19:22:00

Stoję na przystanku...

Stoję na przystanku...
Dziś bez zdjęcia Starej Kobiety, bo Stara Kobieta przeziębiona ;)

Stoję na przystanku, czekam na autobus... jest mroźny poranek. Myślę sobie o różnych rzeczach.
Kolejny styczeń w moim życiu i kolejny dzień 21 stycznia. Jutro jak dobrze pójdzie i dla mnie też wstanie słoneczko, będzie 22 styczeń. A te dwa dni, to dni, kiedy w Polsce obchodzimy Dzień Babci i Dzień Dziadka.

Na pomysł by w naszym kalendarzu świątecznych dni pojawił się Dzień Babci wpadła Mieczysława Ćwiklińska, wielka aktorka kina i teatru, Miała wtedy już 85 lat. Tygodnik "Kobieta i Życie" w 1964 roku na swoich łamach opublikował ten pomysł, a rok później bardziej oficjalnie redakcja "Expressu Poznańskiego" ogłosiła te dwa dni świętami... wręczyła aktorce kwiaty i tort. Prowodyrem, dobrym duchem tej inicjacji był Kazimierz Flieger, poznański dziennikarz z otwartą głową. Tak zadebiutowała dzisiejsza już tradycja. Dzień Babci -   Święto bez podtekstów politycznych. Tą postawą redakcja dziennika poznańskiego przypieczętowała tę ideę, by honorować mamy córek, które rodziły dzieci i synów, którzy je płodzili ;-)

W ten sposób dzieci po dzieciach dziedziczą ten dzień (jak najbardziej rodzinne święto) i co rusz kolejne pokolenia wymyślają coś nowego by nie spowszedniał ten dzień.
Choć istnieje też przekonanie, że święto dziadków zostało przeniesione do Polski w latach osiemdziesiątych XX wieku. Ja jednak będę się trzymać tego co napisałam na wstępie.

Co kraj to obyczaj: w Bułgarii i Brazylii ten dzień przypada również 21 stycznia, inaczej niż w Hiszpanii, gdzie życzenia do dziadków płyną 26 lipca. We Francji to święto przypada w pierwszą niedzielę marca, we Włoszech w dniu 2 października w kościelne święto aniołów stróżów. W Wielkiej Brytanii świętuje się 11 lutego. Niemcy czczą swoje babcie w drugą niedzielę października i to dopiero od 2010 roku. W Ameryce Jest wspólne Święto Dziadków jednego dnia, tyle, że nie ma go ustalonego na stałe... nie ma stałej jego daty w kalendarzu. Przyjmuje się, że jest to pierwsza niedziela po święcie pracy, czyli 9 lub 10 września.

28 sierpnia honorują dzień dziadków, w Meksyku.
A w Japonii? Tam Dnia Babci się nie obchodzi tylko  Dzień Szacunku dla Wieku Keiro no Hi, które rokrocznie obchodzone jest 15 września, od 1966 roku.

Babcia - mówi się o niej, że to doskonały wynalazek, instytucja (charytatywna raczej ;-)... trochę mama, nauczyciel, wychowawca, opiekunka, kucharka, przyjaciółka, tolerancja (często z zawiązanymi oczami ;-), historia, wszechwiedząca (ale z teraźniejszością... według niektórych wnuków... zupełnie sobie nie radząca), rozpieszczająca, rozumiejąca, troskliwa, z wielkim sercem... i tylko na przeżywanie radości wnuków nastawiona... gotowa swoje dla nich życie poświęcić.

Tak przedstawia się babcie. Dla takich babć obojętnie co przez cały rok to 21 stycznia, w Polsce dzieci co mniejsze rysują laurki, rodzice kupują kwiatki i torciki w kształcie serduszek.
Babcie w swojej bezwarunkowej miłości, z poczuciem humoru przyjmują te wszystkie peany... do tego dodają ciasteczka, dziadkowie naleweczkę i wszyscy przynajmniej w tym dniu radością tryskają.
I to jest obraz idealny i w większości prawdziwy.
W większości.

Są babcie samotne, zapomniane przez wnuki. Są babcie zakazane wnukom, bo chciały się wybić na niepodległość ;-)... znaczy żyć swoim życiem i być w życiu wnuków ze swoim życiem, a nie pozbawioną wszystkiego na rzecz tych kolejnych pokoleń. Są babcie wykorzystywane do pracy, wyzyskiwane z pieniędzy, bo... bo przecież im nic już nie jest potrzebne... są stare i do tego by zajmować się wnukami (ewentualnie;-)) się nadają.

Babcie to kobiety... czasem mają już 40 lat, gdy nimi zostają... czasem 80 i więcej i są nawet prababciami.
Babcia to nazwa kobiety, która ma wnuki. To nazwa relacji w rodzinie. Kolokwialne określenie starej kobiety.

Stoję na przystanku na przystanku, czekam na autobus... jest mroźny styczniowy poranek 2019 roku. Myślę sobie o różnych rzeczach.
Moja Babcia, ta którą pamiętam i która nadała mi szlif :-)) nie żyje od 30 lat... ciągle pamiętam ją... czuję jej obecność. Byłam jej ukochaną wnuczką, miałyśmy swoje tajemnice... pamiętam jakie:-)) Nie zdradzę! W końcu to tajemnice :-) Była ze mnie dumna... zawsze stawiała na piedestale z powodów przeróżnych... nauki, grzeczności, dowcipu, znajomości wielu rzeczy, czytania z udawaniem starych ludzi, dzieci czy zwierząt plus szum rzeki i takie tam :-)

Stoję na przystanku, czekam na autobus... jest mroźny styczniowy poranek 2019 roku.
Też mam wnuczęta i jestem dla nich babcią, bo urodziła je moja córka. Prosta sprawa.
Za chwilę będę też babcią w odbiorze społecznym (o ile już nie jestem ;-)
Tak czy inaczej w ten styczniowy mroźny poranek 2019 roku nadal czuję się świadomą swej kobiecości osobą. Mam marzenia, radość i swoją tożsamość. Czuję się wolna i nieskrępowana żadnymi nakazami i zaleceniami niezgodnymi z moim postrzeganiem  świata.
Stoję na przystanku, czekam na autobus... jest mroźny styczniowy poranek 2019  roku i myślę sobie, że wnuki powinny mieć kontakt z dziadkami, bo taki kontakt poszerza horyzonty... uczy empatii... dodaje pełni człowieczeństwa. Jednakże pod warunkiem... że ta babcia czy dziadek mimo swoich jakiś tam wad (bo każdy takowe ma) będzie traktowana z szacunkiem i zrozumieniem, że to osoba, która ma wszystkie prawa takie same jak młodsze osoby i nie można jej ich ograniczać ,bo jest gorszej kategorii, a przez to w złej sytuacji - przez swój wiek.

Wnuki to ma być przyjemność... nie ciężki trud... Babcie same powinny dokonywać wyborów. Nie wszystkie chcą, mogą się wnukami zajmować, Ale to nie znaczy, że ich nie kochają i nie chcą w ich życiu uczestniczyć, Pragnęłyby..., ale na swoich warunkach  gdy mają siły, zdrowie i czas. Gdy nie kolidują z ich codziennymi, dla nich istotnymi sprawami,

Decyzję podejmuje babcia czy czas  i jak długi  przeznaczy na wnuki, a jaki na swoje marzenia, na realizację swoich celów. TAK JEST SPRAWIEDLIWIE I MĄDRZE I TAK MOŻNA ZBUDOWAĆ DOBRE RELACJE. Babcia to nie obowiązek miłości, to dobrowolne uczucie, któremu nikt nie ma prawa narzucać swej woli. Wtedy tylko, z takich szczerych, niewymuszonych relacji, pośród pokazywania prawdy - może prawidłowo ukształtować się młodszy od babci, o  parę w końcu dekad - młody człowiek.

Stoję na przystanku, czekam na autobus... jest mroźny poranek 2019 roku i zastanawiam się jaką ja jestem babcią?
Nadjechał wreszcie. Wsiadam. Tłok w nim panujący nie pozwala na rozmyślania.

15:49:00

Oczaruj swym zapachem

Oczaruj swym zapachem

„Najmocniejszy jest zapach adrenaliny, ta
niepowtarzalna mieszanka złudzeń, marzeń, rozczarowań i nadziei."

Dorota Terakowska

Nadszedł nowy rok, a z nim nowe wyzwania, którym każda z nas musi sprostać.  Okres nowych złudzeń, marzeń, rozczarowań i nadziei… tych mniejszych i większych chwil w naszym życiu. Niezależnie od wielkości danej chwili… cudownie byłoby wokół siebie czuć pięknie rozchodzący się zapach, a niekoniecznie tylko nutę potu, który niejednokrotnie będzie po nas spływał w tym roku strumieniami w reakcji na wysiłek, zmęczenie, stresujące wydarzenia (których każdej z nas życzę jak najmniej!). Niech zapach, który będzie nas otaczał w tym roku, nasuwa na myśl sielankę i szczęście.


Osobiście swój „pachnący” rok rozpoczęłam z cytrusowo – piżmową wodą perfumowaną dla kobiet NOU Bergamot, a więc przede wszystkim połączeniem zapachu cytryn, piżmu, bergamoty i kardamonu. Nie brakuje w niej jednak także nut zielonych liści, jaśminu, zielonej herbaty, irysu, lilii oraz drzewa cedrowego. To lekki i bardzo rześki zapach, utrzymujący się na skórze przez 2 – 3 godziny (na ubraniu dłużej). Nie jest duszący, a raczej odświeżający… po trochu przypomina męskie zapachy, ale jednocześnie nie przytłacza swą intensywnością. Idealny dla kobiet, które nie lubię ciężkich, duszących wód toaletowych. Bardzo dobrze sprawdzi się szczególnie podczas upalnych dni i wiosennego przebudzenia, jednak nawet zimą – potrafi dać powiew kwiatowego orzeźwienia.  


A może właśnie zimą potrzebujemy tego orzeźwienia najbardziej? Chciałabym być przez cały rok tak rześka jak ten zapach 😊 

Woda jest dostępna w drogeriach Rossmann za ok. 69 zł za 50 ml (obecnie jest w promocji, za 50 zł 😊)

18:33:00

13 stycznia. Nie taki miał być finał.

Cisza. Krzyk. Smutek. Przerażenie. Jestem wkurzona. Moje smutki niczym wobec tragedii, która ma miejsce, gdy człowiek zabija Człowieka. Ten ugodzony śmiertelnie nożem niósł uśmiech, radość, tolerancję, życzliwość i walczył o dobro. A teraz jeszcze inny Człowiek chce zrezygnować z czynienia dobra przez rezygnację z przewodniczenia akcji, którą sam zainicjował... Bo Jego serce też pękło, choć On nie umarł. Ja to rozumiem, ale proszę... Jestem szaraczkiem, pionkiem, Starą Kobietą... Moja najmłodsza 20 letnia córka nie zna innego stycznia od tego z Wielką Orkiestrą... Panie Jurku! Obiecał Pan, że ta orkiestra będzie grać do końca świata i jeden dzień dłużej. Niech się Pan nie poddaje... Niech się Pan wzniesie ponad wszystko... Odnajdzie w sobie siły... Proszę dalej nadawać jej ton. Proszę!

#MuremZaJurkiem

18:31:00

Bez owijania w bawełnę *** Kolonoskopia

Bez owijania w bawełnę *** Kolonoskopia

Bez owijania w bawełnę... nie jest słodko, ale żyję :-))))
Wszelkie wiadomości, plotki, domysły, że Stara Kobieta już nie nadaje... że coś się stało, że może się już jej nie chce... bo już od tak dawna nie pisze... te wszystkie domniemania są zupełnie przesadne, bezzasadne i nawet kłamliwe ;-)) Trzymam się, z całych sił mojego kochanego życia!!! Koniec kalendarzowy roku już minął... początek nowego zaczął, a ja ze spokojem zrobiłam sobie reset...

Zaraz po świętach... radio wyłączone, telewizji nie mam... tak więc brak kłopotu... telefon też odłączony od zewnętrznego świata, a laptop zamknięty i schowany pod poduchę, aby nie kusił w żaden sposób. Tylko najbliższych zawiadomiłam o ciszy w eterze z mojej strony. Wokół mnie cisza i muzyka z płyt płynąca. W ten sposób wykręciłam się od wielkich spraw tego świata, a zaczęłam przygotowywać do moich maleńkich... choć dla mnie... wielkich zajęć. Ale żeby tak się stało musiałam odbyć specyficzne przygotowanie, aby pewnym zdarzeniom pozwolić odejść... Już dawno zrozumiałam, że umiejętność bycia szczęśliwą i zadowoloną na co dzień może  zapewnić przeciwwagę do zrównoważenia  bólu. A "Ból"*** mój kompan, który nie da się skorumpować, wysłać na urlop, żadne wyprzedaże Go  nie interesują ;-)) stał się moim dla mnie wielkim... choć w skali świata? - zaledwie kropelką - wyzwaniem. Coś musi mnie uratować. Co? Oprócz dystansu, poczucia humoru... łapczywości do doznawania nowych wrażeń...?  Moja życzliwość, dobroć, którą każdemu chcę choć w najdrobniejszy sposób okazać... tolerancja!  Także względem siebie :-) To one pozwoliły mi wytworzyć swoją własną odporność na "Ból" … Postanowiłam zniszczyć wszystko co zagraża darowi życia, który otrzymałam od Stefci i Rysia ;-)) Po odstawieniu fałszywych przyjaciół, złej od nich dla mnie energii i rzeczy, które zaburzały mój spokój... powodowały w moim umyśle zagrożenie. A zagrożenie to lęk. Co innego odczuwanie życzliwości, która pokrzepiającą siłą jest :-) Zdecydowałam, że też z mojego ciała pozbędę się wszystkiego co zbędne. Co nie jest takie proste...

Od czego zacząć, bo "Ból" oprócz rzęs, paznokci i włosów rozlany jest we mnie wszędzie i do tego nie zwalnia ani rankiem, ani wieczorem nie odpuszcza skubaniec i spać nie daje ;-) Czułam się zdruzgotana, choć niezniszczona jeszcze... Stąd nakreśliłam sobie plan by krok po kroku tak działać by jak w najlepszym komforcie spędzić te lata przede mną. Ze swoimi przemyśleniami pobiegłam do Pani Doktor Małgosi. Ta bez chwili wahania wypisała przekaz na kolejny rzut badań, dla sprawdzenia przyczyny, która łez mi przysparza zaleciła... Teraz uwaga! KOLONOSKOPIĘ!
Ou! Ależ zrobiłam minę ;-)
No niestety pani Dorotko - spojrzała wymownie w moje oczy.
Ja z kolei błagalnie. Można to jakoś obejść?
- To zaczynamy od gastroskopii? - zapytała przewrotnie.
- Może to jednak ciągle ten kręgosłup sztywnieje, zapalnie nie daje mocy, przez te stresy to on wymaga pomocy i wystarczą zwykłe masaże?
- Nie! Wszystkiego  nie można zwalać na stres. Pani pójdzie i koniec. To nie jest takie straszne.
- Oki. Zrobię wszystko w celu eliminacji wszystkiego co złe i spać mi nie daje, a co gorsza swobodnie żyć.
No i się zaczęło... głodówka... lodówka obcy sprzęt... do tego woda litrami przez siedem dni i saszetki na wyzbycie się wszystkiego z jelita grubego.
Jeszcze czytanie w Internecie (w krótkim momencie przed wyłączeniem go i odłożeniem pod wyżej wspomnianą poduchę ;-) jak to wszystko wygląda, czy boli, czy bardzo zawstydza i na co ewentualnie szkodzi, czy jakieś uboczne skutki ma choć ponoć pomóc ma (???)

Nie jadłam, dużo piłam, na dobrym przygotowaniu się skupiłam... pupę nawilżyłam, by wtopy nie było ;-)
Nadszedł ten dzień (przedtem pedicure zrobiłam i paznokcie... oczywiście koniecznie na czerwono).
Czy się bałam?

Słowo daję, że nie.... choć myśl o wypięciu pupy na doktora nie kojarzyła mi się zbyt pięknie. Z natury jestem bardzo wstydliwa i mam wielkie przywiązanie do swojej intymności. Nie lubię się nią dzielić... nie znoszę ekshibicjonizmu. Ale cóż... jak trzeba, to trzeba.
Pan Doktor, bardzo młody, szczupły wszystko wyjaśnił na samym początku... jak przebiegać będzie badanie. Było sympatycznie i nawet przez chwilę śmiesznie, gdy przy pytaniu o moje alergie... wymieniłam zaledwie dwie: NFZ i ZUS. Poza tym wszystko okej :-)
Pani pielęgniarka prześmieszna była: gadała do mnie jakby mnie nie było... tylko zupełnie ktoś trzeci ;-)
- Rozebrać: buty, skarpetki, spodnie i majtki i założyć te granatowe gatki... dziurą do tyłu.
- Zrozumiałam, choć pomyślałam... po co się kurczę tak kremowałam jak zasłonić mnie mają granatowe gatki (?) ;-)))
- Spojrzałam na panią, a ona jeszcze raz swoje... tylko w innej kombinacji: zdjąć majtki, spodnie, skarpetki, a następnie butki :-))))))
Oczywiście! Ta druga opcja - trudna do wykonania ;-)) Próbowałam :-) Alle? :-)) Nie będę się czepiać! Śmiałam się wewnętrznie... wyobrażałam sobie jak można najpierw zdjąć majtki bez zdejmowania spodni... Moja wyobraźnia choć wielka jakoś do tego dojść nie umiała.

Kończąc ten wywód przydługi: włożył Pan Doktor w mój otwór pupiany - wąż długi i pokazywał na ekranie co mam w środku... po czym powiedział: teraz będzie bolało, bo powietrze będzie w panią dmuchało.
- Będzie rozpierało i bolało - dodał po chwili
- Będzie bolało? Ależ, więcej niż obecnie? To niemożliwe... 
Faktycznie rozpierało... ale czy więcej? Tu bym dyskutowała:-)
Trzy bąble Pan Doktor powiesił na szubienicach... tak przy okazji by dalej się nie rozprzestrzeniały i więcej dzieci nie miały ;-)
Za cztery tygodnie okaże się czy to cholery były czy tylko takie tam drobiażdżki niewinne.
Boli jak bolało! Czyli to nie był precyzyjny strzał? Był... za dwa, trzy lata mogłoby być gorzej. Warto było!

Uspokoiłam się. Odhaczyłam jedno! Ale dalej będę szukać, co w moim organizmie nie pozwala mi w pełni cieszyć się moim życiem. 
I jeszcze jedno; zrozumiałam, że nie powinnam identyfikować mojego szczęścia z bólem mojego ciała, bo wtedy nie zaznam spokoju i zadowolenia... żeby być szczęśliwa muszę cieszyć się każdą chwilą... nawet tą, w której robiono mi kolonoskopię*. Niezależnie od etapu życia trzeba żyć w chwili obecnej i być za nią wdzięczną! A zamiast przeklinać wszechobecną ciemność... zapalać świece... rozpalać światła... zawsze mieć nadzieję!
*Przynajmniej w tej sprawie mam co najmniej trzy lata spokoju, a może dziesięć zależy jak Pan Doktor zaleci. 
Badajcie się... to nie jest straszne... dla mnie to była z mlekiem kaszka i dla Was taka będzie. Liczy się podejście. 

*** Piszę o "Bólu" z dużej litery, bo mam w sobie pokorę i wiem, że jest to przeciwnik, którego nie da się zignorować. Ale nawet ON nie jest w stanie zabrać mi radości odczuwania chwil i poczucia cudowności, która wynika z każdego momentu mojego życia. Bo szczęście to nie splot, zestaw okoliczności tylko stan umysłu. A mój jest bardzo radosny :-)) Następny etap to udrożnienie nieczynnego perforatora, co krew tłoczy... Potem to się dalej zobaczy ;-) Do wiosny mam zamiar być Starą Kobietą, lecz odnowioną wyraźnie :-)). Tymczasem skręcam się z "Bólu", ale na wakacjach w Turcji, na które wysłały mnie dzieci.










18:32:00

Rok 2019 Rokiem Dystansu

Rok 2019 Rokiem Dystansu

2019 rok ogłaszam Rokiem Dystansu. Rokiem dystansu do Siebie, rzeczy i ludzi...  do swojego wieku, kilogramów ciała, zmarszczek przy oku, do całego wyglądu... Do ludzkiego osądu (a niech tam gadają co chcą)... Do swoich umiejętności... Nie wszyscy wszystko potrafią... I nic w tym złego. Do rzeczy... Bo nie są tak istotne jak zdrowie czy miłość. DYSTANS przywróci Wam poczucie własnej wartości, da wolność. A to spowoduje, że będziecie silniejsi w walce z różnymi trudnościami życiowym i szczęśliwi z tym co macie TU i TERAZ. No nie bądźcie tacy poważni... Śmiejcie się! Na zdrowie!

 Całuję i ściskam Was 
 Stara Kobieta i moje młode ja 😉





16:42:00

Alfabetyczna analiza grudniowa i***

Alfabetyczna analiza grudniowa i***


Wreszcie! znowu! nie do wiary!... grudzień już mamy... a z nim zmiany, zmiany. Radość przynosi ten miesiąc, bo narodziny, więc szczęście... ale też pogrzeb starego, na co też ludzie się cieszą. Jedno przychodzi, drugie odchodzi i radość ta sama? A przecież już za te dwanaście miesięcy, to co za chwilę tak hucznie witane...  z ulgą będzie żegnane.

Mam zamiar tym tekstem, wyprowadzić Was z błędu, że grudzień, a zwłaszcza jego końcówka to jakiś wyjątkowy dla życia czas.
Tak nie jest! Każdy wiek, każdy czas jest wyjątkowy jeśli dotyczy nas i kalendarz absolutnie nie ma w tym nic do rzeczy.

Życie to łańcuch składający się z wielu ogniw. Te ogniwa większe i mniejsze są... dla każdego inny jest ich ciąg... z mniejszych, większych, słabszych, mocniejszych, matowych i lśniących... składa się on. Jeszcze do tego ograniczona długość  jest jego i dla każdego przeznaczona inna zupełnie.
Mam świadomość, że i ja - nie mam nieskończonej możliwości obchodzenia Tego Dnia... toż nie pałam entuzjazmem z przyjmowania go.
Zacznę nietypowo od N, choć w środku to N, bo ono wydaje mi się najważniejsze jest i reszta alfabetu też z N wynika :-))

- N - Nakazów nie znoszę, a ogólnie tkwi w większości z nas... zwłaszcza tej młodszej części - taki przekaz z nakazem połączony, by w dniu kiedy stare odchodzi, a nowe się rodzi... bawić się na potęgę i jeszcze w oprawie cudownej, w złocistych szpilkach, i odlotowym garniturze. A ja bawić się mogę o każdej, ale przeze mnie wymyślonej porze. Wtedy gdy ja, nie kalendarz czuję taką potrzebę. Kalendarz nie czuje, kalendarz pokazuje... daty... nic więcej.

- A - Absurdem jest myślenie, że Nowy Rok wszystko zmieni. To symbol jedynie. Zmieni tylko cyfrę dotyczącą długości naszego życia... reszta zależy od nas i danych nam okoliczności, z którymi sami musimy zmagać się... padać, wstawać, otrzepywać się i na nowo wznosić ponad wszystko ;-)
- B -  Bilans - kluczowe słowo grudniowe... straty i zyski do policzenia. Ale nie u mnie... u mnie nie! Nie liczę ich. Teoretyczne straty w rezultacie przyniosły mi na dobre zmiany. A zysk, który na chwilę życie mi umilił, okazał się fałszywym...  Suma summarum, to kolejne doświadczenia... ale one miesiąc w miesiąc mnie nawiedzały... wcale do grudnia nie czekały. A ja nie będę jak to się mówi: zbierać je do kupy i jakieś szczególne wnioski z nich wyciągać. Niepotrzebne mi te rachowania, a z nich może dodatkowe  troski. O nie! Mam ich bez tego odpowiednio dużo :-) Skupiam się na tym co w tej chwili...
- C - Cele... dla ich wytaczania sobie niepotrzebne są święta, ani specjalne daty... zacząć się zdrowo odżywiać, przestać palić i smutkami zadręczać - można było od wczoraj, można od dzisiaj, ewentualnie najpóźniej od jutra... nie trzeba czekać na śnieg i błyszczące lampki, bujające na sztucznym lub pachnącym lasem świerku lub innej jodle. Zresztą jeśli o mnie chodzi to nie paliłam, nie palę i nie zamierzam, a co do innych spraw, to załatwiam je na bieżąco... aktualnie jestem zakochana... co wcale nie znaczy, że jutro też tak będzie ;-))
- D - Deja vu - co roku, tym samym ludziom te same krzywdy wybaczamy, albo liczymy, że oni nam wybaczą je... albo już nie ma ich koło nas i to jest jeszcze gorsze. Puste miejsce przy stole zamienia radość w smutek... kto tego nie przeżył? Mało kto.
E -Ekspresowa pożyczka świąteczna. Reklamy w radiu, telewizji i na ulotkach zachęcają do pożyczania pieniędzy, żeby święta były wypas. Odradzam korzystanie z takiej pomocy... po świętach też trzeba żyć... a taka pożyczka może przybliżyć nas do problemów i faktycznego głodowania. Święta są dla nas... nie my dla świąt, więc bądźmy rozważni w planowaniu wydatków. Atmosfera przy stole zależy od ludzi przy nim zasiadających nie od ilości jedzenia.
- F -  Flakon perfum... Chanel nr 5... pierwszy mój perfum... pierwszy prezent pod choinkę od mojego męża... i pierwsza filiżanka wypita z nim kawy...  przedtem nigdy kawy nie piłam... grudzień 1976 rok... Najważniejszy mój grudzień.
- G - Gwiazdor - taki facet z wielkim brzuchem, długą brodą, śmiejącymi oczami jak u dziecka, który przynosi prezenty, ale też ma rózgę na wszelki wypadek gdyby spotkał niegrzeczne dziecko. Kto  słyszał o jego dzieciństwie? Zadziwiający jest... zawsze stary i żyje tylko w grudniu...  Dzieci piszą do niego listy i proszą o wymarzone rzeczy. Aczkolwiek najważniejszy prezent już od swoich rodziców dostali - życie... tu Gwiazdor ich nie przebije ;-) Gadżety, gadżety... z upływem czasu zmniejsza się na nich zapotrzebowanie. Zwiększa na święty spokój. (A myślałam, że nigdy tego nie powiem ;-))
- (c)H - Choinka - pod nią prezenty. Lista prezentów, które chciałabym dostać pod choinkę nigdy nie była zbyt długa i przeważnie dotyczyła rzeczy, których nie da się kupić za pieniądze. Los mi sprzyjał, bo nawet gdy byłam na samym dole, to odbicie dostawałam takie, że znowu spadałam na cztery łapy ;-) Teraz przydałyby mi się ze dwie łapy więcej, by stabilniej spadać bym mogła... a najlepiej, żebym sobie już tak wygodnie siedziała i tylko radość rozdawała, taka "przeterminowana" wróżka :-)dobróżka :-)
- I -  Imponderabilia świąteczne... tych w grudniu jest szczególnie wiele... to one … zielone igły, oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę, papier złocisty w białe bałwany z czerwonymi nosami, kolędy, pośpiech... ale też tęsknota za byłymi już grudniami, serpentyny, światła... ale też smutek gdy ktoś samotny w tym grudniu... nieuchwytne, niby widoczne, ale nie dające się zmierzyć i zważyć - emocje tworzą magię  takiego samego jak inne miesiące - miesiąca grudnia. Tyle, że naznaczonego przez Święta Narodzenia Dzieciątka małego... pogrzebania Starucha roku byłego i witanie nieznanej przyszłości.
- J - Jedzenie to ważny element grudnia... smakołyki dodatkowe z okazji świąt przygotowane, nieraz zupełnie ponad miarę. Przyjemność oka i brzucha jednocześnie... chociaż dla tego drugiego czasem owa rozpusta kończy się boleśnie. Ale najistotniejsze to, żeby te wyjątkowe potrawy jeść wspólnie z miłymi sercu osobami. Słyszałam gdzieś zdanie, że nie należy jeść zbyt dużo, bo bramy raju są wąskie :-) 
- K - Konflikty wcale nie pękają w obliczu świąt. Na tę chwilę bywają zasypywane... a nieszczere życzenia, bycie z ludźmi, których nawet się nie lubi, ale tak wypada... mierzi mnie ta obłuda ubrana w maskę miłości. I do tego Karp, który musi umrzeć, żeby sprawić innym przyjemność. W ciągu całego roku śmierć innych ryb w ogóle mnie nie zajmuje, ale ta jest niezwykle symboliczna i o jej ludzkiemu odbieraniu życia wiele się czasu poświęca w mediach... właśnie przed świętami. Smutna hipokryzja skądinąd radosnych świąt.
- L - Ludzie - bywają biedni, chorzy, bezdomni... w grudniu panuje tendencja do im pomagania... szlachetne paczki, specjalne prezenty, wspólne śpiewanie kolęd, ogólne zainteresowanie... datki, niezwykłe dodatki do ich "niezwyczajnego" przeżywania życia. A jest jeszcze styczeń, kwiecień, sierpień i inne miesiące... i gdzie ta troska, te teksty o szacunku, miłości, wspomaganiu... Oni żyją też w innych miesiącach i potrzebują światełek podczas całego roku. Grudzień ma w sobie hipokryzję jak żaden z miesięcy... udaje ciepło... gdzieś ma lipcowe zimno, które też potrafi być dojmujące.
- Ł - Łakomstwo - Zwłaszcza w grudniu przez tak wiele okazji staje się wręcz  nieposkromione, a potem  tylko narzekanie, że sukienki czy garnitury po prostu źle skrojone ;-) i do wymiany na większy rozmiar gotowe. Ja też jestem łakomczuchem tylko w innym wymiarze... jestem łakoma wciąż życia i do tego w słodkim, takim łasuchowym ujęciu :-))…  i pora roku nie ma tu żadnego znaczenia. Grudzień mnie nie zniechęca swoimi podsumowaniami, zimnymi wieczorami... cieszy, że znów  kolejnego udało się dożyć... i do dożycia następnego nakręca :-)
- M - Motywacja... początek  nowego roku może być dla niejednego motywacją do wprowadzania w swoje życie bardziej niż zwykle konstruktywnych zmian... Jeżeli nie mamy innej, to warto choćby ten moment wykorzystać, żeby coś dobrego dla siebie zyskać.
- N - (już było na początku ;-))
- O - Optymistyczny w zamierzeniu jest to czas i nie mam zamiaru nikogo zniechęcać do tych wszystkich przygotowań, radosnego oczekiwania... pragnę jedynie wykazać, że życie jest też po świętach i do każdego dnia tak się przygotowywać jakby to był ten najważniejszy, w którym trzeba postawić kropkę... 
- P - Pogoda ducha to najważniejsze czym możemy obdarzyć naszych gości przy stole. Od niej jak od niewidocznej szyby odbijają się wszystkie złe emocje i wtedy dobra atmosfera jest gwarantowana, i nikomu nic nie zaszkodzi... nawet łypiąca złowrogo teściowa ;-)
- R - Radość (z Nowego Roku)… z tego, że wszystko mija, jest dla mnie co najmniej niezrozumiała i dość osobliwa. Że mam się cieszyć, że starsza będę i krok mi bliżej do chwili straszenia facetów niż ich uwodzenia :-)) ? Uuuu ;-) Ten Świąteczny Dzień, to dzień reprezentujący przełom - uświadamiający przemijanie - z każdym takim dniem zmniejsza się odległość między tym dniem, a dniem naszej śmierci. Nie widzę powodu, żeby się cieszyć. W tym przypadku nieśpieszno mi do mety :-)
- S - Szczęście to nie tylko te dni, kiedy wszyscy siadają wokół jednego stołu, na którym na półmisku karp w galarecie i uszka w barszczu pływają... to również te wieczory gdy sami jesteśmy w domu, ale telefon dzwoni, a w nim troskliwy głos pyta: co u nas i czy może nam w czymś pomóc (?)
- T - Toasty - Wszystko co było odłożyć w niebyt i czcić toastem za przyszłość, za zamysł, że ma być dobrze. Przedwczesną uciechą gloryfikować, to co jest tajemnicą... to nierozsądne. Z drugiej zaś strony z optymizmem należy patrzeć w przyszłość, ale nie przekreślać wszystkiego byłego... kto nie ceni przeszłości nie jest godzien teraźniejszości i prawa do przyszłości.
- U - Udawanie... to pasuje do grudnia... jedni udają, że są mega dobrzy, inni, że jest im mega dobrze... jedni, bo tak wypada; drudzy, by kłopotu nie sprawiać. Bo to czas specjalny... jakby nic nie miało być potem.
- W - Wiara. Towarzyszy grudniowym świętom... to święta, które dają nam odwagę i wierzymy, że odtąd wszystko co złe, na dobre się obróci. I tak co roku pozytywnie się nakręcamy. Teraz tylko chodzi o to, żeby utrzymać się w tej wierze jak najmocniej i nie zwątpić, gdy nadejdzie słabsza chwila.
- Z - Ziarnko. Ziarnkiem piasku wśród innych ziaren piasku dni, nazwałabym Dzień Pierwszy Nowego Roku... może bardziej błyszczącym przez nadanie mu przez nas większego znaczenia... ale nic ponad to... 
- Ż - Życzenia, bo okoliczności specjalne są... biały obrus, świece płonące, jadła wszelakiego gałązkami świerkowymi ozdobione pełne stoły... do tego opłatek cieniutki, biały jak śnieg... wszyscy, wszystkim życzą jak najlepiej. Doprawdy? A dlaczego nie dzień wcześniej? Z własnej, niewymuszonej przez świąteczne, tradycyjne dni, w kalendarzu na czerwono zaznaczone... A może tak codziennie, jednej, nawet nieznanej osobie... przysporzyć uśmiechu, pomóc zupełnie bez powodu, a nie szlachetnym być z "Okazji"... Życzenia grudniowe to takie same słowa jak te w lipcowe czy sierpniowe dni... mają tylko inną oprawę. Nie ma w nich konkurencji. Za jednymi i drugimi szczerość musi iść.

i***
Kochani... Z Okazji Świąt i z Okazji każdego dnia tygodnia przed nimi i po nich... Codziennie Życzę Wszystkim Wam, którzy mnie czytacie, czasem tu zaglądacie, komentującym i obserwującym … życzę byście mieli odwagę w sobie i robili, to na co macie ochotę... to co kochacie... to co robicie najlepiej... dzielili się pięknem i dobrocią... nie utrudniali innym życia, bo nam inaczej się coś wydaje... śmiejcie się głośno i płyńcie z prądem... koncentrujcie na pozytywach. Bądźcie sobą... oddychajcie. Nie pozwólcie by ktokolwiek zepsuł Wam humor. Wszyscy zasługują na radość!




16:59:00

Świetny peeling drobnoziarnisty i ponownie polecam :)

Świetny peeling drobnoziarnisty i ponownie polecam :)

Dzisiaj post łączony - polecę Wam produkt dla mnie (a w sumie mojej córki Alicji) nowy, a także produkty wcześniej już bardzo dobrze nam znane... i przez nas zachwalane :) 

Zacznę może od tego, że drobnoziarnisty peeling Lirene z olejkiem z czarnej porzeczki zniewala swoim słodkim, owocowym, ale przy tym nie mdłym zapachu... Jest owocowo, a przy tym świeżo... słodziutko - prawdziwa magia dla zmysłu węchu :) Producent obiecuje, że z powodzeniem sprawdzi się w pielęgnacji każdego rodzaju skóry. 

To delikatny produkt, który w dużej mierze przypomina po prostu żel z peelingującymi drobinkami. Stosowała go przede wszystkim moja córa, która jest posiadaczką skóry mieszanej... i bardzo sobie ten produkt chwali. Obłędny zapach nie jest bowiem jego jedyną zaletą. Bardzo ładnie oczyszcza i wygładza skórę, pozostawiając ją lepiej nawilżoną i bardziej miękką w dotyku. 

Składnikami aktywnymi tego kosmetyku jest olej z czarnej porzeczki i kompleks hialuronowy. Obie z córką musimy z lekkim wstydem przyznać, że po tym produkcie spodziewałyśmy się raczej bubla niż produktu, do którego Alicja zamierza wracać... tym bardziej, że te powroty nie będą związane z częstym odwiedzaniem sklepów - zarówno tych stacjonarnych jak i internetowych. Peeling nie należy do najtańszych - za 75 ml trzeba zapłacić około 17 złotych, jednak często można trafić na niego w promocji... ale nawet ta informacja nie jest tak istotna w obliczu tego, że jest niesamowicie wydajny! Na umycie całej twarzy, szyi i dekoltu wystarczy zaledwie zużyć kroplę... no maksymalnie dwie :) 

Wspaniała wydajność i działanie! Bardzo, bardzo polecamy!




Maseczki peel off od Lirene stosowałam już dawniej... teraz do nich powróciłam... i znowu jestem bardzo zadowolona :) Moje odczucia się nie zmieniły, a do poznania tamtych... zapraszam Was tutaj: http://starakobieta-i-ja.blogspot.com/2017/12/maseczki-lirene-przeglad.html?m=1  Tam też przeczytacie o 9 innych maseczkach Lirene :) 
Ciekawe? Zapraszam!

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger