14:18:00

PRAGNIENIA - rozważania w czasie zamknięcia


PRAGNIENIE CZŁOWIEKA

Czasem pragnie się zwyczajnie tylko tego, by ktoś przy nas był.

Dla mnie ważna była młodość. Chciałabym powtarzać ją i ciągle uczestniczyć w niej. A tu inaczej. Czas goni i młodość w historię zamienia. I wszelkie chciejstwa by w młodości tkwić niezmiennie, niedorzeczne są. W młodości tak piękne jest to, że świat na oścież otwiera swe drzwi. Śmiało można aranżować życie i nie przejmować byle czym. Wolność jest zwykłą rzeczą, bo odwaga w młodości też jest bardziej naturalna. Myślałam kiedyś, gdy duma z młodości mnie rozpierała, że gdy się kogoś kocha, to w parze z nim, też schodzi z tego świata. Tak nie jest. W pewnym momencie zostaje się bez najbliższych nam osób i ze zdziwieniem stwierdza się, że słońcu te braki nie szkodzą... świeci i grzeje dalej tak samo, wiatr wieje swoim torem, ludzie po ulicach też chadzają, zajęci swoimi sprawami... Tylko my jesteśmy już nie tacy. Choć niezmiennie pragniemy, by ktoś przy nas był.

Pragnienie największe, to nie być samym, na świecie tym.

MŁODOŚĆ

Radość przynosi nam pocieranie się naszej skóry o skórę drugiego człowieka, całowanie, głaskanie, zaglądanie w oczy i *plany, plany na długie, ciekawe i szczęśliwe życie. Tak wygląda młodość :-)

I to, że wszystko przed nami jest jeszcze do wykonania, do zobaczenia, do przeżycia - to daje niesamowitą pewność siebie, a wręcz wyższość nad tymi co w ogonku już do nieba bądź piekła czekają. Młoda natura ma to do siebie, że uwierzy we wszystko oprócz tego, że też kiedyś stara będzie. Stąd w młodości tyle radości, błogości, przeświadczenia, że owszem starość istnieje, ale nie dotyczy tej właśnie rozwijającej się młodości... ona się nie podda... będzie walczyć o utrzymanie się :-)

Pragnienie największe: nie pozwolić starości zdominować się przez energię młodości. *Nie musieć planować, to wygodne jest :-))

BYŁAM W BŁĘDZIE (wyciągnęłam wnioski)

I ja myślałam, że wszystko zdarzyć mi się może, ale starość dotyczyć mnie nie będzie. Wszak wiek to tylko liczba, tłumaczyłam sobie. Mylić się każdy może i ja również pomyliłam się : obudziłam się i uda swe zobaczyłam podnosząc w górę, to jedną, to drugą nogę... potem rękę też w górę wyciągnęłam, pod koszulę włożyłam głowę... i już nie będę pisać, co tam w miejscu biustu zobaczyłam :-)) Na szczęście głowa na karku jeszcze się trzyma i mózg w tej głowie pracuje również. Otóż ten mózg mi uzmysłowił, że szkoda czasu, który dla mnie już limitowany jest, abym przejmowała się takimi bzdetami jak rozwleczone ciało :-) W końcu wszystko idzie umiejętnie przysłonić, opakować, nawet ujmująco pięknie, zatuszować jedno, podkolorować drugie ;-) Ważne by nie pozbywać się się duszy, serca i głowy. Młodość to stan umysłu, a nie pesel, ani opakowanie. Tak uważam (choć trochę czasu mi zabrało, dojście do tego przekonania ;-)) Drażni mnie podkreślanie wieku, w specyficzny sposób użalanie się nad starszymi osobami... nieznośnie litościwy lub odwrotnie, lekceważący. Podsumowywanie, że przecież w "tym wieku", to już tak jest, trzeba się pogodzić i z bólem, i z chorobami, ograniczeniami. Żadnych oczekiwań nie należy już mieć, bo to to niestosowne jest. Należy młodym miejsca ustąpić i powoli ze ścieżki schodzić. 

A marzenia, zabawa, seks? Przeznaczone są tylko dla *młodych. Otóż nie zgadzam się i nie dam zaszufladkować. Człowiek - czy to kobieta czy mężczyzna, bez względu na przeżyte dekady ma prawo do marzeń, zabawy i kochania się, jeśli tylko zdrowie mu na to pozwala. ''Trzeba dbać o naszych seniorów, nasze mamy, babcie i dziadków" - mówi z telewizora dziadunio z wielkim nosem i workami pod oczami, a na głowie z kępką siwych włosów. A mówi, to w ten sposób jakby sam miał nie więcej niż 30 wiosen, choć na oko widać, że to pomnożone przez dwa i pół. Tonem irytująco współczującym, o ludziach po 60-tce, jakby to odrzut jakiś był z jednej strony, a z drugiej jednak należy dbać i o nich wspominać, bo tak wypada... bo inaczej nie można. Żenująca hipokryzja.

Pragnienie najważniejsze: żyć po swojemu, mieć prawo wyboru bez względu na wiek.* Czuję się młoda wciąż jeszcze :-) Inaczej niż 40 lat temu, inaczej, ale wciąż młoda!

OTÓŻ 

Osoby po 60-ce i dalej jeszcze, to nie zgraja niedołężnych staruszków, bez myśli w głowie, bez odczuwania w sercu... to są ludzie z krwi i kości, tacy sami jak ci młodsi, tylko z większym czasem przebywania na planecie ziemi. W związku ze starością wprawdzie zmienia się ciało, może słabość większa i boleści mocniejsze, ale apetyt na życie się nie zmniejsza. Także chęci do spełniania swoich pragnień. Stygmatyzacja w jakiejkolwiek sprawie (również ze względu na wiek) i kogokolwiek, to jest dla mnie ograniczanie praw moich... pozbawianie wolności.

Akurat to co ma być rzekomym ułatwieniem, może stać się duszy, godności - zadławieniem. Tak, tak to odczuwam. Mam prawo jak chcę odczuwać otaczającą mnie rzeczywistość, wyrażać swoje zdanie.    Nie jestem i nigdy nie byłam niczyją własnością... tak też nie dam się wpisywać do żadnej grupy... jestem indywidualną jednostką... kobietą... mamą dla dzieci, babcią dla wnucząt... żoną dla męża... kochanką dla mężczyzny... przyjaciółką dla niektórych. Dla obcych ludzi, tych na ulicy, przystanku, w tramwaju, sklepie, restauracji, gdziekolwiek indziej, w przychodni, szpitalu, na krwi pobraniu... jestem KOBIETĄ - bez naliczania wieku, bez określania ról... kobietą i już.

Pragnienie największe: nie pozwolić się intelektualnie zamroczyć, indoktrynować, odstawić na boczny tor... najlepiej paliatywny.

GODNOŚĆ

Każdy etap życia ma swoje niepokoje. Ten mój jest już tak doświadczony, że przynajmniej na byle plewę się nie złapię. Jednocześnie ciągle, przeciągle mam poczucie humoru, w swoim opakowaniu przeterminowanym nieco ;-) W środku jestem ciągle dziewczynką uśmiechniętą, oczami strzelającą :-)), niepokorną. I godność swą mam,  która z wiekiem nie przemija. Wprost przeciwnie, coraz bardziej się rozwija. Gdy czasem ktoś, chcąco czy niechcąco upokorzyć mnie chce, bo wydaje mu się, że lepszym jest, wręcz Bogiem, bo więcej może, czy wie, czy co tam mu się kołacze w głowie, że za lepszą osobę się ma i traktuje mnie przedmiotowo... Ooooooooooooooo.... to pomylić się może. Jak to się mówi: trafiła kosa na kamień :-) 

Pragnienie największe: to nie poddać się do ostatnich życia chwil.

ZMIANY

Taki rok, też na początku młody jest i kolorami wiosny oko pieści, tak jak młode dziewczęta pieszczą swą  świeżością oczy mężczyzn... aż do momentu, kiedy przychodzi zmiana i inne młode dziewczęta wchodzą na scenę, a te poprzednie, stare już są, i pieszczą same się ;-) Ale ciągle są kobietami! Wiosna po lecie szybko przechodzi w jesień, a zimą o nowej wiośnie tęskni się już i tak młodość w starość przechodzi. Lecz zima też swoje uroki ma i piękna potrafi być. A taka prawdziwa potrafi wymrozić wszelkie robactwo ;-) i pokazać jak ważna jest :-)) 

Pragnienie największe: to przebywać wśród ludzi, z ludźmi, którzy Cię nie oceniają i nie klasyfikują.

ZALETY STAROŚCI (tak na pocieszenie ;-))

Starość ma mądrość, doświadczenie i dystans do siebie. Jej już na światłach nie zależy. Ponad gadżety najbardziej święty spokój ceni sobie. Choć nie do końca tak, bo gdy młodość ta nieopanowana, zniecierpliwiona i pełna zapału coś zmienić chce, zrewolucjonizować, to starość odkurza w sobie stare wspomnienia, i chętnie radą służy. Błędem fatalnym byłoby nie uczynić takiej pomocy, wsparcia takiego nie udzielić. 

Młodość jak starość ma swoje zdanie, swoje wyobrażenia. Jedne, i drugie szanować należy.... wspólnie można się wiele nauczyć :-)

Pragnienie największe: żyć w zgodzie z sobą.

Wreszcie nadszedł czas by żyć też w zgodzie z łacińskim przysłowiem "Festina lente" :-)))






4 komentarze:

  1. Jak zawsze, piękny i wartościowy tekst i zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mądry tekst, wiem o czym piszesz bo ja mam 61 lat i to wszystko prawda.Jestes bardzo mądrą kobietą i bardzo lubię czytać twojego bloga. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrowia w tych trudnych czasach

    OdpowiedzUsuń
  3. Mądrość i uroda pięknie się u Ciebie łączą, Dorotko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo piękny i interesujący post. To normalność u Ciebie!
    Festina lente - z tą łacińską maksymą bardzo często używaną przez włoski ród de' Medicich, spotkałam się na jednej z kamienic projektowanych przez znanego architekta Teodora Talowskiego. Zgadzam się z Tobą, ta maksyma powinna nam cały czas przyświecać.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger