20:00:00

CO MAMA CÓRCE POWIEDZIEĆ POWINNA? Z CYKLU Alfabety Starej Kobiety na Dzień Matki 2022 r.

CO MAMA CÓRCE POWIEDZIEĆ POWINNA? Z CYKLU Alfabety Starej Kobiety na Dzień Matki 2022 r.

KOLEJNY DZIEŃ MATKI...

A ja patrząc na najmłodszą swą córkę, która w zeszłym roku po raz pierwszy została mamą, zastanawiam o czym jeszcze jej powiedzieć powinnam, by ułatwić jej życie. Patrzę na jej smukłą sylwetkę, niebieskie wielkie oczy, długie, naturalnie jasne, piękne włosy i serdeczny uśmiech na twarzy... i jedyne czego bym chciała, to żeby w życiu wiele szczęścia miała. Bo po prostu zasługuje na nie. Jest pracowita, życzliwa, uśmiechnięta i bardzo o wszystkich troskliwa. Nie uchronię jej od popełniania błędów. Każdy jakieś popełnia i to one niejednokrotnie wzmacniają i siłę dają. Pomyślałam, że nie wszystko da się dzieciom pokazać w trakcie ich dorastania, więc należy znaleźć taki moment by powiedzieć, zwrócić uwagę na pewne w życiu ważne sprawy.

KOCHANA CÓRKO

Jesteś już sama mamą, więc wiesz skąd się biorą dzieci i wiesz, że seks może być fajny, a Twoja szyja musi kręcić dwoma głowami, aby Twój mąż był mniej więcej taki jak Ty chcesz... a jemu, żeby się wydawało, że to wszystko jego zasługa w tym, żeby się w Waszej rodzinie dobrze działo ;-) Przekażę w tym Alfabecie moje spostrzeżenia, doświadczenia, które być może ułatwią życie Twoje. Choć teraz z perspektywy czasu wiele rzeczy zrobiłabym inaczej... może czegoś byłoby mniej... czegoś więcej... ale nie będę się teraz biczować... w sumie, to doceniam to kim jesteś i jaka jesteś i tak myślę, że to po części moja zasługa. Dzięki temu zawsze liczyć na Ciebie mogę, bo ukształtowałam Twój kręgosłup w taki sposób, że za Twoje wychowanie, od innych dostaję brawo. Twoja starsza siostra i bracia wychowywani byli przy akompaniamencie większej rodziny i taty jeszcze... a my byłyśmy same. Same. I wzajemne to było zaangażowanie w problemy codzienne i czułość nieokazjonalną, kopniaki motywujące i wsparcie umacniające na każdym kroku.

ALFABET STAREJ MATKI POCZYTAJ, o tym co każda matka wiedzieć powinna:

A - AMBICJA - Bądź ambitna, jak zresztą jesteś. Ucz ambicji swoje dzieci, bo to dobra cecha. Ale nie utożsamiaj sukcesów i porażek dzieci, ze sobą. Bądź ambitna sama dla siebie, a wtedy Twoje dziecko będzie pewne siebie i odniesie sukces. Tylko Twoje nienadmierne oczekiwania będą wpływały pozytywnie na Twoje dzieci i podnosiły ich samoocenę. Poprzeczka wysoko, ale na miarę sił.

B - BYCIE MAMĄ  - nie musi być wyczerpujące. Nie bierz wszystkiego na siebie, nie bój się prosić o pomoc. Nie wszystko musi być perfekcyjne, żeby było satysfakcjonujące. 

C - CIERPLIWOŚĆ - pozwoli Ci zaakceptować wszystko takie jakie jest i da lepsze efekty niż działanie na hura, pochopne, na którym możesz się poślizgnąć.

D - DROBIAZGI - ciesz się nimi, błahymi rzeczami i dziel się nimi. Tym chlebem, który pieczesz taki smaczny, radością Dorotki z nowych butków, czułością, którą od niej otrzymujesz. Tak wygląda miłość i nie trzeba słowa "kocham". Te drobiazgi są kumulacją miłości.

E - ENTUZJAZM - jest jednym z najważniejszych składników życia. Połączenie zapału z pewnością siebie. On to pomaga biec od porażki do porażki z uśmiechem na ustach, z poczuciem humoru, nadzieją i siłą by osiągnąć wymarzony sukces. I nawet jak spadniemy, upadniemy, stoczymy się, to entuzjazm , który mamy w duszy, wzniesie nas, podniesie, wróci siły i ku dobrej sprawie zawróci. Mając entuzjazm w sobie i do tego talent nigdy nie będziesz patrzyła na świat powierzchownie.

F - FAKT PODSTAWOWY, by być sobą: Pamiętaj, żadna miłość nie jest warta poświęcenia swoich wartości. I żadna miłość nie ma prawa od Ciebie tego żądać. Bądź sobą. Jeśli chcesz się zmienić masz prawo, ale na własnych warunkach.

G - GRUZY - Właśnie coś się takiego stało, że Twój świat w gruzach runął. To tylko chwilowe, tak bywa, widocznie tak być musiało, bo los ma dla Ciebie nowy plan. Uprzątnij ile możesz i idź dalej.

H - HUMOR, poczucie humoru to przyprawa bez której życie mdłe by było. Śmiej się z siebie, ze swoich błędów i przekuwaj je w sukces; śmiej się z czego się da. Używaj kpiny i wyśmiania... czerp naukę z nich, siłę bierz i walcz też tą bronią jaką żart jest.

I - IDEAŁ. Nie ma ideałów. Najbardziej w człowieku idealne jest to, że jest idealnie nieidealny. Tego się trzymaj i nie walcz byś Ty jako mama była idealna, by Twoja córeczka była idealna. Kochaj ją taką jaką jest... :-) Uważanie, że nasze córki powinny być naszymi lepszymi wersjami, bądź dążenie do tego ze wszech miar... jest błędne i dla obu stron frustrujące. 

J - JEŚLI - gdzieś się źle czujesz, nie dopasowuj się na siłę. Ty sama projektujesz swoje życie, wybierasz przyjaciół i znajomych i masz prawo do własnego zdania, swojej opinii, swojego wyboru. Masz być szczęśliwa na swoich zasadach. JEŚLI ktoś nie rozumie słowa "nie", to on ma problem - nie Ty.

K - KOCHAJ nie dlatego "że" tylko "pomimo". Kochaj, to też będziesz kochana. Warto oprócz kochania jeszcze przyjaźnić się z tą osobą ;-)  

L - LUDZIE - Warto mieć wielu mądrych ludzi wokół siebie. Słuchaj ich, ale decyzje podejmuj samodzielnie. Kieruj się własną intuicją. Nie zabiegaj też o to by Cię lubili... sama się najpierw pokochaj :-) i bądź z siebie dumna. Jeśli masz wątpliwości, to przypomnij sobie ile codziennie dobrego i ważnego robisz :-) Bądź szczera wobec siebie i darz szacunkiem ludzi. Nie rób niczego, żeby komuś coś udowodnić. Szkoda czasu. Znasz swą wartość.

Ł - ŁĄCZNOŚĆ. Mieć łączność z tym co w świecie się dzieje i z ludźmi, to istotne. Jednak żadne social media i telewizja nie zastąpią bezpośrednich relacji... spotkań tet a tet, patrzenia w oczy. Przyjaźnie wirtualne nie zastąpią bycia ze sobą. Mogą być uzupełnieniem, nie podstawą. I tego naucz swoje dzieci, by korzystały więcej z piękna natury, promieni słonecznych, a nie tych, które świecą z ekranu telefonu, ekranu laptopa czy telewizora. A podróże z książką też rozwijają horyzonty :-) 

M - MYŚL - Myśl o innych, ale nie zapominaj o sobie. Zadbaj zwłaszcza o zdrowie. Jeśli nie zatroszczysz się o siebie, nie będziesz mogła innym pomagać.

N - NIEMOŻLIWE - wykreśl to słowo ze słownika Twoich słów. Prędzej czy później wszystko może się ziścić, jeśli uparcie będziesz dążyć do tego co sobie wymarzysz. 

O - OBSERWUJ na początku swoją potencjalną kandydatkę na powierniczkę, przyjaciółkę. Jak traktuje innych, jak o nich opowiada, taka będzie w stosunku do Ciebie. Tak Ciebie będzie traktowała.

P - POMAGANIE - Pomaganie innym świadczy o naszym człowieczeństwie. Pomagaj więc innym, ale nie pozwól się wykorzystywać. Jednocześnie nie oczekuj czegoś w zamian... jeśli możesz to pomóż... dobro zawsze wraca.

R - RADOŚCIĄ największą jest świadomość, że kroczy się własną drogą, przez siebie obraną i ma się siłę nie patrzeć wstecz na to, co może załamać. Tylko w zgodzie z własnym sumieniem decyduj o sobie i pozwalaj sobie na radość i przyjemności. Bądź dobra dla siebie i nie pozwól pomiatać sobą... to wszystko złoży się na Twoją radość w życiu.

S - SERCE - kieruj się nim, ale nie zapominaj o rozumie. Niestety niebranie rozumu pod uwagę może zakończyć się źle. Doświadczyłam takiego zaślepienia i wiem o czym mówię.

T - TO WAŻNE: pamiętaj, że uroda przeminie, najważniejsze, co masz w głowie. Inteligencja i wiedza są bardzo seksowne. Sprawdziłam, to działa i to daje błysk w oku nawet zmętniałym już i starym. 

U - UCZUCIA - Mów o tym co Ty czujesz i słuchaj, co do Ciebie kiedyś powie Twoja córka, a obecnie pokazuje emocjami i gestami. 'Kocham Cię, tęsknię, przepraszam, dziękuję, pragnę, chciałabym, jestem wdzięczna, obawiam się". Nie ukrywaj własnych emocji, pozwól otwarcie manifestować emocje swojej córeczce. Tak się buduje relacje otwartości i szczerości. A co za tym idzie prawo do bycia sobą. Nie ukrywanie problemów, ale rozmawianie o nich już od maleńkości, daje poczucie bezpieczeństwa i fundament jej, i Twojej wartości.

W - WALCZ o to, na czym Ci zależy i nigdy, przenigdy nie przestawaj.

Z - ZAUFANIE to podstawa w relacjach między ludźmi. Ufaj, lecz nie bądź naiwna.

MAMĄ BYĆ to wspaniałe. Dać komuś życie, to cudowne. Kochać przy tym, to odpowiedzialność, za tego, którego się kocha. I niczego nie można szczędzić: ani czułości, ani uśmiechu, ani dotknięcia, ani przytulenia, ani gestu, ani czynu dobrego, ani myśli troskliwej, ani pomocy czynnej. To wszystko musi iść razem w ścisłym związku i trwa aż do końca. Pamiętaj o tym Córeńko :-)) 

PAMIĘTAJ, że będąc mamą też masz prawo do błędów i naucz swoje dzieci, że też takie prawo mają, i że kochać powinny najbliższych, umiejąc wybaczać ich potknięcia i swoją mamę szanować :-)

 I pamiętaj, że jesteś dla mnie wszystkim i zawsze liczyć na mnie możesz :-))

MAMO MOJA  - gdy ja piszę te słowa, do mojej córki, a Twojej wnuczki, to Ciebie nie ma tuż koło mnie, w tej ziemskiej bliskości. Ale Mamo, zawsze jesteś w mej czułej pamięci, którą przekazuję dalej, by inni też o Tobie pamiętali. Słowa: dziękuję, że jestem tu na świecie dzięki Tobie Mamo i przepraszam za wszystkie moje błędy... to stanowczo za mało. Kiedy się spotkamy, to Ci wszystko wytłumaczę, a Ty z pewnością zrozumiesz i co trzeba wybaczysz i na końcu przytulisz :-))) 

Teksty z okazji Dnia Matki w poprzednich latach :) 






19:32:00

DZIURA W SUFICIE? Niebieska beza*

DZIURA  W  SUFICIE? Niebieska beza*

Jestem smakoszem. Lubię jeść, lubię smakować... uwielbiam kuchnię śródziemnomorską, ale równie chętnie sięgam po sery pleśniowe czy pyszne kiełbasy z gęsiny czy dziczyzny. Choć powinnam napisać: sięgałam. Po kolejnych, niestety niesatysfakcjonujących badaniach krwi, w wyniku, których na jaw wyszło, że mój cholesterol sufit przebija... powiedziałam STOP! Nie będę produkować blaszek miażdżycowych. I stałam się fanką soczewicy, ciecierzycy, ryżów i kasz pełnoziarnistych. A sery pleśniowe? Chciałabym jeszcze kiedyś jakiś dobry zjeść - niech to jednak się wydarzy za dwadzieścia lat :) Spożywając je nadal, mogłabym nie mieć takiej szansy, by raczyć się nimi za lat wiele... więc z tą myślą... pilnuję się ostro. 

Pieczywo

Wcinam bułki z siemieniem lnianym na mące pełnoziarnistej, posypane makiem i sezamem, chleb  niskoglikemiczny na orzechach, ziarnach i mące pełnoziarnistej pędzony, chleb jogurtowy... ten w mniejszej ilości, bo jednak mąka pszenna, ale za to moc ziaren słonecznika i dyni oraz jogurt grecki pyszny w nim... wyjątek robię niekiedy dla bajgli z makiem i sezamem, choć chleb twarogowy preferuję :) Aaaa! I zapomnieć nie mogę o leciutkim chlebku z dużą ilością kminku... pycha! Od takiego domowego pieczywa brzuszek (czy też w mojej sytuacji zasadniejsze byłoby określenie: brzuchol) nie boli, jednak nie przesadzam z pieczywem wydzielając sobie rozsądne porcje dnia każdego, bo jednak z pieczywa... zrezygnować bym nie potrafiła. 

A na pieczywo... 

Obowiązkowo smarowidło, które rzekomo ten zły cholesterol ma obniżać - nie szkodzi, więc stosuję, choć zawsze w promocji przynajmniej -50% kupuję ;) A na to smarowidło chudziutka wędlinka z kurczaczka lub indyczka w ilości plasterka, dwóch dziennie (taaak... zaczęłam czytać etykiety i informacje dotyczące zawartości tłuszczu - tym samym smakowitych kiełbasek odechciało mi się od razu ;)); pasztet warzywny zrobiony przez Alę (papryka słodka i ostra, pietruszka, seler, brązowy ryż i inne dobroci doprawione dużą ilości kurkumy tłuszcz pomagającej spalać) czy prawdziwy hicior: pasta jajeczna.. bez jajek... specjalna czarna sól, ser tofu, ciecierzyca i cały pęczek szczypiorku - mniam! Super także sprawdza się pasta: ciecierzyca, sezam, oliwa z oliwek i zielona pietruszka... No i zapomnieć nie można o paście z suszonych pomidorów i białej fasoli. Jakie to pyszne, jakie to zdrowe! A na to wszystko pomidory, papryki, ogórki, sałaty, rzodkiewki, świeże zioła... uwielbiam ten swój nowy sposób odżywiania :) 

Zupa musi być!

Moje odkrycie w tej kategorii, to zupa krem z liści rzodkiewki, z ogromną ilością koperku i rzodkiewkami przygotowanymi na parze. Pyszna i orzeźwiająca. Spokojnie konkurować może o moją miłość z zupą z ciecierzycy, pomidorów i rozmarynu. No i tradycyjnie wszędzie i zawsze krem pomidorowy z dużą ilością świeżego lubczyku (zapasy zawsze mam w zamrażarce :)).

A na danie główne...

Odkryłam ostatnio na Instagramie konto "Biedanizm" i przepadłam. Bogaty w smaki, tani dla portfela weganizm :) Jak ostatnio gulasz zrobiłam z kaszą gryczaną... to sama nie mogłam uwierzyć, że mięsa w nim nie ma ;) A jeszcze było przepyszne chili jednogarnkowe i curry... choć ostatnio wzięło mnie na pierogi z zieloną soczewicą, ogromną ilością koperku i szczypiorku oraz takie ze szpinakiem, serem feta, dużą ilością czosnku i gałki muszkatołowej. PYCHOTA! 

Deser

Pomińmy to pełnym godności milczeniem... jeszcze nad tym pracuję i staram się, żeby deser stanowiły owoce, choć nie ukrywam... skuszę się czasami na naleśnika, pancake'a czy kawałek sernika... moje ostatnie odkrycie: sernik rosa - efektowny w wyglądzie i w smaku :) W planach natomiast sernik jogurtowy z brzoskwiniami.

Sposób żywienia, a nie dieta 

Nie sądzicie, że określenie "sposób żywienia" brzmi dużo lepiej niż "dieta"? "Dieta" urasta wręcz do wyrazu kojarzonego pejoratywnie, przez to że wiąże się z restrykcjami. Ja natomiast wybrałam nowy sposób żywienia - wyeliminowałam kategorycznie wszystkie produkty, którymi karmił się mój zły  cholesterol... najtrudniejsze chyba mimo wszystko było drastyczne ograniczenia ilości jajek, ale wiem, że nowy sposób żywienia... to nie tylko większe szanse na zdrowie dla mnie, ale również możliwość próbowania nowych potraw, poznawania nowych smaków i ich różnych kombinacji. Niby także restrykcje, ale dobrowolne i tyle dobrego dające!

Efekty motywują

Widzę zmianę... widzę niższe ciśnienie, mniej centymetrów w pasie. Wiadomo, że pyszny ser pleśniowy w promocji.. kusi mnie niesamowicie! Później jednak wczytuję się w to, ile ma w sobie tłuszczu...  i odpuszczam bez żalu, bo wiem, że moim naczelnym celem jest zdrowie. Gdy ogarnę tę kwestię, będę miała więcej sił witalnych by mierzyć się z innymi trudnościami takimi jak fakt, że klamka w drzwiach wyjściowych odpadła, bo stwierdziła, że jest stara i dosyć ma służenia, i użyteczną bycia... albo że list, który miał być do odbioru na poczcie jednak jeszcze tam nie oczekuje, więc mi się kolejna wyprawa po ów list szykuje :) 
NIEBIESKA  BEZA* to ja:-) Mam nadzieję, że dzięki zdrowemu jedzeniu, zostanie kolor niebieski w moich oczach i ubraniu, a Beza się rozpłynie stopniowo i lukier tylko w uśmiechu zostanie:-))))






10:00:00

MODA PO 60-TCE

MODA  PO 60-TCE

Słuszny - irytujący wiek

Za dwa miesiące skończę 65 lat... sześćdziesiąt pięć lat... jak to w ogóle brzmi? Nie będę ukrywać - ani koloryzować - dla mnie brzmi to: strasznie. Ta myśl o upływającym czasie, o tym ile jeszcze chciałabym przeżyć, zobaczyć, doświadczyć, ilu osobom dać pstryczka w nos, ilu ludzi uszczęśliwić.... a przecież mogę nie zdążyć (Ha! ha! Jeśli jesteś jedną z osób, której powinnam dać pstryczka w nos... nie ciesz się... zdążę to uczynić ;) Taka moja przekorna natura już ;)) irytuje mnie i wkurza. Ale jak przystało na "stateczną" kobietę po "sześćdziesiątce" postanowiłam poczytać o tym co mi wolno, a czego już nie... no i stwierdziłam, że powinnam według wytycznych pewnego przeczytanego artykułu wymienić pół szafy. Żeby było jedna

k łatwiej, stwierdziłam, że najpierw poczytam o tym, czego kategorycznie w tym słusznym już wieku nosić nie powinnam... łudząc się, że wszelkie niewymienione rzeczy pozostają już w moim zasięgu i wypada brać je do przymierzalni w lumpeksowej przymierzalni (tak, tak... mimo, że jestem już babcią - na shoppingi lumpeksowa chodzimy wszystkie trzy: Dorotka Senior, Alicja i Dorotka Junior - co ciekawe, nowe buty czy torebeczka wywołują u Juniorki taką samą ekscytację - jeśli nawet nie większą - jak u mnie, Seniorki. A Ala? Pozostało bez zmian. Coś tam dla siebie wynajdzie, ale w gruncie rzeczy... skupia się na swych dwóch Dorotkach. A co po łowach? Najczęściej lody... oj nie ułatwiają one wchodzenia w te dozwolone i niedozwolone "przepisami internetowymi" ubrania  :)) I tak...

Nie wolno mi nosić

  • sukienek i spódniczek mini - dopuszczalna długość minimum do kolana: ufff. Odetchnęłam z ulgą... nic z szafy nie muszę wyjmować, bo takich ubrań nigdy nie lubiłam, a najlepsza długość dla mnie to było chociaż do kolana... choć gdy później doczytałam, że ubrań tych powinny unikać panie nawet prezentujące przepiękne, zgrabne nogi... trochę się oburzyłam. No bo dlaczego? Gdybym miała w tym wieku jędrne piękne nogi... sylwetkę smukłą, skórę nawilżoną - niestraszne byłyby mi krótsze kroje;
  • jegginsów i obcisłych spodni typu rurki - no i wpadłam. W stercie do wydania już miały wylądować prawie wszystkie moje spodnie... gdy uświadomiłam sobie, że przecież rurki rurkom nierówne, a ja staram się wybierać takie z grubszych, lepszych materiałów, które nie eksponują każdej grudki cellulitu. Lubię rurki. Noszę i będę nosić. Choć tu zdecydowanie podpadam, bo noszę nie dość że rurki (to jak widać na załączonym obrazku) to są to również zakazane... 
  • rurek z dziurami - staram się jednak, żeby było to dziury, które wbrew pozorom nie pokazują zbyt wiele (trudne w tym zadanie upilnowania mojej wnusi, która wymyśliła sobie zabawę w dziur w babcinych spodniach poszerzanie);
  • legginsów - no dobra. tym naprawdę mówię nie i to nawet w domowych pieleszach - po co co rusz denerwować się chodząc do łazienki (a lustro mam tam na pół ściany)? Dla oszczędzenia stresu postanowiłam więc na ten punkt przystać i powziąć postanowienie, że tej części garderoby faktycznie "nie" powiedzieć mogę;
  • krótkich dżinsowych spodenki - nigdy ich w moich szafie nie było i na pewno już nie będzie, choć... tak samo mam z popularnymi tzw. "rybaczkami", które choć zalecane po 60 - tce i nie tylko mnie zawsze odstraszały i do siebie zniechęcały. Na lato wybieram zwiewne spodnie (często 7/8), do tego bluzeczka, lekka narzutka i czuję się wtedy naprawdę komfortowo :) 
  • krojów z dużymi dekoltami - zalecany mały dekolt w serek lub owalny - nie mam z tym zakazem problemu, a jednocześnie gdy skóra w dobrej kondycji... nawilżona i złapana słońcem, nie boję się odkryć trochę więcej dekoltu, jednocześnie nie pokazując. gdzie już piersi się zaczynają :) I zazwyczaj towarzyszą mi szaliczki i szaliki różniaste... nie po to, żeby coś ukrywać, ale żeby podkreślać stylizacyjny zamysł i duszę mą frywolną;
  • tenisówek - niewygodne obuwie przeznaczone dla młodych... bo teraz to już tylko skórzane mokasyny? No niezupełnie. Trampki pokochałam z wiekiem - uwielbiam je, mam kolekcję w różnych kolorach, choć jak widać na zdjęciach nie unikam obcasów, balerinek ani nawet mokasynów... córka z początku namiętnie mnie do nich przekonywała... teraz już przekonywać nie musi, a te wędrują pomiędzy naszymi szafami :)

Równowaga

Wbrew pozorom rozumiem te powyższe zalecenie i wady, ponieważ wraz z wiekiem ciało się zmienią - z drugiej jednak strony nie lubię zakazywania i odradzania, bo przecież dziury dziurom nierówne tak jak jeden materiał drugiemu materiałowi na legginsy. W swojej szafie jak i w stylizacji lubię równowagę. Trochę klasyki, trochę młodzieńczego szaleństwa. Jak się śmieję - na klasyczną klasyczność przyjdzie jeszcze czas po 80-tce ;) Choć... nie mogę Wam obiecać, że wtedy zrezygnuję ze spodni z dziurami. Nie oznacza to również, że z klasyki rezygnuje... bo są dni, gdy moje stylizacje są w pełni klasyczne, takie do których... nawet panie piszące artykuły o modzie po 60-tce nie mogłyby się w żaden sposób przyczepić. 

Jednocześnie wiem..., że najważniejszą składową moich stylizacji jest uśmiech - tego nie szczędzę, może być w rozmiarze maxi, choć nawet ten wersji "midi" czy nawet "mini" niejeden raz sytuację już uratował.. nawet jeśli była nią nie do końca fortunnie wybrana stylizacja. 

Nie oceniajmy

Ocenianie jest łatwe - szczególnie strojów innych osób i jest ono naturalne, nie musimy zastanawiać się nad tym co myślimy o stroju osoby napotkanej w tramwaju czy autobusie, a te oceny często mogą przez nasze głowę swobodnie przepływać. Nie ma jednak co być urodzonym krytykiem i na takich myślach się skupiać i wagę do nich przywiązywać. 

To już 6 lat - lubię Was!


Jak wiecie będąc tu ze mną... niektóre już od 6 lat... lubię się stroić i lubię modę - często tę niemodną, nie zmienia to jednak faktu, że niezależnie od tego czy stroić się lubicie czy nie, czy nosicie legginsy czy nie, czy pomykacie właśnie w krótkich (być może według standardów niektórych w za krótkich spodenkach odsłaniających cellulit) przy majówkowym grillu - to Wasza sprawa, Wasz wybór. Jeśli nie przykładacie wagi do stroju - luzik bluesik jakby powiedziała młodzież. Bo nie każdy musi się stroić, nie każdy musi dopasowywać strój do siebie kolorystycznie. Mimo to... jest tu dla Was miejsce :) Bo ta strona właśnie tak została pomyślana, żeby były i teksty i zdjęcia... przez lata było różnie, ale wiecie co? Jestem gotowa na kolejne 6 i wiele więcej lat! :) Bo każdy jest inny, bo każdy ma inne priorytety i wartości - grunt to sobie nawzajem nie szkodzić i odnosić się do siebie z szacunkiem.














16:09:00

PO LANYM PONIEDZIAŁKU - "wynurzenia" - oczywiście o wodzie ;-)

PO LANYM PONIEDZIAŁKU - "wynurzenia" - oczywiście o wodzie ;-)


WODA
- H2O,  dwa atomy wodoru i jeden tlenu. Te trzy atomy gdy się połączą, to tworzą sieć i więź - nierozerwalną przez miliony, a nawet miliardy lat. Woda występuje zarówno w stanie ciekłym, stałym i gazowym. Gorąca, ciepła, zaledwie letnia i bardzo zimna - jak kobieta: namiętna bądź nieczuła, dająca ciepło i odpychające zimno. Czasem ciepło zaborcze zanadto, a  czasem zimno ukojenie dające. Skomplikowane? Jak w życiu. Nic nie jest czarno-białe. W każdym razie ekscytująca tym co sobą przedstawia, jest Woda.

WODA to jeden z żywiołów stanowiących esencję świata, obok ziemi, powietrza i ognia. Oczywiście najbliższa człowiekowi jest ziemia, ona jest podstawą dla tych pozostałych. Woda dla mnie jest najważniejsza (w końcu spod znaku Raka jestem)... tak jak dla zwierząt i roślin, które mnie otaczają.  

WODA - leje się z kranu; leje się z nas, gdy zapaść ze wstydu pod ziemię się chcemy (ale nie możemy). Woda to 60% naszego organizmu, a 70% ziemi, to też ona. Słona i słodka woda jest na ziemi, również ta uwięziona w lodowcach, ta która krąży w skałach i w postaci pary wodnej się unosi. Woda to życie. Może być mała jak źródełko i wielka jak morze. Daje życie i je odbiera, daje siłę by statek płynął i jeszcze większą by go zatopić. Jest nieprzewidywalna jak każdy żywioł i każda niemal kobieta ;-)  Fascynująca jest woda i tyle może... może przystosować się do każdego naczynia, ale też małą kropelką krok po kroku drążyć skałę i zniszczyć ją. Och!

WODA NA WSZYSTKO

Nie wystarczy słów by ją opisać, jej właściwości, wpływu na nasze istnienie. "Jest początkiem wszechrzeczy" jak pisał Tales z Miletu.

W łonie mamy jesteśmy w wodzie, potem już woda towarzyszy nam przez całe życie. Bez smaku, bez zapachu, mokra, płynąca, czasem przez palce przepływająca. 

Dobra do mycia ciała, prania, brudów zmywania (tylko nie z sumienia), dobra na otrzeźwienie, jeśli zbyt wiele sobie obiecujemy, lub też na kacu po nocy przehulanej, na schudnięcie (po dodaniu  cytryny)... usuwanie toksyn, gdy trochę więcej piguł przeciwbólowych się najemy. Naczynia krwionośne wzmocnimy... a jeszcze cholesterol obniżymy ;-) jeśli wodę pić będziemy. 

Na sprawność, energię,  przemianę materii, na zdrowe nerki i do oddychania, bo nawilża powietrze.

Gdy kości Ci trzeszczą, gdy skóra matowieje i cera szarzeje - napij się wody.

Woda to transporter substancji odżywczych, enzymów i hormonów, reguluje temperaturę ciała. Prawidłowe działanie gospodarki elektrolitowej również zapewnia woda. 

Czyli wszystkie procesy życiowe zachodzące w naszym organizmie zależą od wody.

To dzięki niej krew krąży w żyłach, a stawy nią nasmarowane mniej trzeszczą, a gałki oczne się obracają... trawimy dzięki wodzie, wydalamy te składniki przemiany materii, które są nam zbyteczne.

WODA MOŻE... taka sodowa uderzyć do głowy może, gdy ktoś osiąga sukces jakowyś i wydaje mu się, że jest kimś lepszym ;-) Może też zatrzymać się w organizmie i spowodować wiele schorzeń. Zgasić pożar tylko woda może, ale zalać, podtopić i utopić też potrafi.

WODA JAK CZŁOWIEK może być twarda lub miękka... Twarda -  powoduje szkody w domu, a miękka pięknie się pieni z szamponem. I tutaj dłuższa powinna być na ten temat rozprawa, ale po co więcej lać tej wody o wodzie ;-) Przecież na pewno wiecie jaka jest to różnica i jaka Wam potrzebna jest woda... szkody czyniąca czy zdrowie przynosząca.

W WODZIE - tafli jeziora możemy przeglądać się jak w lustrze, a promykami słonecznymi w nim odbitymi opalać ciało swe. Takie lustro nie pokazuje zmarszczek, tylko falujące oblicze... intrygujące. Do tego powiew wiatru od wody niosący zapachy z łąki pobliskiej i lasu... to jest prawdziwe życie :-)))

WODA Z NIEBA... deszcz czy burza. Po to jest by nawilżyć ziemię, dać życie naturze, zmyć chodniki brudne... a może wyzwolić emocje, by tańczyć w deszczu, cieszyć się z niego, a nie uciekać przed nim. Jak z problemami - nie uciekać przed nimi, tylko je okiełznać... przyjąć, a potem strzepnąć z siebie jak deszcz i iść dalej :-)

Bez wody słabniemy, chorujemy, umieramy...

WODA NIE JEST POTRZEBNA DO ŻYCIA... WODA JEST ŻYCIEM!

DLATEGO... tak kocham morze. Bo to wiele, wiele wody. To wolność, piękno, ruch fal i wiatr tańcujący z nimi, to fascynujący widok, oddech świeży... poczucie bezmiaru życia, radości. Tylko ta wielka woda czyni takie cuda ze mną, że moje akumulatory ładują się bezbłędnie i dają mi siłę ogromną, napęd na wszystkie zmysły moje. Oczy niebieścieją, a serce drży młodzieńczo. Będąc nad brzegiem morza, nawet sama nad nim przebywając, nigdy nie czuję się samotnie :-))

ŚMIGUS DYNGUS czyli tradycyjne polewanie się wodą wiązał się z wyznawaniem uczuć do panien, które się kawalerom podobały. Ze mnie żaden kawaler ;-))) Ale woda to z pewnością płeć żeńska. Dzisiaj tym "laniem wody" pragnę WODZIE wyrazić swoją miłość i wdzięczność :-))))

A miłość jest jak WODA, zawsze ominie przeszkody, a wdzięczność w tym przypadku, to afirmacja tego wszystkiego co niesie ze sobą ONA, woda w każdym aspekcie i wymiarze :-)








14:00:00

ZATRZYMAŁAM SIĘ...

ZATRZYMAŁAM SIĘ...

PĘDZIMY

Każdego dnia układamy plany, pędzimy, żeby zdobyć: wykształcenie, pracę, dom na wypasie i samochód do kompletu. potem jakiś mąż, dzieci i dalej... by miały wykształcenie, pracę, dom na wypasie  i samochód w komplecie, potem jakiś mąż, dzieci i żeby one też miały wykształcenie, pracę........................... itd. koło się nakręca. Już nie pamiętamy, co było ważne, bo tylko gonitwa się liczy i liczyła.

Od dziecka wychowywani i tak nastawiani przez rodziców nabieramy skłonności by żyć bardziej  przyszłością niż dniem dzisiejszym. "Kiedy skończę szkołę, to znajdę super pracę, która będzie moją pasją, później odłożę pieniądze i zbuduję dom, kupię samochód najnowszej generacji. Znajdę męża, który będzie mnie nosił na rękach i urodzę mu dzieci, które będą wybitne, a one wykształcą się solidnie, znajdą odpowiednią pracę.... itd.

I wtedy zacznę naprawdę żyć! Serio? Przesuwając życie w czasie, odkładając wszystko na później, gdy już wszystko? naprawdę wszystko mieć będziemy, to wtedy zaczniemy dopiero żyć?

Nie żyjemy chwilą obecną, tylko mówimy, że dopiero jutro będzie lepsze jutro. Odkładamy życie w odległą przyszłość, nie umiejąc żyć w teraźniejszości. Nie dostrzegając jej, bo jeszcze nie jest taka jak byśmy chcieli... wymarzona. I ten nasz pęd przekładamy na dzieci.  Tyle, że to już są dorośli ludzie, którzy też nas nie zauważają, bo o środki finansowe na dom dla swoich dzieci zabiegają i jeszcze samochód w pakiecie... itd. i tak to się kręci. Wszyscy po kolei przekładają wszystko na później do dalekiej przyszłości, tak jakby dzisiaj w dzisiejszej teraźniejszości nie można żyć pełnią życia... bez domu na wypasie, samochodu w pakiecie i basenu, i ogrodu, jakiego nikt nie ma na świecie. 

TERAŹNIEJSZOŚĆ

Nasza dzisiejsza nie jest radośnie inspirująca... pandemia... drożyzna... śmierć... wojna... cierpienie. Ale to też jest moment by żyć pełnią życia. Oczekiwanie na lepszy czas, może skończyć się rozczarowaniem. Takie wyczekiwanie może zakończyć się tym, że nigdy nie doczekamy tej odpowiedniej chwili.

WIELU Z NAS

Tak przeżywa właśnie życie, że musi ono stanowić gotowy produkt, w którym jest wszystko poukładane i na miejscu. Dopiero wtedy, gdy według nas wszystko osiągniemy, to możemy radośnie zacząć żyć i wtedy stwierdzamy, że nasze życie jest wartościowe.

A PRZECIEŻ

Lepiej nie patrzeć na czas tylko w każdej chwili korzystać z uśmiechów losów, a przeciwności traktować jako zadanie i dalej cieszyć się obecną chwilą.

ZATRZYMAŁAM SIĘ

Po latach ganiania. Zrozumiałam, że: życie przeszłością wprowadza nas w samotność, pędzenie ku przyszłości powoduje, że między palcami przepływa nam życie i ważnych spraw nie zauważamy. Cieszyć się nie umiemy, bo nawet szczeliny sobie na radość w tym pędzie, nie zostawiamy. Marzenia zawsze wyprzedzają nas i nie pozostawiają chwili na uspokojenie i harmonię. A tylko równowaga, harmonia w doznaniach, emocjach, może sprawić, że będziemy szczęśliwi w każdym czasie. Nawet tym, który jest niewygodny, niepogodny, pełen smutku i cierpienia.

DOGADAĆ SIĘ SAM Z SOBĄ

To osiągnięcie, które powoduje, że jesteśmy zadowoleni z tego co mamy i teraźniejszość dostrzegamy. Wiemy wreszcie na co nas stać, czego pragniemy dzisiaj, na dzisiaj... nie jutro... znamy granice swojej odwagi, poświęcenia, swoje szczere, a nie pozorne cele.

DOBRE MYŚLI

Wszystkie dobre myśli, które kotłują się nam w głowie ożywiają nasze dobre "wewnętrzne krajobrazy" i pozwalają się cieszyć z tego co tu i teraz.

Życie chwilą obecną i korzystanie z dobrych nadarzających się teraz okazji, zamiast tracić czas na rozpatrywanie, albo odrabianie dawno przeszłych, zlekceważonych wcześniej spraw - to szczęśliwe życie. W przeciwnym razie, gdy nie przystaniemy, to błąkamy się, chwytając tysiąca mniej potrzebnych rzeczy... a tu kolejny rok, kolejna wiosna na świecie.

TYLKO

Pewni siebie, roześmiani, radośni, podporządkowani życiu, pełni pokory, nie udający niczego, jesteśmy w stanie pomóc innym i otoczyć swoich bliskich pokojem, A oni tak samo swoich. A tamci jeszcze dalej i tak kręgi coraz większe zataczając... jedni drugim, ludzie ludziom mogą zapewnić sobie wzajemnie szczęście.

DZISIAJ POZWOLIŁAM SOBIE ŻYĆ ZGODNIE Z NATURĄ

Nie przejmując się, że czajnik gwiżdże, telefon dzwoni, sąsiad wali w bęben (a to szósta rano), naczynia w zmywarce od wczoraj niewyjęte, pranie nierozwieszone, a wczorajsza zupa pomidorowa z białej bluzki niesprana... ja nieuczesana od rana... w telewizji leci tkliwy romans (nie znoszę romansów), ale muzyka była kojąca. Miałam ochotę na drożdżówki z serem i rodzynkami... zjadłam wszystkie trzy jakie miałam... Za oknem deszcz... Cieszę się, że to deszcz, czyli opad atmosferyczny w postaci kropel wody, a nie bomby z detonatorami, które niszczą wszystkie piękne widoki... zostawiają płacz, który nie jest życiodajnym deszczem tylko dramatem i tragedią w jednym.

Cieszę się, że "jestem dla kogoś całym światem" choć "dla całego świata może nikim" (Parafrazując słowa Małego Księcia :-))

Bez zamieszania, poganiania, popłochu i złych myśli, chłonęłam radośnie te chwile, pełne znaczenia, bo spokojne i pozbawione cierpienia. Cieszę się dniem dzisiejszym, bo nie wiem jaki jutro będzie i czy w ogóle. 

Inni, niedaleko stąd, zaledwie ok. 1100 kilometrów od Poznania (w Kijowie), tak nie mają... widzą wojnę, trupy, śmierć, pożary, doświadczają głodu i spania, gdzie popadnie. Widzą demoralizację napastników, degradację uczuć ludzkich, potworności trudno wyobrażalne.

CIESZMY SIĘ Z TEGO CO DZISIAJ MAMY... ja cieszę się ogromnie :-)

I na koniec niezwykle proste, ale wymowne słowa Swami Ramy "Biedacy pragną bogactw, bogacze - nieba, a ludzie mądrzy pragną pokoju".

Dodam, że mądrzy nie myślą iż żyć będą wiecznie, jak myśli pewien mały Rosjanin, który tak zapewne myśląc rozpętał wojnę, by być panem całego świata po wsze czasy. Na szczęście myli się. Tak nie będzie. Śmierć też jest procesem i capnie go również. Nie dziś, to jutro, może pojutrze, ale na pewno!!! On z pewnością powinien się zatrzymać póki czas, jeśli mu życie jeszcze miłe i nie chce na czarnych kartach historii zapisać się bezbarwnym atramentem. 









20:02:00

KOCHANEK MÓJ - SPECYFICZNY JEST :-)

KOCHANEK MÓJ - SPECYFICZNY JEST :-)

OPOWIEM WAM O NIM 

(choć kiedyś już o nim pisałam, ale wtedy inny dystans miałam ;-))

Może w ten sposób sprawię, że mój wierny kochanek, najwierniejszy ze wszystkich jakich miałam... że on jednak odpuści. Bo stał się bardzo namolny ostatnio i męczy szalenie, i złości swą nachalnością i zaborczością. No ale cóż, upodobał sobie mnie i nie chce opuścić lub choćby zmniejszyć mną swoje zainteresowanie. Wielka "miłość" to ;-) Z jego strony ;-) Mnie czasem doprowadza do łez, ale też uśmiecham się, żeby wprawić go w gniew, bo pokazuję, że nie ma nade mną takiej władzy jaką chciałby mieć. Zabiera mi sporo czasu, co drażni mnie ogromnie. Co począć, nikt nie mówił i nie obiecywał, że miłość to same upojne momenty ;-)

Ten koleś, wielkim jest panem, takim przez duże P. Pan, który innym przynosi wielkie zyski... innym, to znaczy wielu koncernom*. To dzięki niemu tworzą one nowe rynki i rozrastają się bardzo. Taki to ten mój kochanek jest. On powoduje, że sama siebie oszukuję i tworzę mity, że będzie mi lepiej, korzystając też z usług jego pracodawców. Przez to trywializuję inne ważne rzeczy. To jego niewątpliwy wpływ na mnie.

JESTEŚMY Z SOBĄ BARDZO BLISKO

A ja bardzo się go boję. Coraz bardziej. Tkwię w toksycznym związku. On twierdzi, że bycie wesołą i uśmiechniętą to bunt. I nie zezwala mi na takie odczuwanie świata. Lęk przed nim, to lęk przed życiem. Ale każdego dnia, czy to słońce, czy deszcz mnie budzi, to wdzięczna jestem za to, że jestem. Lubię być :-)) Ale za chwilę On się budzi i trudno mi zaakceptować jego uporczywe od rana obłapianie mnie. Potrafi tak przez cały dzień. I wtedy tkwię w niemocy. Jak zaczarowana, tylko nim zajęta. Nic innego robić nie mogę, tylko poddawać się jego chimerom ;-( On do mnie przemawia, że życie ogólnie jest trudem i powinnam z nim być. Przekonuje mnie, czasem uwalniając lekko z objęć, dając nadzieję na chwilę oddechu, że przecież nie powinnam być taką perfekcjonistką i brać z życia wszystko co się da... blaski i cienie. A ON kocha mnie i powinnam czerpać z obcowania z nim przyjemność wielką lub małą. Jak tam sobie chcę, ale jednak (?)...

Podsuwa mi do czytania literaturę o średniowieczu**, o tym z czego ludzie ówcześni czerpali siłę i czym się upajali. Cały czas twierdzi, że jest pozytywem w moim życiu, choć jest kochankiem, którego ja nie wybrałam, tylko sam wkroczył w moje życie... to ja otumaniona jakoś uległam mu.

NIE ODPYCHAJ MNIE - przekonuje

Tylko żyj ze mną i doceniaj barwy życia ze mną. Nietzschego*** też każe mi czytać, bym zrozumiała, że odrzucenie jego, kochanka mego, to odrzucenie życia. A przecież kocham je.

TYLE MI NAGADAŁ

W głowę wkładał, że z trudem, ale postanowiłam zaakceptować go. Już bądź, jaki jesteś taki jesteś, ale mój jesteś. Byleś bardziej jeszcze nie bombardował mnie miłością swą. Zamiast pakować się i angażować swoją energię w niebezpieczny i kosztowny bezsens walki z nim, postanowiłam dać sobie szansę.

Zamiast kochanka zabić, skupię swoją uwagę na tworzeniu własnych przyjemności... dla siebie i tych wokół. Dobra zabawa, towarzystwo, wino, praca z pasją, seks i taniec, to antidotum, żeby On odczuł, że ja się nie poddaję i nie jestem zupełnie zdana na niego. Każdy kto takiego kochanka ma lub miał, to wie co to przyjemność jest, tylko dlatego, że do czynienia z nim miał. I potrafi docenić zwyczajne, nudne nawet chwile.

KONTRAST

Kontrast i to ostry, między tym co rozkoszne, a co trudne...  Każdy doświadczył wchodzenia do jasnego, ciepłego domu z ciemnego, zimnego, śniegiem obsypanego dworu. Więc każdy też wie, o czym ja mówię. Przyjemność jest tym intensywniejsza, jeśli znamy różnice w doznaniach. Obecnie jestem na dworze, gdzie świeci słońce, ale nie jest zbyt ciepło - taka pozorna równowaga bez przyjemności specjalnej. Ale jestem :-)))))  

* koncerny farmaceutyczne, które sprzedają rady na pozbycie się mojego kochanka lub przynajmniej uśmierzenie doznań w relacjach z nim :-)

** literatura średniowieczna przedstawia nam ludzi, którzy upajali się swoimi umartwieniami

*** Nietzsche twierdzi, że odrzucenie mojego kochanka, to odrzucenie życia

Żyć jak najdłużej się da, a nie żyć najlepiej jak się da - taki problem: czy poświęcić jakość życia dla jego ilości?






Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger