19:12:00

Świąteczna piątka


IDĄ ŚWIĘTA

Jak co roku, o tej porze, niezmiennie, odkąd pamiętam, to znowu zbliżają się Święta. Czas wyjątkowy, czas dla rodziny, dla bliskich, dla przyjaciół... czas dla wszystkich bez względu na wszystko. W tym roku przeklętym, o którym, gdy następował, już wcześniej mówiłam... oj, nie będzie dobry. Ogłosiłam go samowolnie "Rokiem dobroci dla siebie będzie, że w tym roku akurat, "dobroć" szczególnie będzie nam potrzebna. I była. Nie jestem jakaś tam nawiedzona, ale 2002 rok, który też dwie dwójki w sobie posiadał, tyle że w innym ustawieniu - był okropny dla mnie, dlatego tego też się tak obawiałam 2020 - nieco do tamtego w cyfrach, podobnego. Niestety, miałam rację. Nienawidzę mieć racji. Ale mam nadzieję, że jak po burzy jest słońce, jak rano po nocy słonko wstaje, tak po tej pandemii, która tyle zła wyrządza każdego dnia - wróci do nas spokój. Zapomnijmy o chorobach, lękach naszych z nimi związanymi i poprzez te Święta, zbliżmy się do siebie :-))) 

TRADYCJE

Święta Bożego Narodzenia, to wiele tradycji i związanych też z nimi przesądów. Z mojego domu, z dzieciństwa, przejęłam mnóstwo tradycji. Dzisiaj opowiem o pięciu. Wszystkie łączy to, że te Święta, przygotowania do nich, łączą wszystkich członków rodziny. Nie spadają, tylko na mamę czy tatę, czy dziadków. Nawet dzieci biorą w nich aktywny udział.

I. Porządki, przygotowania i choinka

Porządki świąteczne, dekorowanie świątecznymi drobiazgami, tzw. durnostojkami ;-) całego domu, to cała operacja. Długo przed Świętami siedziałam przy stole z tatą i robiłam kolorowe łańcuchy. Takie z papieru kolorowego, w formie pierścieni zahaczanych jeden w drugi. Następny rodzaj, to małe harmonijki czynione z barwnej bibuły. W nich przetykana żyłka cieniutka, a potem, kawałek słomki takiej prawdziwej z maty ściennej wyrwanej ;-) i tak w kółko. Jeszcze z gwiazdeczek łańcuch. A te gwiazdeczki wycinane z tektury i oblepiane sreberkiem z czekolady. To wszystko na choinkę... jeszcze włosy anielskie, bombki przechowywane troskliwie przez rok cały. Cukierki, pierniczki wypiekane przez mamę i kwiaty - gwiazdy betlejemskie, produkowane przez babcię. Pod tą choinką, gdy po kolacji wigilijnej tatuś stawał przy oknie i krzyczał... "Ooo... kolejna gwiazdka lśni na niebie...", wtedy pod tą choinką jakiś czarodziej zostawiał prezenty. I zaczynał się gorący wieczór uciech, zwłaszcza dla mnie :-) Potem jeszcze szło się za dom, gdzie w poprzedni dzień był już ulepiony bałwan* i dodawało mu się oczy z węgielków, nos z marchewki, buźkę z gałązki i i miotłę ze świerku. Na głowę czarny cylinder z kartonu i szalik zielony z włóczki, wydziergany przez mamę. Taka to była frajda.

Bałwan* - figura zrobiona ze śniegu, a śnieg, to opad atmosferyczny w postaci kryształków lodu ;-)) To wyjaśnienie, dla tych z nizin, którzy śniegu jeszcze nie widzieli, bo w górach nie byli ;-)))

II. Stół wigilijny

Na stole wigilijnym pod obrysem śnieżnobiałym, w jednym jego miejscu leżało pod nim sianko, symbolizujące ubóstwo w jakim urodził się Jezus. To sianko miało też sprowadzić dobrobyt na uczestników kolacji. Na stole, na lśniącej zastawie ze złoconą lamówką, obowiązkowych 12 potraw, opłatek. A przy stole, jedno puste miejsce  - dla gotowości przyjęcia dodatkowego, niespodziewanego gościa. Babcia wierzyła, że to miejsce dla kogoś niedawno zmarłego, którego dusza też chce brać czynny udział w świątecznym spotkaniu.

III. Śpiewanie kolęd, łamanie się opłatkiem,  chowanie do portfela łuski z karpia.

Nim wszyscy zasiedli do stołu, tato jako głowa domu brał opłatek do ręki i dzielił się nim po kolei ze wszystkimi, według hierarchii rodzinnej. A potem, każdy z każdym, wzajemnie. Wszyscy składali sobie najlepsze życzenia. Te życzenia obowiązkowo pod zawieszoną przy lampie jemiołą, która miała zapewnić pomyślność i odpędzać zło. Tato rozdawał też łuski, by każdy mógł schować sobie do portmonetki, aby przyciągały pieniądze. I wreszcie kolędy... każdy musiał choć fragment zaśpiewać swojej ulubionej. Ja się zazwyczaj migałam, ale nadaremno :-)

IV. Obowiązkowe 12 potraw

  1. Karp smażony w panierce niewielkiej, błyszczący masełkiem. Nie jadłam, bo przedtem widziałam go pływającego cały tydzień w wannie i byłam z nim zżyta. ;) 
  2. Sałatka śledziowa - ziemniaczki, jabłuszko, ogórek kiszony, cebulka drobno skrojona i to wszystko w śmietance (dzisiaj w greckim jogurcie). Tato nie jadł śledzi, bo miał do nich uraz. Będąc w obozie jenieckim , przez 4 lata jadł tylko śledzie ;-(
  3. Kluski z makiem i miodem tzw. makiełki - tylko babcia się nimi zajadała, uwielbiała słodycze. W nocy nawet cukier z cukierniczki wyjadała ;) 
  4. Karp w galarecie. Mama nie mogła jeść smażonego, bo chorowała na trzustkę, więc dla niej najlepsza była ryba gotowana. 
  5. Barszcz czerwony, na burakach wcześniej ukiszonych w wielkim glinianym garnku. Pokrojone buraczki, liście laurowe, ziele angielskie, skórki chleba i jabłko - i barszcz gotowy :-) Oczywiście jeszcze zioła, czosnek i grzybki suszone. Pycha bez grama octu. Mnie lekko, mama śmietanką zabielała.
  6. Uszka do barszczu, z farszem z leśnych grzybów, uzbieranych jesienią. I barszcz, i uszka, to moja ulubiona potrawa świąteczna.
  7. Kapusta kiszona, przyniesiona z piwnicy, bo wcześniej mama z babcią ją ukisiły, do tego grzyby. Tato lubił też kapustę z grochem. A groch, to szczęście w dom. 
  8. Kompot z suszonych owoców. Specyficzny w smaku i zapachu... doprawiany cynamonem, imbirem, goździkami, skórką z cytryny, gałką muszkatołową. Nikt specjalnie za nim nie przepadał, ale tradycji musiało stać się zadość.
  9. Pierogi z kapustą i grzybami. Podawane jako przysmażane na masełku. Lepiłam je jako dziecko... i być może teraz tak nie lubię robić tego ;) Za dużo tych ulepionych pierogów było ;) 
  10. Łazanki - kwadraciki makaronu, robionego ręcznie plus kapusta kiszona, gotowana i suszone borowiki. Kolejny przysmak w gębie. Do dzisiaj za nimi przepadam i robię nawet w ciągu roku. Nie czekając na święta.
  11. Makowiec, to była specjalność babci. Piekła, ale nie jadła, bo nie lubiła, jak jej mak wchodził w zęby (choć przy makiełkach jej to nie przeszkadzało ;)) ;-)
  12. Sernik. Tutaj specjalizowała się mama. Na spodzie półkruche cienkie ciasto, a na nim puszyste, serowe "niebo" o smaku migdałów. Z rodzynkami w środku. 

V. PREZENTY

Dla każdego co innego jest szczęściem, radością, najlepszym prezentem. Gdy byłam małą dziewczynką cieszyłam się i oczekiwałam prezentów. Bardzo byłam podekscytowana myślą, co tym razem przyniesie mi Święty Mikołaj, do którego listy pisałam. Pamiętam, że on nigdy mnie nie zawiódł w moich marzeniach. To byli moi rodzice. Teraz? Nie ma ich tu na ziemi. Teraz nie mam oczekiwań, choć są koło mnie inni Święci Mikołajowie, którzy bez pisania listów spełniają  moje życzenia. Cały rok, codziennie są dla mnie Święta,. Dzięki nim. A te według kalendarza Święta Bożego Narodzenia, to wyjątkowa możliwość wyjątkowego spędzenia wspólnego. Bo nic tak nie daje radości jak bliskie obcowanie z ludźmi, życzliwymi ludźmi. To dobrze wykorzystany czas. Przy tegorocznej kolacji powspominam w anegdotach, moją mamę, tatę. babcię, ciocię Martę... na wesoło... żeby byli z nami. Magia Świąt Bożego Narodzenia mi w tym pomoże.

ŻYCZENIA

W tym czasie przygotowań, potem wreszcie utęsknionych Świąt, gdy wszyscy przepełnieni jesteśmy miłością... zwłaszcza w tym roku, pamiętajmy, że " jest wiele rzeczy, na świecie, które możemy możemy zrobić nie licząc na zysk... do nich też należy życzliwość i dawanie sobie wzajemnie radości" Tak mniej więcej mówiła moja babcia, choć bardziej prosto. Uważam, że w życiu, to najważniejsze jest. Wszyscy możemy być Świętymi Mikołajami. I to nie od święta. Choć tęsknię za Świętami, takimi oprószonymi śniegiem, za twarzami z tamtych, minionych Świąt, to świadoma jestem zmian, wymian i pogodzona, że czas nie stoi w miejscu i cieszę się tym, co mam. Wdzięczna jestem! Najsmutniejsze jest to, że obudzę się w pierwszy dzień Świąt i stwierdzę zdziwiona: oo? nie jestem już dzieckiem - niestety;-). Na szczęście dziecko jest we mnie, bez względu na ten bieg wskazówek zegara. I życzę Wam, żebyście też tak mieli, żebyście szczęśliwi byli według własnego uznania:-)))






9 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego zdrowych i wesołych świat Bożego Narodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dorotko zdrowych rodzinnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie to wszystko opisałaś, zaciekawiło mnie to 12 potraw, bo nigdy nie pamiętam spisu wszystkich dwunastu. No i ta tradycja z porządkami świątecznymi, to jest coś co lubię :) Super zdjęcia! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dorotko, życzę Ci świąt pełnych radości, pokoju i nadziei.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Boże Narodzenie :) Zdrowych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wesołych Świąt Doroto..A ten płaszczyk czerwony-cudo:)Ewa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie opisałaś swoje rodzinne tradycje:)))Pozdrawiam serdecznie i miłego świętowania życzę:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Dorotko, życzę Ci wszystkiego co najlepsze na te święta. Mimo wszystko. Ciekawa sprawa z tymi 12 daniami.

    Pozdrawiam świątecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie jestem tradycjonalistką, a zwłaszcza nie jestem przesądna. ;) Grunt to spędzić ten wolny czas tak jak się chce. Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger