17:39:00

5 NAJSZCZĘŚLIWSZYCH CHWIL W ŻYCIU (z przymrużeniem oka)


OGÓLNIE RZECZ BIORĄC 

Ogólnie rzecz biorąc, to ja szczęście w życiu mam. Nawet jak coś za bardzo się nie składa, to mija czas i na dobre wychodzi mi to. Bo ja zawsze, jak to powtarza moja starsza córka Kasia... zawsze spadam na cztery łapy. Mimo gorszych i wręcz złych okresów w życiu, tak się zdarzało, że zawsze przy okazji coś fajnego wynikało.

1. ROZWÓD

To nieprzyjemny jest akt. Wszystko rozpada się i inaczej mieć się ma. Nie mieszkałam już od 7 lat z moim drugim mężem i nawet zapomniałam, że taki w życiu moim był. Aż do dnia kiedy dostałam pismo od jego prawnika... że on, mój ciągle mąż o mnie jednak pamięta i rozwieść się chce. Jak zaznaczył w piśmie: z winy obojga stron. Czyli miałam w sądzie podzielić się jego chamstwem i przyznać do winy, której nie miałam. Przyznać, że też zła byłam, nietroskliwa, i że może jeszcze go zdradzałam :-)

Niedoczekanie. Chcesz rozwodu, będziesz go miał, ale tylko z Twojej wyłącznej winy. Przygotowałam się na ten dzień niezwykle dobrze. Odwaliłam jak diabli... od dwunastometrowych szpilek poprzez dopasowany spodnium i żakiet odszyty genialnie, po fryzurę z wyczesanym każdym włosem. Drapieżnie umalowane oko, karminowe usta... szłam na wojnę, którą chciałam wygrać. Nikogo nie chciałam udawać, nikogo kim nie jestem... stłamszonej, niepewnej, biednie ubranej kobiety. Chciałam być prawdziwa, choć namawiano mnie bym skromnością uwodziła sąd. Radzono bym raczej wycofana była. 

Nie byłam. Taki był mój mąż. Zgarbiony, uciekający z wzrokiem to na prawo, to na lewo, najczęściej patrzący na czubki wystających skarpet wełnianych, z letnich jak najbardziej sandałów.

Zarzutów biedaczek miał wobec mnie wiele, a ja skutecznie i pewnie mówiłam tylko prawdę. Nic więcej. Z każdą upływającą minutą w sądzie czułam się coraz szczęśliwa. I wreszcie przejrzałam na oczy, jak jestem wspaniałą dziewczyną i jakie otwierają się przede mną drzwi, bo odsuwam od siebie, na własnych warunkach wszystko co mi nie służyło, nie rozwijało, tylko w ziemię wbijało. Człowiek, który nie umiał żyć we dwoje, na sprawie rozwodowej winę chciał dzielić po połowie. O nie! Udowodniłam, tylko mówiąc prawdę, patrząc w oczy sądowi, że po mojej stronie jest racja. A odcięcie się od tego człowieka w w ten sposób, żeby miał czarno na białym napisane, że to on wyłącznie zawiódł, to dla mnie wielka radość. Dla niego nauczka, żeby nie zadzierał z kobietami mądrzejszymi od niego :-))Wyraz jego oczu, zaskoczenia, że znowu przegrał i nikt nie dał się zmylić jego słabemu, cichemu głosowi... bezcenny. 

Byłam przeszczęśliwa i jestem do dziś, z powodu tego, że mężczyzna, z którym byłam nie jest ze mną już. Nie, to chyba nie był mężczyzna;-) Tylko prawdziwy facet potrafi przyznać się do błędów, jest mądry na tyle  by wyciągnąć wnioski i silny by naprawić wyrządzone szkody. Pan R. nie miał jaj po prostu :-)) 

2. SPOJRZENIE

To spojrzenie, a raczej łypnięcie okiem widzę i wspominam do dnia dzisiejszego. To było ponad 21 lat temu. Sala porodowa. Poród rodzinny. Ale nie z mężem :-) Ten otrzymał ode mnie telefon, że otóż jestem na sali porodowej i rodzić będę. W związku z tym wziął sobie urlop w pracy i na ryneczek po pietruszkę zieloną podreptał, by zająć się czymś obojętnym. Przy mnie - bardzo przejęci byli, córka Kasia, przyszły zięć, moja współpracowniczka i lekarz w kucki siedzący pod ścianą, bo mega zmęczony po nocnej zmianie był. Ja królowałam na łóżku, dowcipy opowiadałam by lekarz na dobre nie zasnął, a reszta przestała się tak szalenie denerwować. Nagle! Wreszcie zaczęło się. - Chwilę mamuś zaczekaj - krzyknęła Kasia - pójdę tylko spalić papierosa. Bardzo śmieszne :-)) I tak, dwa i trzy i na świat najpierw wychynęła główka, a potem reszta poszła gładko. Kasia wzruszona przecięła pępowinę.

Za moment na moim brzuchu maluszek płci żeńskiej zawitał i łypnął oczkiem znacząco, przejmująco... aż ciarki mi ze wzruszenia przeszły. Czerwcowy poniedziałek, godzina 14.05 - najpiękniejsza z pięknych szczęśliwa chwila i początek tygodnia też :-)

Kasia to skwitowała krótko. "Ona to ci da kiedyś popalić, z pewnością :-)" A ja szczęśliwa byłam. Za dwa tygodnie miałam skończyć 42 lata. Taki prezent. 

3. DOTKNIĘCIE PODŁOGI

To taka szczęśliwa chwila, która jeszcze w ubiegłym wieku miała miejsce. Wyczekiwana bardzo była, by siedząc na krześle dotknąć stopami podłogi i czuć się jak dorosły człowiek, a nie dzieciak majtający w powietrzu nogami. Gdy nadeszła ta chwila, gdy mama zauważyła jaka to ja duża jestem, prawdziwa ze mnie panienka. Uśmiech od ucha do ucha i iskierki radosne w oczach. Ale za moment wiadro zimnej wody na tę główkę gorącą wylane zostało. Skoro duża, to obowiązki poważniejsze już mieć powinna (stwierdziła mama). Jako pierwsze, śmieci wynosić z rana do śmietnika. Tego z czerwonej cegły obrośniętego krzewami, gdzie koty wyskakiwały z pazurami na wierzchu. A czasem ktoś bezdomny tam posypiał i straszył swoim wyglądem zaniedbanym. Uff...  szczęście wymaga wyrzeczeń - dowiedziałam się :-)) Tak zaczyna się dorosłość :-))

4. ''KOBRA" 

Nadszedł czwartek, w telewizji "Kobra" program, spektakl kryminalny - nie dla dzieci. Teatr sensacji zaczynający się zwijającą w kłębek kobrą i kusząco mrugającą. Za mała byłam, ledwo dziesięć lat miałam i przedtem tylko przez dziurkę w drzwiach oglądałam, gdy wcześniej udało mi się z tej dziurki wyjąć klucz ;-) A tu taka okazja, rodzice wychodzili do pani Irenki i Bolesia, na karty. Szli z butelkami wina Mistella i Lacrima (podpatrzyłam). To szykował się długi wieczór ;-)) Kazali mi się grzecznie zachowywać, ewentualnie książeczkę poczytać, ale telewizora nie włączać! Pod rygorem kary dotkliwej ;-)

Oczywiście nie posłuchałam. Pamiętam do dzisiaj ten spektakl. "Głos mordercy" miał tytuł. Pamiętam aktorów w nim grających, zwłaszcza Edmunda Fettinga i jego czarująco-intrygujący głos. Byłam przeszczęśliwa, w fotelu rozłożona. Trochę nie rozumiałam, jak to można chcieć kogoś zabić, a o tym tam było...  ale wprost ze szczęścia i emocji drżałam, jak się akcja rozwinie. Drżałam tak jeszcze jak tato z mamą się wrócili i znaleźli mnie śpiącą przy grającym telewizorze. Drżałam jak tato podniósł mnie nad swoją głowę i powiedział, że jest rozczarowany moją postawą niesubordynowaną. A ja i tak szczęśliwa byłam, że udało mi się pooglądać tę zakazaną sztukę. Pamiętam, że grała w niej jeszcze Jadwiga Barańska, co to potem w "Nocach i dniach" z obawy przed staropanieństwem wyszła za mąż za Bogumiła Niechcica, co to go absolutnie nie kochała. A "Noce i dnie" wolno czytać mi było, co tam więcej nieprawości i intymności było ;-) Zupełnie tego pojąć nie umiałam, że tyle gadania o tej "Kobrze" było. Na drugi dzień w szkole, dzieciakom się chwaliłam i opowiadałam o kochanku żony,  który miał zabić jej męża... wspomnianego Fettinga. Ach, jaka szczęśliwa byłam, gdy pogwiazdorzyłam w szkole iż taki program oglądałam. Ależ mi zazdrościli. Tato przez tydzień się do mnie nie odzywał. Ale jakoś przeżyliśmy... i tato, i ja :-))

5. PRZEJAŻDŻKA TRAMWAJEM

Dzień po ślubie. 23 lipca 1976 roku, jechałam tramwajem, a na moim palcu lśniła obrączka złota. Byłam młoda, szczęśliwie zakochana już żona. Wstępowałam na nową drogę życia, na swoją własną. Założyłam swoją rodzinę i byłam szczęśliwa. Do głowy by mi nie przyszło wtedy, że ta droga tak ciekawa będzie, tyle mnie spotka, tyle dzieci na świat z mężem powołam... Nie zdawałam sobie sprawy,  że ten tramwaj pojedzie tak szybko. Dzisiaj, moje życie, to nowe zawiązane w 1976 roku i dalej parę dekad, to już historia XX wieku jest :-))) I ja, ja jestem beneficjentką tej historii.

TERAZ

Teraz jestem szczęśliwa, że założyłam tego bloga i od pięciu już lat, mogę dzielić się swoimi przemyśleniami z różnymi osobami. A dla dzieci zostawię swoistą pamiątkę mojej bytności na tej ziemi :-))








15 komentarzy:

  1. Ech te wspomnienia:) Szczęśliwe chwile są jak dobra czekolada, zawsze poprawiają humor. Może i ja ponumeruję swoje? Pozdrawiam Cię Dorotko bardzo ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie dowcipów by lekarz nie zasnąć – ale mnie rozbawiłaś, niezła sytuacja. :)
    Muszę przyznać, że piękna kobieta z Ciebie i emanuje szczęście z tych zdjęć, mimo że zamaseczkowanych. Tak sobie wyobrażam dojrzałość, nie myślę o złych rzeczach.

    OdpowiedzUsuń
  3. ..wspomnienia są takie niezwykłe, te chwile, które dawno przeminęły, a pozostały w nas, czasem 'jak żywe' ;)
    ..zdjecia bardzo ładne, stylizacja znakomita ;)

    - pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj. Ciekawie tu u ciebie, wspomnienia oraz wpisy prosto z serca są najlepsze. Pozdrawiam serdecznie ☺️

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle widzisz pozytywy w każdej sytuacji i tak powinien myśleć każdy :-) Doceniamy najtrudniejsze momenty w naszym życiu gdyż wykrzesujemy wtedy z siebie najwięcej siły i odwagi :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszesz fenomenalnie, jak ja dawno nie byłam na twoim blogu.. dobrze że podchodzisz do tego z przymrużeniem oka bo ja zastanawiam się czy poradziłabym sobie z takimi wyzwaniami..(a siebie znam). Pozdrawiam serdecznie, pięknie wyglądasz ❤️

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja jestem szczęśliwa, że piszesz i że mogę się tym delektować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspomnienia zawsze z nami zostają. Najlepiej zostać z tymi najlepszymi 🙂 Blog zostanie pamiątką po nas . Super , że jesteś szczęśliwa . Pozdrawiam cieplutko 💖💖💖💖

    OdpowiedzUsuń
  9. U Ciebie jak zawsze pozytywnie, a Ty promieniejesz tak, że nawet maseczka tego nie przykryje. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też się cieszę że założyłaś bloga:))zawsze piszesz ciekawie i z odrobiną humoru:))))czekam na Twoje wpisy i czytam bardzo chętnie,nawet jak nie zostawiam śladu:)))jak zawsze wyglądasz pięknie:))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. jakie to wzruszające że się z nami dzielisz tymi wszystkimi chwilami:) jedne mniej wesołe inne szczęścia pełne;) a Ty zawsze pozostajesz sobą, z odwagą i pewnością siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Spodziewałam się innych "chwil" ale każda z nich zaintrygowała i czytałam z wielką przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesteś bardzo pozytywną osobą ! Podziwiam to że pomimo ciężkich chwil masz dużo optymizmu !
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam sposób w jaki piszesz :) Niesawowite jest to, że nawet z niezbyt przyjemnych sytuacji potrafisz wyciągać pozytywy ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam czytać Twoje posty. Zawsze są świetne, doskonale napisane. Czytam wszystkie posty i nie mogę doczekać się kolejnego. Z braku czasu, komentuję sporadycznie.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger