17:49:00

Młodość

Młodość

W pierwszym dniu wiosny spotkały się panie w jesieni życia, jedną nogą o zimę już zahaczające.
Spotkały się po dwudziestu latach, niemal w tym samym składzie. I rozmawiały... przy butelkach wina i innych alkoholach oraz przy wspaniałym jedzeniu... w tym samym lokalu co przed dwudziestu laty.
I to spotkanie mnie bardzo zastanowiło. Na temat młodości rozmyślania wznowiło.

Czymże jest młodość, którą dziewczęta tak chętnie wspominały i do niej we wspominkach nawiązywały?

Młodość - ... żaden to wszakże nadzwyczajny stan.
Jest początkiem naszego życia i z każdym nadchodzącym dniem chyli się ku upadkowi... Chyba, że się zaprzemy w sobie i mimo upływających lat nie pozwolimy jej od siebie odejść.
Tak myślę ja... Stara Kobieta, która według peselu już za sobą ją ma.
Czyli według rządku cyfr, które opisują każdego początek... bo koniec to już zagadka.

Ale nie o końcu to będzie gadka, lecz o młodości, do której tak wzdychamy.
Młodość jest bardzo powszechnie pożądana i za źródło wielkiej energii postrzegana. Wszystko co o młodości by nie pomyśleć... częściowo (tylko!) co często powtarzamy, jest prawdą, a częściowo fałszem oczywistym... bezwiednie propagowanym.
Bo młodość nie jest niczyją zasługą specjalną, ani wyjątkowym przypadkiem. Nie jest też to dar Boga każdemu dostępny. Zwykła to jest kolej rzeczy, bo większość z nas jest młoda lub była już młoda i nie ma trzeciej odpowiedzi.

Nie sposób zdefiniować jak długo ona trwa i od kiedy już nie jest taka młoda. To bardzo indywidualna sprawa.
Wiele zależy od naszego nastawienia, postrzegania i przez innych... nas odbierania.
Kult młodości odczuwamy na każdym kroku, we wszystkich dziedzinach życia... stare osoby bywają marginalizowane, od wielu spraw odsuwane, stygmatyzowane.
Ktoś ustalił, że jeśli masz 65 lat to jesteś seniorem, a dalej to już podeszły wiek i człowiek nie powinien już nic chcieć tylko oczekiwać na grób.

Fakty są takie: młodzi ludzie są zdrowsi, sprawniejsi fizycznie, atrakcyjniejsi (powierzchownie ;-).
Mają przed sobą nieznane nowe początki będące nieznanym początkiem kolejnego początku  nowego.
I to jest bardzo atrakcyjne w młodości, że nie wiesz kim będziesz... że rzeczywistość ciągle jest otwarta i daleka od stabilizacji, i nie ma w niej rutyny (bez żadnej kpiny ;-))

W młodości wydaje się, że wszystko jest możliwe, i na wszystko jest czas. I  nic absolutnie nie jest przesądzone, bo nawet jeśli nie mamy jakiś szczególnych uzdolnień, to silną wiarę, że można podjąć wszelkie próby by sprawdzić ile każdy jest z nas wart.
To poczucie, że jest czas na różne możliwości, że wszystkie drogi są szeroko otwarte daje też cudowne uczucie lekkości, wolności bez lęku, obawy zaspokajania swojej ciekawości. No i niestety poczucie wyższości, że jest się kimś lepszym, wręcz wybranym i furą doskonałości, i niezniszczalności.

Ale:
- Nie można postanowić, że się będzie wiecznie młodym, bo to biologii przeczy. Ale można postanowić, że nie poddamy się duchowo starości. W miarę swoich sił walczyć będziemy o zachowanie jak najdłużej jej.

Nie w głupi, absurdalny wręcz sposób, że będziemy udawać iż się nic nie zmieniło... wszystkich do "dołu" popycha czas, ale nas? nas sprawa nie dotyczy. Trzeba w starości znaleźć swoje ja i pamiętać o najważniejszym... o godności.
- Żadna młodość nie jest lepsza od starości i nie ma prawa odbierać nikomu godności... Musi pamiętać, że i na nią przyjdzie czas i będzie piosenką przeszłości.
- Młodość to nie tylko jakość biologiczna, lecz także kulturalna.
- Czasem to cenny w życiu czas, a czasem zupełnie nie... bo doświadczenia w życiu były takie, że niejednego do rozczarowania, goryczy, a nawet cynizmu doprowadziły. O takich z nas można by powiedzieć, że nigdy w życiu młodzi nie byli.
- Im dłużej żyjemy tym nasze drogi węższe są i sił mniej mamy by przebyć je. Ponadto przez koleje losu możemy być tak w pewnych granicach, zakresach życia... tak mocno powiązani, że trudno nam się uwolnić od pewnych spraw... wydobyć na powierzchnię... i? … pływamy ledwo co... topimy się... powodów całe mnóstwo jest... aż po choroby i bliskich śmierć.
-  Różne przyczyny sprawiają, że jedni starzeją się wcześniej... drudzy później. Jakie? Nie wiem. Ale przypuszczam, że osobliwości genetyczne mogą to być, doświadczenia, środowisko, inteligencja wrodzona lub jej brak, nauki przebyte, zdolności do umysłowej asymilacji rzeczy nowych, zainteresowania, chęci realizowania marzeń... umiejętność asertywności wobec indoktrynacji... nie poddawanie się rutynie... unikanie monotonii własnych działań. Te wszystkie korzystne jakości z czasów młodości możemy zachować i pielęgnować w naszej starości. I może się to udać pod warunkiem nie odczuwania strachu przed młodością, która może nam zarzucać, że jesteśmy "gorszym sortem", i  do niczego niezdolnym.
- Wszystkie cechy życia te płynące z młodości można tak w sobie wyrobić... by je wykorzystać w starym  życia początku, by to życie było dla nas zajmujące.

Czy chciałabym wrócić do swoich młodych lat? Czy uważam, że moja młodość mogła być lepsza? Czy nieodpowiednio ją wykorzystałam? Za mało z siebie jej dałam?
Czy żałuję jej? Czy przykro mi, że jestem stara?
Nie! Jedyne czego pragnę to pozbyć się bólu, który nie pozwala mi w pełni doceniać chwili, a nawet przeklinać ją.
Ale nawet On nie jest w stanie zastraszyć mnie tak bym nie pomalowała sobie na czerwono ust;-)
Nie chcę irytująco młodszej udawać... że jestem rześka i pełna wigoru, i poprzez makijaż czy ubiór podkreślać... że nie jestem tak stara...o nie!
Taka jestem, taki jest mój styl... uważam się przede wszystkim za kobietę. Lubię nią być bez względu na wiek. Stąd moja dbałość i troska o każdy element jej wizerunku.
Lubię ubierać się nie tylko wygodnie, ale też modnie i tak by moje odbicie w lustrze cieszyło moje oko
Moje zadowolenie ze swojego radosnego uśmiechu dodaje mi pewności siebie, a za tym idzie odwaga, która potrzebna jest na każdym odcinku życia. Tak w młodości, jak i w starości.

Młodsza byłam, teraz jestem młoda inaczej! Sama określam swój wiek w ogólnym jak też mentalnym zakresie. Nawet zrobiłam sobie w wirtualnej, komputerowej rzeczywistości test.
I wyszło, że mam dwadzieścia siedem lat... znacznie młodsza od swojej młodszej ukochanej córki ;-)

Wszystko co robię w zakresie swojego życia płynie z mojego umysłu i serca, które na jotę, ani przez moment się nie zmieniło w postrzeganiu kolorowym świata.

Wiosenne spotkanie z jesiennymi paniami uświadomiło mi, że nie tylko ja jestem taka zachłanna na życie, i  że starość w niczym nie przeszkadza.
Starość mądrzejsza jest przez umiejętność dostrzegania dwuznaczności i cierpliwość. Choć z kolei hamuje naszą stanowczość przez to zrozumienie dla innych, przez dystans, którego nabiera się z każdą upływającą nam chwilą... i tutaj czasem blokuje inicjatywy, bo spokój bardziej sobie ceni niż gadżety. Doświadczenie sprawia, że ludzie starzy nie zanurzają się bezmyślnie w różne przedsięwzięcia, nie ryzykują instynktownie i bezwiednie (choć nie zawsze ;)).
Nie ma w tym nic pociągającego, że młodość to pasmo ciągłej nauki i nauczek... mimo, że w pięknej, niepomarszczonej oprawie.
I tu truizm...: każdy wiek ma swoje jasne i ciemne strony...

???????

Choć zakochanie i wszystko co się z nim łączy... świeży, nabrzmiały ciekawością, nowością i pragnieniem nieokiełznanym - seks w młodości - jest przeżyciem z niczym nieporównywalnym :-))) i niepowtarzalnym.












Stylizacja: 
chustka we włosach - 1 zł (sh) 
torebka - 10 zł (nowa, jeszcze z metką - sh) 
ogrodniczki Zara - 10 zł (nowe, jeszcze z metką, sh) 
sweter - 5 zł (sh) 
tenisówki - prezent od córki :) 

19:10:00

Przesądy

Przesądy

Przesądy, zabobony (cóż za okropne słowo ;-) Są wśród nas, żyją sobie od najmłodszych lat.

Nie wolno dawać w prezencie niczego ostrego; na przykład noża... choćby srebrnego ;-)  Jeśli spadnie nóż to znak, że odwiedzi nas mężczyzna. A jeśli spadnie widelec to na pewno kobieta do nas zawita. Postawienie butów na stole zapowiada niewątpliwie kłótnię. Rozsypana sól: oznacza to już dopust Boży i wtedy też murowana zwada. Nie należy spać „nogami do przodu”, czyli do drzwi, bo zwiastuje to nieszczęście (nawet śmierć!) A stopy?  Korzystnie jest wstawać prawą, niedobrze zupełnie lewą nogą. Rozbicie szkła to niezwykłe szczęście. Takie stłuczenie szklanki, kieliszka, literatki, talerzyka szklanego, ale tylko szkła niebarwionego, to po prostu zapowiedź radości szczególnej. Gorzej ze stłuczeniem lustra... siedem lat niezmiennych kłopotów. Pająk w domu oznacza dobrobyt, dlatego nie należy pozbawiać go życia. Może też  zabicie pająka oznaczać deszcz. O pechu już nie wspomnę ;-) Gdy piecze lub wręcz nas "pali"  nasze prawe ucho...  oznacza to, że jesteśmy obiektem obgadywania…

Niby nikt z nas nie wierzy w zabobony / przesądy. Tak zwane „myślenie magiczne” to podobno coś czego już dawno się wyzbyliśmy… ale i tak przebiega nas dreszcz obawy, kiedy lustro znajdzie się w kawałkach 😉 I może lepiej nie dawać ostrych rzeczy w prezencie.

Przesądy, czy też zasady wychowania i działania w społeczeństwie są nam wpajane głównie przez rodziców i dziadków… i tak z pokolenia na pokolenie rozwijane.
Mi zostało wpojone, że nie należy dawać w prezencie noży / maszynek i tak dalej… i teraz mojej córce nawet przez myśl nie przejdzie, żeby coś takiego komuś podarować. Aaa! W podarkach unikać należy kaktusów dla panien, żeby nimi nie zostały na wieki wieków... Amen! 😉

Wszyscy wychowaliśmy się wśród wierzeń, gestów, zabobonów, przesądów, jednak większość z nas nie jest w stanie mówić o tym otwarcie – przyznać się do tego. Po części z tego powodu, że po trochu w nie wierzymy...  jednak nie obnosimy się z tą wiarą. Nie opowiadamy na lewo i prawo, że rozbicie szkła to na szczęście… kiedy spotykamy smutną Hanię nie mówimy: „A stłucz sobie Haniu szklaneczkę na szczęście! Zobaczysz, że kiedy to zrobisz Twoje życie odmieni się na lepsze”. Nie prowadzimy też z premedytacją hodowli pająków w domu, aby zapewnić sobie dobrobyt… Ale… Może im więcej pająków – tym większy dobrobyt? Czyli milionierzy mają po prostu… tysiące pająków? Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeee…. To wszystko chyba zabobony, ale kiedy już talerz stłuczemy (ten 12 – ty, od kompletu otrzymanego z okazji ślubu od teściów, niezbędny, wychuchany i wyjmowany na najlepsze okazje) głupio powiedzieć stłukło się... wkurzyć się i przeżywać przez cały dzień 😉 Lepiej westchnąć i skwitować krótko przerażoną minę męża tekstem: A! Szkło to na szczęście.

Bardzo możliwe, że często działa tak zwana przyczynowość odwrotna… np. w piątek trzynastego jesteśmy zestresowani faktem występowania trzynastego dnia miesiąca i w dodatku piątku, przez co jesteśmy bardziej podenerwowani i tym samym podatniejsi na wypadku drogowe. A może mamy po prostu skłonność do dopasowywania zabobonów do aktualnej sytuacji? Kiedy na obiad mają wpaść Magda z Jurkiem, a w trakcie przygotowywania spadnie nam łyżka… stwierdzamy no tak Magda się zbliża i to w dodatku głodna, jak to ona 😉

A kiedy mamy gorszy czas w życiu? No tak… to wszystko przez to stłuczone lustro…

Troszkę to wszystko prześmiewcze, pesymistyczne… ale niektóre przesądy mogą mieć na nas naprawdę dobry wpływ! A wiara w przesądy, szukanie związków i zależności (nawet tam gdzie ich nie ma) jest bardzo… bardzo ludzkie i w dodatku jest zachowaniem odruchowym. Wiara w pozytywne przesądy (takie jak trzymanie kciuków, posiadanie przynoszących szczęście amuletów) jest motywująca i potrafi dodać nam pewności siebie, wiary we własne umiejętności.

Ja wierzę głęboko, że dobre myślenie i wdzięczne, życzliwe do wszystkich odnoszenie... tylko na dobre mi wyjdzie. I za to... bym nie zmieniła w tym myśleniu kierunku... bardzo mocno trzymam kciuki :-)))






Stylizacja: 
Koszula z rozszerzanymi rękawami - 6 zł (second hand) 
Sweter - 8 zł (second hand) 
Torebka Parfois 
Buty - Reserved - 20 zł
Spodnie - Reserved - 30 zł 

18:36:00

Pikanteria

Pikanteria

Pikanteria! Swoją drogą piękne imię dla kobiety. Zupełnie jak Frustracja, albo Sztukateria ;-)

Ale dzisiaj będzie o Pikanterii. Cóż to?

To smaczek wyjątkowy. Jak się tak zastanawiam, to bez smaków jałowe byłoby to nasze życie. I tak jak potrawy potrzebują przypraw by strawne bardziej były i przyjemność nam w jedzeniu sprawiły. By nie tylko do odżywiania służyły, ale również dla podniety podniebienia były. Tak życie potrzebuje zachęty by entuzjazmem było, a nie straconym czasem.

Bo nie samym chlebem człowiek żyje i od życia coś więcej niż chleb mu się należy.

Tak przynajmniej twierdziła moja babcia. A mądra kobieta to była. Pieprzu, papryki, lubczyku, kminku i innych przypraw używała by jedzenie mdłe zmysłów nie paraliżowało... tylko do żaru, namiętności mobilizowało.

Intensywność smaków powoduje właśnie używanie przypraw... te przyprawy to właśnie clou całej potrawy.

Życie każdego z nas to taka potrawa. Możemy ją konsumować jako bierni, mierni... nie wiadomo komu czy czemu wierni ;-).. bez mrugania okiem, bez wywoływania i podgrzewania emocji, bez ognia, bez wywoływania uczuć... bez żadnej wrażliwości... bez budzenia partnera tylko uśpienia jego chęci do czegokolwiek... przez podawanie letniego ciągle tego samego dania... i bez "pieprzu".

Pikanteria to:

dwuznaczność, nieprzyzwoity, charakterystyczny szczegół jakiejś sprawy lub wypowiedzi, który nadaje jej sensacyjny charakter, a plotkarzy przyprawia o szybsze bicie serca i czerwone wypieki na twarzy. Pikanteria pobudza, rozbudza wyobraźnię, prowadzi do silnych odczuć, ekspresyjnych wrażeń… gorących namiętności czy też iście włoskiej awantury.
Pikanteria to ogień... paleta różnych, niekończących się możliwości!

Pikanteria jest jednak przede wszystkim intensywnością, której daleko do bylejakości i miałkości. Jest wyrazista, zapalczywa i aromatyczna. Działa jak przyprawy – charakterystyczne w swej ostrości chili czy delikatnie aromatyczny, specyficzny  kminek. Tak jak te dodatki dodają wyjątkowości potrawom, tak Pikanteria słowa i gestu potrafi podkręcić najnudniejszą opowieść, i podnieść epizod do skali wydarzenia. Działa jak malarz, który nadaje kolor swym obrazom – potrafi sprawić, że czarno – biało – szary świat nabiera wyrazistych barw zieleni, czerwieni, różu i fioletu.

Pikanteria napędza związki – opóźnia moment bycia ze sobą jedynie ze względu na przyzwyczajenie, dzieci, bycie przyjaciółmi. Przyjaźń jest ważna. Niezbędne dla dobrego związku. Jednak związek to coś więcej niż przyjaźń. To także wola i chęć czegoś więcej niż codzienna szarość, i związana z nią nuda. Dlatego potrzebna jest Pikanteria – szczególnie na początku… Choć warto pielęgnować ją także później, żeby w wieku  już 35 lat (nie daj Bóg jeszcze wcześniej) nasze pragnienia się nie rozmijały – żeby nie doszło do sytuacji, że kobieta w tym wieku zaczyna myśleć tylko o dzieciach, a facet o kimś znacznie młodszym… bo brakuje mu bodźca do życia. Nie chce by jego wcześniejszy ogień stał się małym płomykiem, który bliski jest zgaszenia i spopielenia wcześniejszych marzeń.

I tak jak jedzenie bez przypraw niekoniecznie jest smaczne... tak samo jałowe byłoby życie bez "pieprzu" Pikanterii i lekkiej beztroski. To wszystko oczywiście w dobrym guście: w zgodzie z samym sobą i nigdy przeciwko drugiemu człowiekowi (bo przeciwko można być tylko negatywnym emocjom i zamiarom, które inni  ewentualnie żywią względem nas – wtedy droga do pokonania przeciwnika jest prosta: głowa do góry, pępek wciągnięty tak jakbyśmy chciały dotknąć nim kręgosłupa… i uśmiech od ucha do ucha eksponujący kurze łapki już istniejące lub dopiero mające zostać utrwalone wokół naszych oczu).

Pikanteria jak zazdrość w związku potrafi dodać mu ikry czy jak ktoś inny napisałby... iskry. Wskazać błędy popełniane przez parę, ale gdy jej za dużo… to też niedobrze. Nikomu nie smakuje przesolona zupa, ani niczemu nie służy "przepieprzone życie" Nadmiar dodatków nie może zabić podstawowego smaku, który sobie wypracowaliśmy od tego na ziemi naliczanego nam czasu.

Dlaczego właśnie dzisiaj myślę o Pikanterii i o niej piszę?
Bo jutro pierwszy dzień Wiosny i trzeba zrobić w swoim życiu porządki. Bez względu na wiek i płeć...  pomyśleć co przyprawić, czemu dodać smaku by jeszcze bardziej chciało się nam jeść. I żeby to jedzenie było wyjątkowym dla nas doznaniem. Cudownym staraniem.

Stara ta kobieta już, więc tak docenia każdy dzień. Kto by się zastanawiał nad tym jak tu przyprawiać, doprawiać jak na zwykłość czasu brak (?)
Sama zwietrzała jest już ropucha, więc szuka ekscytujących wrażeń, bo nie ma co robić...
Jak nie (?) To niech robi na drutach ;-)
Tak mogą pomyśleć niektórzy z Was... Ci negatywnie nastawieni, spracowani i znudzeni, którzy zrezygnowani już są... I przyzwyczaili się do marazmu, jałowości i braku spontaniczności... tak w kuchni,  tak w sypialni... ogólnie w życiu.
Ja natomiast (czy się to podoba czy nie... nie wypada (?)) nie straciłam ochoty, werwy, ani wprawy w "pieprzeniu" sobie odpowiednim.
Ta wiosna pełna będzie Pikanterii!!!














21:05:00

O skórę - dbaj z przytupem!

O skórę - dbaj z przytupem!
Lubię dbać o swoją skórę z przytupem - w końcu mam tylko jedną. Żywię szczerą nadzieję, że swoją twarz w lustrze będę mogła (i musiała tą konkretną!) oglądać jeszcze przez wiele lat (trzymam za to kciuki i to właśnie między innymi w imię tego odbywam nieustanne pielgrzymki do lekarzy wielu specjalizacji (ortopedzi, reumatolodzy, neurolodzy itd...). Z tego powodu staram się sięgać po dobre kosmetyki, które rozpieszczają moją skórę, sprawiają, że czuję się dobrze chociaż "wizerunkowo" w swoim obolałym ciele ;) Dzisiaj mowa właśnie o dwóch takich preparatach :)


Dawno, dawno temu... zachwycałam się cudownym olejem z opuncji figowej z Bio Agadir. Nie jestem zwolenniczką kupowania drogich kremów, kosmetyków, ale akurat to jest produkt, co do którego jestem pewna, że jest wart swojej stosunkowo wysokiej ceny. Nic więc dziwnego, że równie chętnie sięgnęłam po luksusowe serum opuncja figowa, mleczko pszczele, miód. 

Zdjęcie ze strony: https://domiuroda.pl/

Superskoncentrowane serum olejowe o działaniu przeciwzmarszczkowym - wygładza, odżywia, napina, rozjaśnia, nawilża, uelastycznia skórę, a to wszystko dzięki bogatej zawartości olejów:

·        olej z nasion opuncji figowej - najdroższy na świecie i podobno najskuteczniejszy olejek tosowany w profilaktyce przeciwstarzeniowej (osobiście - faktycznie jeszcze nie spotkałam skuteczniejszego :))

·        olej arganowy - bogate źródło najcenniejszych związków - antykancerogennych, kwasów linolowych i tłuszczowych, kwasów Omega 6 i naturalnie związanych izoflawonów

·        olej z pestek winogron - zwany "wymiataczem wolnych rodników"

·        olej jojoba - zwany "inteligentnym olejem" i polecany do każdego typu skóry, ze względu na regulację wydzielania sebum, a zarazem nieprzesuszanie skóry

·        olej z nasion ogórecznika - dobrze oczyszcza skórę i usuwa zanieczyszczenia z porów

·        olej z wiesiołka - reguluje poziom wilgotności skóry 

·        olej z owoców róży rdzawej - zawiera bardzo dużo witaminy A w postaci karotenów i trans - retinolu, a dzięki temu jest polecany w kuracjach przeciwzmarszczkowych

A także miodu, mleczka pszczelego i ekstraktu z kwiatów geranium.

Plusem serum jest z pewnością to, że nie posiada w swoim składzie olejków eterycznych, ekspresowo się wchłania, jest bardzo wydajny, nie pozostawia po sobie tłustej warstwy (której bardzo nie lubię!). To wszystko sprawia, że serum równie chętnie stosuję rano jak i wieczorem :) Osobiście (ze względu na swój dość zaawansowany wiek ;)) na serum nakładam jeszcze krem, jednak myślę, że u młodszych osób spokojnie wystarczy samo serum ze względu na swoje świetne, skoncentrowane działanie :) 

Wiecie, że nie jestem z wykształcenia kosmetyczką, więc moje opinie o kosmetykach... są bardzo subiektywne i mało specjalistyczne - jednak nawet ja potrafię dostrzec na pierwszych miejscach w składzie tego produktu właśnie oleje :) ("INCI: Opuntia ficus-indica seed oil , Argania spinosa Kernel oil, royal jelly extract, honey, vitis vinifera seed oil, simmondsia chinensis seed oil , borago officinalis seed oil, oenothera biennis oil, rosa moschata seed oil, pelargonium graveolens flower oil (geranium essentiel oil ).") 

Mogę śmiało stwierdzić, że to serum za olejem z opuncji figowej zajmuje drugie miejsce w moim TOP 10 najlepszych kosmetyków naturalnych :) Szczerze polecam.


Oczywiście i w tym produkcie nie mogło zabraknąć oleju z pestek opuncji figowej - mojego ulubieńca. Ładnie nawilża i wygładza skórę, daje dobrą dawkę odżywienia, która jednocześnie nie przeszkadza w utrzymaniu makijażu na skórze :) Ładnie się wchłania i nie powoduje rolowania się tzw. "kolorówki". Zauważyłam także, że moja skóra podczas jego stosowania stała się bardziej promienna... wpływ ma na to bez wątpienia także zdrowa dieta, ale myślę, że i krem dołożył swoje trzy grosze. 


Ogromnym plusem tego kremu jest fakt, że nie niesie za sobą sztucznego efektu "wow". Niektóre kremy drogeryjne pięknie podciągają owal twarzy, optycznie wygładzają zmarszczki, jednak to wszystko utrzymuje się w sam raz do zastosowania kolejnego kremu z serii. Po zaprzestaniu takiej "terapii" osiągnięte "efekty" znikają. Z tym kremem jest inaczej - nawet jeśli nie zdecydujemy się na dalszą kurację - efekty pozostaną, a nasza skóra - jestem o tym przekonana - będzie nam wdzięczna za tę dawkę nawilżenia. 

Bardzo pozytywne także jest to, że krem nie był testowany na zwierzętach, nie posiada parabenów i olejów mineralnych. 

Myślę, że sam krem w moim przypadku to za mało - ale w połączeniu z wyżej opisanym serum, olejem z opuncji figowej lub olejem arganowym - to już prawdziwa bomba!

A w myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć... oba produkty sprawdzą się super już u kobietek 30+, zdecydowanie ograniczą późniejsze wizyty u kosmetyczek ;) A zdecydowanie... wklepywanie jest przyjemniejsze od nakłuwania, podciągania, wycinanie itd. ;) 

20:43:00

Obraz pełen sprzeczności... KOBIETA*

Obraz pełen sprzeczności... KOBIETA*

A - Anioł dobry i diablica piekielna. Atrakcyjność w jednym i drugim wcieleniu.
B -  Brak przebaczenia, które powoduje zgorzkniałość i zmarszczki na czole (a potem botoks ;-))
C - Ciało wiotkie czy pulchne... chude czy grube... cellulitis i rozstępy. 
D - Delikatność i szorstkość. Dama i babsztyl cuchnący wódką.
E -  Empatia, ale też niezrozumienie. 
F -  Finezja w każdym uśmiechu, spojrzeniu, dotyku... w ubraniu... i bez ;-) 
G - Gwiazda najjaśniejsza... Słońce. Światłem - oświetlające, ciepłem ogrzewające... życie niosące.
Ch - Chmura gradowa, wielka... lub malutka zupełnie i ten obłoczek płynący bielutki i cichutki.
H - Hiena drapieżna, manipulantka dająca złudzenia na niczym nie oparte.
I - Inspiracja artystów i sadystów. Ikona stylu i bezguścia.   
J - Jęk rozkoszy... w młodości... rozpaczy w starości.
K - Krzyk przeraźliwy i milczenie złowrogie. Kochanka... ta od  słabego mężczyzny, który nie potrafił szczęścia znaleźć w już raz założonym domu.
L - Lato. Wiosna przedtem. A po lecie jesień i zima po niej długa. Każda z tych pór odmienna i każda potrzebna... Wszystkie barwy od początku świata istnienia.
Ł -  Łania... przewodniczka stada... delikatna i płocha...  szybka niezwykle, gdy jej kto zagrozi.
M - Muzyka kojąca i dźwięk przeszywający ostro ucho. Mądrość i głupota.
N - Namiętność... od  uwielbienia do wrogości... od czułości do kipiącej jadem złości.
O - Ogień i szaleństwo. Spokój i podpora. Oczy emocjami tymi iskrzące.
P - Piękna i brzydka (gdy wina zabraknie ;-)) Pasja i chaos... wszystko w jednym.
R -  Radość istnienia na różne sposoby... od temperamentu bujnego do zamyślenia refleksyjnego. 
S -  Smak miodu i piołunu. Albo miód z łyżką dziegciu... tak dla równowagi smakowej.
T -  Tolerancja, troska i zawziętość. Tęsknota i tango upojne.
U -  Upartość, ale jednoczesna wiara we wszystko! gdy o miłości jest mowa.
W - Wredna baba... z jednym gadająca, na drugiego patrząca, a o trzecim myśląca.
Z - Zapach słodyczy i zapach goryczy. Zmęczenie, które dla innych jest ocaleniem.
Ż - Żona to też (zazwyczaj ;-)) kobieta, chyba (?) że męża inna opcja podnieca :-) Albo mąż też jest kobietą (?)
To wszystko jest: KOBIETĄ.
Spektrum cech... od wrażliwości i czułości do podłości. Od wewnętrznej siły do słabości. Od seksapilu, inteligencji do głupoty, niewierności i braku dbałości.
Od magnetyzmu, żaru, który trzeba tylko odpowiednio rozpalić… do mdłości z powodu jej pustości.
Od słońca, radości do przerażającej duszy ciemności.
Od ponętności do oziębłości tak lodowatej, że można się odmrozić. 

Bycie Kobietą jest niezwykle trudne ;-)
Tym bardziej, że Kobieta musi obracać się między mężczyznami. A Ci jak wiadomo...? Są trudni!
Ale powiem Wam mężczyźni... jeśli zakochacie się w Kobiecie, która wszystko to co powyżej (według mojego alfabetu)... to ma!... Czyli zabawna w gruncie rzeczy jest :-) Przez to, że tak skomplikowana... to nawet jeśli ona nie pokocha Was... nie będzie chciała z Wami być... to Wy nie zapomnicie o niej nigdy!... nawet gdy Starą już będzie Kobietą... a Ty jeden z drugim już sflaczałym atletą ;-)
A Kobiety?
Wszystkie tak naprawdę, pragną jednego: odrobiny szczęścia w miłości... nieograniczonej w postrzeganiu świata... wolności. I tyle!

KOBIETA*  (kliknij w "Kobietę")



Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger