20:04:00

Pięć moich największych bzików* :-) ... czasem w pakietach ;-)

Pięć moich największych bzików* :-) ... czasem w pakietach ;-)


OTO  JA...  Stara Kobieta  

Od dnia moich narodzin minęło właśnie 23 122 dni. Z tymi narodzinami zaczęło się życie pełne zdarzeń i bardzo ciekawe. Jeden dzień jak książka gotowa do wydania. Więc ile tych książek już byłoby, gdyby ktoś zechciał opisywać te dni. A w każdym dniu, tygodniu, sekundzie, minucie wydarzało się życie, które doświadczało. Czasem radośnie, krystaliczną moją postać innym pokazywało, a czasem to chwile, o których zapomnieć by się wolało... :P Tak czy owak, ten stosik kartek z kalendarza, takiego wydzieranego, co kiedyś w każdym domu wisiał na ścianie... to stosik całkiem pokaźny i to on mnie ukształtował.

A tym samym, z wiekiem uwidocznił moje bziki. Większe, ważniejsze i najbardziej bzdurne. Ale moje! Wykształcone, przerobione przez lata. Jestem do nich przywiązana, bo powodują, że czuję się wolna. Obserwuję ludzi, bo lubię to robić i stwierdzam, że każdy, każdy bzika jakiegoś ma. I nie ma w tym absolutnie nic złego. 

PAKIET PIERWSZY (bardzo poważny) (1)

Wolność, tolerancja, godność. Jestem jak głodna lwica wypuszczona z klatki, gdy ktoś chce mnie ograniczyć, wywyższa się i pragnie przydepnąć. To długi i niezwykle skomplikowany temat o relacjach jakie panują między ludźmi, gdy jedni drugim gotują los, którego sami nie chcieliby doświadczyć. Bzik* to nie jest najlepsze słowo, dla określenia tych odczuć, ale u mnie to poszło tak daleko, że nie potrafię się od tego odciąć, zapomnieć, przejść obok. Z determinacją trzymam się życia i biada temu, kto chce zabrać, ująć nieco z jego blasku. Ten blask życia też jest moim bzikiem, który olśniewa mnie każdego dnia. 

KSIĄŻKA PAPIEROWA (2)

Książka z szeleszczącymi kartkami, w oprawie cieszącej oko. Nie gdzieś w piwnicznej izbie schowana, na strychu, zakurzona, tylko zawsze w zasięgu ręki. Do czytania, przeglądania, oglądania, dotykania, wąchania, przytulania, wiedzy i radości czerpania. Większego hopla (ze znanych mi osób) na punkcie książek ma tylko moja najmłodsza córka. Jej cały wielki salon w mieszkaniu to regały od podłogi do sufitu. Tak też jest w innych pokojach. Ale te książki, to nie element wystroju. Ona dokładnie pamięta, gdzie, która leży... jaki autor, tytuł i o co w tym wszystkim chodzi (a tych książek ma z osiem tysięcy... i to żadna ściema). Zamiłowanie do czytania wyniosłam z rodzinnego domu. Czytałam wszędzie i wszystko, od najmłodszych lat, gdy dostęp do książki nie był taki łatwy. W bibliotece spędzałam czasu ile się dało. To było istne szaleństwo i tak zostało. Z przerwą (ale też nie do końca) wywołaną pracą wymagającą 24 godzinnego rytmu bez mała i dzieci gromadką. Ale zawsze przewijała się książka. Przygody Tomka Sawyera, Ania z Zielonego Wzgórza, Serce de Amicisa i dalej i poważniej, aż do Tokarczuk dzisiejszej.

PUNKTUALNOŚĆ (3)

Punktualność jak to się mówi, wyssałam z mlekiem matki. A raczej taty ;-))), który żył z zegarkiem w ręku i wszystko miał zaplanowane. Niczego nie robił przed ustalonym czasem, a poza tym czasem bardzo się wściekał i mówił: "nigdy tak nie rób, czas to najważniejsza waluta. Nie ma nic tak cennego. Dlatego ceń swój czas i kogoś innego." Pamiętam, że kiedyś tato był umówiony na godzinę 14-stą ze swoim przyjacielem (skądinąd znanym wówczas bokserem ;-)) Szłam tam razem z tatą (malusia byłam :-)), bo przyjaciel miał synka w tym samym wieku i wiadomo, dzieciaczki bawić się miały, panowie prawić o ważnych sprawach. Mieszkali niedaleko od naszego domu, ale wyszliśmy za szybko. Brakowało jakieś 10 minut. Zimą to było. Mróz okropny. Pamiętam jak przestępowałam z nóżki na nóżkę. A tato twardo: "musimy zaczekać, jeszcze nie ma czternastej. Trzeba być punktualnym!" Nogi miałam już tak przemarznięte, że w momencie wchodzenia na schody, nie chciały wcale przebierać. I wtedy tato wziął mnie na ręce i gnał po tych schodach na trzecie piętro, bo inaczej by się spóźnił minutę albo dwie :-) A przecież nie wypada się spóźniać :-) I tak mi zostało. Taka jestem i wymagam od innych ;-) Nie raz czekam przed drzwiami osoby, z którą jestem umówiona do ustalonej godziny. Ludzie, którzy mnie znają, nie odważają się spóźnić bez uzasadnionego powodu. (a standardowe korki w mieście o 16-ej, to nie jest dla mnie usprawiedliwienie ;-))

ORTOGRAFIA, KALIGRAFIA I BŁĘDY JĘZYKOWE (4)

- Obłędu wręcz dostaję, mdłości i niebezpiecznie pręży mi się język w niemiłosiernie ostrej ripoście, gdy słyszę, że ktoś mi coś mówi o  f i e r a n a ch, chce w ł a n c z a ć światło, końcówki ą zamienia na om, zamiast proszę usiąść mówi n i e c h  u s i ą d z i e zwracając się do mnie (tutaj jeszcze brak kultury). Jeszcze jak s z ł e m mówi do mnie facet, to od razu mu mówię, żeby do mnie już lepiej nie przychodził ;-) Z g n i t e jabłko jest o wiele gorsze dla mnie niż zgniłe, bo razi mi moje ucho tak samo jak to, że dziś jest 14 październik...  nie! czternastego października i właśnie wkładam sweter, nie s w e t r. Wziąć należy sprawy w swoje ręce, bo w z i ą ś ć, to jest niepoprawne zupełnie. Jeszcze jak ktoś chce s p a d a ć  w  d ó ł, to zastanawiam się jak można spadać w górę ;-) I oczywiście w cudzysłowie, nie w  c u d z y s ł o w i u  redaktorzy z ważkich ponoć programów.

"Na pewno" "naprawdę" pisze się tak jak ja ;-)  pierwsze osobno, drugie razem, sprzed i z powrotem - tak, a ból z kreską cierpiącą nad o, a nie żadne tam rozwarte w trwodze u, a morze i może brzmi tak samo, ale naprawdę co innego określa. Szumiące falami morze, to nie to samo, co: może byś mi wytłumaczyła na najbliższym spotkaniu, jak to jest, z tym ukochaniem przez ciebie morzem? Pamiętam, że mój młodszy syn kiedyś zapytał, czy żaba przestanie być żabą, jak się ją napiszę przez  rz? Oooo. To pytanie, to było wtedy dla mnie wyzwanie ;-) Odpowiedź była prosta: kochanie, żabie takiej czy owakiej niczego nie ubędzie, ale ta napisana przez ciebie przez "rz" na pewno wyrządzi ci szkodę, w postaci dwói w dzienniczku ;-) przez u kreskowane ;-)  Słyszę też d o k t u r ? O rany. Doktor. D e r e k t o r ? Dyrektor. Kontrola jest niezwykle istotna, jak się wysławiamy, jak piszemy. Nie  k o n t r o l ;-) 

Oczywiście każdemu wszystko przydarzyć się może. Ważne, żebyśmy uporczywi nie byli w powielaniu pewnych błędów. Tolerancja też powinna w każdym zakresie być wyważona ;-) 

 - Do tego wszystkiego, jeszcze bardzo, bardzo zwracam uwagę na charakter pisma. "Stara Kobieta i Stara Szkoła", gdzie kaligrafii piórem ze stalówką maczaną w atramencie uczono, a ten atrament z kałamarza i wszystko plamiło ręce. Równo, pod odpowiednim kątem stawiane literki, a każda to swoiste dzieło sztuki... te zawijasy, te pląsy cieniowane, tu pogrubione, wydłużone lub skrócone :-) Proporcjonalne literki, dobrane łączenia... to wielka sztuka.  Charakter pisma podobny do pisma mojego taty, męża i teścia. Ciekawe to :-) Te roczniki tak miały i w moim życiu się zgrały ;-)) I nie będę skromna. Wiele razy słyszałam: ależ ma pani piękny charakter pisma, i to: teraz to się tak często nie zdarza. Wiadomo. Teraz nie piszemy. Teraz klikamy. A ja sobie lubię popisać i mam nawet pióro ze stalówkami i atramenty w różnych kolorach. A to pióro końcówkę z gęsi prawdziwej ma, takiej latającej czasem w nieba chmurze. I jeszcze pióra wieczne, mała kolekcja. Jedno z nich z grawerunkiem "Szczęśliwe pióro Starej Kobiety" Och, jak ja lubię pisać, podpisać się i popisywać też ;-)

ELEGANCJA (plus dobre maniery) (5)

Elegancja z perfekcyjnym, nadto aż przesadnym dopasowywaniem koloru rąbka torebki do butów jak się nie da do całej torebki ;-) W tym samym kolorze przy tej torebce przywieszka i okulary kształtem i kolorem pasujące. A niech tam :-) Jeszcze do tego pasek w odpowiednio dobranym do kwiatów na szaliku wzorze. A jeśli kapelusz, to też z czymś powiązany i bluzka musi z tkaniną z dotyku, blasku i barwy przypasować. Każdy detal się liczy :-) A jeśli szarość połączyć z beżem? To tylko jeden jaskrawy dodatek w postaci szala, ale też będący znakiem tego, że jest nieprzypadkowy. A kolczyki? A jakże. Ze złotem i kolorem tym samym, co w okuciu przy butach. Nie tak, że jedna klamerka jest srebrna przy butku, a wisior złoty zwisający na brzuszku. Jeśli paski granatowe w tunice, to czarne spodnie zdarzyć się mogą ;-) jeśli jeszcze jeden element czarny i drugi granatowy przypasuję. Można to przeciąć agresywnym kontrastem w postaci czerwonej torebki, ale też kolczyk w uchu powinien być czerwony. A odcieni czerwieni bez liku mamy. I to jest takie cudowne :-) 

Taka to układanka ;-)) Tak mam też jeśli chodzi o wnętrza, w których mieszkam. Nic nie jest niezamierzone. Wszystko musi się (dla mnie) w obraz układać, który cieszy moje oko. Mój bzik na tym tle jest tak wielki, że gdy stojąc przy windzie (tam światło jest inne) zorientuję się, że odcień kapelusza barwy brązowej jest cieplejszy niż paska przy spodniach, nie daj boże jeszcze apaszki czy szala... to wracam i zmienia to zaraz ;-) Aaa... Jeszcze sznurówki w butach, jeśli nie całe buty, muszą do czegoś pasować. Czarne buty, sznurówki żółte i żółta torebka z czarnym pomponem, tak tworzy się całość :-)) ... klimat ;-) 

Może stwierdzicie, że jestem wariatka, do tego stara babka... żeby nie powiedzieć baba. Że z jednej strony, to opowiada, że tam ją boli, tu ledwo dycha, a tu chce jej się dobierać kożuch do kwiatka ;-)) I co, i po co to stare ciało tak przyodziewać i gdzie tu luz? Taka jestem. Wolna, niezależna i kto mi zabroni mieć wyrafinowany luz ;-) On dodaje mi pewności siebie. Życie, zwłaszcza teraz, to ciągła walka. Jesteśmy jak na wojnie. Na wojnę trzeba iść przygotowaną, z wyprostowanymi plecami, podniesioną przyłbicą (choć może niekoniecznie w tej obecnej wojnie ;)) i najlepiej w dobranym do konia kolorze ;-))) Do tego odpowiedni zapach (kolejny bzik) i ruszać dalej można :-)

UWAGA! 

Od bzika jest krótka do droga do miłości, ale też do nienawiści. Od fascynacji pięknem do próżności bliskiej płytkości w postrzeganiu rzeczywistości.

PUENTA

Puenta jest taka, że kurczowo, uporczywie trzymam się życia z jednej strony, a z drugiej - nie znoszę bylejakości.  Lepiej spadać z wysokiego konia jeśli już ;-) Lepiej nic nie robić, niż robić na od....l, że tak to nieparlamentarnie ujmę. Nic jednak nie jest czarno-białe i próbować należy, ale z przekonaniem, że da się z siebie wszystko i będzie dobrze. A nie, że może się udać ;-) Skoro czerpiemy z czegoś przyjemność, a jeszcze potrafimy się tym podzielić, to jest to widocznie BZIK, który ważny jest. Nie należy go lekceważyć, wyśmiewać, bo zawsze z niego może wyjść coś dobrego.

PONADTO, DODATKOWO...

I tak więcej napisałam niż miałam zamiar i się spodziewałam... miało być pięć, a ja niestety mam więcej bzików: gotowanie, kwiaty, zapachy, morze, kultura w każdym celu, historia i, i, i , i... jestem ogromnie, pozytywnie zbzikowana w każdym calu. A jeśli chodzi jeszcze o moje najbliższe mojemu sercu osoby, to już w ogóle szkoda gadać ;-) 










19:19:00

Kosmetyczne denko (nie)Starej i Młodej Kobiety #3 (i wielki bubel!)

Kosmetyczne denko (nie)Starej i Młodej Kobiety #3 (i wielki bubel!)

Za nami kolejne kosmetyczne zużycia ;) Pominiemy jednak te, o których już w denkach opowiadałyśmy jak np. malinowy peeling do ciała z Organic Shop  czy szampon hamujący wypadanie  włosów marki Dermena, czyli produkty naprawdę godne polecenia, rewelacyjne, które w naszych łazienkach przewijają się regularnie!


Utrwalacz do makijażu w sprayu Pierre Renne Make up fixer

Utrwalacz Pierre Renne pierwszy raz trafił do mojej kosmetyczki jakiś rok temu. Pierwsze opakowanie kupiłam na jednej z promocji, na kosmetyki do makijażu, w Drogerii Hebe, za jakieś 10-11 złotych zamiast 26,99 zł. Utrwalacz okazał się jednak takim hitem, że teraz zawsze podczas promocji go wypatruję - ostatnio trafia się często za ok. 16 złotych. To nadal bardzo opłacalnie, jak na jakość i wydajność tego produktu :) Miałam wiele produktów tego typu... z Lirene, Bielendy... - żaden nie okazał się tak dobry i trwały. 

Szczególnie teraz, gdy połowę twarzy zakrywamy wsiadając do autobusu, czy wchodząc do sklepu, maseczką... preparaty przedłużające trwałość makijażu okazują się przydatne ;)* Dobrze jest zrobić coś, żeby na maseczce nie zostawała jednak warstwa pudru i odciśniętej pomadki :) 

Utrwalacz z Pierre Renne przypomina odrobinę w swej "konsystencji" lakier do włosów ;) Nie pozostawia na buzi mokrej, spływającej warstwy, a jego równomierne rozprowadzenie za sprawą wygodnego sprayu jest zaskakująco proste. Trwałość makijażu naprawdę zostaje przedłużona, a jego warstwa utrwalona. Dodatkowo po jego zastosowaniu moja buzia nie jest przesuszona (może dzięki zawartość panthenolu?) ani nie pojawiają się na niej nieproszeni goście, czego odrobinę się obawiałam ;) 

Jest to jednak kosmetyk, do którego stosowania trzeba się przyzwyczaić... naniesiona warstwa powinna być cienka, w przeciwnym razie na buzi może pojawić się uczucie sklejenia. No i jest jeszcze jeden minus... zapach utrwalacza jest dosyć duszący i przypominający lakier - stąd też warto pamiętać, żeby stosować go zgodnie z instrukcją, z odległości co najmniej 20 centymetrów. 

Ocena (nie)Starej Kobiety: 4,5/5

*PS. Ten tekst był przygotowywany jeszcze w czasach, gdy noszenie maseczek nie obowiązywało również na ulicy w całej Polsce... czy stracił jednak na aktualności? Niekoniecznie, utrwalacz przyda się również, żeby nie straszyć po powrocie do domu, domowników, rozmazanym makijażem... i jak gustownie utrwalona nim skóra buzi może wyglądać pod przyłbicą ;) 



Black Sugar Detox Detoksykująco - nawilżająca pianka do mycia twarzy - BUBEL!

Pianka z Bielendy polecana szczególnie do cery tłustej i mieszanej została zakupiona przez Alicję na wyprzedaży - i to jak okazyjnie! Za 5 zł zamiast 20. Od razu więc do koszyka wpadły dwie tubki - jedna do łazienki Alicji, do częstego mycia przez nią jej nadal odrobinę problematycznej cery, skłonnej do wyprysków..., a druga do mojej łazienki, w celu okazjonalnego mycia skóry twarzy, która niekiedy lubi się skłaniać w kierunku cery mieszanej. 

I niestety... obie stwierdziłyśmy, że jest to niesamowity bubel. Nie - nieudany kosmetyk, który nie dopasował się do potrzeb naszych cer, który nie zachwycił zapachem... po którym oczekiwałyśmy czegoś lepszego - nie! To jest najprawdziwszy pod słońcem bubel i tyle. Najgorsze, że jest to produkt tak zły...., że nawet mimo naszej determinacji nie jesteśmy w stanie zużyć go do końca. Niestety wyląduje po prostu w koszu. 

Ale... zacznijmy od początku.

Producent obiecuje, że po jej rozmasowaniu na twarzy pojawi się piana (nie mówi jednak o tym, że będzie ona prawie niezauważalna). Pianka ma również starannie i skutecznie oczyszczać skórę. Po zastosowaniu (producent zaleca stosowanie dwa razy dziennie - rano i wieczorem) skóra ma być nawilżona, zmatowiona, ukojona... a także ma się na niej pojawiać mniej wyprysków. 

Jak jest w rzeczywistości? Po zastosowaniu, lica zarówno Alicji jak i moje były ściągnięte, wysuszone... BARDZO przesuszona i skatowana skóra - po prostu tępa. I nie - nie jest to kwestia "mocnego oczyszczenia" - twarz jednocześnie nie była oczyszczona, o czym może świadczyć jakby "zakurzony" wacik przy nakładaniu toniku. Zapach także nas nie zachwycił. Produkt nieprzeterminowany, właściwie stosowany. Mimo to, po prostu nas w żadnej mierze niesatysfakcjonujący. 

Niestety jest to tego typu preparat do oczyszczenia twarzy, który odkładacie i marzycie o tym, żeby nie musieć już nigdy więcej do niego wracać. Nie wyobrażamy sobie (i nawet wyobrażać nie chcemy ;)) spustoszeń, które mógłby wywołać na naszych twarzach przy długotrwałym, regularnym stosowaniu. 

Istnieją produkty, które nie działają tak dobrze jak obiecuje producent... ale ten produkt robi skórze po prostu krzywdę. 

Zdecydowanie... NIE POLECAMY. 

Zgodna ocena (nie)Starej i Młodej Kobiety: 1/5 BUBEL!


Ekspresowy lifting. Napinająca maska z 24k złotem i perłą - typu peel off

To maska, o której już kiedyś Wam opowiadałam w poście poświęconym maseczkom Lirene (tutaj). Wtedy mimo swojego świetnego działania... niektóre rejony skóry delikatnie podrażniła (jednak Alicja stosowała inne maseczki peel off Lirene i wszystko było w porządku), teraz obyło się bez podrażnień. Szkoda jednak, że nie nauczyłam się niczego,  korzystając już wcześniej z tego produktu. Nie wyciągnęłam wniosków, albo o nich zapomniałam;-))) z popełnionych błędów... i o mało tej maseczki nie straciłam ;) W miseczce należy wymieszać proszek umieszczony w saszetce... dodać 30 ml wody (posługując się miarką w postaci opakowania ;)), wymieszać... i ekspresowo nałożyć na twarz, nie myjąc po drodze zębów ;) Bo inaczej zastyga w miseczce, nie na twarzy.

Na twarzy robi co powinna, zastyga i możemy ją bez problemu z niej ściągnąć, resztę należy zmyć ciepłą wodą. Maseczka zostawia po sobie uczucie ujędrnienia, nawilżenia i uniesienia owalu. Oczywiście - wszystko działa najlepiej, gdy jest regularnie stosowane... jednak ta maseczka może dać Wam efekt świetnego rusztowania buzi np. przed wielkim wyjściem :) Regularna cena maseczki wynosi 12 złotych, Alicja kupiła ją za 2 złote... w internetowym sklepie Lirene można ją teraz dostać za 5 złotych :) 

Ocena (nie)Starej Kobiety: 5/5 (szczególnie za 2 czy 5 złotych ;)) 


Oczyszczająca maska bąblująca w węglowym płacie z włókna bambusowego

Maseczka dorwana przez Alicję również za 2 złote... zamiast 17 złotych. Można ją dostać bez problemu w internecie już za 3 złote ;) I jest zdecydowanie warta nie tylko trzech złotych :) 
 
Bambusowy płat z 40% zawartością węgla pięknie oczyszcza skórę, delikatnie matuje jednocześnie nie powodując jej przesuszenia. Jej stosowanie jest bardzo proste... zdejmujemy folię ochronną, nakładamy płat na twarz, delikatnie masujemy... i czekamy na moc bąbelków (tu Alicja nawet zgodziła się udostępnić swój wizerunek ;)) - bąbelkuje się naprawdę porządnie! Po 10 minutach płat zdejmujemy i resztę zmywamy letnią wodą. Skóra Alicji po zastosowaniu tego wynalazku była nawilżona, mięciutka, świetnie oczyszczona i delikatnie zmatowiona. Naprawdę cudo!

Ocena Młodej Kobiety: 5/5

W następnych denkach kosmetycznych zapowiadam, same cuda kosmetyczne. Wszystkie na piątkę z dużym plusem ;) Pozdrowionka :))

18:29:00

Ćwiczenia z lustrem :-)

Ćwiczenia z lustrem :-)


ĆWICZENIA Z LUSTREM. PO CO? 

Konieczne ćwiczenia do wykonania przez nas, abyśmy zrozumiały, że wszystko co dzieje się w naszym życiu jest konsekwencją tego, co myślimy, czynimy.  O dobrych i złych rzeczach. Dobre powinniśmy docenić, a nad złymi zastanowić się i znaleźć rozwiązanie. To spowoduje, że łatwiej będzie się nam żyło. 

Do tych ćwiczeń niezbędne jest lustro. W nim od najmłodszych już lat znajdziesz odbicie osoby, która ma siłę pokierować Twoim życiem.

Najlepszym przyjacielem jest lustro. Jemu nic nie umknie. Jest szczere, pod warunkiem, że my też będziemy przed nim otwarte i będziemy z nim współpracować. W nim ujrzycie prawdę o sobie. Pod warunkiem, że będziecie w nie patrzeć z miłością i zrozumieniem. Czasem wprawdzie patrząc w nie zastanawiam się czy to ja jeszcze, czy to już nie ja, ale w końcu lustro do mnie należy, to kto w nim ma się odbijać jak nie ja :-)))

KIEDY ZACZĄĆ?

*Od malutkiej dziewczynki, do panienki, panny wreszcie zastanawiającej się nad tym kim w życiu będzie... od pierwszych więc lat przy różnych okazjach oglądamy się w szklanej, srebrzystej tafli. Zróbmy z niej narzędzie do wykonywania ćwiczeń pomocnych nam w codzienności. Tej jak wiadomo bardzo różnej.

NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ?

* W tym lustrze musimy dojrzeć pewną siebie kobietę, która mimo upływającego czasu ma wiarę w siebie. Przypomnienie sobie samej czego wcześniej dokonała, sukcesy mniejsze i większe odniosła. To kolejny moment, z którego może czerpać siłę, do dalszego działania. W nowym czasie, w nowej zmianie, ale ciągle ja, taka sama ja.

* To, że masz 20 lat i może nie wiesz co dalej, albo wiesz tylko nie masz odwagi... 40 lat i nie masz męża i dziecka, masz 50 lat i opuścił Cię mąż, masz 60 lat i jesteś schorowana. To, że masz 70 lat i  samotna się czujesz, to, że masz 80 lat i jesteś załamana, bo złożyło się na to, to co wcześniej pisałam ;-) - To nic! Jeśli Twoje doświadczenia sprawiły, że narzekasz, czujesz się nieszczęśliwa, to nie powód aby mówić o sobie, że się jest biedną, niezrozumianą - zwykłą ofiarą. Dzieje się tak dlatego, że nie dajesz sobie szansy, między Tobą, a tym co się dzieje rzeczywiście jest luka. Tę lukę musisz wypełnić swoją kreatywnością. Bo szansa, którą masz dziś, jutro może się nie powtórzyć. Nie patrz w lustro jak ofiara, jesteś silniejsza niż myślisz. Małymi kroczkami.

* Gdy radość i szczęście Cię rozpiera, to tym bardziej w lustro spozieraj i mrugaj oczkiem dla dodania sobie odwagi, by dalej tak drogę swą prowadzić.

* W lustrze widzisz zmiany, ale zmiany to część naszego życia i na początku każdy się obawia, że nie da rady i nie spróbuje, że nie ma możliwości, i przez to, że nie lubi siebie, aplikuje sobie jeszcze większy lęk. Tak ucieka gdzieś wiara we własne możliwości i tym samym odcina, od takiej prostej możliwości jak: poproszenie kogoś o pomoc. To nie oznaka słabości, ale rozwagi wielkiej. Trzeba umieć prosić o pomoc. To nie grzech.

* W lustrze rozczesujesz włosy, zmywasz makijaż i zastanawiasz się jaką kobietą jesteś? Czy jesteś jeszcze, chociaż już nie urodzisz dzieci, aż tak nie podniecisz swoim ciałem, długą nogą... Ale uśmiech masz piękny, iskry w oczach, a ten kosmyk wokół ucha jest rozczulający. Jesteś dbała, troskliwa, empatyczna, zabawna, inteligentna. Byłaś i jesteś ciągle kobietą. Nie rezygnuj z bycia nią tylko dlatego, że masz 80 lat. Albo mniej, ale nie umiesz cieszyć się swoim widokiem. Zmień to.

* Patrzysz w lustro i łzy zalewają Ci twarz, zamieniają się w szloch - gniew, żal, złość, bo skrzywdził Cię ktoś. Nie uchroniłaś się, nie przewidziałaś, że ktoś ostro Cię osądzi i zrani. Przez to sama atakujesz siebie. Otrzyj twarz i uśmiechnij się, i przenikliwie wpatrując w oczy, pomyśl co możesz zrobić dla siebie. Szybko to wykonaj! Cokolwiek, co przywróci Cię do równowagi. Traktuj siebie tak, jakbyś chciała być traktowana. 

* Teraz buziak w lustro i uśmiech słoneczny. Jesteś kochana. Jesteś warta kochania. I godna szacunku. Nie każdy Cię musi lubić, ale każdy winien Ci jest szacunek. To ćwiczenie pozwoli Ci na zrozumienie, że nie musisz nikomu udowadniać swojej wartości, tylko sama w nią wierzyć.

* Zdarza się nam rzucić stekiem słów niewybrednych nawet, wyrzucając z siebie żal na kogoś innego. I tego innego obwiniając, czyniąc odpowiedzialnym za nasze emocje. To niedobra droga. Dobra jest ta, kiedy siadamy przed lustrem i tam opowiemy sobie ze szczegółami, o ostatnim konflikcie... kto kogo zaatakował, kto jak zareagował... czy to przypadkiem nie była nasza frustracja odbita na drugą stronę. My sami jesteśmy odpowiedzialni za to, co czujemy. I lepiej, że świadomie przed lustrem sobie to powiemy niż na drugą stronę pomyje wylejemy. Nie zasuwajmy też swoich śmieci pod dywan, udając , że ich nie ma. One co jakiś czas będą o sobie dawać znać. Tak więc lepiej przemyśleć w lustrze i albo przeprosić, albo ciętą ripostą rzucić, bądź zlać lodowatą obojętnością. I koniec tematu.

* Patrzysz w lustro i jesteś piękną kobietą. Wielki jest w Tobie potencjał. Nie bój się go w sobie uruchomić, nie bój się ryzykować, możesz sobie zaufać, wszystko przed Tobą. Nie bój sobie założyć skrzydeł i pofrunąć. Jak za 50 lat spojrzysz w to samo lustro i zobaczysz w nim pomarszczoną staruszkę, nic nie zmieniaj... nie czekaj na cud po połknięciu setek pigułek, tylko ciągle ruszaj odpowiednio tyłkiem by sama zadbać o swoje życie inaczej. Tak jak zawsze chciałaś, tylko się bałaś. Bo może nie być następnych tygodni, miesięcy, które nagle coś zmienią.

* Na bieżąco trzeba patrzeć w lustro i kontrolować swoje życie. Żaden sen, ani najlepszy lekarz nie zmieni naszej rzeczywistości. W naszym lustrze musimy umieć dostrzegać różne opcje, nauczyć prawa wyboru. W lustrze też jak mantrę powinniśmy powtarzać ''Damy radę, wiemy, nie pogubimy rzeczy ważnych".

* W lustrze wypowiadajmy takie słowa, które są konsekwentne, przemyślane, ale nie ranią. Słowa, których chcemy używać mają budować takie relacje między ludźmi, że nikt nie będzie pozbawiony swojej tożsamości, godności. Uczymy się używać słów, które nie burzą tylko budują, wspierają... bo słowo to potężna broń. Patrząc na swoją mimikę jak je wypowiadamy, słuchając tonu wydawanych dźwięków, możemy wytworzyć w sobie poczucie bezpieczeństwa. Że nikogo nie skrzywdzimy, ani siebie nie rozczarujemy.

KONSTATACJA

Życie jest za krótkie, żeby obracać się do tyłu. Patrz w lustro i szukaj siebie pragnącej, marzącej. Nie łudź się, że ktoś inny wyręczy Cię w Twoim życiu... spójrz w lustro... widzisz tam kogoś oprócz siebie?

Patrzę w swoje lustro i wiem, że tylko ja sama mogę wszystko zmienić. Świat sam się zmienił, nie pytał mnie czy się zgadzam na zmiany. Niby wchodziły małymi kroczkami, ale wielkie zamieszanie poczyniły. Tylko moje lustro, trochę poszarzałe, w narożniku pęknięte, jego srebrna oprawa wciąż lśniąca i ja w tej oprawie zadziornie spoglądająca, i pytająca: Lustereczko, lustereczko powiedz, co w życiu dla mnie jest najważniejsze? Podpowiedz mi, co uczynić bym jeszcze i jak uczynić miała, żeby wyciągnąć jak najwięcej ;-)))) z tego ziemskiego bytowania :-))

MOJE ĆWICZENIE

* Niedawno bardzo zostałam upokorzona, sprawiona mi przykrość została przez ludzi, którzy nie wiedzieć czemu uważają się za lepszych, mądrzejszych, piękniejszych. Tworzą rodzinkę opartą na kłamstwach, hipokryzji, udawaniu wiary. Bo jak można nazwać katolikiem człowieka, który co prawda biega co rusz do kościoła, ale jednocześnie postępuje niegodnie. Nie będę tu wypisywać tych wszystkich uczynków. Fakt, że doprowadzili mnie do płaczu i zranili kilka razy. Bardzo to przeżyłam. Odchorowałam. Aż przyszedł moment, kiedy wzięłam do ręki swoje lusterko i nie po to, by rzęsy pomalować  lecz, żeby pogadać ze sobą... umocnić się  patrząc w swoje odbicie... pocieszyć i podjąć decyzję: co dalej? Kolec w sercu tkwił. Będą w moim życiu w jakimś oddaleniu, bo to ludzie z rodziny są. Więc trudno na 100% od nich się odgrodzić. Nawet jeśli nie będę ich widywała, to będę o nich słyszała. To nieuniknione. Patrzę w to lustro i widzę zmartwioną mą twarz. Biorę prysznic, nakładam piękny makijaż, uśmiecham szeroko do lustra, na głowie spinam szałową fryzurę, w głowie układam misterny plan. - Ja Wam jeszcze pokażę mierne ludki! i mrugam porozumiewawczo raz jeszcze, do mojego lustra. 

Lustro najlepszym przyjacielem... możesz się z nim spotkać kiedy chcesz i jeszcze pogadać, a jego odpowiedź będzie od Ciebie zależeć ;-) Mam rację? Dobry to sposób na nasze troski?

*** Do tego ma zaletę ;-)) nikomu niczego nie powtórzy :-)))





20:07:00

Ciąg dalszy smakowitej opowieści :)

Ciąg dalszy smakowitej opowieści :)

Już kiedyś o kawach Skworcu Wam opowiadałam... dzisiaj do tej aromatycznej, smakowitej opowieści chciałabym powrócić ;) W 2017 roku moje serce podbiła rozpuszczalna kawa o smaku kremu Brulee, w 2020 roku królową mojego serca stała się kawa o smaku Toffee... ale po kolei ;) 

Skworcu to polska firma, która w sprzedaży posiada przyprawy, kawy, herbaty, wszelkie bakalie, miody, przetwory, syropy, słodycze, przekąski, oleje i wiele innych produktów. Nie da się ukryć, że w przypadku tej marki nie płaci się za oprawę graficzną produktów, nowocześnie wyglądającą stronę, ale za same produkty. Stąd też cena tych produktów jest niższa niż w innych sklepach oferujących tego typu produkty. Szata graficzna Skworcu może nie przyciąga swoim wyglądem. Ale? Pamiętajmy o nieocenianiu książki po okładce, a na skupianiu się na jej treści :) 

A treść produktów Skworcu jest bardzo smakowita! Dziś będzie więc o kawach :) Skworcu w swojej ofercie posiada kawy mielone, ziarniste i zielone. U mnie na razie w grę wchodzi sama mielona - za 100 gram należy zapłacić 8,50 zł. 

Tym razem zdecydowałam się wypróbować trzy nieznane mi jeszcze kawy:

- Toffee - to kawa zdecydowanie dla tych, którzy lubią słodycz... jeśli nie wyobrażacie sobie kawy bez łyżeczki cukru czy miodu... ta zdecydowanie się bez tego obędzie! To także kawa, do której zdecydowanie nie musicie przegryzać słodkości w stylu krówki, ona smakuje bowiem jak taka płynna krówka ;) Nie da rady pić jej ciągle, ale od czasu do czasu... słodka rozpusta!

- Bananowa - przyjemny, intensywny zapach z wyczuwalną w smaku nutką banana.

- Advocatowa - kawa rozpuszczalna o aromacie likieru jajecznego, której smak bardzo podbija odrobina śmietanki lub mleka :) 

Kawy rozpuszczalne Skworcu mają to do siebie, że najlepiej smakują w akompaniamencie odrobiny mleka lub śmietanki. Nabiał zdecydowanie podbija ich smak i aromat! Tak więc, jeśli lubicie ciekawe smakowo kawy rozpuszczalne z odrobiną mleka lub innego białego dodatku - kawy Skworcu naprawdę mogą przypaść Wam do gustu :) 

A jak jeszcze w dobrym towarzystwie, przy rozmowie przyjemnej, delektowaniu napoju podanego w oka cieszącej porcelanie... mmmmmm... nic nam więcej do szczęścia nie trzeba ;-)

14:29:00

Zdjęcie, które pomaga!

Zdjęcie, które pomaga!

Kochane, dziś 25 września każda z nas ma szansę pomóc :) 

Moliera2.com organizuje II Ogólnopolski #DzienSzpilek, w związku z tym za każdą osobę biorącą udział w akcji, która w dniu dzisiejszym opublikuje zdjęcie w szpilkach (lub samych szpilek ;)) jako post na PUBLICZNYM profilu na Instagramie lub Facebook'u wraz z hashtagiem #DzienSzpilek, Moliera2.com przekaże 2 złote na rzecz fundacji Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową - Przylądek Nadziei. W zeszłym roku w ten sposób udało się zebrać ponad 30 tysięcy złotych. Dziś już pojawiło się na samym Instagramie ponad 36 tysięcy zdjęć spełniających ten warunek :) Wierzę, że wspólnie możemy dobić to niesamowitej liczby zdjęć :) 

Ja już swoje zdjęcie dodałam ;) 

15:40:00

Świadomość

Świadomość


CO TO JEST ŚWIADOMOŚĆ? 

Świadomość to wiedza, która pochodzi z naszego przeżytego życia... z informacji, wiedzy, którą nabyliśmy... pełna jest wtedy gdy się od niej nie odwracamy i nie lekceważymy. Świadomość wytwarza lęk... nieświadomość strachu nie ma... spokój daje... ale nie obroni, nie powstrzyma, nie przemyśli, nie wytłumaczy.

Świadomość to wiedza, zależna od człowieka... od jego obserwacji świata, od jego empatii, bystrości, umiejętności kojarzenia faktów, wyciągania wniosków. Dwie czy trzy osoby deklarujące, że są świadome czegoś tam... zupełnie inaczej dochodzą do tej wiedzy, inaczej ją odczuwają i interpretują. Są takie osoby, które w ogóle nie dopuszczają do siebie pewnych spraw, odrzucają je od siebie... ignorują.

W świadomości było wczoraj, jest dzisiaj i będzie jutro... Ludzie świadomi wiedzą, że nie mogą zmienić wczoraj, bo takie jest prawo fizyki. Ale mogą coś zrobić dzisiaj i planować jutro. 

Będąc świadomi tego, że żyjemy, istniejemy na tym świecie... jesteśmy też świadomi, że to niedługa chwila i może skończyć się każdego  dnia. Nim jednak ten moment zapadnie, żyjemy w polu wszelkich informacji, zdarzeń, naszych poczynań... wiele czerpiemy z doświadczeń naszych poprzedników. Suma naszych obserwacji, naszej intelektualności, naszej fantazji, przyjmowania iluzji, myśli duchowych składa się na naszą świadomość.

SAMOŚWIADOMOŚĆ

Dla mnie najważniejsza... to ona określa mnie... kim jestem... kim chciałabym być... jak traktowana... jak odbierana przez innych ludzi. I to nie jest wymyślone wyobrażenie o sobie, tylko pełna świadomość kim jestem i za kogo biorę pełną odpowiedzialność. Moja samoświadomość dokładnie określa, jakim jestem człowiekiem, jakie mam możliwości i co mogę robić, a czego zupełnie nie powinnam.

Samoświadomość nie jest prosta - wymaga autorefleksji i uczciwości wobec siebie... bez bujania w obłokach i zaklinania rzeczywistości. Nie pozwala na odwracanie się od problemów, udawanie, że ich nie ma. Nie można jej zagłuszyć wypadem do głośnej dyskoteki ani zapić szklanką whisky.... bo w końcu przychodzi cisza i myślenie.... cóż trzeba będzie wysłuchać siebie. Brak świadomości, ucieczka od niej... to tylko krótki moment. Przychodzi smutna myśl, powraca prawdziwie i to wcale nie znaczy, że musi pozostać. Przecież nikt nie doświadcza tylko szczęśliwych chwil... samego słońca, letniego deszczu i porywistego wiatru. Samoświadomość pozwala ogarnąć wszystko i zrozumieć, że nie jest się porywistym wiatrem, ani burzą, tylko SOBĄ. A Ty masz w sobie niesamowitą siłę przetrwania, bo wszystkie doświadczenia, które masz za sobą i dzień, w którym teraz jesteś, są Twoją podporą. I nie znikną nieszczęścia, choroby, lęki; gdy je prześpisz, zapijesz... nie uciekniesz od nich. Musisz je zaakceptować, bo wiesz, jakie niosą zagrożenia i wiesz też, że Ty musisz znaleźć rozwiązanie, albo pogodzenie z nimi... akceptacja - klucz do uspokojenia. Musimy zrozumieć, że wszystko co po drodze trafia się złe, jest jak przelotny deszcz, wichura też przejdzie.

Samoświadomość własnego ciała, wyglądu, stanu umysłu, istnienia, upływu czasu, zrobienia czegoś dobrego lub czynu złego... to największa satysfakcja... nie pozwala na to, żeby ktoś inny ciągnął nas w dół.

DAR

Gdzieś przeczytałam, że świadomość to dar albo ślepy proces. Dla mnie to dar... świadomość pozwala mi nie potknąć się zbyt wiele razy, podnosić za każdy razem, wierzyć, że wiele jeszcze mogę, a czego nie mogę, to zawsze mogę sobie przypomnieć, że bywało gorzej ;-) Nic nie trwa wiecznie - zło i ból przemijają... . Każdy z nas mógłby znaleźć powód, żeby narzekać, żeby siebie nienawidzić, żeby mieć podłe, dołujące myśli... czasami jesteśmy dupkami, czasami wspaniałymi ludźmi... mamy tego świadomość... i to jest dobre. Świadomość nie pozwoli zdusić naszej godności własnej. Dzięki niej nie poddajemy się, nie pozwalamy sobie wchodzić komuś na głowę i nią potrząsać nie w naszym rytmie.

NIEŚWIADOMOŚĆ

Nieświadomość... chęć tkwienia w nieprawdzie, złudzenia, oddalanie od siebie rzeczywistości dla źle pojętego wewnętrznego spokoju - to szkodzenie sobie. Prawda przy ujawnieniu może być bardziej okrutna. Człowiek od małego jest przygotowywany do tego, że tylko w bajkach jest zakończenie... żyli długo i szczęśliwie... choć nikt nie pisze jak ta długość długo trwała i czym jeszcze złym po środku tego szczęścia obfitowała ;-)) a na końcu i tak śmierć przyszła mimo tego szczęścia, piękna i bogactwa... i tak naprawdę na ziemi przychodzi co rusz wymiana... i co rusz na tej ziemi inna się porusza parada. Każdy przygotowany jest na śmierć... każdy inaczej do niej podchodzi... jeden spokojny i nie odczuwa smutku, kiedy jest jej obserwatorem... nie odczuwa szkody lub by nie okazać się małodusznym w szlochy uderza duże, a trzeci szczerze bardzo jest rozżalony. Nieświadomość przy śmierci, akurat nie istnieje... bo kto wierzy, że nie umrze nigdy ;-) Co najwyżej odsuwa tę myśl w czasie... a czas? dla świadomych najdroższa waluta... dla nieświadomych, to pieniądz rządzi. W nieświadomości nie ma pytań o sens istnienia, są tylko problemy związane wyłącznie z używaniem. Dla jednych to błogosławieństwo, dla innych wyrachowanie. Dla mnie nieświadomość, to jak pływanie w dziurawej łódce bez koła ratunkowego... to trwanie jak przedmiot - może jeszcze pobędzie, może go odrestaurują, może wyrzucą. Tyle, że przedmiotowi jest wszystko jedno... przedmiot nie ma duszy. Nie ma duszy, więc się nie lęka ;-) ... nie czuje, nie przeżywa. 

JESTEM ŚWIADOMA

Jestem świadoma tego, że jestem kobietą... jestem świadoma swego ciała i swych dolegliwości, upływającego czasu, swoich zalet i wad... orientuję się w jakiej żyję rzeczywistości (i stąd nie daję się indoktrynować).  Posiadam wiedzę na parę tematów, więc nie daję się zapędzić w tzw. kozi róg... wiele też nie wiem, ale świadomie się do tego przyznaję (tak łatwiej jest obu stronom). Nie daję sobie wciskać ciemnoty ani nie zadawala mnie byle jaka odpowiedź... w stylu... tak już jest, albo nie, bo nie... co pani może wiedzieć, nie jest pani lekarzem... w tym wieku czego się pani spodziewa? Ooooo... to moje ulubione pytanie... zadawane przez nieświadomego lekarza, że pacjent, to myślący człowiek :-)))) i odróżnia wątrobę od trzustki, wie co to kręgosłup i o czym świadczą podwyższone hematokryty i jakich lekarstw nie powinno się łączyć oraz co to są inhibitory MAO....  






17:27:00

Nieociosane myśli Starej Kobiety

Nieociosane myśli Starej Kobiety

Nieociosane, tzn. takie, które w momencie pisania przychodziły mi do głowy i niewiele się zastanawiając zaczynałam je spisywać. 

SCENERIA

Zielony, głęboki fotel... po jednej stronie wygodny wypoczynek, po przeciwnej biblioteka z książkami i półka też z nimi oraz regał, na którym monitor telewizora i kwiaty, kwiaty wszędzie. Monstera olbrzymia na białej, porcelanowej nodze i skrzydłokwiaty, draceny też wielkie, bluszcze pnące i inne jeszcze, co nazw nie pamiętam. W tej zielono, beżowo, popielatej scenerii ścian, na których obrazy z zielonymi liśćmi, żółtymi jabłuszkami i gruszkami złocistymi, tak jak te poduszki leżące na kanapie. Wielość tych poduszek...żółtych, zielonych, szarych... przepychających się na tapczanie... daje poczucie przytulności i ciepła w mieszkaniu. Delikatne żółte światło sączy się z różnych punktów w mieszkaniu... to oświetlając szare i żółte donice z kwiatami, to te beżowe, ceramiczne, po których włażą też ceramiczne zielone żaby. Na białym stoliczku z kółkami, jakieś porozrzucane książki, kartki i kałamarze z piórami, które gęsimi prawdziwymi są ozdobione.

Zielony, głęboki fotel, to miejsce, z którego można mieć ogląd na całość tej przestrzeni, gdzie żyję... śpię, czytam, piszę, myślę, jem, pichcę coś tam, zaglądam w okna sąsiednie... siedzę gdy biorytm niższy, czy wyższy... tu znajduję spokój w niepokoju... to moja wyspa. Przysuwam stół, na którym leży laptop.  Otwieram i piszę.... kolejne teksty Starej Kobiety. Dzisiaj, to przypomnienie niedawnych zdarzeń, których byłam świadkiem, bądź uczestniczką... opisy, refleksje... ot, zwykłe życie codzienne. 

MIŁOŚĆ

*Jak kogoś pokochasz prawdziwie, to możesz już zapomnieć o beztrosce. Bo jeśli masz na przykład pustą lodówkę, to nie martwisz się, że światło w niej Cię oślepia i Ty nie masz co wrzucić na ruszt, tylko, że Twoja córka, mąż czy kogo tam masz... nie dostanie jeść. A tych zmartwień jest o wiele więcej z różnych innych przyczyn. Twoje sprawy odchodzą na dalszy plan, bo jest ta druga osoba. Miłość to współodczuwanie... taka troska o jedzenie dla chorego bez obarczania go zakupami :-)) Jaka prosta, a zarazem trudna jest miłość... uczucie, w którym nic się nie wyklucza ;-)

NIE MYŚL O TYM

*Zauważyłam, że moje myśli mają olbrzymi wpływ na to jak mija mi dzień, przebiega sen. Różne sytuacje spotykały mnie w życiu, które wywracały z trudem ustalony ład. Na przykład po rozstaniu z drugim mężem, długo nie mogłam otrząsnąć się i każdego dnia napływały do mnie uporczywe koszmarne myśli. W dzień jakoś dawałam sobie z nimi radę, gorzej było w nocy gdy obłapiały mnie z całą mocą. Aż nadszedł dzień, gdy przed lustrem na głos powiedziałam: nie już go, na szczęście nie wróci, nie myśl o tym co było... jesteś mądra, dobra i masz po co żyć... jego nie było... on był tylko w obejrzanym filmie, których tyle oglądasz. Nie wrócisz już do tego film, nie będziesz oglądać starych produkcji ;-) Dobrze, że zło odstąpiło... nie możesz poddawać się naporowi przykrych wspomnień, bo one nie są twórcze, tylko zabójcze. A przecież kochasz życie. I gdy teraz jakaś niedobra myśl zaczyna mnie prześladować, to szybko ją odrzucam i wymieniam na nową dotyczącą teraźniejszości.

BRZYDKIE ŻYŁY

*Ma pani brzydkie żyły. Och jakie ma pani brzydkie żyły. Te stwierdzenia kilkukrotnie powtórzone przez pielęgniarkę - najpierw mnie rozbawiły, ale w miarę klepania mojej ręki i szukania żyły, z której miałam mieć pobraną krew... stawało mi się przykro, że pani tu się wyzłośliwia i jest niezadowolona. Jakby to wina była moja, że cieniutkie mam te żyły. Ale tyle lat mam pobieraną krew i jak dotąd nikt nie narzekał... w tak nieprzyjemny sposób. Zawołała koleżankę, bo sama nie dała rady. Oczywiście z góry uprzedziła, że ja te żyły... brzydkie mam ;-) i usta wykrzywiła w obrzydliwym grymasie. Tego już było dla mnie za wiele... brzydkie żyły ja mam, a pani włosy brzydkie ma - odpaliłam i dalej pociągnęłam... że z takim nastawieniem do pacjenta, z takim negatywnym  podejściem do pracy to nie wyjdzie nic dobrego. Do pacjenta przemawia się łagodnym, życzliwym tonem i uśmiecha się, a nie pogrąża go. Ta pani zapomniała, że nie jest od oceniania, narzekania tylko do pomagania.

Po wizycie u lekarza, z następnym skierowaniem na badania krwi... weszłam raz jeszcze do laboratorium i powiedziałam... Pani Józiu, tak pani na imię prawda... z szerokim uśmiechem zapytałam: kiedy pani nie będzie, bo ja na następne skierowanie tu mam, na krwi badanie? :-))

ZEMSTA

*Nieraz chciałoby nam się zemścić na drugim człowieku za wyrządzoną krzywdę. Tylko po co, skoro to tak pusta nierozwijająca emocja. A jednak nie daje nam to spokoju i tylko myśl o zemście niejednemu z nas daje wolę do życia. i to bardzo jest złe. Zemsta nie jest sprawiedliwością i wcale nie daje ukojenia, ani satysfakcji. Zemsta wywodzi się z nienawiści i wyzwala zbyt dużo energii i nie wiadomo w jakim kierunku pomknie, jak mocno uderzy i czy rykoszetem do nas nie wróci. Ale jest taki rodzaj zemsty, który jest bardzo skuteczny, a wyzwala dobrą energię... to sukces i szczęście, którym można uderzyć wroga w twarz. Czekałam na przyjazd tramwaju... wolna, szczęśliwa i pięknie ubrana, w kapeluszu z czerwoną wstążką przewiązanym. Chodzę sobie tanecznie po przystanku, pogrążona w przyjemnych myślach o mającym za chwilę nastąpić spotkaniu... podjeżdża tramwaj, a w nim... widzę siedzącego, opartego bokiem o szybę R...a, mojego byłego, który mógłby wygrać konkurs na chama. Na pewno zająłby pierwsze miejsce ;-) I  tutaj nie namyślając się wiele... zapukałam w szybkę stojącego tramwaju...hallo, hallo i uśmiechnęłam od ucha do ucha, jeszcze obróciłam ja tancerka i powachlowałam kapeluszem. Pokazałam smutnej twarzy zza szybki swoje szczęście. Złośliwie zmrużyłam oczy i zębami białymi błysnęłam radośnie. W jego oczach wściekłość i złość była odpowiedzią na mój sukces. Ten sukces to bycie bez R. wiodąc spokojne życie. Doskonale zrozumiał. Słodka to była zemsta i pozytywnie nakręcająca by jeszcze radośniejszą i szczęśliwszą być :-))

PRZEMOC  FIZYCZNA

*Z przemocą fizyczną spotkałam się tylko raz. To był pierwszy i ostatni raz. Mój drugi mąż złapał w gniewie za gardło moją najmłodszą córkę i przydusił ją do ściany. Moment później  leciały za nim jego ubrania i inne śmieci nie tylko przez drzwi... okno też było otwarte na trzecim, wówczas piętrze. Żaden gniew, żadna rozpacz nie daje prawa wyrządzać krzywdy drugiemu człowiekowi. A podnoszenie ręki na dziecko jest wyjątkowo niegodziwe. Może być traumą na całe jego życie. Jeżeli jesteśmy gwałtowni, wiemy o tym... tym bardziej powinniśmy kontrolować się, bo konsekwencje naszej gwałtowności mogą przełożyć się na całe nasze życie. R. ma zapisaną w genach wrogość do ludzi.... nie jeden raz użył przemocy wobec innych ludzi... ja nie czekałam na drugi raz. Teraz ja jestem szczęśliwa wśród fajnych ludzi, a on? On jest sam. To konsekwencja poczucia, że jemu więcej jest wolno, a inni... nie ważni są. Cieszę się, że byłam konsekwentna... żadnych drugich szans.

KLUCZ DO KLĘSKI

*To prosty klucz...  CHCIEĆ ZADOWOLIĆ WSZYSTKICH. Im szybciej do nas dotrze, że nie każdemu możemy się podobać, nie każdego będą śmieszyć nasze żarty, nie każdy chce naszej pomocy... .bo jedni ludzie Cię nienawidzą, bo odnosisz sukces, a drudzy, bo źle Ci się powodzi... im szybciej to sobie uświadomimy, tym szybciej będziemy szczęśliwi. Wiedząc, że nie zyskujemy tracąc i nie tracimy zyskując... możemy spokojnie egzystować, bo ludzie albo będą nas lubić albo nie i nasze sukcesy czy porażki nie mają znaczenia... zależy na kogo trafisz, kto stanie na Twojej drodze i czy ta osoba zaakceptuje Cię taką jaką jesteś. Nie można podobać się wszystkim, zadowolić wszystkich.... ale można przypodobać się sobie. W innym przypadku, gdy odwrócimy sytuację i tylko będziemy zwracali uwagę na to, żeby inni byli przez nas zadowoleni, zapominając o sobie poniesiemy porażkę. Bo zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony, rozczarowany. A my jesteśmy tacy jacy jesteśmy i nie powinno nas obchodzić ludzkie gadanie, bo gadać ludzie zawsze będą ;-) Ważne jest to co my o sobie myślimy i te parę najważniejszych dla nas osób, które nie ma nam za złe ani sukcesu, ani porażki... są z nami, przy nas, niezależnie od wszystkiego.

TEŻ MOŻEMY BYĆ TOKSYCZNI

* Irytują, denerwują, zasmucają nas toksyczni ludzie, toksyczni z wielu powodów... fanatycy, narcyzi, snoby itd. itp. A przecież pomyśleć musimy, że my sami też możemy toksycznie działać na inne osoby. Czasem nie zdając sobie sprawy, że tacy jesteśmy. Przecież mogło się zdarzyć, że postąpiliśmy wobec kogoś źle i nie wiemy co zrobić, jak postąpić... . Żeby uświadomić sobie, że coś jest z nami nie tak, musimy zacząć od uczciwości... uczciwości względem siebie... wydychając dosłownie wszystko, co złe sobie pomyślimy... a układając w głowie plan jak naprawić błędy, ale nie czyniąc nic wbrew sobie. Obłuda i ukrywanie prawdziwych uczuć jest głupotą, stratą czasu i energii. Przetrenowałam to na sobie. Pracowałam kiedyś z ludźmi, którzy się szczerze szanowali, lubili, ufali sobie bezgranicznie. Te relacje powodowały, że wszystkie przedsięwzięcia firmy były imponujące. Praca sprawiała przyjemność, bo nie opierała się tylko na korzyściach, ale również na przyjemności jej wykonywania. Aż przyszedł moment kiedy zatrudniłam w firmie inne, dodatkowe osoby... Zaczęło się udawanie, intrygowanie. Po wierzchu było miło... ale pod spodem było tylko wykorzystanie do cna. Okazywanie przyjaźni, ukrywanie prawdziwych intencji - to nowi pracownicy byli. Zauważyłam to zbyt późno i to obróciło się przeciwko wszystkim... i dobrym i złym. Dzisiaj wiem, że to nie to, że nie zbyt późno zwróciłam uwagę... nie chciałam widzieć, tak było wygodniej, nawet milej, oszukiwałam sama siebie. Teraz wiem, że takim zachowaniem byłam toksyczna dla moich starych pracowników... 

Teraz wiem, że jeśli nie chcę być toksyczna dla innych, nie chcę by moje życie toksyczne było, to muszę być uczciwa względem siebie, w tym co mówię, myślę i czynię. Przy takim postępowaniu też nigdy już nie będę ofiarą. Nie zwinę się w kłębek i nie będę udawać, że mnie tu nie ma.

To wszystko się nam w życiu łączy, jedno z drugiego wynika... nic nie jest za darmo.

SIEDZĘ

* w zielonym, wygodnym fotelu i myślę o tylu rzeczach, które ważne i mniej ważne są w życiu i nachodzi mnie jeszcze jedna taka myśl, którą wypowiedzieć muszę: wszystkim, którzy we mnie nie wierzyli, źle mi życzyli, lekceważyli, bądź nieuprzejmi zaledwie byli :-) zazdrościli, usiłowali mi zaszkodzić, skrzywdzili mnie, nie chcieli zrozumieć... przebaczam i wdzięcznie dziękuję, że byli w moim życiu... bo to oni mnie też ukształtowali...  




Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger