiadomo przez kogo ustalonych, żeby było niewyróżniająco się... nieprowokująco, żeby nie budzić złych spojrzeń pełnych dezaprobaty i i wymownych spojrzeń oraz nawet cichych za plecami komentarzy (zwłaszcza niestety kobiet).
JESZCZE TEN RADOSNY UŚMIECH obdarzający wszystkich dookoła plus cięty czasem nieposkromiony żarcik, zostawię głęboko w sobie. "Skoro ma pani siłę żeby tak zewnętrznie zadbać o siebie, to chyba nie jest tak źle z tym pani bólem - cytat z pewnej pani doktor".
NIKOMU BOWIEM NIE PRZYCHODZI DO GŁOWY... że to pewnego rodzaju "maska" by całemu światu o sobie nie opowiadać i pocieszać się tym, że jeszcze, jeszcze daję radę 😃
MOJA DEWIZA: Po co się inni mają cieszyć, że mi źle, niech zazdroszczą, że mi dobrze 😉
I TAK OD ZWYKŁEGO UBIERANIA SIĘ przeszłam na bardziej metafizyczne przemyślenia.
Może jest tak, że jesteśmy takimi, jakimi widzą nas inni (?)
DZISIAJ ZAMIAST PUENTY - anegdota prawdziwa.
Pani rejestratorka (medyczna): nie mam aktualnie terminów, ale mogę pani zaproponować luty 2028 roku.
JA - (lekko zirytowana ale też rozbawiona) a którego dokładnie?
Pani - (super poważnie) - 28 luty, wtorek godzina 11.00
JA - mhm
Pani - to co, będzie miała pani czas? (ponaglająco)
JA - (ze smutkiem ) no nie, mam już umówioną wizytę u fryzjera. I mój szeroki uśmiech od ucha do ucha.
I TAK TRZEBA ŻYĆ ŻEBY DO WIZYTY LEKARSKIEJ DOTRWAĆ, A PO DRODZE KOGOŚ NIE ZIRYTOWAĆ TYM, ŻE MIMO UPŁYWU LAT W DUSZY ZAMIAST ZIMY MA SIĘ WCIĄŻ WIOSNĘ :-))))



