Usiąść wygodnie w fotelu z kubkiem dobrej kawy lub herbaty, w towarzystwie dobrej książki i pysznych placuszków z jabłkami (na te, przepis zdradzę Wam w najnowszym poście)... fajny moment dnia. Chwila dla mnie, podczas której mogę się odrobinę zrelaksować, zapomnieć o ciągłych walkach, które trzeba staczać każdego dnia... często naprzeciw ludzkiemu niezrozumieniu. Uwielbiam chodzić elegancko ubrana, z dopasowaną apaszką, pomponem przyczepionym przy torebce, buty także koniecznie pod kolor, ładnie podkreślające sylwetkę spodnie... lub ukrywające, to co dla postronnych widoczne być nie powinno (wystarczy, że niestety jest widoczne dla mnie ;)), jednak w domu wybieram wygodę. Wygoda u mnie nie równa się jednak powyciąganym dresom i spranym koszulkom - nawet w domu, siedząc w fotelu staram się wyglądać jak najlepiej... dla samej siebie, własnej satysfakcji, własnego dobrego samopoczucia i poczucia, że mogę być zadbana i ładna nawet jeśli nikt tego nie widzi. Między innymi z tego powodu trwa u mnie dalej w najlepsze moda na zestawy dresowe Femme Luxe... Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie tylko u mnie, bo moja córa Alicja też wynajduje wygodne opcje dla siebie :) Co więcej w ofercie sklepu pojawiły się także zestawy sweterkopodobne i wiele innych ciekawych ubrań, nie tylko tych dresowych / festival outfits :) Kuszą nas mocno... choć jednocześnie, w tym temacie mamy jeszcze pewne obawy co do jakości. A zwykłe dresy? Świetne jakościowo i już sprawdzone, więc ich asortyment w naszych szafach cały czas się powiększa :)
Czarny zestaw dresowy / Black Oversized Fleece Front Pocket Drawstring Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Susan - zamówiłam w wersji dla matki i córki, czyli dla mnie i dla Alicji. Bluza posiada kaptur i dużą kieszeń, a spodnie dwie kieszonki i ściągacze na dole. Mimo, że zestaw na stronie jest opisywany jako zestaw oversized... jest to najmniej oversizowy komplet jaki miałyśmy z Femme Luxe ;) Akurat w jego przypadku nie polecam brać dresu rozmiar mniejszego ;) Trzymajcie się swojej codziennej rozmiarówki :) W składzie znajdziemy 60% bawełny i 40% poliestru, czyli... jest naprawdę w porządku. Mięciutki, ładny odcień czerni... podoba nam się! Choć Ala żałuje, że nie wzięła rozmiar większego ;)
Szary zestaw dresowy / Grey Boxy Cropped Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Cailleigh - odrobinę bardziej wymyślny zestaw, w pięknym szarym kolorze ;) Z przodu spodnie posiadają swego rodzaju prążkowanie. Bluza jest krótka, z możliwość seksownego ściągnięcia, aby odsłonić pępek... jednak nie zawsze jest to konieczne, ponieważ spodnie posiadają wysoki stan. Standardowo mamy kieszonki przy spodniach i ściągacze na dole :) Ten zestaw posiadam także w kolorze czarnym i bardzo sobie chwalę :) Jego plusem jest na pewno także skład - 65% bawełny i 35% poliestru. Mięciutki i baaaardzo wygodny :)
Ciemnoszary zestaw dresowy / Charcoal Oversized Front Pocket Pullover Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Alexia - dres w kolorze węgla drzewnego? Trudno określić jego kolor, więc ja napiszę po prostu, że to taki ciemnoszary / brudny kolor ;) Ten dres jest bardzo oversizowy, więc nawet zamówienie go w rozmiarze mniejszym niż ten noszony standardowo nie powinno stanowić żadnego problemu. Tu także mamy do czynienia z produktem składającym się w 65% z bawełny :) Wygodna bluza z kapturem oraz spodnie z dwoma kieszonkami. Oversizowy krój... zakryje wszystko ;)
Z tych trzech pokazanych Wam powyżej dresów... moje serce najbardziej podbił ten szary, ze ściąganą bluzą / grey loungewear ;) To chyba kwestia jego koloru. A co znajdzie się w moim kolejnym zamówieniu? Kuszą mnie nadal wszelkie zestawy / co - ord set, jestem nawet skłonna przemyśleć kwestię jakiejś obcisłej sukienki / bodycon midi dress, jednak co jest pewne... nie ujrzycie u mnie seksownych body czy obcisłych bluzeczkach / milkmaid top, ale mam nadzieję, że nie będziecie mi miały tego za złe ;)
Pozdrawiam Was gorąco i życzę jak najwięcej okazji do wychodzenia z wygodnych dresów i wkładania na siebie seksownych sukienek ;)
Wstyd, różne ma oblicza. To uczucie, wartość, "bezwartość" również. Zależy jak się na wstyd spojrzy i kogo oraz czego dotyczy. Każdy człowiek raz, a może więcej doświadcza uczucia wstydu za siebie, za innych... bywa, że wstyd zmienia jego życie i do końca jest też w nim obecny. Tak samo kobieta, mężczyzna, dziecko, czy młodzież wstydu doświadcza. Czynniki są zależne od sytuacji i ludzi, którzy w niej uczestniczą. O wstydliwych sprawach nie lubimy mówić, wracać do nich, rozpatrywać na wiele sposobów. Najczęściej chcielibyśmy po prostu zapomnieć. A przecież przeżycie wstydu, choć nie jeden raz narusza naszą godność, poczucie bezpieczeństwa, to potrafi też być doświadczeniem dającym dobrą nauczkę i będącym niezwykle ważnym dla naszego przyszłego życia. Z każdego wstydu można, należy wyciągnąć coś dla siebie dobrego. Nie zawsze to musi być dla nas hańbiące czy poniżające. Tak więc gdy doszliśmy już do tezy, że doznany wstyd może mimo swej bolesności być istotną dla nas nauką, rozpatrzmy wszystkie (mniej więcej wszystkie ;-)) jego wymiary... tej emocji, która potrafi odebrać nam pewność siebie, więc tak ważne jest by się z nią dobrze zaznajomić.
WSTYD hańbiący (infamia)
Ten wstyd bierze się z tego, że uczyniliśmy coś bardzo, bardzo złego i nie tylko my sami o tym wiemy, ale ludzie skrzywdzeni i Ci, którzy się o naszych czynach dowiedzieli - uznali nas za niegodnych. Tym sam zhańbiliśmy nasze dobre dotychczas imię.
WSTYD z powodu blamażu
Pojawia się wtedy, gdy jakąś reakcją, zachowaniem nieodpowiednim, się wygłupimy. A tego cofnąć się nie da i w pamięci nie tylko naszej pozostanie. Tak więc warto zważać na słowa i zachowania, nim się ośmieszymy i skompromitujemy. Najpierw myśl, później czyń :-)
WSTYD z powodu skrępowania
Najczęstszy jest wtedy, gdy musimy odkryć swoją prywatność tak bardzo skrywaną... rozebrać się do badania u lekarza. Pozwolić mu "wejść" w naszą intymność. Nie dla każdego jest to komfortowa sytuacja.
WSTYD z powodu upokorzenia
Gdy ktoś ogląda nas w sytuacji dla nas niewygodnej i bezsilność łapie za serce. Odczuwamy poniżenie. Nic nie możemy uczynić, by odwrócić tę sytuację. Nasza godność zostaje znieważona. Wtedy też gdy się staramy, a nikt naszego starania nie zauważa, to też czujemy się upokorzeni i zawstydzeni, że daliśmy się tak wmanewrować.
WSTYD z powodu niewiedzy
Jesteśmy w większym gronie, konwersacja rozwija się pięknie i nagle dostajemy pytanie. Nie znamy na nie odpowiedzi. Choć odpowiedź jest ogólnie dostępna i dzieci z podstawówki wiedzą takie rzeczy. Nasze dyletanctwo nie ma usprawiedliwienia. Tu trzeba umiejętnie wyjść z sytuacji, czy to żartem, czy zmianą tematu. Niesmak raczej pozostaje.
WSTYD z powodu utraty niezależności
Spowodowanej stratą możliwości finansowania się samemu, czy też choroby nie pozwalającej na samowystarczalność jeśli chodzi o zwykłe, codzienne czynności. To wstyd bardzo dojmujący, przejmujący i smutek w życie wprowadzający. Zwłaszcza dla osoby przez całe życie aktywnej, to współczucie, którego doświadcza od innych pomagających mu w trudnej sytuacji osób, jest bardzo... bardzo deprymujące.
WSTYD spowodowany nieśmiałością
Wstydzimy się okazywać nasze uczucia, wstydzimy się zadawać pytania i oczekiwać odpowiedzi, wstydzimy się wypowiadać przed ludźmi, wstydzimy się prosić, wstydzimy też przepraszać, wstydzimy się przebaczać, wstydzimy się walczyć po prostu o nas.
WSTYD za innych
Tego wstydu ostatnio za wiele. Brak mi słów. Tu każdy swoje może swoje racje wypowiedzieć.
WSTYD z powodu wyglądu
Nie powinniśmy takiego wstydu odczuwać, bo byłoby to dla nas emocją zgubną. Wstydem prawdziwym jest niekochanie siebie. Nie po dostaliśmy dar życia (nie z każdej komórki jajowej miało szczęście powstać życie ;-)). Nie tego oczekiwali od nas nasi rodzice ;-)
WSTYD toksyczny
Wynikający z myślenia o sobie, jako kimś gorszym, niewartościowym. Wstyd, gdy wypieramy się siebie. Żyjemy zestresowani. Udajemy kogoś innego niż jesteśmy, żeby ukryć swoje prawdziwe ja nie tylko przed innymi, ale najgorsze, że przed samymi sobą. No i depresja gotowa. Ten toksyczny wstyd, że nie jesteśmy tacy jak wymaga od nas szkoła, uczelnia, szef, najbliższa rodzina... że nie potrafimy podołać nałożonym obowiązkom w sposób nas satysfakcjonujący... ta presja powoduje, że narasta w nas konflikt wewnętrzny. Od tego droga bliska do uzależnień od alkoholu, leków i jeszcze dalej. A warto sobie zaufać, polubić swoje wnętrze takie jakie jest. Pożyć bez napinania, na luzie większym. Świat nie rozpadnie się od tego, że będziemy w czymś gorsi, nie zdamy jakiegoś egzaminu, popełnimy niezręczność jakąś. Naturalnym jest aby znając swoje ograniczenia, zaakceptować je dla naszego zdrowia psychicznego. A co za tym idzie fizycznego. A rumieniec naszą twarz oblewający, może być uroczo zniewalający :-)
WSTYD pozytywny
Taki wstyd gdy mamy go z poczucia winy, braku odpowiedzialności, braku odwagi w trudnej sytuacji - ten wstyd nie podcina skrzydeł, tylko informuje, że niechcąco, bezmyślnie czasem... popełniliśmy gafy, a czasem czyny niezgodne z naszym sumieniem, wyznawanymi wartościami, sprzecznymi z zasadami ogólnymi i? I powinniśmy wyciągnąć wnioski na przyszłość, by nie powtarzać tych samych wstydów.
WSTYD fałszywy, udawany
Gdy ktoś udaje, że się wstydzi swojego zachowania, a tak naprawdę, w duszy gra mu duma i zadowolenie. A wszystko po to, żeby ukryć swoje prawdziwe myślenie i jeszcze zrobić dodatkowo dobre wrażenie. Nazwałabym to dodatkowo tchórzostwem (lecz to temat na inny raz).
POSTAWMY NA:
Szczerość, asertywność, otwartość, tolerancję, radosny stosunek do siebie i ludzi... a wtedy, te najczęściej też wyniesione z domu poczucia wstydu np. dotyczącego nie najwyższego statusu ekonomicznego, czy pochodzeniowego przestaną nami kierować i zatruwać nasze życie. Oczywistą też prawdą jest, że jeśli w dziecku jeszcze małym obudzimy jakieś nieistotne poczucie wstydu, że jest grube, nieładne, nie dość w czymś dobre - to przerodzi się ono, w obniżone poczucie wartości własnej. I dzieje się tak jak wcześniej przedstawiłam. Rozmawiajmy o wszystkim, a nie najemy się wstydu i innych przed nim uchronimy. Wierzcie mi, wiem o czym mówię!
WSTYD - TEMAT WSTYDLIWY* Wstydów codziennie ludzie doświadczają wielu. Szeroka jest ich paleta. Nie sposób wszystkich wymienić. Ważne, żebyśmy tak żyli, byśmy na końcu swojej drogi (w podsumowaniu) swego całego życia się nie wstydzili :-))
Leżę w łóżku, zza firanki przedziera się słonko wczesne - poranne. Narzucam kołdrę na głowę. Nie chcę słonka, jeszcze ruszać się w ogóle... nie chcę. Obrażona jestem. A raczej przerażona? Ze strachu, że jak się podniosę, to ciężar mojego myślenia znowu zawróci mi w głowie, a ta znowu zacznie boleć. Najpierw stopniowo, pomalutku, nawet nieśmiało, dając nadzieję, że dzisiaj będzie inaczej. I ja się na to nabieram i wstaję, wdzięcznie dziękując, że znowu na swoim koncie odnotowuję sukcesik - obudziłam się i żyję. Lecz jaki sens to moje życie ma, jeśli nie mogę wykorzystać go do cna? A nie mogę, bo mój ból jest jak rzep bardzo wysokiej jakości, który przywarł do mnie. Rozgościł się na dobre i nie ma dla niego mocnego, co by zabrał jego. Jaki sens ma moje życie, kiedy nie mogę robić tego co chcę, pomóc też nie mogę nikomu, bo sama jestem w tym bagnie niemocy i nawet sił już krzyczeć nie mam: chcę jeszcze coś uczynić, co pozostawiłoby ślad, że tu byłam i coś czyniłam. A tak? Nic! Toczę się jakoś bez powodu, innym tylko dostarczam zawodu. Choć oczywiście zaprzeczają temu ;-) każdego dnia. Wyczuwam już zmęczenie z ich strony... dzisiaj ja, to nie ta sama ja. Żyję i jakoś dotrwać muszę do końca, choć chciałabym to uczynić na swoich zasadach ;-) Obawiam się jednak, że będzie zupełnie inaczej. Myśli kłębią się na różne sposoby.
Tak dywagując pod tą kołdrą przysłonięta, odważam się jednak i jedną nogę wyciągam, potem drugą głowę potarganą odsłaniam i całość sadzam na łóżku. Super. Progres jest :-))
Rozglądam po pokoju, a raczej omiatam wzrokiem kolejne sprzęty, obrazy na ścianach i kwiaty gdzieniegdzie, stolik zawalony lekami, tu szklanka z niedopitą herbatą, tu jabłko nadgryzione, otwarte pióro wieczne i zamazana atramentem kartka... ależ bałagan. Nasłuchuję radia, które zawsze o tej samej porze włączam będąc w śnie najgłębszym... nasłuchuję, jaki to dzień, co znowu na świecie się zdarzyło i w kraju, który tak bardzo mnie rozczarował. Ale cóż... nie opuszczę go, tylko dlatego, że zwariował. Z domu wyniosłam troskę, by nie zostawiać nikogo w potrzebie. Teraz ja sama jestem na rozdrożu... walczę o siebie różnymi metodami. Spotykam się z ludźmi (specjalistami medycznymi) i oni (nie wszyscy na szczęście ;-)) ku memu kolejnemu rozczarowaniu, mają mi to za złe (?) albo nie chce im się, albo mają mnóstwo innych zajęć plus to, że nie wiedzą być może... jak mogą mi pomóc, bym mogła jeszcze coś dobrego uczynić na tej ziemi, skoro jeszcze pobieram na niej tlen ;-) Szukam wzrokiem pilota. Naciskam czerwony przycisk.
WŁĄCZAM TELEWIZOR
Spoglądam na wyciągniętą rękę trzymającą pilota, która wygląda jak nierównomiernie rozłożona wata cukrowa na krzywym patyku ;-) Nie ma to jak podnieść się od rana na duchu ;-) Dobra. Chowam pod kołdrę. Zapominam ;-)
Włączam telewizor i wpadam na reklamę "Planuję długie życie, więc to i to..." Ale traf :-) Ja też planowałam długie życie i dalej planuję... mam chęć niepoddawania się. Choć nikt mi tego nie ułatwia, jak obiecują reklamy. Sama czuję, że jestem potrzebna. Może nie tak jak inni, Ci z pierwszych stron gazet. Ale dla swoich najbliższych, którzy każdego dnia mi udowadniają, że tak jest. Choć moje odczucia, zwłaszcza te z pozycji horyzontalnej... są daleko inne. Że więcej ze mną kłopotów niż przyjemności... jeszcze bardziej ciągną mnie w dół, a raczej wpychają do łóżka i potęgują smutek, że nie jestem już taka, jak niedawno jeszcze :-( Tak naprawdę to nie mam wielkich wymagań... pragnę by mnie nie bolało. Bym nie czuła, że mam narządy jakiekolwiek, bym skupiona mogła być na tym, że zima tak piękna, że naprzeciwko mieszka piesek Fiona, który mnie bardzo polubił. Że mam wokół kilka osób, które potrzebują rozmowy ze mną i brakuje im mojego poczucia humoru, mojej chętki do wygłupów, mojego wsparcia, wysłuchania. Ech...
JA TO WIEM, A JEDNAK...
Noszę w sobie cierpienie, którego na zewnątrz nie widać. Bo ja cierpię w swoich czterech ścianach. Gdy wychodzę, nawet gdy przez moją głowę przechodzi metalowa szprycha, która obraca się wkoło, to ja zęby zagryzam. Teraz to łatwo wychodzi, bo maseczka te usta zakrywa ;-) A smutek w oczach zakrywam okularami. Jeszcze do tego zaparowanymi :-)) Odwalona jak do kościoła, nie zapominam wszystkiego do siebie dopasować, tak by sprawić wrażenie... och jaka ona elegancka, ona to szczęściara jest urodzona... Nigdy nie lubiłam obnosić się ze smutkiem. Jak powtarzała Babcia moja kochana... "po co ludzi cieszyć, że Ci gorzej coś idzie. Zawsze chodź z wysoko podniesioną głową". Co by nie powiedzieć, to jestem szczęściara (są tacy co z pewnością mają gorzej). Mnie niczego nie brakuje, wszystkiego mam wręcz za dużo :-) No i tego bólu też dużo, och... o wiele za dużo, choć wielką granicę mam tolerancji. Mam mu za złe, że tak ogranicza mnie. A ja człowiek czynu jestem... No, ale cóż ;-) Poza tym, to wszystko dobrze jest. Moje cierpienie nie ma smaku, nie ma zapachu, barwy, nie da się go opowiedzieć. To tylko ciężar, który w każdej mojej komórce ciąży. Przychodzi ten moment (przewiduję, że każdy tak ma), kiedy nie można się pozbierać, a najbliżsi Ci mówią, że to przejdzie, będzie dobrze, że już jutro świat się odmieni. I tak czekam... jeden dzień, drugi, trzeci... sto szósty... następny, mijają miesiące... i jest coraz gorzej. Hmm? Zastanawiam się. Wyłapuję te najlepsze chwile, naciągam na sznureczek, i? I on ciągle za krótki jest bym włożyła go na szyję i z radości zatańczyła, że nie jest tak źle, że będzie znów dobrze. Inaczej, ale dobrze :-)
NISZCZY MNIE...
Niszczy mnie to udawanie, ta wiara, że wszystko będzie dobrze... gdy ja czuję, że jest inaczej. Czasem płaczę, ale nie wszystko da się wyrazić płaczem... chyba tylko rozpacz z bezsilności. Przeszłam przez swoje życie przez wiele smutków. Wyciągałam też innych z tych bagien niemożności, niewiary. Teraz jest inaczej, czuję, że tonę, ale ciągle mam nadzieję, że wypłynę na wierzch... że jakoś ten ból wypielę, że odbiję się od dna. Tylko, że przychodzi wieczór, albo ranek, bo to nigdy nie wiadomo, kiedy śruba zacznie metalowa w moim organizmie znów harce urządzać.... i kolejny raz czuję się jak topielec, który nie może złapać tchu, stopami dotyka dna. Oooo... udało się odbić... uff...
TO NIEPRAWDA
To nieprawda, że cierpienie kształtuje i wzmacnia ludzi. Cierpienie zmienia ich osobowość, odstręcza od innych, zmienia odbieranie świata. Z entuzjasty, pasjonata, optymisty stajesz się obojętny. Jest Ci wszystko jedno. A obojętność, to jest poddanie się. Człowiek, który nie stawia czoła cierpieniu, taki człowiek poddaje się, nie akceptuje swojego życia. W końcu ucieka przed nim. Dolegliwości psychiczne przy bólu, to dodatkowe udręczenie. Ich intensywność niekiedy jest tak wielka, że łączy się i przeradza w dodatkowe dolegliwości fizyczne. Koło się zamyka. Jeśli chce się jeszcze żyć, trzeba je otworzyć. Do tego potrzebna jest motywacja. To mogą zrobić najbliżsi ludzie i wydobycie z siebie energii własnej. To trudne, ale nie niemożliwe.
JEST WSKAZÓWKA
Mój smutek i cierpienie daje mi sygnał, jest informacją dla mnie, że muszę podjąć decyzję... walczyć czy umierać? Walczyć wbrew całej "armii" ludzi, dla których Covid jest tylko ważny i tylko młodzi, i piękni ludzie? Czy poddać się walkowerem?
Dla nikogo nie jestem tak ważna, jak ważna jestem sama dla siebie. Nie mogę też zawieść bliskich mi ludzi :-), a innym chętnie dać przy okazji prztyczka w nos ;-) Dlatego pokonam te mury ignorancji, braku empatii, obojętności i lekceważenia, i??? Będę walczyć, puszczając mimo uszu nieprzyjemne uwagi, ironiczne spojrzenia... pokonując obojętność. Spokojne zasypianie, odłożę na później ;-)
KTO JAK NIE JA :-))))
Osiągnie zwycięstwo i sprzęgnie relację mojego ciała z moim umysłem tak, że uzyskam równowagę i ona pozwoli mi pokonać mój BÓL. Po takim doświadczeniu, stworzę na nowo swój świat, odnowię i wzmocnię obszary, które dają mi szczęście. Odkryję nowe źródła radości i nigdy już nie będę udawać radości, skrywając pod nią smutek. Bo smutek też może być optymistyczną inspiracją. Tylko trzeba go wytłumaczyć.Umieć go przedstawić i nie bać się otwarcie o nim mówić. Mam wolę życia i będę jej bronić. Nikt mi jej nie zabierze, tak jak mojej godności - przyrodzonej, niezbywalnej, nienaruszalnej.
SENS ŻYCIA
Sens życia, to zagadka. Każdemu życie daje co innego. Ale prawda jest taka, że życie daje nam tyle, ile potrafimy z niego wziąć. Jest w naszych rękach. To największy dar losu, który bez względu na okoliczności trzeba doceniać i brać z niego z wielką odwagą jak najwięcej. Gdy przychodzi ból i nieszczęście, to jest ten moment żebyśmy się przyjrzeli własnemu życiu, zastanowili, co możemy jeszcze zrobić by zatrzymać je jak najdłużej. Do tego w ten sposób, żeby nas zadowalało, bez względu na okoliczności. "Celem nie jest żyć wiecznie, lecz zostawić zostawić coś, stworzyć, co będzie żyło wiecznie". Czuję, że moje ma sens. Każdy ma prawo do słabości. Słabość wbrew pozorom może być trampoliną do odbicia się w dobrą stronę. Ja to wiem!
W ostatnim poście dotyczącym ubrań z Femme Luxe odgrażałam Wam się, że to jeszcze nie koniec mojej przygody z dresami pochodzącymi z tej strony. Tak jak zapowiadałam... tak też zrobiłam i przy najbliższej okazji w nowe zestawy dresowe (możliwe do znalezienia np. w zakładce loungewear, knited loungewear, ribbed loungewear i ladies loungewear) się zaopatrzyłam :) W dodatku... jeszcze bardziej udane niż te poprzednie... tylko z rozmiarem coś nie wycelowałam :)
Femme Luxe to strona / marka, z której produktami trzeba uważać... jeśli chodzi o ich rozmiary - warto zaglądać do tabeli rozmiarów i pamiętać, że rozmiar rozmiarowi (w przypadku np. sukienek i dresów) nierówny ;) Na przykład jeśli zdecydujecie się zamówić jeden z oversizowych zestawów dresowych... warto wybrać mniejszy rozmiar niż ten, który nosicie na co dzień. Z własnego doświadczenia wiem, że wybór "swojego" rozmiaru skończył się tym, że mimo wszelkich kwestii dotyczących ubrań oversize... te okazały się za duże, nawet mając na uwadze ten fakt ;) Bogatsza o tę wiedzę... następnym razem będę składała bardziej udane (pod moim kątem) zamówienia ;)
W dresach Femme Luxe bardzo podoba mi się to, że są dobre jakościowo i niezwykle mięciutkie. W ich składzie możemy znaleźć aż 65% bawełny... co w moim odczuciu jak na tego typu ubrania - stanowi dość duży procent :)
Ale koniec tych wstępniaków... przejdźmy do konkretów i dresów oglądania :)
Czarny zestaw dresowy oversize / Black Oversized Front Pocket Pullover Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Alexia - bardzo wygodna bluza z kapturem i dużą kieszenią oraz spodnie typu joggers (na stronie znajdziemy również np. różowe / pink joggers), z kieszeniami oraz swego rodzaju mankietami na dole :) Spodnie posiadają wysoki stan, więc nie ma problemu, żeby zmieścić w nie nawet najbardziej oporny brzuszek... ;) Całość jest naprawdę oversize - żałuję, że nie zamówiłam mniejszego rozmiaru, bo ten zestaw jest naprawdę świetny. Bardzo wygodny, dobry jakościowo, gdyby był rozmiar mniejszy... bez żadnych skrupułów paradowałabym w nim po ulicy ;) A tak... pozostaje mi cieszyć się nim w domowych pieleszach :) Bardzo go lubię i często noszę :)
Zestaw dresowy oversize w kolorze kamienia / cappuccino? / Stone Oversized Front Pocket Pullover Hoodie Cuffed Joggers Loungewear Set - Alexia - ten sam zestaw co powyżej, z tym, że w kolorze cappuccino (?). Przepiękny kolor! Dres poszedł dalej w świat, ponieważ szkoda mi tak pięknego zestawu po domu, a i ten okazał się za duży. W miarę możliwości zamówię jednak jeszcze jeden taki sam - z tym, że w mniejszym rozmiarze. Kolor mnie do tego zdecydowanie zachęca!
Szary zestaw dresowy oversize / Grey Oversized Crew Neck Sweatshirt Cuffed Joggers Loungewear Set - Averi - oj zaszalałam z tymi kompletami oversize... ;) Jak poprzednie dwa i ten mógłby być w moim przypadku co najmniej rozmiar mniejszy :) Ten delikatnie odstaje od dwóch poprzednich (jest też na stronie tańszy), ponieważ jest po prostu inny. Bluza nie posiada kieszeni ani kaptura, które tak mnie ujęły w poprzednim modelu. Jej plus stanowi za to okrągły dekolt. Spodnie mają wysoki stan, mankiety i kieszenie :) Taki dresik prezentuje się mniej wyjściowo, ale nadal jest bardzo wygodny i zdecydowanie niejednej osobie się spodoba. Mi się podoba!
Dresy z Femme Luxe zdominowały tę kategorię ubrań w mojej szafie - i nie żałuję :) Dobra jakość, wygoda... fajnie chodzić nawet po domu nie tyle w wyciągniętych legginsach, co mniej lub bardziej eleganckich dresikach :) Femme Luxe w ten sposób moje pragnienia dotyczące stroju domowego (dostępnego np. w dziale knitted co-ord) zaspokaja :) Choć nie powiem... ich sukienki, np. te seksownie opinające ciało / bodycon dresses oraz body/black bodysuit także bardzo lubię, jednak przy kolejnym zamówieniu... zostanę chyba wierna dresom ;) Taka dresiara lekka się ze mnie robi ;)
- Wiek - między trzydzieści parę a sto lat, a nawet więcej
- Kolor włosów i waga - ... kobiety zmienne są ;-)
- Wykształcenie - różne
- Doświadczenie - od przeżyć własnych zależne
- Zawód - jaki tylko można sobie wyobrazić, bo kobiety żadnej pracy się nie boją
- Zalety i wady - jak u każdej kobiety
- Zainteresowania - indywidualne
- Umiejętności nabyte i wrodzone - jak u każdego człowieka
- Różnica między kobietą Babcią, a kobietą "nie Babcią" jest taka jedynie, że ta pierwsza ma wnuki, a ta druga ich nie posiada ;-) Obie są kobietami, tylko kobieta Babcia ma wokół siebie dodatkowe osoby - dzieci swoich dzieci. I to zagadka cała, kto to jest Babcia... zazwyczaj kochana i bardzo pożądana.
ROLA BABCI
Najczęściej Babcia stanowi spoiwo całej wielopokoleniowej rodziny. Taka była moja Babcia Marianna, z którą udało mi się przeżyć 31 swoich lat. Babcia Anna odeszła gdy miałam niespełna 4 latka, ale dobrze ją pamiętam. O obu pisałam już w poprzednich latach, więc teraz nie będę się powtarzać (tutaj i tutaj). Babcia Marianna, zwana Marynią, była moją przyjaciółką. Miałam z nią niesamowitą relację głębokiego porozumienia. I dumna z tego byłam bardzo, bo to osoba wyjątkowa była, której cała rodzina bardzo się słuchała. Wszystkie ciotki dalsze i bliższe oraz ich dzieci, przyjaciele... wszyscy z wielkim szacunkiem do niej się odnosili i po porady przychodzili. W kwestiach przeróżnych. Zazdrosna byłam o moje kuzynki dwie i kuzynów dwóch, co to od synów Babci byli. Ale zupełnie niepotrzebnie, bo ja córka Stefki, córki Babci - odczuwałam, że byłam wyróżniana, ale zawsze mi jakoś serce drgało, gdy Babcia do nich wyjeżdżała, a mnie na ten czas opuszczała. Dąsałam się wtedy bardzo, bardzo... Jej rola w kształtowaniu mnie była nieoceniona. Pokazywała mi tyle rzeczy, na tyle spraw zwracała uwagę, w tylu problemach pomagała i zawsze, zawsze była wyrozumiała.
A JA?
Jestem babcią czworga wnucząt... trzy dziewczyny i jeden chłopiec. Gdy najstarsza wnuczka Marysia przyszła na świat, to moja najmłodsza córka miała sześć lat. Byłam wdową, musiałam pracować i małym jeszcze, swoim dzieckiem się zajmować. Nie było specjalnie czasu na wykonywanie babcinej roli... przede wszystkim byłam samotną mamą... Potem jeszcze raz wyszłam za mąż. Układanie nowej rodziny dla mojej wówczas 9-letniej córeczki, też zabrało mi czas. A on mijał, mijał, mija ciągle... wprowadza zmiany. Teraz najmłodsza moja córka też będzie mieć córeczkę. Już ją nazwała. Będzie Dorotka :-)) To bardzo, bardzo wzruszające dla mnie, że moją imienniczką będzie.
Mam nadzieję, że gdy na świat zawita ta mała istotka, to ja, która nie mam już żadnych zobowiązań podobnych do tych z czasów gdy Marysia, Kubuś, Karolina, Liliana byli mali... będę mogła dać jej daleko więcej. Bardzo bym chciała.
Zależy to jednak od stanu w jakim będę, bo chwilowo najbliższym bez przerwy moim towarzyszem jest Pan Ból, który jest zatwardziały cholernie. I nie pozwala mi na wiele, choć bardzo bym pragnęła, marzyła i sobie gorąco życzyła, by szlak go trafił i ten uwolnił mnie z uwięzi. Jeśli tak się zdarzy w co gorąco wierzę, to ja chętnie, nie wtrącając się zupełnie... w procedury rodzicielskie... pokażę, przekażę małej Dorotce, to co w duszy Starej Dorotce gra jeszcze.
Chciałabym by czuła, że jest kochana.
JAKĄ CHCIAŁABYM BYĆ DLA NIEJ BABCIĄ?
Taką, przy której będzie czuła się bezpiecznie. Pragnęłabym pokazać jej jak być wolnym człowiekiem nie przekraczając pewnych zasad i norm. Nauczyłabym ją śmiechu, poczucia humoru, miłości do natury, do książek czytania, pięknego rysowania... Być dla niej jak Babcia Marynia dla mnie była. Opowiedziałabym jej historie z mojego życia, uczuliła na to, by miała szacunek dla ludzi, wytłumaczyła jaką wartością jest przebaczenie i pogodzenie się z ludźmi...
WIADOMO
Wiadomo, że najczęściej oczekiwania rodziców, dziecka, babci, różnią się od siebie. Wiem o tym z opowiadań innych rodziców, czy dziadków. Wiem jak było u mnie gdy ja mamą byłam, a moja mama babcią, a Babcia Marynia zdążyła jeszcze prababcią być dla moich dzieci. Niestety najmłodsza córka takiego szczęścia nie miała. Nie znała żadnej swojej babci, ani prababci tym bardziej. Umarły niestety. A tak bardzo jej, której tato zmarł przedwcześnie, tej babci brakowało.
Tak więc z mianowania, babcią jej została - teściowa mojej starszej córki. Pokochały się bardzo, z wzajemnością zupełną. Babcia Róża jest z Alicją, a Alicja z Babcią w ciągłym kontakcie. I to radość dla obu jest wielka. Nie wtrącam się w ich relacje. Teraz Alicja, już dorosła kobieta dokonuje swoich wyborów i ocen. Wiem, że mogę na niej polegać, tak jak przybrana Babcia może też na niej polegać. Wynika to z tego, że wyniosłam z domu rodzinnego, ze swego doświadczenia, że najlepiej się dzieje wtedy, kiedy Babcia nie ingeruje w osobny byt rodzinny syna czy córki. To powinno być ciało doradcze, ale działające według wytycznych rodziców. Swoje dzieci babcia już miała i wtedy mogła się wykazać, a teraz powinna tylko wspomagać. I to wtedy, gdy jest o to poproszona wyraźnie. To rodzice pełnią kierowniczą rolę i narzucanie im swoich rozwiązań jest wielkim złem.
BABCIA TO CZŁOWIEK
Kamienny spokój i brak wtrącania się. Cały ciężar opieki nad dziećmi powinien być położony na barkach rodziców. Babcia, to pogotowie w sytuacjach trudnych, a nie praca w pełnym wymiarze czasu pracy, bez urlopu, bez przyjemności. Babcia to człowiek, który ma swoje życie i to do jej życia powinno się towarzystwo dopasować, skoro zdecydowało się na dzieci, a nie odwrotnie. Babcia ma prawo do dysponowania swoim czasem i ma prawo do swojej osobistej aktywności czy to fizycznej czy intelektualnej, towarzyskiej i tak dalej.
Jeśli babcia zechce, a rodzice się zgodzą, to może i to i tamto. I gdy rodzice zechcą, a babcia się zgodzi, to może i to i tamto. Nie inaczej.
Najlepiej by babcia dbała o siebie, by jak najdłużej mogła przytulać, pocieszać swe wnuki, podziwiać kiedy trzeba... Cały czas powinna się rozwijać by nadążyć, na bieżąco być ze współczesnym światem i swą wiedzą, doświadczeniem obronić przed złymi okolicznościami. Nie chcę być babcią, która indoktrynuje, wszystko wie najlepiej. Chcę być babcią godną zaufania, która jednocześnie jest barwnym motylem i wesołą wróżką, która pięknie maluje i pokazuje co piękne, ostrzega przed tym co ohydne... kocha miłością bezwarunkową, ale nie ograniczającą, nie narzucającą się.
ŻYCZENIA
Wszystkim Babciom życzę, by będąc babciami nie zapominały o sobie, dbały o swoje zdrowie by dzieci ich dzieci jak najdłużej mogły brać z nich to co dobre, a to co złe wziąć za przykład, aby w swoim życiu błędów Babci nie powtarzać :-)))
Opowiadałam Wam już nieraz o zestawach dresowych / loungewear z Femme Luxe, które świetnie się u mnie sprawdzają - nie tylko jako strój po domu, ale także outfit, w którym mogę szybko wylecieć po zakupy :) Jednak... nie tylko w dresach / lounge set człowiek paraduje, więc postanowiłam zaopatrzyć siebie i córkę w kilka sukienek :) Jedną z nich już widziałyście wcześniej, ale to krój... którym uwielbiam obdarowywać koleżanki :)
W moim zamówieniu znalazły się jednak również nowości :) Jak wiecie dostaję te ubrania w ramach współpracy blogowej, ale nie wpływa to na moją opinię na ich temat - zresztą o wpadkach jak dużo mniejsza jest sukienka niż głosi rozmiar, wycięta metka itd... także zawsze Wam opowiadam :)
Beżowa sukienka na jedno ramię / Beige One Shoulder Ruched Slinky Midi Dress - Savannah - marszczona sukienka midi na jedno ramię, w kolorze beżowym... w sumie to taki kolor cappuchino. Naprawdę piękny! Fakt, że sukienka posiada tylko jeden długi rękaw sprawia, że szczególnie korzystnie będą w niej wyglądały kobiety z ładnymi ramionami. Sięga za kolano, jest obcisła, jednak marszczenie na dole sprawia, że nie uwypukla ewentualnych fałdek. Klasyczna, piękna, przewiązywana w talii paskiem... uwielbiam ten kolor :)
Biała (a raczej śmietankowa) sukienka na jedno ramię / White Belted One Shoulder Jumpsuit - Evelyn - siostra bliźniaczka sukienki powyżej i historia z nią jest podobna :) Z tym, że... mimo, że opis na stronie głosi, że to kolor biały - ja nazwałabym ją sukienką w kolorze śmietankowym lub złamanej bieli :)
Klasyka już u mnie, czyli opinająca sukienka z bufiastymi rękawami, w kolorze khaki / Khaki Belted Bodycon Midi Dress - Angelica - piękny krój, długość za kolano, bufiaste rękawy, które ukryją niedoskonałości wymiarowe ręce, (tę akurat moim zdaniem warto zamawiać jeden dwa rozmiary większą - szczególnie czynić tak powinny panie z obfitszymi biustami :)) To co bardzo mi się w niej podoba to to, że możemy ją opuścić w celu odsłonięcia ramion... a te nawet panie z największymi w obwodzie rękoma - mogą mieć piękne i zgrabne. Klasyka i seksapil w jednym. Naprawdę fantastyczny krój, z paskiem w talii :)
Czarna obcisła sukienka na ramiączkach / Black Ruched Midi Bodycon Dress - Taylor - klasyczna czarna sukienka na ramiączkach, z marszczeniami. I tutaj mamy długość za kolano - czyli moim zdaniem najlepszą :) Świetnie sprawdzi się szczególnie u fanek czarnych sukienek - na randkę, czy eleganckie wyjście - jak znalazł!
W tym zamówieniu za serce najbardziej łapie mnie obcisła sukienka na ramiączkach w kolorze wina / Wine Ruched Midi Bodycon Dress - Taylor - jestem zakochana w tym kolorze, takiej barwie, swego rodzaju eksluzywności.
Bardzo lubię materiały sukienek Femme Luxe, oczywiście nie należą one do najbardziej przewiewnych - pod tym względem mam wrażenie, że dresy / loungewear set, które mają w składzie w większości bawełnę - wypadają o wiele lepiej :) Nie mniej... są to wygodne, eleganckie sukienki, występujące w krojach, z którymi stacjonarnie niestety nie mamy do czynienia... a jeśli mamy to w niebotycznie wysokich cenach - a ja nie ukrywam - nie należę do osób, które kupią sukienkę z bufiastymi rękawami za 300 lub więcej złotych :)
Z zamówienia jak widzicie jestem bardzo zadowolona, zauważyłam także, że w ofercie sklepu pojawiły się nowe dresy... oj, czuję, że tzw. półka dresowa w mojej szafie już niebawem się powiększy ;)
Zaczęłam prowadzić tę stronę internetową 1 maja 2016 roku i założyłam sobie, że jako osoba pełna energii, pozytywnego nastawienia do życia, pełna radości i uśmiechu, opisując nawet najgorsze sytuacje, pokażę, że z każdej można jednak uszczknąć coś dobrego...
Ale dzisiaj JESTEM WKU.....A. Bardzo! Przelała mi się czara goryczy (nie opiszę tu nawet paru sytuacji, które doprowadziły mnie do takiego stanu, bo szkoda czasu i nerwów).
POWIEM TYLE:
Dosyć mam! - niekompetencji, braku empatii, irytacji, nienawistnej mowy, wywyższających się ludzi, skostniałych procedur, systemu, biurokracji, pychy, jadu, hipokryzji, pogardy instytucjonalnej, obojętności urzędniczej, chamstwa, brutalności, głupoty, zazdrości, zawiści... wypraszania wszystkiego, niskiego kłaniania, wydrapywania czegoś danego, oczywistego - w większości od Nikodemów Dyzmów... Może jeszcze powinnam przeprosić, że żyję (a dla mnie to jest istotne)? A ja tu przeszkadzam w pracy ludziom, którzy otrzymują wynagrodzenie za pracę, którą mają świadczyć między innymi dla mnie? O ja niedobra, zamiast umrzeć przed terminem roszczę sobie jakieś prawa i mam wymagania. Ja, drobny kamyczek jestem przeszkadzającym głazem w pracy ludzi, dla których liczą się tylko formularze. Oni chcą mieć spokój i w papierach poukładane zgodnie. W końcu jest pandemia ;-( Nawet online, to już za dużo... wyłączony telefon najlepiej... . Nie ja, to przyjdą inni myślą tak sobie - zapominają, co niektórzy, że wszyscy jesteśmy wymienni. Uff... zrobiło się nieprzyjemnie.
I DLATEGO
Poprzestanę dzisiaj na tym, że JESTEM WKU..... A (i tak za wiele napisałam, goryczy wylałam).
Mimo wszystko, jestem pełna nadziei, że będzie dobrze i pięknie jeszcze. Wszyscy chcemy, żeby to był dobry rok. Żeby tak było, to zacznijmy od siebie i bądźmy dobrymi, życzliwymi ludźmi... . To działania ludzi układają wszystko wokół. Ze względu na to, że mamy nad kimś przewagę np. z tytułu wykonywanego zawodu, to nie znaczy, że jesteśmy lepsi, że jesteśmy bogami. Nie jesteśmy! Pamiętajmy też - karma wraca!
CZASEM lepiej mądrze milczeć niż głupio gadać! Dlatego skończę już!
UPRZEDZAM JEDNAK!
Jestem podmiotem, nie przedmiotem.
Dlatego tak łatwo się nie poddam. A jak bardziej jeszcze się wku...ę, to? Przestanę być miła, delikatna. Z detalami wszystko o "niktach" opiszę. W końcu żyje się raz! Też mam jedno życie i nie pozwolę nikomu* lekceważyć tego daru. Jeszcze pokażę na co mnie stać!
* nikomu - mam tu pewne dedykacje ;-) Mija oktawa Nowego Roku, więc nie będę temu *"nikomu" personalnie wypominać zaniedbań, prymitywizmu, żeby nie zakłócać dobrej energii Strony Starej Kobiety :-))) i dać szansę rzeszy "niktów".
O czym chciałabyś, żeby w kolejnym poście napisała Stara Kobieta? Ona od żadnych tematów nie ucieka!
I żadnych się nie boi... ;) Ten blog to miejsce dla Was i dla mnie. Jest wolne od cenzury. Jeśli jakiś konkretny temat Was bardzo interesuje lub chcecie poznać moją opinię na jego temat... to postaram się spełnić Wasze oczekiwania i napisać o tym post :)
Swoje prośby możecie wysyłać na skrzynkę mailową: starakobieta.i.ja@gmail.com