21:11:00

KOSMETYCZNE DENKO (NIE)STAREJ I MŁODEJ KOBIETY #5

Pojemnik z kosmetycznymi "zużyciami" mojej córki Alicji oraz moimi cały czas sukcesywnie się powiększa... mimo, że ilość postów kosmetycznych na stronie tego nie potwierdza ;) Oj, mamy zaległości! Ale sukcesywnie... będziemy je nadrabiać. Dziś będzie o pięciu, niezwykle udanych produktach, z których część stosowałyśmy obie, a część była użytkowana tylko przeze mnie. Wszystkie te produkty to jednak kosmetyki do których chętnie będziemy wracały... warto przyjrzeć się im bliżej ;) 

Modelujący peeling solny Equilibra

Najwydajniejszy, najlepszy, najlepiej nawilżający i zdzierający peeling do ciały, jaki kiedykolwiek z Alicją stosowałyśmy. Już niejednokrotnie wspominał(am/yśmy), że jesteśmy fankami peelingów z Organic Shop - to się nie zmieniło. Jednak po doświadczeniach związanych ze zdzierakiem z Equilibry... wiemy, że ten nie ma sobie równych ;) Za 600 gramów peelingu należy zapłacić od 25 do 45 złotych, zależy gdzie kupujecie... my oczywiście wybieramy zawsze najtańszą opcję ;) Equilibra niejednokrotnie zachwyciła nas działaniem swoich produktów (Alicja niezmiennie poleca aloesowe produkty do pielęgnacji włosów, a ja arganowe :)), jednak przy okazji tego produktu... przeszła samą siebie ;) 

Ten peeling to połączenie soli morskich (między innymi z Morza Martwego), olejków oraz ekstraktów roślinnych. Peeling zawiera olejek eteryczny z rozmarynu (pachnie bardzo intensywnie, nie każdemu ten zapach przypadnie do gustu, jednak my go uwielbiamy :)), mentol oraz olej z pestek wingoron, który ma za zadanie uelastycznić i wygładzić skórę. W składzie znajdziemy także ekstrakty z wąkrotki, kasztanowca, bluszczu i aloes.

Produkt Equilibry posiada specjalną szpatułkę służącą do wymieszania soli z olejem :) Nakładamy peeling na ciało, rozsmarowujemy, zostawiamy na chwilkę... spłukujemy... i cieszymy się odświeżoną, stonizowaną skórą, na której pozostaje delikatnie tłusta warstwa... która jednak szybko się wchłania - wręcz onieśmielając nas gładkością i miękkością, którą po sobie pozostawia. Genialny produkt, który regularnie stosowany naprawdę daje efekty znaczącego wygładzenia skóry :) To co jest w nim także wspaniałe to to, że po jego zastosowaniu... Wasza skóra nie obrazi się nawet jeśli pominiecie w swojej dalszej pielęgnacji użycie balsamu :) Zostawia bowiem skórę mięciutką, nawilżoną i świetnie odżywioną :) 

Jest ogromnie wydajny. Wystarczy nałożyć naprawdę odrobinę produktu, żeby cieszyć się miękkością skóry :) Ale... uwaga! Nie stosować po depilacji, opalaniu, na podrażnioną skórę - to konkretny solny zdzierak i zastosowany na uszkodzoną skórę - może sprawić Wam wiele bólu :( 

Obie z Alicją ten peeling uwielbiamy i na pewno zaopatrzymy się w kolejne opakowania :) Odpowiada nam zarówno cena jak i działanie :) 

Zgodna ocena (nie)Starej i Młodej Kobiety: 6/6 

Loverecipe Peach Mask - maska w płachcie

Nie należymy z Alicją do osób, które są gotowe wydać na maseczkę w płachcie 10 czy 15 złotych... ;) Ale 99 groszy? Jak najbardziej ;) Alicja wypatrzyła mnóstwo fajnych maseczek w płachcie na stronie Skin Garden - w tym właśnie tą poniżej ;) 

Celulozowa maseczka w płachcie została stworzona na bazie ekstraktu z brzoskwini, który stanowi cenne źródło polifenoli - ma za zadanie nawilżać, wygładzać i poprawiać strukturę skóry, jest więc zalecana szczególnie w pielęgnacji skóry szorstkiej i pozbawionej elastyczności. 

Maseczkę należy nakładać na oczyszczoną i stonizowaną skórę twarzy i pozostawić na 10-20 minut, po tym czasie płachtę zdjąć, a nadmiar esencji wklepać w skórę. 

Zawsze przy maseczkach w płachcie pytanie, które się nasuwa... to to o wygodę działania z taką maseczką na twarzy i stopień jej nasączenia preparatem. Tu w tym temacie (zarówno u Alicji jak i u mnie) było świetnie :) Maseczki z tej kolekcji idealnie dopasowują się do kształtu naszych twarzy - nie ma mamy więc dylematów pt. "jak ją zsunąć, żeby nie zakrywała oczu ani ust?" ;) Sama "płachta" jest świetnie nasączona - w tym przypadku, białą esencją. Co u mnie szczególnie ważne... nie podrażniła mojej delikatnej skóry, nie gryzła w nos swoim zapachem :) Po 20 minutach nadmiar esencji obie wklepałyśmy... i cieszyłyśmy się mięciutką, odżywioną skórą. Za złotówkę, a nawet więcej... zdecydowanie warto!

Zgodna ocena (nie)Starej i Młodej Kobiety: 5/6

Dermedic Hydrain 2, krem nawilżający o przedłużonym działaniu 

Aż sama jestem w szoku, że jeszcze Wam o tym kremiku nie opowiadałam :) To już moje piąte czy szóste opakowanie tego produktu... ;) Bardzo często można go dostać w promocji, chociażby w Hebe za 10 zł - tak trafiło do mnie pierwsze opakowanie i tak też trafiały kolejne :) 

To taki mój pewniak, jeśli chodzi o nawilżanie skóry twarzy :) Jest polecamy szczególnie do cer wrażliwych, odwodnionych, podatnych na podrażnienia... te wszystkie problemy pojawiają się u mnie, choć występują zazwyczaj okresowo. W takich momentach, krem Dermedic stanowi dla mojej twarzy kojący opatrunek :) Wchłania się ekspresowo, nie zostawia tłustej warstwy, dzięki czemu nadaje się do stosowania nawet pod makijaż :) Stosuję go na twarz, szyję i dekolt, a fakt, że regularnie do niego wracam... stanowi chyba najlepszą rekomendację :) Krem bardzo przystępny cenowo (ze względu na częste promocje), w składzie zawiera między innymi glicerynę, masło shea i mocznik :) Nie podrażnia mojej skóry, za to koi ją i nawilża. Spełnia swoje funkcje świetnie!

Spotkałam się z negatywnymi opiniami dotyczącymi jego stosowania przy skórze tłustej (podobno może zapychać), ale ja takiej nie posiadam... więc pod tym kątem się nie wypowiadam, jedynie sygnalizuję, że warto wziąć typ skóry pod uwagę. Ostatecznie jednak jego częsta dostępność w cenie promocyjnej sprawia, że wydaje mi się, że to krem, który warto przetestować :)

Ocena (nie)Starej Kobiety: 5/6

Peeling rozświetlający do twarzy L'Oreal

O peelingach do twarzy L'Oreal słyszałyśmy z Alicją wiele dobrego, jednak bardzo rzadko czujemy dużą (lub nawet małą ;)) wewnętrzną presję, żeby kupić coś tu i teraz w cenie regularnej. Zazwyczaj zapisujemy na wewnętrznym umysłowym dysku informację pt. "ten produkt jest godny uwagi" i pojawia się on w naszych łazienkach dopiero (i o ile) trafi się gdzieś w fajnej promocji :) 

Ten peeling L'Oreal właśnie w takiej fajnej promocji się trafił. Wyhaczony w Auchan podczas zakupów spożywczych kosztował 10 zł - od razu zaopatrzyłyśmy się w trzy opakowania - po jednym dla każdej na próbę + jeden, jeśli którejś by podpasował :) W eleganckim szklanym słoiczku znaleźć można 50 militrów produktu będącego połączeniem trzech delikatnych cukrów (brązowego, jasnego i białego) i oleju z pestek winogron.

Produkt można stosować zarówno na skórę twarzy jak i na usta, w celu pozbycia się zaschniętych skórek :) Skóra po zastosowaniu tego produktu jest aksamitna, nawilżona, delikatnie rozświetlona. Wpływ na usta również ma wspaniały :) Peeling mimo dość sporych drobinek, nie powodował u mnie podrażnień. Sprawdził się także u Alicji, która posiada skórę podatną na wypryski - nie wysypywało jej, za to peeling stanowił dla jej skóry dawkę konkretnego odżywienia. 

W regularnej cenie ten kosmetyk kosztuje dwadzieścia kilka złotych, jednak należy nadmienić... że to bardzo wydajny produkt, którego wystarczy zastosować jedynie odrobinę - taką ilość na opuszek jednego palca, więc nawet jego cena nie wydaje się tak bardzo wygórowana. 

Obie z Alicją jesteśmy bardzo zadowolone z tego scrubu, ponieważ super nawilża, odżywia, jednocześnie świetnie oczyszcza skórę - nie dość, że na pewno zaopatrzymy się jeszcze w niego, to w dodatku jesteśmy otwarte na testowanie innych peelingów z tej serii :)

Zgodna ocena (nie)Starej i Młodej Kobiety: 6/6

Krem Eveline CC Magic Skin Upiększający krem nawilżający na zaczerwienienia

Nie jestem wielką fanką pielęgnacyjnych kosmetyków Eveline ;) Zdecydowanie wolę ich kolorówkę. Ten krem Magic Skin to taki rodzaj kompromisu, choć przyznaję, że gdyby nie jego bardzo niska cena na wyprzedaży... raczej nigdy bym po niego nie sięgnęła, a szkoda ;) Kupiłam go podczas pierwszej fali pandemii na wyprzedaży w Rossmanie za (uwaga) całe 3 złote. Normalnie kosztuje ok. 20 złotych. Wypróbowałam go i przy najbliższej okazji, korzystając z trwającej promocji zakupiłam jeszcze dwa opakowania... i nie żałuję ;) Szczególnie w okresie wiosenno - letnim krem CC sprawdza się u mnie rewelacyjnie :) 

Krem Eveline wyrównuje koloryt, dzięki czemu ładnie kryje zaczerwienienia. Dzięki zawartym drobinkom rozświetla i optycznie wygładza skórę, minimalizując występujące niedoskonałości oraz maskując oznaki zmęczenia takie jak cienie pod oczami :) Produkt Magic Skin posiada koloryzujące drobinki, dlatego nie wyobrażam sobie stosowania go jako kremu pielęgnacyjnego ;) Używałam go więc jako podkład lub bazę pod makijaż w zależności od tego jak pełnego makijażu potrzebowałam. 

To określenie "upiększający" zawarte w jego nazwie jest jak najbardziej uzasadnione. Spektrum jego działania jest bardzo szerokie, a na celu ma właśnie polepszenie ogólnego wyglądu skóry - nie przypisuję mu działań pielęgnacyjnych, wielkiego nawilżenia itd. Ale to jak działa optycznie... zachwyca :)

Należy więc go postrzegać i oceniać w kategoriach kremu nadającego koloryt skórze, czegoś w rodzaju podkładu czy po prostu właśnie kremu CC :) Nie polecam stosować go jako zwykłego kremu, możecie się zdziwić gdy poplamicie np. bluzkę ;) 

Ocena (nie)Starej Kobiety: 5/6 (jako krem koloryzujący)

5 świetnych produktów, znacie któryś z nich? A może macie w planach jego stosowanie? :) 

2 komentarze:

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger