16:43:00

Makijaż po 60-tce...


STAŁO SIĘ!

Już jestem nie tylko po 60-tce. W czerwcu skończyłam 65 lat i kolejny raz jak to mam w zwyczaju musiałam określić swój wiek, tak jak to zrobiłam przy 50 urodzinach... wtedy to na 49 się wyceniłam i tak prze dziewięć lat... teraz więc ustalam , że mam 56... jakby co, to taki czeski błąd ;-) Jeśli chodzi jednak o dowodowy wpis daty urodzenia, to jedna tego pozytywna konsekwencja... mogłam pobiec do punktu sprzedaży biletów i kupić bilet uprawniający do korzystania z komunikacji miejskiej... nie za 60 zł na miesiąc, ale za 90 zł... za cały rok! Jaka to oszczędność ;) Z racji poczynienia takiej oszczędności pobiegłam do drogerii z myślą, że mogę uzupełnić swoje kosmetyczne zapasy tzw. kolorówki... skończył się puder... pomadka też na wykończeniu... I wtedy przyszło zastanowienie, tak jak wcześniej w przypadku stroju i tego jak powinnam ubierać się według ogólnie przyjętych standardów po 60-tce... postanowiłam poczytać jak powinnam się w tym wieku malować i może coś należałoby zmienić.

W Internecie w temacie makijażu po 60-tym roku życia zwraca się uwagę na to, że... (Pominę aspekt, że w artykułach dotyczących tego tematu dominuje zwrot "dla starszej kobiety", którego wyjątkowo nie lubię ;) Można o mnie mówić, że jestem stara... ale starsza? Wypraszam sobie. "Starsza" to jak określenie, że woda jest "letnia", a zupa pomidorowa "dobra". Nie znoszę bladości, nijakich określeń... To tak na szerokim marginesie ;-)

A więc, że:

  • Kluczowe jest oczywiście nawilżanie skóry. I ja widzę to doskonale po swojej cerze: dzięki eliminacji suchych skórek łatwiej jest mi nałożyć makijaż, który się nie roluje i nie jawi jako nieestetyczne plamy. Gładka niełuszcząca się skóra to podstawa, więc peelingi też nie są mi obce.
  • W temacie podkładów szczególnie polecane są te w płynach oraz w kremach (u mnie pojawiają się różne marki i różnego rodzaju produktu... choć ostatnio prawdziwą furorę robią tzw. kremy CC), które swoim kolorem będą pasowały do naturalnego odcienia skóry, jednocześnie go ocieplając. Ważne jest, żeby nie nakładać go za dużo... i ja nie mam z tym problemu - w tej kwestii wolę mniej niż więcej :) 
  •  Rozjaśniacz nadal może znajdować się w mojej kosmetyczce, jednak nie powinnam rozjaśniać całej twarzy, a jedynie jej partie: punkty pod oczami, pod skrzydełkami nosa i w dołku oraz pod dolną wargą. Stosuję rozjaśniacz, ale nawet jeśli któregoś dnia zapomnę lub nie mam czasu... mogę ten krok pominąć i nie czuję jakbym wiele straciła :)
  • Bruzda nosowo wargowa powinna zostać przecięta w celu optycznego odmłodzenia twarzy np. jasnym podkładem. O! To jest bardzo ważna rada :)
  • Makijaż oczu może sprawiać pewne trudności ze względu np. na nadmiar skóry pojawiający się na górnej powiece, co skutkować może koniecznością pożegnania się z asortymentem cieni do powiek. Ja się nie rozstałam... i mam nadzieję, że na razie jeszcze rozstawać się nie będę musiała... zresztą... nawet jeśli miałam malować tylko malutki skraweczek Ważny staje się tusz do rzęs, aby nadać wyrazistości spojrzenia... Tu przyszedł czas na anegdotę. Kiedyś skusiłam się na doczepiane rzęsy... moje naturalne rzęsy nie były zadowolone, straciłam prawie wszystkie i byłam załamana. Ale... zaczęłam tak intensywnie smarować miejsca po rzęsach olejkiem rycynowym... że teraz mam lepsze rzęsy niż kiedykolwiek, aż niektórzy pytają czy mam zagęszczane ;) 
  • Brwi nie powinny być za ciemne... i zgadzam się z tym podejściem, łącząc hennę i kredkę do brwi, niekiedy porzucając je na rzecz jakiś pomad :) Przy hennie jestem ostrożna, staram się żeby nie trzymać jej za długo... żeby nie stwarzać srogiego i karykaturalnego wrażenia :) 
  • Róż powinien być nakładany skromnie - brzoskwiniowy, morelowy, nie różowy... ja ten etap często pomijam, choć faktycznie w jakiejś zbiorczej paletce do twarzy róż takowy, nie-różowy posiadam :)
  • Usta raczej delikatnie podkreślone jasną kredką i codziennie nawilżane. Oczywiście nawilżam usta, dbam o nie bardzo i nieustannie wręcz nakładam na nie różne smarowidła, z miodem włącznie - nie znoszę, gdy są suche i nigdy do tego nie dopuszczam... do tego stopnia, że niektórzy pytają czy coś z nimi robię, np. wypełnianie kwasem hialuronowym :) A co z kolorem? Zgodnie  ze swoim własnym gustem, używam pomadek w kolorach nasyconych i żywych. Od lat dominującym kolorem w temacie makijażu ust jest dla mnie czerwień :) Gdybym miała bardziej żółty odcień zębów, nie używałabym czerwieni, bo ona jednak uwypukla kolor zębów, ich ewentualne niedoskonałości i wtedy rzeczywiście lepiej nawet pominąć ust malowanie, a skupić się na oczach.

Makijaż nie jest obowiązkowy 

w żadnym wieku - ja maluję się od lat i nie wstydzę się tego. Nie podchodzę do tego na zasadzie, że maluję się, żeby coś ukryć... ale maluję się, żeby podkreślić atuty.
Istotne jest to, żeby wygląd podkreślonej makijażem twarzy nie różnił się od tej saute. By to w odbiorze, nie były dwie różne twarze. Najważniejsze jest dla mnie w temacie kosmetyki dbanie o to, żeby moja twarz wyglądała jak najlepiej także bez makijażu.
Choć... oczywiście warto wiedzieć jak się malować, żeby makijaż nie szpecił, ale dodawał dodatkowego blasku, którego my - kobiety - mamy wielkie pokłady również bez kolorowych dodatków. 
Moja 23 - letnia córka nie maluje się w ogóle, nie była także pomalowana na swoim ślubie i nigdy tego nie żałowała, mimo, że wiele osób ją namawiało, by tego dnia jednak się złamała. To pokazuje, że my - kobiety jesteśmy różne i nie musimy się poddawać presji jakiejkolwiek - także tej dotyczącej makijażu - jego braku, obecności lub konkretnego wyglądu :)
Nie może być tak, że kładzie się facet z kobietą do łóżka, a rano nie może uwierzyć, że on to właśnie z nią :-)))
I najważniejsze... dużo wody pić, owoców i warzyw jeść, i serce mieć radosne, a w głowie poczucie humoru i dystaaaaaaans..... o taki duuuużyyyyyyyyyyyyyyy ;-))

"Nie pomoże puder róż, kiedy gęba stara już" - powiadała moja babcia. A ja uważam, że kobietą się jest zawsze, do końca życia i odrobina upiększenia nie zaszkodzi, a samopoczucie własne podniesie, nawet gdy wiek już zdradza, że nie najmłodsze jesteśmy. I co z tego? Opakowanie, to rzecz wtórna :-)

*Dzisiejszy makijaż nie jest idealny... I te brwi... ech ;)







*post zawiera link sponsorowany :)

6 komentarzy:

  1. I tak trzymaj, pięknie wyglądasz i masz nadal 49 a nie 56, a nawet jeszcze mniej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie wyglądasz jak zawsze. Muszę spróbować z tym olejkiem rycynowym bo coś mało rzęs zaobserwowałam u siebie :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego co najlepsze życzę:))))Ty zawsze wyglądasz pięknie :))))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Osobiście mam koleżankę której bliżej do 70 niż 60 i nie wyobrażam sobie jej bez makijażu . No cóż tak jak piszesz są kobiety które malują się całe życie i nie wyobrażam sobie bo miały zmieniać swoje przyzwyczajenia z racji wieku, a są i takie, które całe życie się nie malowały i takie pozostają do dziś ( ja akurat należę do tej drugiej kategorii :-) ) i jak się pomalowałam na ślub swojej córki .. to sama siebie nie poznałam :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak samo jak Twoja córka, nie maluję się i ślub wzięłam bez makijażu, fryzury i bez pomalowanych paznokci. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem każdy powinien się malować tak jak chce i jak lubi - niezależnie od wieku.
    A Ty jak zawsze zachwycasz stylizacją, Dorotko.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Stara Kobieta... i ja , Blogger