16:00:00

Trochę się wkurzam... ale?


WKURZENIE  PODSTAWOWE

Jest takie, że wszędzie i wszyscy we wszystkim jesteśmy podzieleni. Od Kartezjusza może źle, może dobrze, ale cała medycyna zachodnia jest podzielona tak, że oddziela ciało od duszy. Duszę leczy czasem oddzielnie, choć zupełnie robi to niepewnie...według mnie. I tak lekarz nie patrzy na Ciebie holistycznie, tylko ogląda Twój narząd - jest taki nie jak trzeba, to widocznie tak być musi, bo i wiek, i środowisko, i czego Pani oczekuje w tym wieku. Mogę zapisać tabletki, ale proszę uważać, bo chyba no co innego też szkodzą i ułatwiają przybieranie na wadze.

A jak wszystko jest ogólnie nieodchodzące od normy, to trzeba się cieszyć i czasu nie zabierać... a że boli... znowu tabletki, przeciwbólowe... no przecież nie zbuduję Pani na nowo. Zresztą w tym wieku nie należy mieć oczekiwań, tylko brać to co życie daje i tak się Pani udaje.
I tyle! Tylko, że ja się nie poddaję i szukam przyczyny, że mnie skręca i boli, i boli i skręca, i nie spocznę dopóty się nie dowiem przyczyny. Gdy ją znajdę, to znając wroga, będę wiedziała co dalej... jak sobie pomóc.
Czytałam, że w medycynie chińskiej funkcje ciała i duszy są nierozerwalne.
Że wszystko mieści się w naszej głowie... myślenie, odczuwanie, emocje, zdolność zapamiętywania i zapominania, trawienia, rodzenia... cała tajemnica zdrowia i życia to nierozerwalny związek duszy i ciała. Chora dusza, bo miłość niespełniona - potrafi żołądek rozjuszyć i jelito do biegunki doprowadzić. Śmierć ukochanej bliskiej osoby spowodować depresję, a ta anoreksję lub bulimię spowodować... i sto innych dolegliwości sprowadzić.

Duszy od ciała nie da się odizolować... zdrowe zmysły od szczęścia codziennego, to tętniące  równo serce, przebaczenie to zdrowa wątroba i nierozlany woreczek żółciowy... brak stresu z powodu innych prozaicznych braków życiowych, to spokojna, nieboląca głowa.

Przyjście rozumu do głowy i zdrowe odżywianie, to kondycja zapewniona, jeśli ruch do tego dodamy. 

Ja akurat sama to wiem, znam swoją głowę, duszę, ciało i rozumiem... choć nie zawsze słusznie postępuję... ale świadoma jestem, że nie mogę oddzielać swej duszy od ciała, że ze sobą to wszystko musi współgrać jak najlepiej. Bo co mi po super wynikach chemicznych krwi i innych tam dobrych badań, gdy lęki i bóle zostają i nigdzie się nie wybierają.

Ja wiem, że muszę ustabilizować swoje emocje, wyluzować, przestać bać się żyć... nie denerwować na to, na co nie mam wpływu, tylko swoje robić. Z teorii jestem dobra. W praktyce, gdy ból zatyka,  kółko się zamyka. I wkurzam siebie i innych dookoła(co gorsze jest) Wkurzam się, bo wiem ile wśród Was cierpi i nie może sobie pomóc, bo nie ma wsparcia znikąd, bo samotność (nie osamotnienie, samotność wśród ludzi) Wam doskwiera, bo lekarz patrzy na pewien wycinek Waszego ciała, a nie zagląda do duszy, nie patrzy w zalęknione oczy czy pustkę w duszy.
To mnie wkurza najbardziej.

CHCIAŁABYM  ZMIENIĆ  WAS

Chciałabym zmienić Wasze nastawianie do lekarzy, abyście nie obawiały się ich, opowiadały dokładnie o swojej chorobie, o powiedzenie jak bardzo mimo wieku, zależy Wam na życiu, jak ono jest niezwykle ważne... I żaden z medyków nie ma prawa podkreślać, że w tym wieku, to już można odpuścić, żyć z czymś nawet złym i brać na to byle co. Bo i tak już nam niewiele zostało i niewiele pomoże. Nie pozwólcie zbywać się i lekceważyć.

Chciałabym zmienić Was i przekonać, że śmierć, to nie takie proste zjawisko. Śmierć, to nie skutek nieuniknionego zgonu komórek, lecz wynik załamania się wewnętrznej organizacji ciała, współpracy wszystkich razem komórek i w tym duszy. A dusza jest najważniejsza, ona chce żyć i musi prowadzić nas jak najdłużej. Współpraca różnych tkanek, organów naszego organizmu w dużej mierze zależy od nas. Wprawdzie śmierć jest nieuniknionym końcem skomplikowanego człowieka i zwierząt, i roślin, to w naszym umyśle powinna rozwijać się nieustannie jak najmocniejsza, trwała chęć przedłużania naszej bytności na tym wspaniałym (mimo trudności) świecie.

Lekarz to też człowiek, ma dużo pracy, wielu pacjentów, lepszy lub gorszy dzień... przychodzicie chore, zmartwione, zdesperowane... powiedzcie szczerze o Waszej chorobie, dolegliwościach, wątpliwościach. Gdy spotkacie się z opryskliwością, niezrozumieniem... ponownie zacznijcie opowiadać to samo. Przyszłyście po pomoc, bez niej nie wychodźcie. Wskażcie, że Wasze życie jest równie ważne jak osoby w białym kitlu... z całym szacunkiem nie możecie pozwolić sobie na lekceważenie.

WKURZAM SIĘ, ALE...

Wszystkim nie pomogę, wszystkimi zamartwiać się nie mogę, ale wdzięczna jestem...
WDZIĘCZNA JESTEM  za to, że jeszcze jestem, mam koło siebie wspaniałych ludzi i lubię tyle drobiazgów, które tworzą moje otoczenie, i wywołują śmiech na mojej twarzy.

ROZEJRZYCIE SIĘ...

Rozejrzycie się, ile rzeczy lubicie...

JA LUBIĘ...

- drzewo... lipę, która rośnie pod oknem i ptaszka spośród liści wyzierającego
- książki, które stoją na półkach
- moje kwiaty w donicach, z których każdy ma swoje imię
- Marysię lubię, na której kręgosłup ćwiczę
- i Stefcię, na której do Was piszę
- śpiew poranny sąsiada za ściany też lubię... jego nocne harce z żoną na skrzypiącej podłodze... też lubię:-)
- poranne przeciąganie się w łóżku i planowanie dnia... który i tak jest potem zupełnie inny
- telefon od Zuzy, która wieczne problemy damsko-męskie ma, też lubię
- wypady za miasto, by chodzić po lesie i wciągać brzuch by zdjęcie ładnie wyszło
- nawet swoje starzenie lubię, pod warunkiem, że nie ubywa mi sił i energii... bo gdy tak jest... to znowu wkurzam się :-))))
- lubię śmiać się i żartować, dowcipy opowiadać, wydurniać się wręcz i mam gdzieś czy to mi wypada czy nie wypada... nikomu z niczego nie muszę się spowiadać i tłumaczyć. I to piękne jest :-))
- lubię czytać kryminały... w każdym jakaś śmierć... i to nie moja :-) I dziękować mogę, że mnie się ona nie zdarzyła. Tak, bez fałszywej skromności przyznaję, że wyszukiwanie czegoś dobrego spośród najgorszego, sprawia mi ogromną przyjemność i umacnia w dobrym nastroju :-))
- tort zbitą śmietaną i truskawkami... uwielbiam tak samo jak chleb ze smalcem i ogórkiem
- śpiewać lubię choć nie umiem;-)
- tyle rzeczy prostych, zwyczajnych lubię, że tyle czasu nie ma, żeby je wszystkie tutaj opisać...  zanudzać Was nie chcę...  ja po prostu lubię życie... byle tylko bez czerniny ;-)

STAROŚĆ

Zależy od uczuć, obaw, lęków i radzenia sobie z nimi. Nasz wzorzec starości musi tak wysoko poprzeczkę stawiać, by nasze wnuki miały problem taki - by zbyt szybko do dogmatycznego, sztywnego myślenia się nie skłaniały. Żeby babcie i dziadka jako sprawnych ludzi traktowały... może schorowanych, ale ludzi, nie istoty, które już żyć nie powinny, bo swoje przeżycia już miały.
Najprzykrzejsze jest odczucie, gdy młody człowiek patrzy na Ciebie z litością pomieszaną z lekceważeniem i ironią. Wtedy budzi się we mnie lew, a raczej lwica...
Bo starość to nie tylko biologia, to zmiana roli społecznej podyktowanej przez obyczaj... każdego (jeśli będzie miał szczęście) dopadnie... i nie ma co cieszyć się, że będzie lepiej... inaczej być może.

DLACZEGO  DZISIAJ TAKIE ROZWAŻANIA?

Piszę do Was od 1 maja 2016 roku... wiele zmian zaszło w Waszym i moim życiu... w wielu Waszych momentach uczestniczyłam... bardzo przeżyłam śmierć córki mojej czytelniczki, problemy zdrowotne innej, osamotnienie drugiej, porzucenie przez męża dla młodszej dziewczyny, brak pieniążków, trudności w znalezieniu pracy, kłopoty z porozumieniem się z rodzicami, dylematy czy w późnym wieku można mieć dzieci, czy kochanek może być w wieku syna, czy rozwód jest straszny, co nas na co dzień zabija.... pisałam, czytałam, czas mijał... Gdy skończyłam 60-tkę, czyli oficjalnie 59, to napisałam taki test "60 drobiazgów z 60 lat życia". Teraz kończę 63 lata, czyli oficjalnie, w dalszym ciągu 59 (49 miałam przez 10 lat, od czasu kiedy 50-tka mi stuknęła ;-))) Teraz na nowo zaczynam ten myk;-))
Teraz przez ten krótki czas, trzech lat, mimo wielu zmian poważnych i drobiazgów niezliczonych, życzę sobie tylko jedno: nie pisać plagiatów z samej siebie, tylko być plagiatem ciała sprzed lat :-))

A tak bez żartów, to dziękuję Wam, że trwacie przy mnie tu na stronie Starej Kobiety, na Facebook'u, Instagramie, mailach, pocztówkach, listach, rozmowach telefonicznych.
Nie będę nikogo wymieniać, bo nie chcę też nikogo pominąć. Wszystkie w mojej głowie jesteście.

NAJWAŻNIEJSZE....Cieszcie się chwilą, walczcie o siebie, zarażajcie uśmiechem, doceniajcie naturę i zwierzęta, kochajcie mocno, myślcie pozytywnie, przebaczajcie, bądźcie czułe i przytulajcie się mocno... choćby do drzewa. Wtedy zdrowe będziecie. Kocham Was.







6 komentarzy:

  1. Ja bym wiele dała, żeby tak pięknie wyglądać na ,,starość" ! I zaczerpnę nieco z Twojej mądrości i nie będę bać się lekarzy. Wolę pójść niż samemu sobie diagnozę stawiać w internecie. No i nie zapomnę o przytulaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tą Twoją radośc o każdej porze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybacz... rozśmieszyło mnie to zdjęcie na początku... jak kot pi,pi,pi na puszczy. Kapitalnie jest się pośmiać w Twoim towarzystwie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyglądasz cudownie:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Dorota, ty wariatko :))) Kiedy zobaczyłam twoją wojowniczą pozę, to pomyślałam "oho, ale nam się oberwie". Życzę ci kochana, aby uśmiech na twojej twarzy, jak najdłużej gościł i opromieniał kolejne posty. Pozdrawiam Iwona P.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger